Życie bez gla1ve’a i Xyp9xa? Jednak istnieje
CS:GO
Felieton

Życie bez gla1ve’a i Xyp9xa? Jednak istnieje

19.08.2020, 12:26:55

Krajobraz bez Astralis dominującego każdy kolejny turniej jest spoko. Powiedzmy sobie szczerze, że kiedy Duńczycy orali całą resztę świata, rywalizacja stawała się momentami po prostu nudna. Ale krajobraz, w którym Astralis przestaje być integralną częścią europejskiej śmietanki i odpada z turniejów po dwóch meczach? To już skrajna tragedia. Kiedy oglądałem pierwsze mecze czterokrotnych triumfatorów Majora bez gla1ve’a i Xyp9xa, czułem się, jakbym stracił bliskiego przyjaciela. Wczoraj poczułem się z kolei tak, jakby owy przyjaciel wrócił z bardzo dalekiej podróży. 

Najchętniej nie wracałbym wspomnieniami do meczów, które Astralis rozegrało w składzie ze Snappim i JUGim. Jasne, duńska formacja miała w swojej historii gorsze momenty, ale to, co działo się podczas DreamHack Masters Spring i BLAST Premier Spring Showdown można określić jedynie mianem dramatu. Niby kręgosłup był ten sam, ale co z tego, kiedy wszystkie inne części tego doskonałego mechanizmu działały gorzej niż przeceniony toster z bazarów. 

Dlatego też z ulgą przyjąłem informację o tym, że Astralis nie weźmie udziału w cs_summit 6. Nie chodzi już nawet o to, że legendy po raz kolejny dostałyby wciry na oczach całego świata. Kluczowa byłaby mentalność, która mogłaby bardzo podupaść. A tak Duńczycy dostali zasłużone, przedłużone wakacje, podczas których mogli naładować bateryjki, ale też przemyśleć swoje opcje na drugą część 2020 roku. 

I choć był to dopiero pierwszy mecz, dodatkowo na nadal borykające się z własnymi demonami Fnatic, to dostaliśmy wczoraj dowód na to, że jednak istnieje życie bez gla1ve’a i Xyp9xa. 

Po pierwsze – Pan Bubzkji 

Pisałem już wcześniej, że transfer Buzkjiego to zdecydowany sygnał, że raczej nie będziemy już oglądać w Astralis tego samego rosteru, który sięgnął po trzy trofea Majora z rzędu. To nie jest chłop, którego ściągasz na dwa pojedyncze turnieje i potem każesz mu grzać ławę. Zwłaszcza że wydałeś na niego niemałe siano. Już w swoim debiucie młody Duńczyk udowodnił zresztą, że sadzanie go na rezerwie byłoby po prostu marnotrawstwem. 

22-latek zagrał przede wszystkim na dużym luzie. Ani trochę nie spaliła go presja debiutanta, otoczenie legend i ciężar gatunkowy skandynawskich derbów. Widzieliśmy wiele jego flagowych zagrywek, którymi zasłynął jeszcze w barwach MAD Lions. Indywidualne misje w wykonaniu Bubzkjiego w znacznym stopniu dawały Astralis dużą przewagę. Czasem przesądzały nawet o wygranych rundach. Do tego niemalże idealna precyzja pod kątem aimowych dueli. Statystyki? Też na piątkę. Andersen to najlepsze, co mogło się przytrafić kibicom i zawodnikom Astralis w tych trudnych czasach. Będzie z niego mnóstwo pociechy. 

Po drugie – es3tag da się lubić

Pod kątem suchych statystyk es3tag na pewno był najgorszym graczem Astralis w meczu z Fnatic. I choć kompletnie nie spodziewałem się tego, że będę musiał kiedykolwiek to napisać, to 24-latek wcale nie był kotwicą, która ciągnęła Duńczyków w dół. Zaliczył wygrane clutche, ważne otwarcia i zagrywki, które nawet jeśli były nieco przypadkowe, to spokojnie można je określić jako 200 iq. A był to jego pierwszy oficjalny mecz od 15 marca. 

Nie mam wątpliwości co do tego, że es3tag w porównaniu do Buzkjiego nie jest skrojony do złotego rosteru Astralis. Używając jednak ekstraklasowej nomenklatury, można go określić jako solidny duński ligowiec. Tak jak JUGi nadawał się jedynie do tarcia chrzanu, tak z uwagi na swój profil es3tag jest idealnym gościem na okres przejściowy i oczekiwanie na powrót gla1ve’a. Później będzie mógł w przyzwoity sposób pomagać drużynie w momencie, kiedy ktoś inny będzie potrzebować dodatkowych wakacji. I ja to szanuję. 

Po trzecie – Magiskowi dałbym prowadzić nawet własne auto 

A kompletnie nie odnajduje się na siedzeniu pasażera, więc lepiej niech doceni gest. W ostatnich miesiącach na naszych oczach rodziło się wielu nowych IGL-ów . Od Stewiego, przez apEXa, aż po właśnie Magiska. Chyba mało kto spodziewał się, że goście słynący z agresywnego stylu przejmą batutę dyrygenta i będą się czuć jak ryba w wodzie. Debiut Magiska z opaską kapitańską na ramieniu naprawdę mógł się podobać. 

Kiedy realizator pokazywał nam kamery graczy, widać było gołym okiem, że Magisk ma posłuch w drużynie. Podczas pauz taktycznych potrafił przez długi czas tłumaczyć swoim kolegom, jaki jest dokładny plan na poszczególne rundy. I nie raz po wspomnianych pauzach widać było naprawdę niestandardowe zagrywki. Duńczyk na pewno wolałby wrócić pod urzędowanie gla1ve’a, ale jego ogromne doświadczenie pozwala mu na odpowiednie kierowanie drużyną. Ręce same składały się do oklasków, kiedy na Trainie oglądaliśmy genialną współpracę pomiędzy Magiskiem i Bubzkjim. Reif stara się dać zespołowi jak najwięcej od siebie, jednocześnie nie ograniczając się jedynie do pasywnego stania na strefie detonacji i dorzucania granatów. 

Widać było, że Magisk pomimo nowych obowiązków chce zachować kilka cech charakterystycznych dla jego naturalnego stylu. Nie bał się wyjść do przodu, żeby zdobyć informację lub trafienie otwierające. Odpowiedzialnie hamował również zapędy swoich kolegów z zespołu, kiedy przykładowo dupreeh chciał za wszelką cenę zdobyć ACE’a, ale był bardzo mocno poobijany. Zaimponował również w dogrywce przeciwko Fnatic, gdzie w newralgicznych momentach podjął trafne decyzje dotyczące ustawienia formacji. Oczywiście prawdziwa weryfikacja nastąpi dopiero w kolejnych meczach, ale 22-latek pokazał już teraz, że ma zadatki na bardzo przyzwoitego IGL-a. 

Fot. Astralis 

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze