Widowisko? Pierwsza klasa. Poziom? Daleki od europejskiego
CS:GO
Reportaże

Widowisko? Pierwsza klasa. Poziom? Daleki od europejskiego

28.09.2020, 03:39:14

FURIA rozgromiła 100 Thieves i tym samym została nowym mistrzem ESL Pro League w regionie Ameryki Północnej. Krótko mówiąc – niespodzianki nie było. Brazylijczycy od początku byli faworytem, a jeszcze przed rozpoczęciem turnieju znajdowali się oni w ścisłym gronie pretendentów do końcowego triumfu. Zmagania za oceanem po raz kolejny obnażyły jednak znaczną różnicę poziomów pomiędzy starym kontynentem a stanami. Dziś patrzymy na obraz spotkań i jesteśmy niemalże pewni, że po powrocie LAN-ów NA będzie miało ciężej niż kiedykolwiek wcześniej. 

Dziś NA i EU można przyrównać do polskich zespołów rywalizujących z zagranicznymi składami z pierwszej trzydziestki światowego rankingu. I to nie tylko dlatego, że dzieje się to bardzo sporadycznie. Po prostu w momencie powrotu LAN-ów doświadczymy tego samego co x-kom AGO wracające do ESL Pro League. W skrócie – Coś tam umiemy, ale brakuje nam ogrania na najlepsze piątki, nie wiemy jak się zaadaptować do gry na tak wysokim szczeblu.

Ostatnia prawdziwa rywalizacja pomiędzy drużynami z Ameryki Północnej i Europy miała miejsce podczas IEM Katowice. Minęło już grubo ponad pół roku od momentu, w którym NA mogło się bić z topowymi piątkami globu, śledzić trendy, utrzymywać odpowiedni rytm. Ostatnie sześć miesięcy Team Liquid, Evil Geniuses, FURIA czy 100 Thieves spędzili na babraniu się we własnym bagienku. Ciągła rywalizacja między sobą. Powielanie tych samych schematów. Zmiany kadrowe, które dawały jedynie krótkoterminową świeżość.

Patrzymy na amerykańską odsłonę ESL Pro League i dochodzimy do oczywistego wniosku – przepaść pomiędzy EU i NA jest widoczna na kilometr. Jasne, pod kątem widowiska FURIA czy 100 Thieves potrafi dostarczyć. Andrei “arT” Piovezan i jego klawiatura z samymi klawiszami „W”, jednoosobowa armia Justin „jks” Savage czy niesamowite akcje z AWP w wykonaniu Tsvetelina „CeRqa” Dimitrova są ucztą dla zmysłów, ale niestety będzie to najzwyczajniej w świecie niewystarczające kiedy przyjdzie im się mierzyć z europejskim wyrachowaniem i precyzją.

Większość zagrywek czy pomysłów, które podnoszą amerykańskich kibiców z krzesła, w starciu z europejskimi formacjami nie będzie mieć prawa bytu. Dla zawodników rodem ze starego kontynentu nawet największe szaleństwo Brazylijczyków będzie po prostu czytelne lub oczywiste. Kiedy oglądamy zmagania w EU, widzimy dbałość o detale. Dopracowanie każdego elementu taktyki do perfekcji. Frywolnością i wesołym CS:GO nie poradzisz sobie z idealnie naoliwionymi maszynami.

Na konfrontację musimy jeszcze poczekać, ale aktualnie NA z każdym tygodniem traci coraz więcej do EU. Gen.G czy Team Liquid mają swoje problemy. MIBR możemy skreślić. EG oraz FURIA wydają się jedynymi zespołami godnymi EU. Ewentualnie 100T z fazy pucharowej EPL-apisał w swoich social mediach komentator oraz ekspert, Łukasz „Hermes” Pożyczek.

I trudno się z tym nie zgodzić. Jeszcze na początku roku rywalizacja Ameryki z Europą zapowiadała się niezwykle gorąco. Gen.G budziło ogromne zainteresowanie. EG fajną końcówką 2019 rozbudziło apetyty. Od Liquid każdy oczekiwał powrotu do walenia się po łbie z Astralis. 100 Thieves na LAN-ach zawsze było groźne. Do tego prężnie rozwijająca się FURIA. MIBR, który nie był jeszcze aż tak dużym memem. Nawet Cloud9 wywierało w nas pozytywne emocje, wszak jak na projekt długoterminowy kroczyli niezłą ścieżką do sławy.

Dziś możemy o tym zapomnieć.

Gen.G? Kryzys. Cloud9? Kryzys. Team Liquid? Kryzys. 100 Thieves? Głównie kryzys.

I okej, wszystkie te zespoły przechodzą przez różne trudne momenty. Z jednej strony odejście mózgu operacji, z drugiej rozstanie z pracodawcą, z trzeciej trwająca przebudowa, z czwartej kłopoty indywidualne poszczególnych zawodników. Ale jaka to tak naprawdę wymówka? Drużyny, które aktualnie nie mogą nawiązać walki o internetowe tytuły, mogą się już zacząć modlić przed powrotem LAN-ów i starć z europejskimi kolektywami.

Dalibyśmy sobie rękę uciąć za to, że gdyby nagle magicznie wróciły LAN-y, to do końca roku na dziesięć turniejów offline, dziesięć padłoby łupem drużyn z Europy. Wszystko wskazuje na to, że kiedy już wrócimy do względnej normalności, to długa droga do normalności nadal będzie przed formacjami zza oceanu. Można się spokojnie szykować na okres przejściowy. Bez dwóch zdań minie trochę czasu, zanim NA na nowo nauczy się podjąć rękawicę w pojedynkach z chłopakami z Europy.

Mimo wszystko chłopakom z FURII należą się oklaski. Ich szaleństwo działa naprawdę świetnie. Fantastycznie zaprezentowali się w fazie zasadniczej, jeszcze lepiej w play-offach. Sean „Gratisfaction” Kaiwai i jego kompani nie mieli żadnego podjazdu do latynoskiej piątki. W Football Managerze finał 12. sezonu ESL Pro League w Ameryce Północnej zostałby określony mianem „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”.

Fot. DreamHack / Stephanie Lindgren

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze