Wyjątkowe triumfy G2, Jankosa, Zvena i Cloud9. Powiew optymizmu z zachodu przed MSI
League of Legends
POLSKI ESPORT
Reportaże

Wyjątkowe triumfy G2, Jankosa, Zvena i Cloud9. Powiew optymizmu z zachodu przed MSI

20.04.2020, 18:59:18

Wczorajszego wieczoru byliśmy świadkami finałów regionalnych mistrzostw League of Legends w Europie oraz Stanach Zjednoczonych. O ile obyło się bez większych niespodzianek, a kurierzy dowieźli trofea prosto do gaming house’ów faworytów, o tyle oba tryumfy były wyjątkowe. Przede wszystkim jednak zachód może być dobrej myśli. Pomimo wszelkich obaw znów mamy szansę zagrozić potęgom ze wschodu. 

G2 na drodze po wyrównanie własnego rekordu 

Play-offy wiosennego splitu LEC rozpoczęły się dla G2 w najgorszy możliwy sposób, ale wczoraj po południu podopieczni Fabiana „GrabbZa” Lohmana po raz kolejny udowodnili, dlaczego mówi się o nich jako najlepszej drużynie w historii europejskiego LoL-a. Luka „PERKZ” Perković i jego kompani wygrali trzeci tytuł z rzędu i tym samym przybliżyli się do powtórzenia osiągnięcia sprzed trzech lat, kiedy to organizacja Carlosa „ocelote’a” Rodrígueza sięgnęła po cztery trofea z rzędu.

Przede wszystkim jednak G2 udowodniło, że ich wszelkie eksperymenty i testowanie limitów nie ma wpływu na ich dyspozycję. Przed rozpoczęciem splitu nie brakowało wszak sceptyków, którzy twierdzili, że przesunięcie Rasmusa „Capsa” Winthera na dolną alejkę zabije całą magię, którą oglądaliśmy w przeciągu 2019 roku. Tymczasem bywały momenty, w których to Duńczyk przesądzał o zwycięstwach swojej formacji.

Na koniec warto też zaznaczyć fakt, jakim jest szybkość finałowej potyczki z Fnatic. Martin „Rekkles” Larsson i spółka są przecież bez dwóch zdań w światowej czołówce, a tymczasem G2 po prostu zabawiło się ze swoimi rywalami i niemalże ustanowiło rekord najszybciej zakończonego finału w formacie BO5. Samurajska piątka jeszcze raz udowodniła, że na starym kontynencie nie ma sobie równych i ekipa sprzątająca powinna czym prędzej odkurzać wolne miejsca w gablocie z trofeami.

Niby stary, ale jary 

Mało jest graczy, którzy są tak starzy jak ja. Aczkolwiek nie przeszkadza mi to w osiąganiu dobrych wyników. Ciężko pracuję nad tym, żeby szlifować swoje umiejętności i nie odstawać od młodych zawodników – mówił kilka miesięcy temu Marcin „Jankos” Jankowski w wywiadzie dla portalu tvn24.pl. I rzeczywiście, biorąc pod uwagę średnią wieku profesjonalnych graczy League of Legends, najlepszy polski zawodnik staje się powoli oldboyem. Widać jednak jak na dłoni, że Jankowski wszystko ma jeszcze przed sobą. Oprócz trzeciego trofeum LEC dołożył do swojego CV drugie z rzędu wyróżnienie dla najbardziej wartościowego zawodnika splitu.

Rzeźnik z Poznania powtórzył tym samym wyczyn Capsa (Lato 2018, Wiosna 2019), Rekklesa (Lato 2017, Wiosna 2018) i  Tricka (Wiosna 2016, Lato 2016). Nie ma jednak co ukrywać, że najpewniej w głowie Jankosa nadal pozostaje jeden niespełniony cel w postaci wygranej na Worldsach. Szansa na sprawdzenie swoich sił na tle azjatyckich rywali już niebawem, bo za kilka tygodni czeka nas MSI. Nie ulega wątpliwości, że Jankowski i jego koledzy będą jednym z faworytów do sięgnięcia po trofeum, którego sami aktualnie obronią.

Odnaleziona droga na dziewiątą chmurę 

Prawie 7 lat czekało Cloud9 na swój drugi triumf w najwyższej klasie rozgrywkowej Stanów Zjednoczonych. Po rewolucji kadrowej podopieczni organizacji Jacka Etienne’a w końcu odnaleźli klucz do sukcesu, a sam włodarz z pewnością nie żałuje horrendalnych kwot, które musiał wydać między innymi na sprowadzenie do zespołu Philippe „Vulcana” Laflamme’a. Prześcignięcie Teamu Liquid i Teamu Solo Mid nie było zresztą jedynym osiągnięciem C9.

Cloud9 w gładkim stylu wygrało swój finałowy mecz przeciwko FlyQuest i tym samym przypieczętowała swoją tegoroczną dominację w regionie. Dodatkowo mistrzowski tytuł zgarnęła też akademia C9, a MVP splitu wygrał leśnik formacji – Robert „Blaber” Huang. Najbardziej wartościowym szkoleniowcem został okrzyknięty z kolei Bok „Reapered” Han-gyu, dla którego jest to już czwarta nagroda tego typu. Na koniec warto nadmienić, że wszyscy zawodnicy grający pod banderą Cloud9 znaleźli się w drużynie marzeń wiosennego sezonu LCS. O Clown9 nie ma już absolutnie mowy. Teraz czas pokazać się z dobrej strony na MSI.

Król na dwóch kontynentach 

Co nie udało się pod banderą TSM-u, to udało się w trykocie Cloud9. Jesper „Zven” Svenningsen stał się jedynym zawodnikiem w historii League of Legends, który święcił triumf zarówno na starym kontynencie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Duńczyk zaliczył świetny split, w którym jak przystało na gracza rodem z LEC, po prostu smurfował (nie to, co taki Broxah).

Zven stworzył z Vulkanem iście wybuchowy duet. Zawodnik ze Skandynawii udowodnił przy tym, że najlepsze wciąż przed nim, a on sam może się stać jedną z tych postaci, która przyniesie Ameryce międzynarodowe trofeum. Duńczyk po raz ostatni wzniósł takowe dobre pięć lat temu, kiedy jeszcze w barwach Origen zajął pierwsze miejsce podium na Intel Extreme Masters Season X – San Jose.

Fot. Riot Games / Michał Konkol / Colin Young-Wolff