TaZ: CS jest dla mnie łodzią, którą płynę przez życie [WYWIAD]

TaZ: CS jest dla mnie łodzią, którą płynę przez życie [WYWIAD]

02.07.2021, 14:25:26

Nie wiem, co bym zrobił, gdybym nie miał w tamtym momencie wsparcia bliskich osób. Rodzice, żona, córka, przyjaciele – bardzo mi pomogli. Można wyobrazić sobie, że CS jest dla mnie łodzią, którą płynę przez życie. Wybrałem sobie nie tylko kierunek, ale i sposób transportu. Gdy zostałem odsunięty od Virtus.pro, statek nagle zaczął tonąć. Świat zawalił się w jednym momencie. Nie było łatwo powiedzieć sobie po prostu: „dobra, pewien rozdział się skończył, więc idziemy dalej”… – mówi nam Wiktor „TaZ” Wojtas. Z współwłaścicielem i zawodnikiem HONORIS porozmawialiśmy przy okazji premiery dokumentalnego filmu z cyklu „UNFOLD”.

Co czułeś, oglądając film o sobie na wielkim ekranie?

Jeśli byłbym młodszy, po zobaczeniu takiego filmu chodziłbym pewnie dumny jak paw. Swego czasu miałem wielkie ego. Myślałem, że jestem najlepszy, a na scenie liczy się tylko moja rywalizacja z NEO. Kiedy jednak połączyliśmy z Filipem siły w jednej drużynie – jeszcze w czasach fuzji SpecSter z ARCY – moje podejście zaczęło się powoli zmieniać. Uświadomiłem sobie wówczas, że budujemy wspólną inicjatywę, w której nie muszę już być najważniejszym ogniwem. Może zabrzmi to śmiesznie, ale nie lubię realizować tego typu projektów o sobie. Od dawna towarzyszy mi misja drużynowa – to o zespole myślę najwięcej. 

To jednak w twoją stronę, a nie w kierunku całego zespołu, skierowano tym razem kamery. Nie uciekniesz przed tym.

Nie ukrywam, że czuję się nieco dziwnie, oglądając film, w którym jestem głównym bohaterem. Z drugiej strony – cieszę się, że to, co osiągnąłem, jest zauważane. We wszystkie drużyny inwestowałem całe swoje serce i ktoś postanowił o tym opowiedzieć. Pod tym względem to dla mnie wyjątkowe wydarzenie. Zaszczyt. Dla mnie i dla całej mojej rodziny, która mocno przeżywała ze mną wszystkie wzloty i upadki. 

Pojawiły się momenty, w których zaszkliły ci się oczy?

Jasne, że tak – szczególnie podczas fragmentów z rodzicami. Moja mama podczas podobnych inicjatyw zawsze skrada show. Mogłaby nieustannie opowiadać o tym, jak wyglądała moja droga z jej perspektywy. A to wzrusza mnie najbardziej, bo wtedy uświadamiam sobie, jak wielkim oparciem byli dla mnie rodzice w okresie dorastania i stawiania pierwszych kroków w esporcie. To nieocenione wsparcie.

W filmie padło kilka mocnych zdań w kontekście rodziny. Historia o Majorze i potencjalnym przełożeniu ślubu czy słowa o „pierwszej miłości” w nawiązaniu do CS-a musiały być dla twojej żony niemałym wyzwaniem.

W Counter-Strike’a grałem, nim poznałem moją żonę. W pewnym sensie sprawił zresztą, że na drodze życia się spotkaliśmy, mimo że Madzia grami się w ogóle nie interesowała. CS jest częścią mnie i to rzecz nierozerwalna. Do dziś uważam, że doszedłem tak daleko w dużej mierze przez to, że żywo kocham to, co robię. Jeśli chcesz osiągnąć sukces i jesteś gotów poświęcić wszystko, to ten sukces w końcu osiągniesz. W każdej dziedzinie życia. A moja żona mnie w tym podejściu wspierała i nadal wspiera. W momentach najbardziej krytycznych, gdy kariera pożerała mi większość dni w roku, popisała się ogromnym zrozumieniem.

Kiedy narodziła się twoja córka, na świecie pojawiła się jednak kolejna osoba, która dostała specjalne miejsce w twoim sercu. 

Moment narodzin swojej córeczki zapamiętam na zawsze. Wstąpiła we mnie wtedy niesamowita energia. A to przekładało się też bezpośrednio na grę. Czułem, że jesteśmy w stanie wygrać każdy kolejny turniej. I nawet jeśli zajmowaliśmy drugie, trzecie czy czwarte miejsce, ostatecznie nie zgarniając pucharu, podchodziłem do porażek zupełnie inaczej. Otworzył się przede mną całkowicie inny etap. To magia związana z pojawieniem się na świecie nowego życia.

Opowiadając o rozstaniu z Virtus.pro, zdradziłeś, że to właśnie córka pozwoliła ci przetrwać. Gdyby nie ona – być może nie rozmawialibyśmy dziś w kontekście twojej historii esportowej.

Nie wiem, co bym zrobił, gdybym nie miał w tamtym momencie wsparcia bliskich osób. Rodzice, żona, córka, przyjaciele – bardzo mi pomogli. Można wyobrazić sobie, że CS jest dla mnie łodzią, którą płynę przez życie. Wybrałem sobie nie tylko kierunek, ale i sposób transportu. Gdy zostałem odsunięty od Virtus.pro, statek nagle zaczął tonąć. Świat zawalił się w jednym momencie. Nie było łatwo powiedzieć sobie po prostu: „dobra, pewien rozdział się skończył, więc idziemy dalej”…

… bo Virtus.pro nie było „po prostu” drużyną.

Z Virtus.pro wiązałem przyszłość nie tylko zawodniczą, ale i dalszą – organizacyjną. To nie miał być przystanek w karierze gracza. Chciałem ten projekt budować również na innych stanowiskach i uczyć się od ówczesnego właściciela. Przeżyłem więc swego rodzaju koniec świata. Depresja to było oczywiste następstwo, ale dzięki przyjaciołom i rodzinie, udało się pójść do przodu.  Ta sytuacja nadała mi nowy cel w mojej karierze, musiałem powrócić, aby poukładać sobie wszystko w głowie. Dojście do Kinguin było jak szycie dużej i otwartej rany powstałej po wyrzuceniu z Virtus.pro. Szycie na żywca…

Żal, ból i rozgoryczenie przebijało się momentami przez film. Znów musiałeś wracać do tematu niełatwego rozstania z zespołem. Padły nawet słowa o zdradzie. 

Miałem bardzo dużo czasu na przemyślenie wydarzeń z okresu Virtus.pro. A był to czas, który pozwolił mi się pogodzić z losem, zrozumieć sytuację i pójść do przodu. Nie zmienia to faktu, że wracanie do tematu Virtus.pro zawsze będzie dla mnie bardzo niewygodne. Może powodem jest po prostu to, że to nie była dla mnie tylko gra. O każdego zawodnika na pewnym etapie walczyłem. Nagle postanowiono zawalczyć jednak ze mną. 

Podobne sytuacje najbardziej hartują człowieka.

Ta sytuacja nauczyła mnie, że nie można inwestować całego siebie we wszystkich wokół. Dziś już wiem, że zmiany w zespołach są normalne, a poszczególni gracze mają inne cele. Nie winię chłopaków za to, co się wydarzyło. Mógłbym to rozpamiętywać i kisić w sobie pokłady zawiści, ale wówczas nie poszedłbym jako człowiek do przodu. Zrobiłbym wtedy krzywdę nie tylko sobie, ale i całej scenie. Virtus.pro jest ważną częścią historii polskiego CS-a i każdy z nas dołożył do tego cegiełkę.

Nawet mimo trudnej przeszłości wciąż dumnie reprezentujesz zresztą logo Virtus.pro. Siedzisz właśnie w czapce z niedźwiedziem polarnym. To wiele mówi o tym, jak dużo znaczy dla ciebie sam symbol VP.

Logo Virtusów przede wszystkim oznacza dla mnie przywiązanie do właściciela organizacji. Anton Cherepennikov zaufał nam, gdy projekt zespołu nie miał pod sobą żadnych fundamentów. Mimo braku osiągnięć i perspektyw, ktoś wyciągnął do nas rękę. Dostrzegł coś wartościowego. Cały świat był w szoku, że rosyjska organizacja wciąga polską formację w swoje szeregi. To zawsze będzie miało specjalne miejsce w moim sercu i pamięci. Na polskiej scenie brakuje mi ludzi, którzy po kilku rozmowach dadzą słowo i go dotrzymają. Prawda jest taka, że bez Antona i Virtus.pro żaden z nas by wtedy nie przetrwał.

Wiktor "TaZ" Wojtas i Szymon Groenke podczas rozmowy przy okazji premiery "UNFOLD". Fot. Adrian Weber

Wiktor „TaZ” Wojtas i Szymon Groenke podczas rozmowy przy okazji premiery „UNFOLD”. Fot. Adrian Weber

Można pójść dalej, mówiąc, że nie tylko wy, ale i cała polska scena nie przetrwałaby braku Virtus.pro z dawnych lat.  

Zawsze wierzyłem, że polskiej drużynie w Virtus.pro towarzyszy misja i wraz z NEO musimy ją zrealizować. Że na scenie Counter-Strike: Global Offensive mamy jeszcze coś do zrobienia. Zdawałem sobie sprawę z tego, że społeczność szybko zapomni o czasie CS-a 1.6 i trzeba będzie na nowo napędzić fascynację esportem. Wykrzesać iskrę nadziei. Udało się.   

Tą iskrą był bezsprzecznie wygrany turniej w Katowicach. A łącząc temat Majorów i filmu – ostatni raz w podobnej sytuacji znalazłeś się ponad pięć lat temu. To wtedy wyszedł twój profil gracza realizowany przez Valve.

Film z Valve to zaszczyt, ale był łatwy do zrealizowania. Mówimy o czasach, kiedy jako drużyna byliśmy na fali. Samograj. Mimo wszystko pamiętam słowa mojej mamy o tym, że nigdy nie grałem dla pieniędzy. Że drużyna na każdym etapie kariery była dla mnie najważniejsza. Znów najbardziej w pamięci zapadło mi wsparcie rodziny.

Widzę w obu filmach spory kontrast. Dokument Valve spajał rozdział o tym, jak po latach poświęceń, niepewności i ciężkiej pracy doszedłeś w końcu do momentu, w którym możesz bez stresu rozwijać karierę i zadbać o siebie oraz rodzinę. „Unfold” to z kolei historia nieco trudniejsza – o tym, jak skomplikowana jest droga powrotna na szczyt. 

To fakt. W 2015 roku byliśmy właściwie u szczytu, a dziś znów startujemy od zera. W czasach CS-a 1.6 zaczynaliśmy od kompletnych podstaw i osiągnęliśmy właściwie wszystko. W CS:GO – jeszcze jako Virtusi – pisaliśmy historię od zera do bohatera. W HONORIS znów musimy patrzeć na wszystkich z dołu. Niebawem okaże się jednak, czy zaczniemy się wspinać i będziemy mogli z NEO powiedzieć „do trzech razy sztuka”, czy jednak już tej poprzeczki nie przeskoczymy.

Szczyty można rozumieć na wiele sposobów. W CS 1.6 było to nieustanne trzymanie się czołówki i zdobywanie tytułów mistrzowskich imprez, ale też pokonywanie przeciwności losu. Okres Virtus.pro to wygrany Major i bezpieczna pozycja w gronie najlepszych na świecie. W HONORIS natomiast może chodzić nie o zdobycie najważniejszego trofeum a zbudowanie pewnych struktur.

Boję się tylko tego, że jeśli nie osiągniemy sukcesu na scenie międzynarodowej, to polscy gracze mogą nie obdarzyć nas odpowiednim szacunkiem. Esport jest tak dynamiczną dyscypliną, że zawodnicy błyskawicznie zapominają o historii. A bez szacunku i zaufania trudno będzie wspomniane struktury zbudować.

Pamięć o historii świetnie podtrzymują właśnie filmy dokumentalne. „Unfold” jest jednak tylko krótkim formatem. Chciałbyś zobaczyć film czy idąc dalej – serial nawiązujący do sportowych produkcji?

Bardzo chciałbym wspomóc tworzenie takiego materiału – serialu czy filmu ukazującego różne obszary funkcjonowania drużyny. Począwszy od negocjacji, w których musiałem uczestniczyć jako młokos bez żadnej wiedzy. Mam sporo historii do opowiedzenia.

A my czas. Zamieniam się w słuch.

Za czasów Virtus.pro podczas każdego kolejnego spotkania związanego z kontraktami właściciel uczył mnie tego, czego nie powinienem mówić. Wskazywał momenty, gdy zdradzałem zbyt wiele. Finalnie – gdy podpisywaliśmy umowy na 4 lata – byłem gotów do ważnej rozmowy, jak nigdy wcześniej. Ponad sześć godzin negocjacji, kontr, walki na argumenty. Odbijania piłeczki. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak wiele nauczyłem się od tego człowieka.

Negocjowałeś wówczas za siebie czy za drużynę?

Wychodziłem z założenia, że każdy musi czuć się w drużynie jak najlepiej. Trzymając się jako kolektyw – mieliśmy przewagę. Negocjowałem za cały zespół, zresztą wszyscy byli obecni przy tych rozmowach, więc nic nie było ukrywane przed chłopakami. Myślę też, że nikomu nie stała się krzywda i nie widzę sensu bardziej rozwijać tego tematu, mimo że ma parę plot twistów. Jednak dzisiaj bym tego nie zrobił. Negocjacje uczą pokory – do strony, z którą rozmawiasz i do pieniędzy. 

Multum anegdot, które pewnie jeszcze skrywasz, jest jednym z powodów, przez które duży format w postaci np. serialu dokumentalnego najzwyczajniej w świecie musi kiedyś powstać. W Polsce nie ma lepszych osób, które opowiedziałyby tak interesującą i złożoną historię o esporcie.

Na świecie jest wiele osób, które tworzyły branżę esportową w czasach, gdy ta dopiero raczkowała. Mowa choćby o okresie CS-a 1.6. W pierwszej kolejności do głowy przychodzą mi np. f0rest czy GeT_RiGhT. Nawet mimo ich ogromnego doświadczenia i wspaniałej historii, zawsze będą kojarzyć mi się jednak z zawodnikami, którzy pojawili się na swojej scenie, gdy fundamenty zostały już postawione. Razem z NEO i resztą chłopaków w Polsce stworzyliśmy natomiast coś z niczego. To było jak trzęsienie ziemi!

Żeby opowiedzieć kompleksową historię nie wystarczy jednak perspektywa TaZa i NEO. Potrzebne byłyby głosy Snaxa, byaliego, pashy, kubena, Loorda, LUqa i kilku innych. Istnieje przestrzeń, abyście podali sobie dłonie i wspólnie opowiedzieli o waszych losach?

Podać sobie dłonie? Pewnie. Budować coś wspólnie? Zależy co.

A książka? Zeus czy zonic mają ten etap już za sobą. W Polsce ty czy NEO jesteście jednymi z niewielu, którzy posiadają na to papiery. 

O napisaniu książki myślałem od dawna. Zastanawiam się jednak, czy znalazłoby się na tyle duże grono czytelników, aby tego typu projekt miał sens. Być może kiedyś ten temat znów pojawi się w mojej głowie i tym razem go zrealizuję.

Tytułem końca – w „Unfold” zdmuchiwałeś urodzinową świeczkę. Życzenie, o którym wtedy pomyślałeś już się spełniło? 

Przez długie lata podczas zdmuchiwania świeczek myślałem tylko o jednym – o wygrywaniu wszystkiego i wszędzie. Tym razem było inaczej, ale na razie nie mogę zdradzić więcej. Życzenie jest w trakcie spełniania. 

Wiktor "TaZ" Wojtas - gracz i współwłaściciel HONORIS. Kadr z filmu dokumentalnego "Unfold". Fot. Red Bull

Wiktor „TaZ” Wojtas – gracz i współwłaściciel HONORIS. Kadr z filmu dokumentalnego „Unfold”. Fot. Red Bull

Fot. Red Bull

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze