Wczoraj niepokorna „bad girl”, dziś esportowa kobieta renesansu
Biznes
CS:GO
KOBIETY W ESPORCIE
POLSKI ESPORT
Reportaże

Wczoraj niepokorna „bad girl”, dziś esportowa kobieta renesansu

06.11.2019, 16:40:00

Trudno za nią nadążyć. W wolnych chwilach mierzy się z wokalnym geniuszem Etty James, organizując przy okazji muzyczne warsztaty. Realizowała się jako dziennikarka, przedstawiciel handlowy; pracowała też w branży produkcyjnej. Chciałoby się powiedzieć – „człowiek orkiestra”, choć i to wydaje się zaledwie szeptem w potrzebie krzyku. A przecież Agnieszka „rea” Bała ma za sobą karierę CS-owej zawodniczki i szereg projektów realizowanych z branżowymi gigantami pokroju Virtus.pro, Natus Vincere czy Cloud9. Jak mało kto pamięta przy tym czasy esportu wychodzącego dopiero z kafejek internetowych.

Z pierwszym komputerem miała styczność już w wieku siedmiu lat. Commodore 64 był wówczas prawdziwą gratką dla pasjonatów elektronicznej rozgrywki. A takim bez wątpienia był ojciec Agnieszki. – Gdy w domu pojawiła się maszyna, tata poprosił o opiekuńcze w pracy i nie wysłał mnie do szkoły. Przez trzy dni siedzieliśmy więc przed komputerem i wspólnie graliśmy. Tak wkręciłam się w ten świat! – śmieje się po latach rea. Jak sama zresztą przyznaje, zawsze miała bardziej „męskie” zainteresowania. Wychowała się przecież z dwoma kuzynami, którzy zapoznawali ją z pierwszymi FPS-ami. Wolfenstein 3D, Doom czy Duke Nukem były iskrą rozpalającej się szybko pasji.

Dziewcząt nie zachęcano wówczas do kontaktów z grami wideo. Wymykało się to z pętających wówczas społeczeństwo schematów. – Odstaw kompa. Pobaw się lalkami — słyszała wielokrotnie. –  Z jednej strony koledzy jarali się tym, że mogą dzielić ze mną zajawkę. Z drugiej — część ludzi, głównie inne dziewczyny i osoby starsze, rzucało we mnie kpiącymi komentarzami.

Agnieszka nie byłaby jednak sobą, uginając się pod naporem podobnych docinek. Historia rozwijała się więc standardowo dla osób pamiętających technologiczny przełom nad Wisłą. W domu modem wreszcie zastąpiło stałe łącze, a to uchyliło przed nastolatką furtkę do sieciowej rywalizacji. – Poprzez osiedlowy komunikator chłopcy ciągle gadali o jakimś CS-ie. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam się, o co im właściwie chodzi — wspomina. Pierwsze „nocki” grała z kuzynami jeszcze w Counter-Strike’a 1.5, ale niedługo potem została podstępem wciągnięta w świat nowszej odsłony tytułu.

Wersja 1.6 była dla mnie zagadką. „Słuchaj, pożyczę ci moje konto. Pograj sobie z dziewczynami i opowiesz mi później, jak poszło” – usłyszałam jednego dnia od kolegi — mówi rea o pierwszym kontakcie z najważniejszą grą, w jaką kiedykolwiek zagrała. Szybko okazało się, że z pozoru zapoznawczy mecz stał się castingiem do powstającej właśnie drużyny kobiet. Jak łatwo się domyślić, Agnieszka przesłuchanie przeszła wyborowo, a Team Vocal stał się jej pierwszym poważnym zespołem. Otrzymane od znajomego konto do dziś jej zresztą służy. A miłość do CS-a przerosła fascynację innymi produkcjami:

Uwielbiam Duke Nukema. Przeszłam go na wszystkich poziomach i ten nie ma przede mną już żadnych tajemnic. W Counter-Strike’u uwiodło mnie jednak to, że stał się bramą do poznawania nowych ludzi. Wcześniej spotkałam się z Quake’em, ale ten okazał się zbyt dynamiczny. CS jest natomiast prosty. Wszyscy bawiliśmy się w niego na podwórkach, kiedy zamienialiśmy się w policjantów i złodziei — tłumaczy.

***

Team Vocal był dopiero początkiem. Element rywalizacji od dziecka odgrywał bowiem w życiu Agnieszki ogromną rolę. Kiedy ścigała się z kuzynami na rowerze czy rolkach, musiała być najlepsza. CS-owe serwery nie były więc wyjątkiem. – Nie myślałam o sobie „najlepsza”, ale stawiałam na rozwój. Chciałam trenować — słyszę. A trening zaprowadził ją wkrótce do czołowych zespołów kraju.

Teamu Pentagram czy BadGirls były jednymi z kilku zespołów kładących podwaliny pod istnienie kobiecej sceny w Polsce. Pierwsza ze wspomnianych drużyn — legendarny dziś PGS — stanowił zresztą o sile nadwiślańskiej branży. Mówimy w końcu o jednej z najprężniej rozwijających się wtedy organizacji na świecie i projekcie, który stał się trampoliną do sukcesu Filipa „NEO” Kubskiego, Wiktora „TaZa” Wojtasa, Mariusza „Loorda” Cybulskiego czy Jakuba „kubena” Gurczyńskiego.

Możliwość reprezentowania Teamu Pentagram była ogromnym zaszczytem i do dziś podchodzę do tego okresu z wielkim sentymentem. To złote czasy mojego grania, ale nie tylko. Niezwykle cenię sobie zawarte wtedy znajomości i przyjaźnie, które trwają do dziś — zaznacza. – To wtedy poznałam też chłopaków ze „Złotej piątki”. Z Yrenką, a więc mamą NEO, gramy właściwie codziennie. 

Agnieszka dała poznać się scenie jako osoba ambitna i pewna siebie, ale również niezwykle niepokorna. „Zawodniczka z najbardziej charakterystycznymi środkowymi palcami w polskim świecie esportu” – pisali o niej redaktorzy serwisu Counter-Strike.pl ponad dekadę temu. Wydawać by się mogło, że została skrojona, by reprezentować szyld „BadGirls”. Mimo wszystko z ogromnym dystansem patrzy na swoje ówczesne zachowanie. – Byłam młodą, niesforną dziewczynką. Zawsze powtarzam, że niczego w życiu nie żałuję, ale w wieku dwudziestu dwóch czy dwudziestu trzech lat byłam bardzo rozbrykana — mówi, nie próbując zakrzywiać rzeczywistości:

Niepokorna byłam i jestem. To kwestia charakteru. Pewność siebie zawsze się jednak przydaje — zarówno w życiu, jak i w CS-ie. To od niej zależy, czy w danym momencie zaryzykujesz, wyskoczysz zza rogu i sprzedasz cztery czy pięć headów. Nie jestem zadufaną egocentryczką, ale zdaję sobie sprawę z tego, że chcąc do czegoś dojść, muszę znać swoją wartość. Mam świadomość tego, co potrafię i na co mnie stać

Przygodę z graniem na pełnych obrotach Agnieszka skończyła w 2009 roku. Nowe wersje CS-a przestały jej odpowiadać, zaczęła też odczuwać braki sprzętowe. Choć z rozrzewnieniem wspomina Electronic Sports World Cup 2006 w Poznaniu, do zaspokojenia zawodniczych ambicji brakuje jej występu na światowych finałach w Paryżu. Z Teamem Pentagram były przecież o krok od wyjazdu do Francji. Mimo to nie rozpacza, bo — jak sama mówi — przeżyła wiele wspaniałych przygód, a swoją postawą zainspirowała do gry inne dziewczyny.

***

Moment symbolicznego odwieszenia myszki na kołek stworzył w życiu rei przestrzeń do realizowania innych pasji i większego „zaangażowania się w życie”. – Mówimy o okresie, w którym zdecydowałam się na zmianę ścieżki zawodowej. Wiele lat przesiedziałam w branży kurierskiej czy też spedycyjnej. W pewnym momencie poczułam totalne wypalenie i wtedy też, choć wcześniej nie przejawiałam żadnych zainteresowań tematem, nagle zafascynował mnie marketing — relacjonuje.

Dzięki CS-owi zdobyła przy tym wiele kompetencji, które pozwoliły być jej dobrym pracownikiem w firmach niezwiązanych z esportem. Przede wszystkim nauczyła się grać drużynowo. Rola IGL-a pomogła jej ponadto szybko podejmować decyzje, zarządzać ekipą i brać odpowiedzialność za realizowane projekty. Działanie pod presją czasu nagle przychodziło jej naturalnie. Cały ten miszmasz umiejętności miękkich został następnie doceniony w wielu branżach.

Jedną z nich stał się świat muzyki. Jako menadżer zespołów jazzowych realizowała wiele projektów, ale do dziś jej oczkiem w głowie pozostała grupa zachwycająca połączeniem jazzu i rapu – Eskaubei i Tomek Nowak Quartet. „Będzie dobrze”, „Tego chciałem” czy „Sweet Spot” to projekty głośno chwalone przez krytyków i niezwykle unikalne w worze nadwiślańskiego brzmienia. A to właśnie Agnieszka przyglądała się narodzinom i ewolucji kolektywu. – Z chłopakami byłam od początku. I znów pomogły mi umiejętności zdobyte w CS-ie, bo przecież musiałam zarządzać całością i ogarniać specyficzny model muzycznej drużyny — tłumaczy.

Był to najdłuższy i najbardziej znaczący projekt muzyczny, nad którym czuwała rea. Ten stał się zresztą jej ambicjonalną perłą. – Miałam okazję współpracować z trębaczem grającym wcześniej z Nigelem Kennedym, Jarosławem Śmietaną czy z muzykami zespołu Amy Winehouse i Massive Attack — wylicza Agnieszka, która na swej drodze poznała wielu wybitnych artystów.

Współpracowała z Elżbietą Zapendowską, która pomogła jej się artystycznie otworzyć. Poznała Grażynę Łobaszewską. Pewnego dnia podczas jednego z występów zaśpiewała nawet swoją ulubioną piosenkę Natalii Przybysz pt. „Królowa śniegu”. Po chwili okazało się, że obserwował ją Filip Jurczyszyn, kompozytor utworu. Innym razem spotkała ś. p. Janusza Muniaka: – Pan Janusz przytulił mnie, wycałował i podziękował, że zajmuję się jego podopiecznymi. To historie wzruszające, pozostające z człowiekiem do końca życia.

Bo dla Agnieszki, która wychowała się na brzmieniu Pink Floyd, muzyka jest pasją wybijającą rytm życia. Już w podstawówce udzielała się w chórach, a rodzinne legendy opowiadają o pierwszych występach w zakładzie pracy mamy. Na poważnie za mikrofon chwyciła jednak dopiero, gdy zrezygnowała z gry w CS-a. Po latach stanęła zresztą na czele stowarzyszenia kulturalnego i dziś sama organizuje doroczne  warsztaty w Bieszczadach. Ma za sobą również epizod muzycznego dziennikarstwa, gdy jako szesnastolatka pracowała w szkolnej gazetce. – Jako jedyna miałam dowolność pisania i wyszukiwania tematów. W wieku szesnastu lat stwierdziłam nawet, że pójdę krok dalej i zacznę rozwijać się jako dziennikarz. Byłam najmłodszym redaktorem w rzeszowskiej gazecie codziennej — Super Nowościach. Po jakim czasie stwierdziłam jednak, że to nie dla mnie — śmieje się.

***

Ale esport był jej pisany. Nawet gdy próbowała zakorzenić się w branży zgoła innej, los się do niej uśmiechał, pozwalając wrócić do świata, z którego wyrosła. Tak trafiła do firmy G2A: – Byłam akurat bezrobotna. Zadzwonił do mnie kolega, który znalazł ogłoszenie w internecie i zachęcił mnie do kandydowania. Złożyłam papiery, zadzwoniono do mnie. Suma doświadczeń i strachów wpłynęła na to, że zostałam zatrudniona. Z dnia na dzień stałam się specjalistką ds. sponsoringu drużyn— cofa się do 2015 roku rea. – Bałam się trochę tego, jak sobie poradzę. Po tak długiej karierze w firmach kurierskich, spedycyjnych czy produkcyjnych nagle wkroczyłam do świata startupu. Towarzyszyło mi przerażenie. Okazało się jednak, że poradziłam sobie całkiem nieźle.

Do branży rea powróciła z przytupem. Została bowiem rzucona na głęboką wodę współpracy ze światowymi gigantami pokroju Virtus.pro, Natus Vincere, Cloud9, SK Gaming czy Tempo Storm. Pod szyldem esportowych hegemonów realizowała lokalne oraz globalne kampanie marketingowe. Największą z nich stał się bezsprzecznie zorganizowany w Rzeszowie bootcamp Virtusów i Na’Vi — jeden z największych projektów esportowych realizowanych wówczas w firmie. W czasie pracy dla G2A Agnieszka wyjeżdżała na międzynarodowe turnieje i towarzyszące im wydarzenia, na których wynosiła bezcenne doświadczenia – spotkania z drugim człowiekiem.

I choć zmieniająca się polityka Steama po dwóch latach doprowadziła w G2A do redukcji esportowych etatów, poznani w tym czasie ludzie nie pozwolili Agnieszce się nudzić. Trafiła przecież do firmy DreamTeam.gg, co było wypadkową udanej współpracy z Natus Vincere. Próbny miesiąc przeciągnął się do ponad rocznej współpracy.

Równolegle rea szukała zatrudnienia w branży na pierwszy rzut oka niezwiązanej z esportem. Złożyła podanie do Codewise, nie mając zielonego pojęcia o tym, że firma matka realizuje pod sobą projekt gamingowy. – Złożyłam podanie. Po kilku dniach zostałam zapytana o to, czy bardziej nie interesowałby mnie esport. Skontaktowano mnie wtedy z Alexem Grynem i po dwóch rozmowach telefonicznych zostałam Jednorożcem — wspomina dołączenie do Codewise Gaming.

Praca w polskiej organizacji esportowej jako PR & Marketing Manager była dla osoby realizującej w przeszłości projekty dla globalnych liderów sporym przeskokiem. Agnieszka nie zdawała sobie sprawy z tego, że poza Virtus.pro i kilkoma drużynami zawodnicy w Polsce mogą rozwijać się na takim poziomie. Poziom ten starała się zresztą konsekwentnie podnosić, stawiając na edukację i uświadamianie młodych graczy: – To było coś, co zawsze chciałam robić. Uważam, że prowadzenie profesjonalnej organizacji wymaga profesjonalnego zachowania. Nie zapomnę momentu, w którym po rozwiązaniu kontraktów z graczami Codewise Unicorns, trzy osoby podziękowały mi za to, czego się ode mnie nauczyły.

Okres w barwach Codewise Unicorns był owocny w sukcesy i wyjątkowe akcje. Brązowe medale Polskiej Ligi Esportowej, uczestnictwo w fińskim LanTreku czy akcje charytatywne organizowane dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zapiszą się w pamięci Agnieszki na długo, ale firma wciąż się rozwijała. Efektem progresu stało się powstanie w ramach Codewise Gaming nowego projektu – Aristocracy.

To właśnie Agnieszka przygotowała ofertę dla byłych zawodników devils.one i stała za negocjacjami z formacją. Wiktor „TaZ” Wojtas po podpisaniu kontraktów zaznaczył zresztą, że nie przeszedł obok jej obecności w organizacji obojętnie. – Duży wpływ na zawiązanie współpracy miała pracująca w organizacji Agnieszka Bała. Rea w polskim esporcie siedzi właściwie od samego początku. Mogę jej przez to zaufać — mówił nam tuż po zakontraktowaniu. Koło się więc zamknęło. Zaprocentowały znajomości zawarte jeszcze w czasach Teamu Pentagram.

Ale plotki o zamknięciu Codewise Gaming znalazły swoje potwierdzenie, a Agnieszka, podobnie jak reszta pracowników organizacji, podzieliła los zawodników Aristocracy.  Choć wciąż nie opublikowano oficjalnego oświadczenia zarządu, TaZ i spółka wraz z reą w roli menadżerki szukają więc nowego domu. I są święcie przekonani, że niedługo go znajdą: – Drużyna ma wszelkie predyspozycje, żeby pod odpowiednią opieką, zajmować wysokie pozycje. Nie wiem, czy jest w tym momencie w życiu coś, w co wierzę bardziej…

Co więc dalej z karierą Agnieszki? – Nie da się być dobrym menadżerem drużyny i szukać dodatkowych zajęć. Wiem, co mówię — próbowałam. Aktualnie chcę się całkowicie poświęcić zespołowi i znaleźć dla nas bezpieczną przystań. To cel na najbliższą przyszłość. Być może otworzę się też na współpracę jako freelancer i będę szkolić firmy oraz organizacje, dzieląc się zdobytą do tej pory wiedzą i doświadczeniem — przekonuje bohaterka tekstu.

I apeluje do innych kobiet chcących realizować się w esporcie:

– Bardzo identyfikuję się ze słowami Xiaomeng „VKLiooon” Li wypowiedzianymi po zwycięstwie mistrzostw świata w Hearthstone – Zapomnijcie o swojej płci, po prostu grajcie —  Często byłam rodzynkiem w branży, nie tylko jako zawodniczka, ale choćby menadżerka. Cały czas muszę walczyć o swoje, przy czym nie myślę o tym, że jestem kobietą. Jestem po prostu profesjonalistką. Trzeba pracować jak najlepiej i dawać z siebie wszystko. Pamiętajcie, dziewczyny, dojdziecie do tego, co sobie same wypracujecie. Nie pozwólcie nikomu, aby pozwolił wam myśleć, że jest inaczej.  

Fot. Przemysław Trybuś

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze