Za dużo błędów, za mało werwy
Felieton
League of Legends

Za dużo błędów, za mało werwy

07.10.2020, 11:43:51

Dotarliśmy do półmetka grupowych zmagań na Worlds 2020 i na podstawie dotychczasowych pojedynków możemy wyciągnąć pierwsze wnioski. Tabele nieco przekłamują rzeczywistość, nie ufajcie im. G2 Esports mimo pierwszej lokaty nawet w małym procencie nie przypomina składu, który rok temu dotarł do finału mistrzostw świata. Jak zwycięstwa, to wymęczone. Jak porażki, to druzgocące. I ta ciągła kwaśna mina. Gdzie podziała się przyjemność z gry?

Kibice to kochają, ale nie ma w tym nic zachwycającego

Bo chyba większość z nas woli śledzić spotkanie, którego losy rozstrzygają się w ostatnich minutach lub nawet w ostatniej walce drużynowej. Każdy lubi oglądać pojedynki, w których drużyna X powraca z zaświatów i ostatecznie demoluję skład Y. Dla takich potyczek śledzi się te mistrzostwa, na takie się czeka. Niestety to co ładnie wygląda na ekranie w meczu grupowym, niekoniecznie będzie się pięknie oglądać w półfinale czy finale. Bo najlepsi nie dadzą sobie w kaszę dmuchać.

W dotychczasowych spotkaniach na Worlds 2020 G2 Esports zgromadziło na swoim koncie dwa triumfy. Dwa ważne triumfy, ale także dwa wymęczone. Bo zarówno bitwa z Suning, jak i starcie przeciwko Machi Esports trzymało w napięciu do ostatnich minut spędzonych na Rifcie. Finalnie to my otwieraliśmy szampana, jednak trzeba przyznać, że jeden nietrafiony ulimate w obu grach i dziś moglibyśmy obserwować Europejczyków z zerem na koncie. A to byłaby absolutna katastrofa.

No ale zamiast porażek, były zwycięstwa, to i humory nawet dopisywały. Styl odchodził gdzieś w niepamięć, w końcu kto by się tym przejmował, jeśli drużyna wszystko wygrywa? Taki stan rzeczy miał utrzymać się do półmetku grupowych zmagań i trwać nawet po batalii z Teamem Liquid. Los miał jednak inne zdanie.

Zawodnicy ze Starego Kontynentu polegli w pojedynku ze składem rodem z LCS i to nie w bliskiej potyczce. To był pogrom, a G2 Esports nie miało nic do powiedzenia od pierwszej krwi aż do zniszczenia bazy. I wtedy pojawiła się refleksja. Co jeśli to jest prawdziwa twarz Europejczyków? A może te dwa triumfy były faktycznie mocno szczęśliwe, a Jankos i spółka nie są gotowi nawet na półfinał mistrzostw świata?

Słabości G2 Esports obnażył letni sezon LEC. Oczywiście zwycięski, jednak tak słabej ekipy pod skrzydłami organizacji ocelote’a nie widzieliśmy od dwóch lat. Pozostaje mieć jednak nadzieję, że przygotowanie zejdzie na drugi plan, a zwycięży charakter. Bo to nim wygrywa się wiele gier.

Martwi jednak to, że w Europejczykach nie widać już tego wigoru. Wszystkie najsłynniejsze pojedynku G2 Esports – bez względu na ich przebieg – okraszały szerokie uśmiechy na podglądzie kamerek. A teraz? Kwaśna mina, zakłopotanie i wiele innych rzeczy, które mogą nas martwić.

Nie tylko G2 Esports

Bo przecież na Worlds 2020 mamy jeszcze dwie inne ekipy, którym przygrywają polskie rytmy. Fnatic może i nie trafiło w najsilniejsze towarzystwo, jednak wczorajszy triumf z Gen.G i to w dość przekonującym stylu daje nadzieję, że jeśli G2 Esports zawiedzie, wciąż będziemy mogli liczyć na europejski sukces. Niestety u Pomarańczowych nie brakuje błędów i chyba to jest największą bolączką Europy. Za dużo złych decyzji, za mało przemyślanych. Wyobrażacie sobie, że DAMWON Gaming decyduje się na walkę, której nie jest pewne? Albo że podchodzą pod bazę nie mając wystarczających zasobów i czasu? No właśnie.

Jest też Rogue Vandera i Inspireda, które mimo trzeciej lokaty w grupie udowodniło, że dwie potęgi nie są im aż tak straszne. Co prawda rezultaty nie zachwyciły, ale wciąż jest szansa na rewanż. Polski duet miał kilka dni, aby przeanalizować swoją grę, rozbić rywala na czynniki pierwsze i dostosować swój styl do tego, co grali im Azjaci. Do sensacji naprawdę nie jest aż tak daleko.

Zmagania powrócą już jutro, tym razem dzielone na mecze konkretnych grup. Czwartkowy poranek umilą nam zatem reprezentanci G2 Esports oraz ich oponenci. Od Liquid, przez Machi po Suning. Nie wątpimy w awans Jankosa i spółki. Przydałoby się jednak wlać dzban nadziei do kibicowskich serc, bo te pragną końcowego triumfu, a nie ćwierćfinału po walce.

Fot. David Lee/Riot Games

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze