Polski CS, gdyby Virtus.pro wciąż było biało-czerwone

Polski CS, gdyby Virtus.pro wciąż było biało-czerwone

13.12.2020, 14:13:31

Mijają dwa lata od upublicznienia ogłoszenia, które wywołało we wszystkich polskich domach niemałe poruszenie. “Zawieszamy działanie dywizji CS:GO” – pisało Virtus.pro. A co gdyby do tego momentu nigdy nie doszło? W rocznicę nieszczęsnego wydarzenia zabieramy was w podróż przez alternatywne scenariusze.

Grudzień to miesiąc, który u każdego polskiego kibica w trykocie z niedźwiedziem na piersi wywołuje morze łez. To w ostatnim rozdziale roku bowiem krajową ekipę reprezentującą rosyjską organizację dopadały najtragiczniejsze wieści. Takie, które dziś wspominamy z bólem serca.

Dokładnie dwa lata temu, bo 13 grudnia 2018 roku na świat wypłynęła informacja, iż Virtus.pro zawiesza współpracę z polskim zespołem, którego barw bronili wówczas Filip “NEO” Kubski czy Jarosław “pashaBiceps” Jarząbkowski.

– Po Majorze w Londynie byliśmy optymistycznie nastawieni biorąc pod uwagę potencjał obecnego składu. Niestety jednak nasze oczekiwania nie zostały spełnione. Naszą długoterminową strategią jest zbudowanie solidnego zespołu wokół młodych zawodników i będziemy ją kontynuować, podejmując dalsze decyzje. Chciałbym prosić naszych fanów o wsparcie podczas kilku najbliższych tygodnikomentował tę decyzję General Manager w VP, Roman Dvoryankin.

Polskość jednak błyskawicznie powróciła w łaski zarządu i znów cieszyliśmy oko obecnością biało-czerwonych barw w zastępie ukochanych niedźwiadków. Jak się wkrótce okazało – nie na długo. Niemal dokładnie rok później Virtus.pro oficjalnie potwierdziło bowiem zatrudnienie nowego zespołu, a tym samym poprzedni wysłało do lamusa.

– To istotny dzień dla VP, jako że otwieramy nowy rozdział w naszej historii z Counter-Strike. To także świetny dodatek do naszej światowej klasy drużyny Dota 2, która pozwoli nam być bardziej konkurencyjnymi i przyniesie jeszcze więcej powodów do chluby fanom na całym świeciekomunikował wtedy Dvoryankin.

– Sześć lat z polską drużyną było niezapomnianym doświadczeniem i chciałbym podziękować naszym fanom, którzy wykonali wyjątkową pracę, wspierając nas przez ten okres. VP nie byłoby tym, czym jest obecnie, gdyby nie filary zbudowane przez naszych graczy. Dlatego też, z głębi mojego serca, chcę ogromnie podziękować wszystkim tu wymienionym: TaZ, NEO, pasha, byali, Snax, MICHU, Vegi, snatchie, phr, TOAO, morelz, OKOLICIOUZ, KubiK, Junior oraz kuben – dziękujemy za wszystko, co dla nas zrobiliście – dodawał.

To wydarzenie odcisnęło ogromne piętno nie tylko na poziomie krajowego podwórka, ale także jego na popularności. W końcu to zespół reprezentujący rosyjską organizację napędzał falę zainteresowania CS-em w Polsce od lat i bez niego wszystko straciło na wydźwięku.

A co jeśli do żadnych zmian nigdy by nie doszło? Co jeżeli po dziś dzień ze sloganem Virtus.pro kojarzylibyśmy polską piątkę? Zapraszamy na podróż przez alternatywne scenariusze, z których część wcale nie musi być odległa od ewentualnej rzeczywistości.

Jest rok 2077…

Po mieście latają jacyś szaleńcy ze szczepami na twarzach, a na trzysta dwudziestym piętrze wieżowca w Moskwie na bootcampie przebywa piątka grajków z najdłuższym stażem w historii Counter-Strike’a. Mowa oczywiście o TaZie, NEO, pashyBicepsie, Snaxie i byalim, którzy odkurzają właśnie taktyki chowane przez ostatnie 60 lat na Majora w Night City.

Panowie współpracują ze sobą od 63 lat, a w tym owocnym okresie każdy z nich dorobił się kilkunastu najdroższych Rayfieldów w prezencie od jednego z właścicieli Virtus.pro. Średnia wieku w drużynie zatrważająco szybko zbliża się do trzycyfrowej liczby, ale nikt się tym nie przejmuje. 

Polacy odkryli bowiem eliksir CS-owej młodości i za każdym razem, gdy wchodzą na serwer, grają jakby znów mieli te naście lat. 

Dwa tygodnie później wychodzą na serwer w finałowym spotkaniu Majora w Night City na dachu jednego z wieżowców. Po przeciwnej stronie line-up złożony ze znajomych wam nazwisk – Kostyliev, Herbaut, Kovac, Schrub i Reedtz. Tak, to prawnukowie dawnych gwiazd, którymi kiedyś się zachwycaliście. Koniec meczu – Polacy zwyciężają. Nagroda? Milion dolarów, bo Valve mimo upływu lat nadal ma CS-a tak głęboko, jak to tylko możliwe i pakuje cały hajs w Dotę2.

Sprzedał i podzielił na 6

Do odejścia Wiktora “TaZa” Wojtasa z Virtus.pro nigdy nie doszło. Od lutego 2018 roku drużyna dostarczała coraz gorsze wyniki i wreszcie jeden z zawodników doznał oświecenia – Wiktor musi sprzedać Mercedesa i kasę podzielić na sześć równych części – wykrzyczał. 

Pomysł nie do końca spodobał się samemu zainteresowanemu, ale po dziesiątkach dyskusji wreszcie się przekonał. TaZ wystawił brykę na OLX i po setkach ofert od Januszy, zrzędzących coś o przekręconym liczniku, w końcu znalazł kupca. Polską scenę od klątwy postanowił uratować jakiś Youtuber, który kupował wszystko, co wylosuje mu koło fortuny. Szczęście wreszcie się do nas uśmiechnęło.

Efekty były natychmiastowe. Virtus.pro w ciągu tygodnia odbudowało swoje potężne imperium i zaczęło zwyciężać w każdym możliwym turnieju. Z czasem ekspansja polskiej potęgi poszerzyła się z kuli ziemskiej na cały kosmos, po tym jak SpaceX wreszcie skolonizowało Marsa i inne zakątki wszechświata.

Wrócili silniejsi

Składali obietnice, przysięgali, zarzekali się i w końcu dotrzymali słowa – wrócili silniejsi. Po latach porażek wreszcie udało im się powrócić na turniej wielkiej rangi i mimo czterdziestki na karku zdołali pokonać gniewnych młokosów. Nadzieja w krajowy sukces powróciła.

W międzyczasie zainteresowanie CS-em w Polsce spadło do zera, jednak ten triumf na nowo obudził w naszych rodakach płomień miłości do strzelanki Valve. Przez te lata zmieniło się też wiele rzeczy w samej organizacji – Virtus.pro oficjalnie stało się polskim produktem, a rząd po ich sukcesie po latach postanowił całość upaństwowić. Niedźwiedzie przez najbliższe lata napędzały krajowe PKB w 50% i dzięki nim nadwiślański kraj wyglądał tak, jak na załączonym na samym początku obrazku.

Fot. V, rok 2077

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze