Worldsy, jakie chcielibyśmy zobaczyć
Felieton
League of Legends
POLSKI ESPORT

Worldsy, jakie chcielibyśmy zobaczyć

24.09.2020, 16:33:30

Już jutro startuje doroczne esportowe święto – szczególnie bliskie sercom miłośników League of Legends. Worldsy za każdym razem poruszają miliony osób na całym świecie i nie inaczej jest w Polsce. Jakie zawody chciałoby zobaczyć większość mieszkańców kraju nad Wisłą?

Polewa z Ameryki przez cały rok a i tak ich wesprzemy

Faworyt Polaków, jak i większości kibiców może być tylko jeden. MAD Lions w trakcie letniego sezonu LEC skradło serca wielu miłośników europejskiego LoL-a, a do tego zyskało szacunek pozostałych formacji. W ciągu roku ludzie przestali patrzeć na Lwy jak na zwykłą ofiarę. Teraz to oni ruszyli na polowanie.

Cała grupa A wstępnej fazy Wolrds 2020 to laurka dla naszych kibiców. W końcu ile byśmy nie śmiali się z amerykańskich drużyn i ile nieprzyjemnych słów nie wyrzucilibyśmy w ich stronę, większość i tak wybierze je ponad składami z pozostałych regionów. Poza tym Team Liquid to udawany amerykański skład, w końcu dwóch Duńczyków daje mu silny europejski powiew. 

Tak wyglądają nie tylko oczekiwania, ale też rzeczywiste rozkłady sił. To MAD Lions i Team Liquid spośród wszystkich uczestników grupy A stoją pierwsi w kolejce do głównej fazy Worlds 2020. Co prawda tylko jedna z tych ekip zagwarantuje sobie awans bezpośrednio z grupy – i daj Boże niech to będzie kolektyw z LEC – ale głęboko wierzymy w sukces obu. Bo kto spoza duetu PSG Talon i LGD Gaming mógłby im zagrozić w dalszej walce? W kontekście Amerykanów powiecie, że każdy. I tu się zgodzę. Ale to chyba nie czas na błaznowanie i Liquid wreszcie wygrzebie z siebie cały potencjał, który tłumił gdzieś przez cały rok.

Wspieramy wszystkich Polaków, którzy nie mają umlautów w paszporcie

Fazę grupową dobrze byłoby rozpocząć od dokładnego sprawdzenia dokumentów Marcina “Jankosa” Jankowskiego i tego, jakie obywatelstwo w nich znajdziemy. Jeśli wciąż polskie – świętujemy. Możemy ze spokojem wspierać G2 Esports w drodze do może i nawet powtórki ubiegłorocznego sukcesu.

Jeżeli jednak leśnik G2 ma tam coś nabazgrane z różnymi umlautami, całą uwagę skupiamy na pozostałych rodakach, których zresztą nie brakuje. A tak całkiem poważnie – otrzymaliśmy gigantyczny prezent w postaci czterech biało-czerwonych reprezentantów w głównej części zawodów. Już w tym miejscu nie mamy na co narzekać, bo o takim wyniku może pomarzyć większość europejskich krajów. No ale apetyt rośnie w miarę jedzenia.

A będzie co jeść. Korean BBQ? Niemal każdego dnia. Jakieś chińskie przysmaczki? Bardzo proszę. I mimo iż zdajemy sobie sprawę z tego, że Rogue każdego dnia może wstawać lewą nogą, nadal wierzymy w ich sukces. Bo chyba ten jest największą, a nawet jedyną zagadką, jeśli na tapet weżmiemy sytuację wszystkich Polaków.

Co chcielibyśmy zatem zobaczyć? DAMWON zbierające swoje szczęki z podłóg, po tym jak Rogue po serii katastrofalnych scrimów łoi im skórę w obu grupowych próbach. JD Gaming, które zdominowane i skompromitowane przez Vandera oraz Inspireda nie będzie nawet chciało pokazać się przed własną publiką. To tak w skrócie.

Mamy nadzieję, że sukces pozostałych będzie formalnością.

Chińskie przysmaki sprzedawane w arenie… a może lepiej nie?

To, co chcieliby zobaczyć nie tylko polscy kibice, ale też fani z całego świata to pękające w szwach trybuny. Marzenia ściętej głowy powiadacie? Niekoniecznie. Riot Games zapowiedział w końcu, że obecność publiki w trakcie ostatniego starcia mistrzostw świata jest niewykluczona. Nie robimy sobie specjalnej nadziei, ale…

Wyobrażacie to sobie? Tysiące miłośników LoL-a skandujących nazwy swoich ulubionych drużyn. Znów przenieślibyśmy się do tego magicznego świata LAN-owych emocji. Świata, którego nie da się niczym zastąpić. Gdzieś z boku areny kilku miejscowych sprzedaje regionalne przysmaki – w tym nietoperze. A może lepiej nie, bo cały cholerny cykl znów się nam powtórzy. Obejdzie się bez jedzenia.

Przy akompaniamencie Take Over do areny wchodzą dwie ekipy – najlepiej dwie europejskie. Skoro mamy trzy, których barw bronią nasi rodacy, to przegranego, który nie pojawi się w finale, wylosujemy poprzez pociąganie słomek. Rok temu mogliśmy mieć złoto w garści i powtórkę z pięknego, pierwszego sezonu. Może to jest nasz czas? Chyba wszyscy chcielibyśmy zobaczyć Polaka z pucharem w dłoniach.

Fot. Michał Konkol / Riot Games

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze