Wyjście z twarzą? Podziękujemy. W MIBR jak w lesie
CS:GO
Felieton

Wyjście z twarzą? Podziękujemy. W MIBR jak w lesie

14.09.2020, 13:20:18

Co łączy MIBR i Virtus.pro? Ano to, że w przypadku obu organizacji ktoś bardzo długo bał się powiedzieć „basta”. Wczorajsze decyzje podjęte przez organizacje miały w końcu zmienić obraz zespołu. Doprowadzić do rewolucji. Ale nic z tego, bo Brazylijczycy po raz kolejny w tym roku postanowili zrobić z siebie klaunów. Zanim napiszecie w komentarzach „Terpiński ty zakało przestań mi MIBR prześladować”, to chciałem tylko poinformować, że wcale nie czerpię z obrotu sytuacji satysfakcji. 

Rozłóżmy to sobie na czynniki pierwsze. Przede wszystkim warto się skupić na tym, jak długo MIBR jest popierdółką światowej, jak i regionalnej sceny. Kłopoty Najmana zaczęły się mniej więcej rok temu, kiedy Marcelo „coldzera” David dał wyraz swojej frustracji i poinformował o chęci opuszczeniu zespołu. Wówczas nie chodziło jeszcze o to, że brazylijska formacja była jakaś tragiczna. Wręcz przeciwnie, mieli swoje momenty, ale daleko im było do trofeów, których desperacko pragnął cold. Ale nikomu nie chciało się reagować, bo w końcu jesteśmy kumplami, gramy sobie w gierkę, kaska z pensji leci aż miło i w ogóle Não Tem Como odwrotu.

Trofea. Coś, do czego Brazylijczycy mocno przywykli. Gabriel „FalleN” Toledo i jego kompani nie byli piątką chłopaków, którzy wyrwali się z faweli, wygrali kilkadziesiąt tysięcy dolarów i mieli resztę gdzieś. Latynosi przez długi czas byli jedną z największych sił w globalnym CS:GO. Ale coś w tej ekipie pękło wraz z amerykańskim eksperymentem i sprowadzeniem Jake’a „Stewie2K” Yipa oraz Tarika „tarika” Celika. Otworzono wówczas rany, które miały się już nigdy nie zabliźnić.

Ale wtedy jeszcze to jakoś wyglądało. MIBR przynajmniej coś wygrało, nawet jeśli był to tylko niewiele znaczący ZOTAC Cup Masters. To też wymowne, że od sierpnia 2018 roku nic więcej nie pojawiło się w gablocie brazylijskiej organizacji, która celowała w podbój świata na nowo.

Na przełomie 2018 i 2019 roku postanowiono jednak wrócić do korzeni. Made in Brazil w pełnym wydaniu. Ściągamy Epitácio „TACO” de Melo, który w Team Liquid pokazał, że dobrze wykorzystany robi fantastyczną robotę. Na trenerkę niech wróci Wilton „zews” Prado, który kiedyś poprowadził nas do zwycięstwa podczas Majora. Na koniec dawajcie João „felpsa” Vasconcellosa, w końcu mówi, że dojrzał, więc teraz może nie będziemy musieli go znów kickować.

Heheheheheehehehe…

Nadzieje. Jakże kruche, ale jednak napełniające serce tym przyjemnym uczuciem, którego każdy człowiek desperacko potrzebuje dla poprawnej egzystencji.

Wiecie, że gdybyśmy teraz na nowo wystawili oryginalny polski roster Virtus.pro na serwer, to najpewniej nie zakwalifikowałby się do ESL Mistrzostw Polski? Wiecie, że gdyby pronax i olofmeister wskoczyli do składu Fnatic za Goldena i Brollana, to raczej nic dobrego by z tego nie wynikło? Wiecie, że jak zepsuje wam się toster, to nie wystarczy, że po roku podłączycie go do prądu i magicznie będzie działać? Wiecie, bo jesteście mądrymi ludźmi. Ogólnie na ogół mało rzeczy naprawia się samoistnie i wraca do pierwotnego stanu rzeczy, jeśli po drodze się popsuje. Nie licząc routerów, je przecież zawsze wystarczy zresetować, nie?

I gracze MIBR się w tym wszystkim połapali. Szkoda, że tak późno, kiedy reszta światowej stawki zaczęła już solidnie odjeżdżać. Czy Brazylijczycy zareagowali dobrze? Otóż nie, bo nagle zaczęliśmy być świadkami jakichś losowych zmian, które wyglądały jak przegląd piosenki kabaretowej w Opolu. Czy organizacja była w tym wszystkim pomocna? Otóż nie, bo dalej klepała swoich pupilków po głowach, dawała im wolną rękę we wszystkich decyzjach i tylko przeglądała Excel, czy hajs za promowanie Tindera na koszulkach się zgadza. Ale żeby wydać 200 tysięcy dolarów na KSCERATO? BROŃ BOŻE.

I tak się żyło w cieniu Jezusa z Rio, popijając drinki, kąpiąc się w blasku słońca na Copacabanie. MIBR grał coraz gorzej, zmiany nie dawały żadnych pozytywnych impulsów, a kazus starego Virtus.pro powoli się dopełniał.

Można było wyjść z tego z twarzą? Można było. Wystarczyło po wczorajszych decyzjach organizacji uderzyć się w pierś, przyznać do błędów, zaakceptować zmiany, zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Czy tak zrobili zawodnicy MIBR? OTÓŻ NIE.

Bo lepiej się obrazić. Jakim prawem organizacja, którą doimy na kasę, wymaga od nas zmian, kiedy my się bardzo lubimy i w ogóle fajne chłopaki z nas?! FalleN po raz kolejny zburzył swój pomnik, wypinając się na swojego pracodawcę, kNgV- odstawia jakieś cyrki i biadoli w social mediach, jak pokrzywdzeni są zawodnicy takim obrotem spraw. Pokrzywdzone to były moje oczy, które patrzyły na grę Brazylijczyków. Kończ waść, wstydu oszczędź…

Historia napisana przez MIBR to modelowy przykład dla organizacji, jak i składu CS:GO, jak łatwo można zaprzepaścić własną legendę i obudzić się z ręką w nocniku. Nie życzę tego absolutnie nikomu.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najbardziej oceniane
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
frght
frght
1 miesiąc temu

Sama prawda