TOAO: Miałem świadomość, że robię krok w tył, ale wziąłem to pokornie na klatę
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

TOAO: Miałem świadomość, że robię krok w tył, ale wziąłem to pokornie na klatę

21.03.2020, 16:18:15

Wczoraj oficjalnie rozpoczął się nowy etap w historii Izako Boars, które uzupełniło skład CS:GO trzema nowymi zawodnikami. – Chłopaki potrafili się idealnie zaadaptować w drużynie. Nie mieli problemu nie tylko z dopasowaniem swojego stylu pod konkretnych przeciwników, ale również pod mój sposób prowadzenia zespołu – mówił nam Mateusz „TOAO” Zawistowski w swoim pierwszym od wywiadzie po ponad rocznej przerwie. 

Można powiedzieć, że twoja historia zatoczyła koło. Kilka lat temu to ty zostałeś zauważony przy okazji projektu INETkox, a dziś sam starasz się wyłapać nieoszlifowane diamenty polskiej sceny.

W sumie coś w tym jest, bo rzeczywiście prowadzę aktualnie podobny projekt. Tego typu testy do Izako Boars wynikają oczywiście z tego, że chcieliśmy odejść od rotowania ciągle tymi samymi znanymi graczami i sprawdzić, jak młodzi zapatrują się na grę drużynową. Jestem w miarę zadowolony z tego, jak to wygląda, bo u chłopaków widać stały progres, który dosłownie następuje z dnia na dzień. Chłoną to, co ja i Hyper mamy do powiedzenia, ale przed nami dalej długa droga. Chciałbym być co najmniej w czołowej czterdziestce światowego rankingu, a aktualnie znajdujemy się o sto pozycji niżej. Na tę chwilę jest to przepaść.

Przed wami z pewnością daleka droga, ale same testy są na pewno dobrym pierwszym krokiem. Wzorowaliście się trochę na tych przeprowadzonych przez x-kom AGO?

Na pewno zainspirowali oni wszystkich do tego, żeby postawić na młodych i perspektywicznych zawodników. Jako Izako Boars chcieliśmy podążyć podobną ścieżką. Wzorem AGO zorganizowaliśmy rozmowy z trenerem mentalnym, który ocenił charakter poszczególnych graczy i to, jak taka osoba podchodzi do gry drużynowej. My z Hyperem skupiliśmy się z kolei na tym, żeby przygotować młodych do bardziej zorganizowanej rozgrywki. Nie chcieliśmy, żeby to odbywało się w taki sposób, jakbyśmy byli miksem. Niezależnie od tego, czy ktoś był z nami dzień, czy tydzień – próbowaliśmy funkcjonować jak zespół.

W waszym składzie znaleźli się ostatecznie siuhy, avis i Szejn. Czym ta trójka wyróżniła się na tle innych zawodników?

Chłopaki potrafili się idealnie zaadaptować w drużynie. Nie mieli problemu nie tylko z dopasowaniem swojego stylu pod konkretnych przeciwników, ale również pod mój sposób prowadzenia zespołu. Bardzo szybko załapali też, co mogą robić na własną rękę, kiedy przykładowo odgrywamy standard lub call jest przeznaczony tylko dla kilku osób. Tak naprawdę wszyscy umieją znaleźć dla siebie miejsce.

Czym personalnie zaimponował ci siuhy? Jest to ciekawe z tego względu, że jego przeszłość nie jest zbyt bogata pod kątem gier drużynowych.

On potrafi się odnaleźć w chaosie. Jest w stanie zagrać na blisko i niezależnie od tego, ile granatów wybuchło wokół niego, to zachowuje zimną krew i nie gubi się w tym wszystkim. Przede wszystkim jednak rozumie grę i to, co w danym momencie dzieje się na mapie. Oczywiście jest dalej bardzo niedoświadczonym zawodnikiem i nie widział wszystkiego na własne oczy, przez co niekiedy może zwyczajnie nie wiedzieć, jaki jest zamysł konkretnej drużyny na grę. Na pewno może to jednak wypracować z czasem.

Kolejnym elementem nowego zespołu jest Szejn, który wcześniej występował głównie w Warriors Team. Jakie umiejętności zadecydowały o jego angażu?

Szejn został wybrany do składu jako pierwszy, bo jest zawodnikiem, który robi miejsce dla innych. Może grać pasywnie, ale nadal multifragować. W każdym teamie potrzebna jest taka osoba.

A jak wygląda twój pomysł na avisa? Przejmie snajperkę po NEEXIE?

Avis nie będzie naszym głównym AWP-erem. Od samego początku przebudowy składu wiedzieliśmy, że to EXUS przejmie snajperkę. Konrad nie ma z tym problemu – może grać zarówno AWP, jak i kałacha. Obie bronie są w jego rękach bardzo efektywne. Wracając jednak do avisa, to zaimponował nam przede wszystkim tym, że umie dobrze odnaleźć się na mapie. W zespole będzie zresztą ustawiany na pozycjach rotacyjnych i jestem pewien, że będzie to prawidłowo funkcjonowało. Świetnie spisywał się na oficjalnych meczach, dobrze strzela i już po kilku dniach testów złapał niezbędny spokój. Widać, że nie ma trudności z oswojeniem się z nowymi rzeczami.

TOAO NEEX

Z EXUSEM wiąże się inna ciekawa kwestia. Dlaczego akurat on był jedynym zawodnikiem, którego ominęła rewolucja kadrowa? O ile nikt nie miał wątpliwości, że nowy skład będzie budowany wokół ciebie, o tyle postawienie na dalszą współpracę z Konradem nie było wcale oczywiste.

Wynika to w dużej mierze z tego, jakim EXUS jest człowiekiem. Ci, którzy go znają, to wiedzą, że jest on zwyczajnie bezproblemowy. Można z nim tak naprawdę pracować bez żadnych wątpliwości na temat tego, czy da z siebie wszystko. Moim zdaniem jest też bardzo dobrym graczem i zachowuje zawsze chłodną głowę. Decyzja była więc wbrew pozorom stosunkowo prosta.

Sugerujesz, że praca z Patitkiem i Luzem była nieco bardziej problematyczna.

Może nie tyle, ile problematyczna, ale po prostu czuć było, że jesteśmy zablokowani. Dlatego też podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu współpracy z trenerem mentalnym, który mocno nam pomógł, bo nagle doszliśmy do finału PLE, gdzie po drodze wygraliśmy z AVEZ, które jak się okazuje, jest bardzo dobrą drużyną. Mimo wszystko wiedzieliśmy, że na dłuższą metę nie pociągniemy, bo blokada mocno zakorzeniła się w naszych głowach.

Jesteś w stanie stwierdzić, jaka była geneza tej blokady? W końcu na papierze byliście całkiem niezłym zespołem i nie powinniście byli mieć tak dużych problemów. Przynajmniej na krajowym podwórku.

Ciężko na to jednoznacznie odpowiedzieć, bo gdyby każdy wiedział, w czym leży problem, to pewnie byłby w stanie go wyeliminować. Z oczywistych bolączek można na pewno wskazać to, że nie zawsze potrafiliśmy się dogadać w pewnych kwestiach.

Brakowało atmosfery?

Atmosfera była akurat całkiem niezła. Bardziej po prostu z tyłu głowy siedziało nam, że nie wychodzi nam tak, jak powinno. Nie zliczę, ile razy przegrywaliśmy wygrane sytuacje, co było pokłosiem tego, że nie dogadywaliśmy się w grze. Potem oglądając dema, wszystko wydawało się oczywiste, ale co z tego, skoro nie przyniosło to żadnego efektu. Już na początku testów zaczęliśmy zauważać z Hyperem, że przykładowo w mgnieniu oka zaczynamy przegrywać mniej force’ów czy wygrywać więcej clutchy. Tego brakowało w poprzednim rosterze.

Skoro już mowa o Hyperze, to jesteś jedynym graczem w Polsce, który miał okazję pracować zarówno z nim, jak i miniroxem oraz kubenem. Jak oceniasz Bartosza na tle pozostałych dwóch szkoleniowców? Jakie są ich największe różnice?

Hyper jest człowiekiem od wszystkiego. Potrafi zrobić szybką analizę, wejść na serwer i pojedynczo tłumaczyć każdemu zawodnikowi daną taktykę, wyjaśnij schemat danego zagrania. Umie też dobrze dopasować danego gracza do jego roli w zespole.

Jeśli chodzi o kubena, to z nim wiąże się nieco inna historia. Szczerze mówiąc, to w ówczesnym Virtus.pro nie działało dosłownie nic. Była to głównie moja wina, bo jako prowadzący mogłem temu zaradzić, jednak był to dla mnie trudny okres, w którym zmagałem się z prywatnymi problemami. Nie potrafiłem się odblokować zarówno jako gracz, jak i człowiek. Ciężko mi oceniać pracę Kuby, ponieważ sam nie byłem wtedy szczególnie zaangażowany w funkcjonowanie całego kolektywu.

W czasie mojego pobytu w AGO minirox był z kolei typowym analitykiem. Miał wielką motywację do własnego rozwoju i już wtedy pytał, jak mógłby zwiększyć swój wkład w zespół. Był to jednak mój pierwszy trener i nie wiedziałem nawet, co mógłbym mu doradzić.

Interesujące jest to, jak bardzo ewoluował obraz twojej pracy z poszczególnymi trenerami.

Za czasów AGO gra wyglądała trochę inaczej, bo grało się dużo standardu co sprawiało, że musiałem na bieżąco callować w zależności od tego, jak zmieniała się sytuacja na mapie. Teraz najlepsze drużyny świata takie jak mouz, czy ENCE, pokazują, że można mieć więcej przygotowanych taktyk od A do Z, które callowane są prosto z respa, w których też każdy wie co ma robić. Podstawowa różnica jest taka, że Hyper ma wiele swoich pomysłów na grę i odciąża mnie poniekąd w podejmowaniu decyzji. Daje mi świeży pogląd na sprawę i można powiedzieć, że wzajemnie się uzupełniamy.

TOAO IZAKO BOARS

W marcu minie rok od momentu, w którym opuściłeś szeregi Virtus.pro. Z perspektywy czasu czujesz, że nigdy nie dostałeś tam prawdziwej szansy?

Najchętniej nie wracałbym do tego tematu, bo wiem, że w dużej mierze to moja wina, że tamten skład nie zadziałał. Oczywiście role też nie były idealnie dobrane, ale to ja jako IGL mogłem narzucić konkretne obowiązki, a nie byłem w stanie tego zrobić. Tak jak wspomniałem wcześniej – nie czułem się ówcześnie zbyt dobrze zarówno na serwerze, jak i poza nim. Musiałem poukładać sobie w głowie kilka rzeczy i zajęło mi to zdecydowanie zbyt długo. Nie byłem sobą i było to widoczne w kuriozalnych momentach. Z natury jestem dość wybuchowy i potrafię się łatwo zdenerwować, ale wtedy chłopaki chyba ani razu tego nie doświadczyli. Oni wręcz chcieli, żebym się wkurzył i wykrzyczał to, co mam do powiedzenia, ale sam nie potrafiłem doprowadzić do takiego stanu rzeczy.

Zabrakło twojego temperamentu. Stłumiłeś swoje prawdziwe ja. 

Można tak powiedzieć. Zamiast być liderem, byłem zwykłą popierdółką.

Długo rozpamiętywałeś ten nieudany epizod w Virtus.pro? Zmarnowanie tego typu okazji u niejednej osoby wywołałoby duży żal.

Na początku trochę się zdołowałem, ale nie był to jakiś tragiczny dołek. Szybko zrozumiałem, że muszę się wziąć w garść i na nowo ustalić listę swoich priorytetów. Po pewnym czasie doszedłem do tego, co chcę robić i jak chcę to robić. Wtedy czułem na nowo, że wszystko jest już w porządku.

Po twoim odejściu z Virtus.pro wydawało się, że mimo wszystko nie powinieneś mieć większego problemu ze znalezieniem nowego domu, a tymczasem nastąpił u ciebie okres drużynowej posuchy. To była twoja decyzja, czy wynikało to z braku ofert?

Pojawiły się oferty, które bez większego zastanowienia odrzuciłem. Nie byłem jeszcze gotowy na rozpoczęcie nowego etapu w karierze, bo wiedziałem, że dopóki nie przepracuje własnych problemów, to kolejna historia zakończy się tak, jak ta z Virtus.pro.

Propozycje napływały tylko z Polski?

Nie mogę oczywiście użyć konkretnych nazw, jednak jedną ofertę otrzymałem z Polski, a drugą z zagranicy.

Mimo wszystko przewijałeś się przez dłuższy okres w miksie o nazwie Klan Gadanych Głupot. Wystąpiłeś nawet wówczas na turnieju LAN-owym, więc o całkowitym odcięciu się od sceny nie było raczej mowy.

W KGG od początku wszyscy mieli świadomość, że jest to jedynie miks, który nie ma perspektyw na dalszą przyszłość. Graliśmy dla samej gry, a nie rozwoju drużynowego. Jednocześnie chcieliśmy walczyć z pełnoprawnymi zespołami, co udało się między innymi przy okazji wspomnianego przez ciebie PLE. Ideą projektu było po prostu utrzymanie się w sferze rywalizacji.

Później zaliczyłeś krótki epizod w adwokaciku. Zakładam, że nie byłeś jednak częścią składu, który zaczął myśleć o przekształceniu się w pełnoprawną drużynę.

W rzeczywistości byłem. Na początku chcieliśmy naturalnie pograć na luzie i zobaczyć, czy wszystko się klei, ale myśleliśmy o tym, że w przypadku dobrej chemii warto by było zrobić z tego coś więcej. Sam zresztą powtarzałem, że chciałem grać w jednym składzie ze SZPEREM i myniem, co też było dla mnie motywacją do kontynuowania współpracy. Rzeczywistość okazała się niekorzystna, bo nasza gra się nie kleiła. Chłopaki poszli w swoją stronę, zastąpili mnie i byaliego morelzem oraz jedqrem, co dało natychmiastowy efekt. Nie miałem o to żadnych pretensji, bo założenia były transparentne od samego początku.

Wychodzi na to, że wówczas zacząłeś znów dobrze prosperować pod względem mentalnym. Następnym kamieniem milowym była oferta od Izako Boars.

Dokładnie i na tamten moment była to bardzo rozsądna oferta. Na papierze role były rozpisane w przemyślany sposób a dla mnie dodatkowym argumentem była chęć pracy z Hyperem. Brakowało im prowadzącego i zdecydowałem, że chętnie spróbuje nawiązać do swoich najlepszych czasów.

Nie czułeś, że robisz spory krok w tył? Dopiero co AGO, Virtus.pro, oferty z zagranicy, a nagle ekipa, która nie była wcale pretendentem do miana hegemona krajowego podwórka.

Wiedziałem, że w swoim ostatnim zespole zaprezentowałem się z kiepskiej strony i muszę na nowo odbudować własną markę. Dodatkowo Izako Boarsa było wówczas formacją, która prezentowała się niejednokrotnie z niezłej strony i momentami brakowało jej po prostu wykończenia. Plusem była też obecność NEEXA, który jest jednym z najlepszych polskich snajperów. Miałem świadomość, że w teorii jest to krok w tył, ale wziąłem to pokornie na klatę. Nie był to czas i miejsce, żeby wymagać czegoś lepszego tylko dlatego, że kiedyś byłem na takim czy innym turnieju i pokonałem takie i takie drużyny.

TOAO

Wiedziałeś, że zamiast odcinać kupony musisz postawić na pracę u podstaw.

Bez dwóch zdań. To jest zresztą wielka frajda, bo kiedy masz świadomość, że budujesz coś swojego, to czerpiesz z tego podwójną satysfakcję. Poczułem powiew świeżości i zaangażowałem się w projekt całym sercem.

Po czasie mogłeś jednak zauważyć, że twoja praca idzie poniekąd na marne. Nietrudno było odnieść wrażenie, że Izako Boars zmierza donikąd, a najbrutalniejszym tego wyrazem była fatalna seria w ESL MP.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zaczęliśmy nieźle, bo od remisu z Virtus.pro i bliskich meczach na ARCY. Wtedy powiedzieliśmy sobie, że awans na play-offy jest jak najbardziej w naszym zasięgu i teraz powinno być już z górki. W praktyce okazało się, że z tej górki spadliśmy i to z dużym hukiem. Było coraz gorzej i trudniej, w nasze szeregi wkradł się ogromny chaos i efekty widzieli wszyscy. Potrafiliśmy dostać solidne bęcki od miksów, co było absolutnie niedopuszczalne, nawet przy naszych problemach z głową.

Finały PLE mogły być niezłą nagrodą pocieszenia, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że nawet w obliczu ewentualnego zwycięstwa w Rzeszowie wasz skład i tak zostały diametralnie zmieniony.

Jeszcze przed wyjazdem do Rzeszowa mieliśmy świadomość, że zmiany będą nieuniknione. Tak naprawdę mieliśmy po prostu plan minimum zakładający co najmniej awans do finału i udało się go spełnić.

Ostatnio dość przypadkowo odkryłem, w jaki sposób rozwija się twój nick. Na koniec muszę więc zapytać – kiedy wróci The One And Only?

I to jest dobre pytanie. Ciężko stwierdzić, ale mam nadzieję, że wróci wtedy, kiedy cała Polska wróci na salony. Chciałbym być w składzie, który zaznaczy obecność naszego kraju na arenie międzynarodowej. Nie oszukujmy się – przede mną daleka droga, ale w przypadku innych rodzimych piątek nie wygląda to wcale dużo lepiej.

Fot. Polska Liga Esportowa