„Nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę na tron”, czyli historia mistrza, który zwątpił w siebie
POLSKI ESPORT
Rainbow Six: Siege
Reportaże

„Nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę na tron”, czyli historia mistrza, który zwątpił w siebie

24.07.2020, 18:17:58

Na scenie obecny jest od lat, dzięki czemu w gablocie zebrał prestiżowe trofea. Na koncie ma dwa tytuły mistrza kraju, w CV obecność w czołowych organizacjach, a w zwyczaju zmianę ksywki. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę z tego, że o obecności Natana „usog” Rafała na scenie Rainbow Six: Siege zadecydował poniekąd przypadek. Mało brakowało, a jeden z największych talentów nad Wisłą rywalizowałby w turniejach CS:GO.

Akcja zmieniająca życie

Ale od początku. Jednych do esportu przyciągnął sukces krajowych bohaterów pokroju graczy Virtus.pro czy Marcina „Jankosa” Jankowskiego. Inni zwrócili na niego uwagę przez pieniądze, które nagle zaczęły płynąć w branżowej rzece. Komuś grę zainstalował starszy brat lub kuzyn, a to stało się pierwszym rozdziałem wspaniałej opowieści. Historia usoga rozpoczyna się jednak nietypowo, a w dodatku z konfrontacją gigantów w tle. Zaczyna się od… filmu. A właściwie fragmovie z serią imponujących zagrań Rainbow Six: Siege.

Miałem dylemat. Wybrać Counter-Strike’a czy Rainbow Six: Siege? Nagle trafiłem jednak na film zamieszczony na YouTube i po pewnej akcji stwierdziłem, że to jednak Rainbow jest tytułem dla mnie. Gdy zobaczyłem, jak można rozgrywać sytuacje jeden kontra jeden, wykorzystując układ map, destrukcję otoczenia i masę zmiennych, decyzja stała się tylko formalnością – wspomina Rafał.

To zaskakujące, że związałem się z grą nieco przez przypadek i właśnie przez film, który do dzisiaj pamiętam. Sposób rozegrania wspomnianej sytuacji totalnie mnie nakręcił. Po zakupie gry film siedział mi w głowie non stop. W szkole i po szkole, przed snem i zaraz po przebudzeniu – co chwila szukałem pomysłów, jak mogę rozwijać się jako zawodnik. Bo nie chodziło tylko o umiejętności strzeleckie, ale też o pomysł na grę – słyszymy dalej.

 I faktycznie usog – choć wówczas mówiono o nim po prostu Nathan – rozwijał się ponadprzeciętnie szybko. Już w 2017 roku stanowił przecież o sile czołowej ekipy w kraju, niespodziewanie wygrywając krajowe zawody. Tak, tak, moi drodzy, to właśnie on w barwach Sawdust Teamu wzniósł puchar drugiej odsłony ESL Mistrzostw Polski. Trofeum wzniósł u boku eMc, Mr.Nobody, Jockermanna i Swirusa, zdając sobie sprawę z tego, że stać go na wiele.

Wygrana EMP uświadomiła mi, że mogę rywalizować z najlepszymi zawodnikami w Polsce. Stała się impulsem do tego, by poświęcić się esportowi jeszcze bardziej – mówi zawodnik.

Pękające w szwach CV

Zaczęło się więc od mistrzostwa w Sawdust Teamie, ale po chwili rękę wyciągnęła do niego PATOKALIPSA – złoci medaliści pierwszych w historii mistrzostw Polski. Moment był to zresztą przełomowy, bo zespół otarł się o występ na najbardziej prestiżowym z prestiżowych turniejów R6S – międzynarodowym Six Invitationalu. Zabrakło jednego zwycięstwa. Zabrakło dosłownie kilku punktów. Zabrakło trochę szczęścia. Do dziś jest to jednak najlepiej wspominany przez usoga okres.

PATOKALIPSA kojarzy mi się najlepiej, bo nasza gra drużynowa wyglądała wtedy bardzo dobrze. Obok tych gości nauczyłem się najwięcej, z tymi chłopakami zaszedłem teoretycznie najdalej (ach, ten Invitational…), aż w końcu ten skład prezentował się zdecydowanie najlepiej ze wszystkich kadr, które tworzyłem – zaznacza Rafał zapytany o swoją drużynową przeszłość. Ten nie zapomniał jednak również o korzeniach.

Świetnie wspominam też Sawdust Team, w którym grało mi się najlepiej podczas wydarzeń LAN-owych. Mr.Nobody to zdecydowanie najlepszy kapitan, a zarazem przyjaciel, jakiego można było poznać na scenie i w jednej drużynie. Mimo to, że w rozgrywkach internetowych często kolorowo nie było, to jednak podczas turniejów offline wszystko zaczynało nam wychodzić. To niesamowite i zdaję sobie sprawę, że zawdzięczaliśmy to naszemu liderowi – kontynuuje wspominki.

Słodko-gorzki PACT

Kolejnym wyjątkowym momentem w karierze Rafała stał się bez wątpienia angaż w Actinie PACT. Angaż niejako przypadkowy, bo przecież Nathan pojawił się w zespole jako zmiennik. Podczas finałów pierwszego sezonu Masters League regulamin wykluczył z gry Brytyjczyka – Luke’a „Kendrew” Kendrew. usog w Warszawie teoretycznie mógł być więc osłabieniem formacji, ale praktycznie pojawił się w niej jako tajna broń ekipy.

Okazało się przecież, że gość najzwyczajniej w świecie sumurfował. Invicta Gaming, Invizy Esport, znów Invicta i pyk – można pić zimne piwo, świętując triumf. Triumf symboliczny, bo:

  1. rozpoczynający erę Masters League przemianowanego w końcu na Polish Masters
  2. będący początkiem długiej przygody usoga z Masters League/Polish Masters, a także wiążący go magiczną nicią z Actiną PACT
  3. co niektórym może umknąć – przedłużający jego serię mistrzostw kraju po przedłużającej się tułaczce.

Jestem chłopakom za tę szansę bardzo wdzięczny, bo dzięki temu obroniłem mistrzowski tytuł z zeszłego roku. Ostatnio wędrowałem po scenie i różnych zespołach – stand-inowałem w Invicta, pomagałem SLAVGENT w Mediolanie, ale w przeszłości miałem okazję grać już z Deriusem, Magiciem czy Deepem. Jak widać – co nieco z tego okresu zapamiętałem. To był zaszczyt wystąpić na Mistrzostwach Polski właśnie z nimimówił nam w tuż po Masters League sam zainteresowany.

Natan "usog" Rafał podczas pierwszego sezonu Masters League. Zawody wygrał u boku Deriusa, Deepa, Magica oraz Savesa.

Natan „usog” Rafał podczas pierwszego sezonu Masters League. Zawody wygrał u boku Deriusa, Deepa, Magica oraz Savesa.

Okres w Actinie PACT miał jednak dwa oblicza. Z jednej strony wspaniałe sukcesy i zbiegi okoliczności, z drugiej – seria rozczarowań. 

Moja gra w Challenger League jest bez wątpienia najgorszym etapem kariery. Do głównego składu wszedłem za Magica, który usunął się na ławkę, i niestety zagrałem totalną klapę. Zawiodłem siebie i drużynę, co mocno odbiło się na mojej psychice. Porównywalny żal czułem tylko podczas meczu przeciwko Room Factory, a więc późniejszym Teamie Empire. W finale drabinki o awans na Six Invitational zupełnie się wypaliłem i zagrałem poniżej moich możliwości. Chłopaki musieli radzić sobie w czterech… – zauważa usog.

Esportowa tułaczka

Po mistrzostwie Masters League i nieudanej walce w Challenger League nagle kariera Rafała zwolniła, a złote medale zaczęły trafiać na szyje jego konkurentów. Drugi sezon Actina PACT zakończyła na miejscu drugim, a trzeci usog najpierw w barwach ZeRo eSports, a następnie PRIDE zwieńczył w półfinale. Nie zrozumcie mnie źle – w kontekście całej sceny to wciąż wspaniałe wyniki. Po dwukrotnym mistrzu kraju dysponującym w dodatku ogromnym potencjałem indywidualnym oczekuje się jednak większych rzeczy. I Rafał zdaje sobie z tego sprawę.

Wydaje mi się, że po tych dwóch wygranych poczułem zbyt dużą pewność siebie i opuściłem gardę. Jak widać, był to błąd, po którym bardzo szybko zostałem sprowadzony do parteru. Czwarte miejsce to kompletna klapa. Podczas ostatnich finałów brakowało mi jednak motywacji do gry, więc do Warszawy pojechałem w celach towarzyskich. Mierne wyniki stały się efektem kłótni w drużynie. A te w przeważającej liczbie rodziły się z mojej winy – mówi, nie poprzestając jednak na tym.

Natan "usog" Rafał już w barwach PRIDE podczas nie najlepiej wspominanego sezonu trzeciego Masters League.

Natan „usog” Rafał już w barwach PRIDE podczas nie najlepiej wspominanego sezonu trzeciego Masters League.

Nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę na tron… – dodaje bowiem w pesymistycznym tonie.

Wielu ekspertów śledzących scenę Rainbow Six: Siege i poczynania usoga zauważa prostą zależność. – Gość jest świetnym strzelcem, który mógłby wygrywać każdy pojedynek i stanowić o sile czołowych zespołów w Europie, ale… ale nie pozwalają mu na to bariery mentalne. Psycha zbyt często mu siada  – słyszałem niejednokrotnie. I postanowiłem zapytać o to głównego bohatera tekstu.

– W pewnym momencie zrozumiałem że jestem wystarczająco dobry, aby konkurować z czołówką, ale mimo to zawsze widzę się krok za plecami innych. Nie wydaje mi się, żebym był ogromnym talentem. W środowisku Rainbow Six: Siege jest wielu graczy, których można wskazać palcem i zachwycać się ich grą. Ja do nich nie należę – drąży.

Zawsze potrafiłem sam sobie podciąć skrzydła. Jestem surowy dla siebie pod wieloma względami i bardzo możliwe, że wytworzyła się przez to wspomniana blokada. Zgadzam się z tym, że często nie prezentuję szczytu moich możliwości. Wydaję mi się też, że mój charakter miał bardzo duży wpływ na to, co działo się w wielu drużynach. Nierzadko to ja stawałem się zapalnikiem kłótni i sporów. Patrząc wstecz – współczuję ludziom, którzy mieli ze mną do czynienia – robi rachunek sumienia.

– Po pierwszym zdobytym mistrzostwie Polski i dołączeniu do PATOKALIPSY poświęciłem wszystko grze. Starałem się wspiąć na sam szczyt i żyć Rainbowem i dla Rainbowa. Niestety, wiemy, jak to się skończyło. W pewnym momencie pasja do esportu zaczęła więc zanikać, choć ostatnio przekonałem się, że wciąż się we mnie tli. Ostatecznie wciąż wracam przecież na serwery i biorę udział w rozgrywkach – komentuje z typowym dla siebie nastawieniem.

Nowe rozdanie

Mimo chowanego żalu i licznych pretensji kierowanych do samego siebie usog wciąż stanowi o sile sceny. Wrócił do Actiny PACT, która może nie jest uznawana za faworytów, ale wciąż posiada realne szanse na włączenie się do gry o play-offy. Ostatni triumf nad XPG Invictą jest zresztą tego najlepszym dowodem, a tytuł MVP kolejki wywalczony w X rundzie pokazuje, że chłopak wciąż potrafi błyszczeć.

Polish Masters może być dla niego nowym rozdaniem. Kolejny angaż w Actinie PACT okazją do rozliczenia się z przeszłością. A potencjalny triumf nadzieją na lepsze jutro. W usogu wciąż żyją przecież ambicje związane z grą na scenie międzynarodowej. I marzenia o wejściu na największych turniejach. – Gra na Majorze, wielka scena wypełniona po brzegi i ja w samym centrum. Zawsze chciałem się wyróżniać pośród innych, być gwiazdą drużyny i meczu. Czuć na plecach ciarki wywołane krzykami kibiców? To musi być wspaniałe – słyszymy..

To, co stara się w Polsce zrobić Ubisoft z Kamilem Ścianą na czele, jest niesamowite. Pula nagród została potrojona, format zmieniono na ligowy, w akcji widzimy więcej i większe organizacje, transmisja i komentarz meczów stoją na wysokim poziomie. Wszystko się zgadza. To bezsprzecznie dobra droga dla Rainbow Six: Siege w Polsce. I być może ścieżka, która pozwoli wrócić mi na szczyt – kończy. I z charakterystycznym dla siebie wigorem mówi o szansach drużyny w trwającym sezonie: – Wydaje mi się, że mamy szansę powalczyć.

Krótko, bo po co samemu pompować sobie balonik?

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze