To już nie zmiana kadrowa. To zmiana filozofii
CS:GO
Felieton

To już nie zmiana kadrowa. To zmiana filozofii

10.08.2020, 13:48:16

Wczorajsza zmiana trenera w Team Liquid to coś więcej niż kolejny zwykły ruch kadrowy. Amerykańska organizacja pożegnała się z gościem, który bez cienia wątpliwości miał duży wpływ na to, że zespół zza oceanu przebił pewne bariery i przez pewien czas stał się najlepszą formacją globu. Po zakontraktowaniu przez TL Michaela „Grima” Wince’a wydawało się, że na tym przebudowa się zakończy, ale włodarze marki ewidentnie postawili na opcję „high risk high reward”. Zastąpienie Erica „adreNa” Hoaga Jasonem „mosesem” O’Toole to rzut monetą. Cholernie ekscytujący rzut monetą. 

Przede wszystkim trzeba sobie powiedzieć jasno, że adreN od dawna powinien był pożegnać się z zespołem. Nie neguję tego, że wykonywał dobrą pracę, ale w przypadku takich zespołów jak Liquid, ciężka praca nie zawsze jest wystarczająca. Globalni giganci często opierają się na impulsach. W TL od dłuższego czasu brakowało kogoś, kto pieprznąłby ręką w stół, potrafił w odpowiedni sposób zmotywować swoich podopiecznych. Z tego co dało się zaobserwować na żywo na eventach, lub transmisjach z wielkich imprez, Hoag był raczej dobrym duchem. Gościem, który był kompetentny do wykonywania swojej roboty, ale ciężko mi go sobie wyobrazić w sytuacji, w której musi stonować nastroje takich szaleńców jak Jake „Stewie2K” Yip.

Z trenerami jest ten problem, że tak naprawdę nie wiemy w stu procentach, jaki mieli wkład w rozwój formacji. Mimo wszystko adreN wspomógł drużynę w jej najlepszym okresie i nieważne czy był tylko talizmanem, czy faktycznym sercem zespołu – przyczynił się do zdobycia siedmiu trofeów i zarobienia całej fury pieniędzy – pisaliśmy o adreNie pod koniec 2019 roku, kiedy wybieraliśmy międzynarodową drużynę marzeń.

Wydaje mi się, że adreN zawsze będzie już postrzegany w Liquid jako najlepszy trener w historii organizacji. Potrafił dać zespołowi coś, co pozwoliło na zdetronizowanie Astralis. Wygranie ESL One Cologne i ESL Pro League. Zgarnięcie w rekordowym czasie Intel Grand Slam. Pewnie, pierwsze skrzypce grali genialnie dysponowani gracze pokroju Jonathana „EliGE’a” Jablonowskiego i Russela „Twistzza” Van Dulkena, ale gdyby Hoag nie miał wymiernego wpływu na stworzenie unikatowego stylu TL i ułożenie klocków w odpowiedni sposób, to pożegnano by się z nim dużo wcześniej i to bez zbędnego żalu.

Dla niektórych naturalnym zastępcą adreNa wydawał się były szkoleniowiec 100 Thieves – Aleksandar „kassad” Trifunović. I rzeczywiście, pod względem profilu Serb idealnie pasowałby do Liquid. Mówimy o chłopie z charyzmą, ogromnym doświadczeniem w roli trenera i płynnym angielskim. TL postanowiło jednak pójść śladami MIBR, które zaryzykowało kiedyś z YNk. Postawiono na mosesa, który co prawda nie miał wcześnie okazji do pociągania sznurków w żadnym zespole, ale na Counter-Strike’u zjadł zęby.

Do tego O’Toole jest od dawna związany emocjonalnie z Team Liquid, co dla organizacji ewidentnie ma spore znaczenie. W końcu podobne kryteria spełniał wcześniej adreN, którego też rzucono na głęboką wodę i powierzono jeden z topowych zespołów globu. Moses przez ostatnie pięć lat tworzył najlepsze transmisje z turniejów CS:GO na świecie. Wykazał się ogromną merytoryką i sam z perspektywy młodego castera mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że był dla mnie zawsze ogromną inspiracją. 33-latek ma ogromną wiedzę zarówno o grze, jak i scenie. Rozwiązania taktyczne przeciwników Liquid pewnie nie raz śniły mu się po nocach.

Cały ruch rozumiem w ten sposób, że Team Liquid nadal potrzebowało kogoś, kto tak jak adreN, będzie dobrym kumplem i pozytywnym duchem zespołu, ale jednocześnie nie będzie się bał ich opierdzielić, kiedy na własne życzenie przegrają znaczący mecz. Na koniec dnia po prostu potrzebna była nowa twarz, która będzie odpowiedzialna za projekt. Bo TL to nie jest aktualnie kolejna ekipa, która po wakacjach będzie wracać do formy. Podopieczni mosesa mają świadomość tego, że do Majora zostały tylko trzy miesiące i rewolucja będzie musiała przebiegać w szybkim tempie.

I tylko tego się tak naprawdę obawiam. Że moses nie udźwignie ciężaru rewolucji. W końcu mówimy o formacji, która po pięciu latach pożegnała się ze swoim sercem. W której w rolę kapitana musi się wcielić gość, który do niedawna był uważany przez nas za szalonego dzieciaka. W której zadebiutował dwa dni temu inny dzieciak, którego trzeba dobrze poprowadzić i ukształtować. Organizacja i kibice na pewno nie oczekują, że O’Toole rzuci magiczne zaklęcie i odczaruje ich ukochany skład, ale powiedzmy sobie szczerze, że każdy kolejny miesiąc bez wygranych i trofeów będzie się równać narastającej frustracji wewnątrz zespołu. I wiąże się to z ryzykiem, że w pewnej chwili były komentator oraz ekspert straci najzwyczajniej w świecie kontrolę.

Prywatnie wierzę w to, że nowe rozdanie w Liquid zakończy się sukcesem. Pisałem już wcześniej o tym, że jestem wielkim fanem talentu Grima, a samo ryzyko może nie jest wcale aż tak duże. Prawdziwa weryfikacja decyzji Liquid czeka nas podczas Majora. Wtedy przekonamy się o tym, ile zmienił napływ świeżej krwi. Szkoda w tym wszystkich angielskich transmisji, które tracą kolejne wartościowe ogniwo, ale z drugiej strony otwiera to furtkę dla kolejnych aspirujących komentatorów i analityków.

P.S. Jeśli ktoś nadal ma wątpliwości, czy moses będzie dobrym trenerem: 

Fot. DreamHack / Adela Sznajder

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze