Umarł Patitek, niech żyje Patitek
CS:GO
Felieton
POLSKI ESPORT
VALORANT

Umarł Patitek, niech żyje Patitek

25.06.2020, 16:12:00

Jeszcze pół roku temu przywdziewał trykot z dzikiem na piersi, a wczoraj został ogłoszony nowym nabytkiem G2 Esports. Awans w hierarchii wymagał jednak pewnego katharsis i niemałej zmiany otoczenia. Od VAC bana do gry w jednej z największych organizacji na świecie – z jakimi problemami zmagał się w dotychczasowej karierze Patryk „Patitek” Fabrowski?

20-latek na misję o kryptonimie “Spełnianie esportowych marzeń” wyruszył w 2017 roku. I już na start los obdarzył go doświadczonymi kompanami. Pierwszym poważnym przystankiem w karierze Fabrowskiego było Venatores – to tutaj o Fabrowskim usłyszała cała esportowa Polska. Przyczyny nagłego wzrostu popularności wywodziły się z dwóch odrębnych kategorii – z jednej strony przebojowa gra, która imponowała najstarszym wygom, a z innej… wyjście na jaw brudów z przeszłości. Brudów, które skutecznie zablokowały niejedną karierę.

A kością niezgody był – o ironio – największy sukces tamtej odsłony Myśliwych. Bo chyba wszyscy pamiętamy krajowe kwalifikacje do WESG. Jeden z niewielu turniejów eliminacyjnych, w którym mogliśmy oglądać legendarne Virtus.pro. Najsłynniejszej polskiej piątce nie wiodło się wtedy najlepiej. Podopieczni Jakuba “kubena” Gurczyńskiego większość turniejów opuszczali tak szybko, że ze spokojem zdążali na pierwszy powrotny samolot do kraju. Ale przed kwalifikacjami w biało-czerwonym towarzystwie nikt nie miał wątpliwości – musi im się udać. Przecież nie mogą przegrać z Venatores, prawda?

Nie mogli, ale przegrali. Popisowy Mirage w wykonaniu Venatores śledziliśmy z wyrazem podziwu na twarzy i w tamtej chwili nikomu przez myśl nie przeszło to, co miało nastąpić za kilka godzin. Myśliwi upolowali szóstkę Niedźwiedzi i kilka chwil później podjęli rękawicę w meczu, który raz na zawsze mógł odmienić ich esportowe kariery. Poniekąd odmienił, ale tylko na chwilę.

Venatores obaliło fortecę PRIDE i awansowało na europejskich kwalifikacji WESG w Barcelonie, z których droga do głównego turnieju była już naprawdę krótka. Fabrowski i reszta składu nigdy jednak nie wsiedli na pokład samolotu do Katalonii. Dlaczego? Organizatorzy turnieju ogłosili, że skład dosięgnie wymiar sprawiedliwości i zostanie on zdyskwalifikowany. Przyczyna? Rzekomy wtedy ban Patitka. Blokada, która stała się zapalnikiem setek dyskusji. Karma wróciła, jednak sprawiedliwości w tej decyzji nie było.

– Dziękuję wszystkim za miłe słowa i za „obronę” mojej osoby. To naprawdę dużo dla mnie znaczy. Nawiązując do tego bana – trzeba czekać na decyzje od Valve. To tak naprawdę w nich leży cała moja „Kariera Esportowca” i oni tu rozdają karty pisał wtedy Patitek.

Jak to się stało, że cała sprawa wyszła na jaw, dopiero gdy Fabrowski osiągnął pierwszy mniejszy sukces? Chyba nie jest tajemnicą, że im lepszy jesteś, tym więcej kłód rzuca ci się pod nogi.

– Zostaliśmy zdyskwalifikowani z WESG, bo Patitek ma rzekomo VAC’a na 2 steamie, oczywiście zostaliśmy podjebani przez „kolegów”, przez ludzi, których znamy X czasu, tylko dlatego, że mają ból dupy o to, że się dostaliśmy na zajebisty turniej, a oni nie mogli grać bo michi chowa w kopercie hajs za throwy jeszcze. SEAL Esports zawistne polsko-niemieckie robactwo – ostro skomentował sprawę jeden z kolegów z drużyny Patitka.

Michał “SOON” Wójcicki dość szybko się zreflektował i usunął wpis z internetu, jednak zdania nie zmienił i wciąż się za nim opowiadał.

– Usunąłem post, ale nadal podtrzymuje swoje słowa, jednak może zawarłem to w nieodpowiedni sposób. Organizacja sama w sobie SEAL Esports nie stoi za niczym, tylko 2 graczy, którzy tam grają, jednak podejrzewam, że reszta polsko-niemieckiej ferajny też maczała w tym palce i też starali się, aby do takiej sytuacji doszło – dodał.

W obronie Patitka stanęła wtedy lwia część przedstawicieli krajowej sceny.

– Nie jestem zwolennikiem dram, ale w tym wypadku muszę się wypowiedzieć. Sytuacja z wykluczeniem Venatores to dno i 50 metrów mułu. Szkoda chłopaków, bo zasłużyli na tego slota. Ktoś tutaj zabija chęć do grania młodym zawodnikom, którzy niczemu nie są winni. Tragedia – pisał Mariusz “Loord” Cybulski.

Podobne opinie mnożyły się w zatrważającym tempie, jednak zdania Valve nie mogły zmienić. Stanowisko ojcostwo Counter-Strike’a pozostaje zresztą niezmienione aż do dziś i nic nie zapowiada rewolucji. Lex retro non agit, choć sprawa naszego rodaka kwalifikuje się do kategorii wyjątków.

– Pierwszy raz napisaliśmy do nich (Valve) wtedy, gdy zostaliśmy zdyskwalifikowani z WESG. Na odpowiedź czekaliśmy bodajże trzy dni. Napisali wówczas, że nie mogę brać udziału w turniejach sponsorowanych przez Valve – mówił Fabrowski w wywiadzie udzielonym portalowi Cybersport.pl.

– Nie wiem, na jakiej zasadzie oni to wszystko zweryfikowali, jakoś na pewno to było. Napisali jednak twardo: „nie, nie możesz”. I tyle – dodał.

Kłamstwo czy też zatajona prawda zawsze wyjdą na jaw, jednak w naszym kraju bardziej niż kłamców potępia się donosicieli. Fala krytyki, jaka spłynęła w stronę SEAL Esports, w żadnym stopniu nie pomagała jednak Patitkowi rozwiązać błędów młodości. Z czasem jasne okazało się, że na profesjonalnej scenie Counter-Strike’a nie osiągnie on tego, czego przy dobrych wiatrach mogliby dokonać jego koledzy. Kariera 18-latka stanęła wtedy pod wielkim znakiem zapytania.

I trwała tak od turnieju do turnieju. Od grania w aktywnym składzie, do przesunięcia na ławkę. Organizacje podejmowały decyzje, które nie miałyby najmniejszego sensu, jeśli Patitek posiadałby czystą kartę. Tej nie otrzymał za czasów Venatores, x-kom temu, czy Izako Boars. I ta niefortunna passa trwałaby zapewne w nieskończoność. Chyba że pojawiłby się konkurencyjny tytuł. Tytuł drugiej szansy. Tytuł, który wszystkie jego problemy zamiótłby pod dywan. No i pojawił się. A kroki zostały podjęte w trybie niemal natychmiastowym.

– Podjąłem decyzje o przerzuceniu się na VALORANTA. Jeżeli chodzi o moją „karierę” w Counter-Strike’u, miała ona wiele wzlotów i upadków, były momenty, w których czułem się, jakbym mógł podbić świat, jednak jedna rzecz blokowała mnie i cały czas za mną chodziła. Niestety błędy młodości chodzą za człowiekiem do końca i w tym przypadku nie jest inaczej, ale myślę, że nic nie dzieje się bez powodu, więc tylko teraz ode mnie zależy, jak pójdzie moja przygoda w VALORANCIE. Zdobyłem bardzo dużo doświadczenia dzięki graniu w CS-a i poznawaniu różnych zajebistych ludzi powiadomił na swoim Facebooku Fabrowski.

Pierwowzorem przygody Patitka z nową grą Riot Games miał być wspólny projekt z Sebastianem “NEEXEM” Trelą, jednak gdy niebiosa zsyłają ci bajeczną ofertę, chyba nikt dwa razy się nie zastanawia. Patitek zasilił wciąż klarującą się dywizję VALORANTA w G2 Esports z Oscarem “mixwellem” Cañellasem Colocho na czele. Polak dołączył do składu, którego misją jest dominować wszystko i wszystkich. Od samego początku. Jak NiP w Counter-Strike’u:Global Offensive. Jak SKT w League of Legends. Tu nie będzie miejsca na rozwój i błędy. W G2 mierzy się wyżej, niż sięga wzrok. I to idealne miejsce dla człowieka, który podobne cele miał w poprzedniej branży, jednak z oczywistych względów nie mógł do nich dążyć.

Jaki morał płynie z tej historii? Za błędy historii trzeba płacić, jednak nie wypaczają one całego naszego życia. Czasem trzeba liczyć na łut szczęścia, czasem sobie na coś zapracować, a innym razem po prostu cierpliwie czekać. Fabrowski najpierw spełnił drugi podpunkt, potem trzeci, a ostatecznie i tak wrócił do pierwszego. Polska scena Counter-Strike’a straciła ogromny talent, jednak dzięki temu rywalizacja profesjonalistów w VALORANCIE od samego początku będzie dla krajowych kibiców jakaś taka… przystępniejsza.

Umarł Patitek, niech żyje Patitek!

Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najbardziej oceniane
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
robbo2k
robbo2k
8 dni temu

VAC bana nie dostaje sie za byle co. To trochę jak skruszony pedofil chce uczyć w szkole. Na zawsze będzie to już zamknięta droga. Na szczęście dla niego jest wiele gier i wiele strzelanek. a VAC to straszak dla młodych gniewnych.