Terpiński na piątek: 99 problemów FaZe

Terpiński na piątek: 99 problemów FaZe

10.04.2020, 04:02:47

Na początku roku wydawało się niemalże pewne, że FaZe w końcu wraca na właściwe tory. Po nieudanych eksperymentach z AdreNem czy NEO międzynarodowa piątka odzyskała część dawnego blasku, a eksperci z całego świata zaczęli wierzyć w to, że nadszedł czas na powrót do ścisłej czołówki. Tymczasem wiele wskazuje na to, że szklany sufit pojawił się szybciej, niż moglibyśmy podejrzewać. Cóż, podejrzewam, że nawet Michał Wiśniewski kilkukrotnie był pewien tego, że to już “ta właściwa” żona. 

Udane kwalifikacje do IEM Katowice, rzeźnia na BLAST Premier i wreszcie przyzwoity występ w Katowicach, który równie dobrze mógł się nawet zakończyć awansem do play-offów. Patrzyłeś na grę FaZe i myślałeś sobie – to musi być ten moment. Kto jak kto, ale NiKo zasłużył przecież na to, żeby po kilkunastu miesiącach niepowodzeń wrócić w końcu do walki o podium światowego rankingu. 

Wygraliśmy BLAST Pro Series w Kopenhadze i to był dla nas znak, że jeśli tylko ustabilizujemy formę, to będziemy mogli pokonać dowolny zespół ze światowego topu. W rok weszliśmy bardzo dobrze i czuję, że powoli zaczynamy osiągać ten stan, do którego dążymy każdego dnia – mówił mi NiKo w trakcie IEM Katowice. Miesiąc później widać jak na dłoni, że stabilizacja co prawda się pojawiła, ale zespoły ze światowego topu są dalej poza zasięgiem FaZe. 

Od momentu, w którym padły powyższe słowa FaZe wygrało tylko jedno spotkanie z formacją pierwszej dziesiątki światowego rankingu. Podopieczni YNk najpierw pożegnali się z IEM po meczu z Natus Vincere, później w ESL Pro League dostali dwukrotnie łupnia od mousesports, w bólach przegrali z G2, uznali wyższość Fnatic i Astralis, a na domiar złego nie zrewanżowali się Na’Vi. NiKo i jego kompani rozpykali sobie co prawda w międzyczasie Renegades, TYLOO, Virtus.pro czy forZe, ale spójrzmy prawdzie w oczy – tragiczne z tego pocieszenie. 

Oczywiście 99 problemów FaZe to tylko kiepska hiperbola i nawiązanie do legendarnego utworu Jaya-Z, ale nie zmienia to faktu, że NiKo i jego koledzy znaleźli się w zamkniętym pudełku, z którego ciężko będzie się uwolnić. Sam Bośniak musi się czuć zresztą w tym wszystkim jak Syzyf, który zamiast toczyć swój kamień pod górę, zabłądził z nim i trafił prosto do stajni Augiasza. Nawet kiedy nauczył się perfekcyjnie godzić prowadzenie ze strzelaniem, to i tak nie przynosi to wymiernego efektu. 

8 kwietnia 2020 roku – FaZe przegrało z Na’Vi pomimo tego, że NiKo wykręcił 86 eliminacji na trzech mapach. O 11 więcej niż s1mple, o 46 więcej niż grający na pozycji lurka olofmeister i o dwa mniej niż duet olof + cold. Nie tak to miał wyglądać rewanż za bolesną porażkę na IEM Katowice. 

Słaba postawa olofmeistera jest zresztą jednym z tych czynników, który najbardziej ciągnie FaZe w dół. Sam znajdowałem się w gronie osób, które mocno wierzyły w to, że oddanie snajperki w ręce brokiego i powrót do lurkowania da Szwedowi dziesiątą młodość. Dziś już nie wierzę. Gość, który z założenia ma być jednym z motorów napędowych FaZe, po prostu odstaje. Rating 0.90 w ostatnich miesiącach? Etatowe zamykanie tabeli? Przebłyski raz czy dwa na mapę? Takim legendom to zwyczajnie nie przystoi. 

Choć jest mi tak po ludzku przykro gdy o tym myślę, to jestem praktycznie przekonany o tym, że z olofem w składzie FaZe nie sięgnie już po żadne trofeum. Jestem daleki od stwierdzenia, że nadszedł czas, aby Szwed zakończył karierę, ale nie trzeba być ekspertem od CS:GO, żeby zauważyć, że były reprezentant Fnatic stracił do reszty swój dawny blask. To już nawet nie są wahania formy, to jest przeciętność w pełnej krasie. O ile olof przetrwał ostatnią rewolucję kadrową FaZe, o tyle kwestią czasu wydaje się podzielenie losu GuardiaNa. 

FaZe potrzebuje kogoś, kto dodałby strzeleckiej jakości. NiKo udowodnił, że w roli prowadzącego potrafi być aimową bestią, więc teraz trzeba mu tylko dorzucić gościa, który nie będzie przeszkadzać i przyczyni się do egzekucji planu powrotu na szczyt. Kandydatów zresztą nie brakuje, a najłatwiej spojrzeć na zespoły, w których współczynnik desperacji może za chwile osiągnąć niewyobrażalną skalę. Sergej? fer? Może nawet qikert albo jakiś nieoszlifowany diament? Na koniec może bardziej życzeniowo, ale co mi tam – rallen nadal wolny… 

Na swój sposób chciałbym nawet usprawiedliwić FaZe tym, że ESL Pro League jest rozgrywany przez internet i LAN-owo mogłoby to wyglądać zupełnie inaczej, ale z drugiej strony byłoby to po prostu absurdalne. Dziś nie wiemy, przez ile miesięcy nie będzie nam dane zobaczyć rozgrywek w warunkach offline i trzeba się po prostu zaadaptować do sytuacji. Zresztą – realia są takie same dla każdego. Wierzę, że da się odczuć ciężar gatunkowy danego spotkania nawet w domowym zaciszu. 

FaZe czeka na zwycięstwo podczas turnieju wysokiej rangi od 2018 roku. Cholernie długo, prawda? Nie mam wątpliwości co do tego, że formacja szła w tym roku w dobrą stronę, jednak widać, że cały efekt kuli śnieżnej został po prostu utracony. Od teraz międzynarodowy superskład będzie już tylko zwalniać. Kiedyś śmialiśmy się z mousesports, że to takie budżetowe FaZe. Dziś okazuje się, że myszy są o klasę lepszym zespołem, a w bezpośrednich starciach reprezentanci FaZe stanowią tylko tło dla ekipy dowodzonej przez karrigana. Jednego jestem pewien – NiKo nie spocznie, póki nie przywróci swojej organizacji odpowiedniego miejsca w Counter-Strike’owym łańcuchu pokarmowym. 

Fot. DreamHack / Adela Sznajder

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze