Czasy, w których gracze nie boją się mówić o swoich problemach
CS:GO
Felieton

Czasy, w których gracze nie boją się mówić o swoich problemach

25.09.2020, 16:42:01

– Jak gość w takim wieku może pieprzyć coś o wypaleniu?

– W dupie poprzewracało mu się od sławy i kasy.

– Nagle każdy narzeka, że jest zmęczony grą… kiedyś tego nie było!

Podobnych opinii jest mnóstwo, a łączy je jedna wspólna cecha – głupota autorów.  Bo co przeciętny Kowalski z internetu może wiedzieć o fachu, który zna tak dobrze jak Ciąg Fibonacciego?

Jeszcze kilka lat temu w esportowym środowisku nie było mowy o wyrzucaniu na wierzch własnych smętów. Siedzieliśmy w bańce, w której esportowcy nie mieli żadnych problemów i żyli najlepszym życiem. Bo przecież jakie kłopoty może sprawiać granie w komputer, prawda? Tylko spróbowaliby na coś narzekać. Już my byśmy ich dojechali. To wszystko sprawiało, że profesjonalni gracze często w obawie przed reakcją społeczności woleli zamieść swoje bolączki pod dywan i udawać, że nic się nie stało, zamiast otwarcie o nich powiedzieć. To często mogło być powodem niejednej zniszczonej kariery. Ba, jestem pewien, że było.

W jaki sposób? Bardzo prosty. Zawodnicy w obawie przed publicznym linczem milczeli. A przecież spadków formy i chwiejnych występów było mnóstwo. Czasem nie trzeba nawet gorszej dyspozycji, żeby stwierdzić, iż gracz przeżywa trudniejszy okres. Żaden z nich jednak nie mówił o tym wprost i założę się, że przez dalsze brnięcie w to bagno niejeden w krótkim czasie pożegnał się ze swoją posadą. A może i nawet wielką karierą. Pomyśleć, że wystarczyło dać znać organizacji, iż coś nie gra i potrzebuje się chwili przerwy, prawda? To takie banalne. Ale sami do tego doprowadziliśmy.

Przykład Kamila “KEi” Pietkuna z AVEZ Esport. Bardzo świeży przykład. Aktualny rezerwowy AVEZ Esport był najjaśniejszą postacią całego zespołu i to on zazwyczaj ciągnął swoich kolegów za uszy nawet w tych najtrudniejszych momentach. Występy przekonywały, że jeśli ktoś miałby odczuwać zmęczenie grą, to Pietkuna bralibyśmy pod uwagę jako ostatniego. O ile w ogóle zaczęlibyśmy takie rozważania. A jednak. KEi musiał odsunąć się w cień, przynajmniej na jakiś czas.

Wyobraźcie sobie teraz, że Polak zamiast otwarcie powiedzieć o tym, co go gryzie, milczy i nadal gra mimo wielkiej niechęci. Efekt kuli śnieżnej gwarantowany. A co dalej? Zapewne docinki ze strony społeczności, że był jednostrzałowcem i już nigdy się nie odbuduje. Taki już nasz obraz. 

Całe szczęście 2020 rok to też przełom w kwestii dialogu. Dialogu, który jest tak niedoceniany, a pomaga rozwiązać tak wiele problemów. Zaczęło się od – no kto by pomyślał – Astralis. To Duńczycy w dużej mierze przyczynili się do tego, że pozostali gracze wyszli z cienia i przemówili. No bo skoro mistrzowie nie boją się i mówią, że gra od jakiegoś czasu ich męczy, to chyba ja też mogę, prawda? Pozostaje tylko podziękować Skandynawom za ukierunkowanie pozostałych zawodników w tym nurcie.

O dobro psychiczne zawodników zaczynają dbać też organizacje. Wydaje się, że wkrótce to nie wypalenia będą powodem zatrudniania szóstego czy siódmego zawodnika do składu. To będzie trend, za którym podąży większość zespołów. Już teraz mamy Astralis, Cloud9 zapowiedziało to samo, a plotki mówią, że podobne plany knują tęgie głowy w Vitality. I bardzo dobrze. Pracodawcy zaczynają słuchać, a ich pracownicy mówić. Tak buduje się sukces.

Na koniec sam zadaj sobie pytanie – czy nigdy nie byłeś zmęczony codzienną rutyną pracy? Pewnie byłeś, zgadłem? No ale przecież nie mogłeś wziąć sobie nagle kilku tygodni czy miesięcy wolnego, tak? Ale różnica jest taka, że problemy profesjonalnych graczy mogą przełożyć się na dobro zespołu. I dlatego to aby rozmawiać, jest aż tak ważne.

Fot. Kamil Zieliński

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze