Wszystkie chwile chwały nitr0

Wszystkie chwile chwały nitr0

15.08.2020, 17:08:07

Z CS:GO pożegnała się wczoraj postać, która jeszcze nieco ponad rok temu była uznawana za jednego z czołowych liderów światowej sceny. Postać, która pomimo młodego wieku stała się niekwestionowaną legendą jednej z najbardziej potężnych organizacji esportowych globu. Postać, którą fani CS:GO zapamiętają na zawsze, a entuzjaści VALORANTA pokochają od pierwszego meczu. W swojej sześcioletniej karierze Nicholas „nitr0” Cannella przeżył momenty chwały na największych scenach i najważniejszych turniejach, a my przypominamy wszystkie najważniejsze triumfy Amerykanina. 

Canella wstąpił na ścieżkę do wielkiego grania w kwietniu 2014 roku, czyli mniej więcej miesiąc po triumfie polskiego Virtus.pro w ramach EMS One Katowice. Pierwsze kroki stawiał pod banderą nieistniejącego już dziś Area51 Gaming, gdzie w przeszłości występowały takie gwiazdy jak Jaryd „summit1g” Lazar czy Will „RUSH” Wierzba. Kolejnym przystankiem w raczkującej karierze było z kolei Denial Esports, w którym spędził zaledwie miesiąc, aby ostatecznie wylądować w legendarnym Team iBUYPOWER.

U boku Tylera „Skadoodle’a” Lathama czy Braxtona „swaga” Pierce’a zadebiutował na Majorze w Jönköping. W premierowym meczu jego formacja pokonała nawet duńskie Copenhagen Wolves, gdzie wówczas występowali gracze pokroju Lukasa „gla1ve’a” Rossandera. Później jednak iBUYPOWER uległo kolejno Dignitas oraz PENCIE, co oznaczało pożegnanie z turniejem. Krótko później sam Canella przeszedł z kolei do Torqued, aby ostatecznie wrócić jeszcze na moment do Denial Esports.

Pięć dni po drugim odejściu z Denial Esports nitr0 wylądował z kolei w Team Liquid. I chyba nikt nie mógł przewidzieć, że dotychczasowa, bardzo dynamiczna kariera gracza, ulegnie aż takiej „stagnacji”. 13 stycznia 2015 roku nitr0 odnalazł swój dom na lata.

Przez kolejne miesiące i lata na próżno jednak było szukać sukcesów. Jasne, niejednokrotnie było blisko. Pamiętamy przecież między innymi półfinał Majora w Columbus czy bolesną porażkę w finale Majora w Kolonii. Pamiętamy spektakularne porażki w ostatecznych starciach ESL One New York i ESG Tour Mykonos 2017. Na pierwsze poważne trofeum Canella czekał jednak aż 3 lata.

Ninjas in Pyjamas, Torqued, Heroic, SK Gaming i wreszcie Cloud9. Tak wyglądała lista zespołów, które Team Liquid pod wodzą nitr0 pokonało w walce o pierwsze miejsce podczas drugiej edycji imprezy cs_summit. Choć w teorii wydaje się to dość świeży temat, to warto tutaj wspomnieć, że wówczas w składzie TL występował nieco zapomniany dziś Lucas „steel” Lopes, a trenerem był Wilton „zews” Prado. W pokonanym C9 grał z kolei Stewie2K, który miesiąc wcześniej poprowadził swój zespół do historycznego zwycięstwa na Majorze w Bostonie.

Kolejne miesiące w wykonaniu nitr0 to głównie dowodzenie grupą gości, którzy desperacko chcieli dogonić Astralis. Jak pamiętacie, albo się domyślacie, próby spełzły na niczym. Wygrać udało się jedynie SuperNova Malta 2018, ale wynikało to w dużej mierze, że Duńczycy na turniej się po prostu nie wybrali. Ostatnią imprezą w 2018 były finały ESL Pro League, gdzie TL nie potrafiło nawiązać równej walki z podopiecznymi Dannego „zonica” Sørensena.

I wtedy nastąpił przełom. Do Liquid ściągnięty został wspomniany wcześniej Stewie2K, a rolę szkoleniowca przejął Eric „adreN” Hoag. Debiutanckim turniejem amerykańsko-kanadyjskiego kolektywu było iBUYPOWER Masters IV, które co prawda zasłynęło głównie z kontrowersyjnego formatu i ogromnych opóźnień, ale na koniec dnia przyniosło zwycięstwo ekipy dowodzonej przez Canelle. TL w końcu poczuło, że Astralis da się pokonać i dało im to solidnego boosta na kolejne miesiące.

Sukces rodził się jednak w bólach. Niektórzy wierzyli, że Liquid może wygrać Majora w Katowicach. Sam dałem się ponieść entuzjazmowi i umieściłem ich na końcowej pozycji w moim pick’emie. Tymczasem podopieczni Hoaga zaliczyli spektakularną wtopę z ENCE i nie spotkali się nawet z Astralis. Niecały miesiąc później przegrali z kolei z Duńczykami w finale BLAST Pro Series: São Paulo. Jakby tego było mało, to w finałowym spotkaniu BLAST Pro Series: Miami dostali z kolei nokaut od FaZe.

Niechlubna seria została jednak w końcu przełamana. Pod nieobecność Astralis Team Liquid w pięknym stylu wygrało Intel Extreme Masters Sydney. Canella w końcu wygrał jeden z najbardziej prestiżowych turniejów na świecie. Tak po ludzku mu się to należało. Za wszystkie miesiące ciężkiej pracy. Za całokształt kariery zawodniczej w barwach TL.

team-liquid-nitr0-iem-sydney-2019

Team Liquid z trofeum Intel Extreme Masters Sydney. Fot. ESL / Helena Kristiansson

I tak na naszych oczach zaczęła się pisać naprawdę cudowna historia. Niecały miesiąc po zwycięstwie w Australii Team Liquid zdominował z kolei rywali podczas DreamHack Masters Dallas. Canella dołożył do swojej kolekcji kolejny znaczący złoty medal. Szkopuł oczywiście w tym, że w stawce nie było Astralis, ale co się odwlecze, to nie uciecze…

Kolejnym punktem zwrotnym w historii rywalizacji Liquid i Astralis miało być Montpellier, gdzie rozgrywane były finały ESL Pro League. Piątka dowodzona przez nitr0 zaliczyła co prawda spory falstart, ale rehabilitacja była niezwykle skuteczna. TYLOO, HellRaisers, MIBR i prosto do play-offów. A w nich na pierwszy ogień Duńczycy. No nie mogło być lepiej.

Overpass dla mistrzów IEM Katowice, później wyrównanie stanu rzeczy na zdominowanym przez Liquid Inferno i wreszcie przypieczętowanie dzieła zniszczenia na Vertigo. Ten mecz mógłby być równie dobrze finałem. nitr0 po raz kolejny pokonał w bezpośredniej rywalizacji gla1ve’a. Po raz kolejny zbliżył się do upragnionego pucharu. I chwilę później go zgarnął, bo mousesports i G2 nie byli dla TL godnymi rywalami.

Dzięki zwycięstwu we Francji Team Liquid z nitr0 na czele przybliżył się również do triumfu w drugiej edycji Intel Grand Slam. Triumfu w rekordowym czasie. Aby tak się jednak stało, chłopaki zza oceanu musieli triumfować w jednej z dwóch najbardziej legendarnych aren. Podbój Spodka nie poszedł po ich myśli, ale w Kateterze Counter-Strike’a mogli zrealizować marzenia. MVP PK? Pyknięte. Na’Vi? Pokonane. NRG? Mamy to. W play-offach wiele zwiastowało wyczekiwany finał Astralis vs. TL, ale na drodze stanęło…Vitality, które rozprawiło się z Duńczykami w półfinale. Canella i spółka rozprawili się z kolei z Francuzami wynikiem 3:1. Kolonia podbita. Szlem zdominowany. W mediach trąbiliśmy o tym tygodniami.

team-liquid-nitr0-esl-one-cologne

Team Liquid podczas triumfu w ramach ESL One Cologne 2019. Fot. ESL / Helena Kristiansson

Po triumfach w Europie nadszedł czas, aby zaliczyć udane lato również w domu. Jeszcze przed przerwą wakacyjną nitr0 poprowadził swoich kompanów do pewnego zwycięstwa w ramach BLAST Pro Series: Los Angeles. Triumf w mieście aniołów napędził zespół do sprawienia swoim kibicom jeszcze jednego, pięknego prezentu. Liquid jako zdecydowany faworyt Intel Extreme Masters Chicago wjechało w zawody jak w masło i po zdominowaniu swojej grupy rozniosło również rywali w play-offach. Na przystawkę Vitality, a w wielkim finale ENCE, które na pierwszych dwóch mapach zgarnęło łącznie pięć punktów. Kapitan Ameryka dostał do kolekcji kolejną tarczę.

team-liquid-nitro-iem-chicago

Zawodnicy Team Liquid z trofeum IEM Chicago. Fot. ESL / Helena Kristiansson

Jak wyglądało Team Liquid po powrocie z urlopów? Wszyscy doskonale pamiętamy. Canella i jego koledzy z zespołu nigdy nie odnaleźli już szczytowej formy z pierwszej połowy 2019 roku i tym samym oddali globalny prym w ręce innych ekip. Nie ulega jednak wątpliwości, że nitr0 dowodził ekipą, która zanotowała jeden z najbardziej zdominowanych okresów w historii CS:GO. Trzymamy kciuki, żeby 24-latek powtórzył swoje sukcesy w VALORANCIE. Niech Ci spike lekkim będzie, kapitanie!

Fot tytułowa: ESL / Helena Kristiansson

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze