TaZ: Poniekąd jest to ostatnie podejście i rozdział wieńczący pewną opowieść
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

TaZ: Poniekąd jest to ostatnie podejście i rozdział wieńczący pewną opowieść

21.05.2020, 11:00:26

Z Filipem gramy wspólnie od czternastu lat. W tym czasie nie pojawiły się między nami żadne personalne zgrzyty, a większość ważnych decyzji podejmowaliśmy wspólnie. Przez ponad dekadę udowodniliśmy, że możemy na sobie polegać. Po największej burzy w naszych życiach byliśmy w stanie porozmawiać i wyjaśnić wszelkie nieścisłości. Jestem pewien, że połączenie naszych sił w HONORIS jest świetnym pomysłem – mówi nam Wiktor „TaZ” Wojtas w obszernym wywiadzie na temat startu HONORIS.

Na fali nostalgii i ogromnego szumu wywołanego wokół historii Chicago Bulls muszę o to zapytać. HONORIS jest budowaniem gruntu pod wasz – NEO i twój – Last Dance?

Poniekąd jest to ostatnie podejście i rozdział wieńczący pewną opowieść – swego rodzaju trzecia część Matrixa. Kręcimy ją wspólnie, dajemy z siebie wszystko i w ten sposób chcemy budować przyszłość. Nie jest jednak powiedziane, że czeka nas koniec, jakiego doświadczyła drużyna w Last Dance. Jako HONORIS chcemy budować grunt pod kolejne lata działalności w świecie esportu. Mówimy przecież o projekcie, który nie opiera się wyłącznie na grze w CS-a. Planujemy działać na dużo szerszą skalę, co konsekwentnie zdradzać będziemy w niedalekiej przyszłości.

Jedno trzeba wam oddać. Nie śpieszyliście się z ogłoszeniami, omijając poniekąd transferowy kocioł. Wymknęliście się z ram niezdrowego czasem wyścigu.

W duecie z NEO jesteśmy niczym ogień i woda. O mnie śmiało możesz powiedzieć impulsywny czy wybuchowy. Chcę działać jak najszybciej, jeździć na każdy turniej i brać udział we wszystkich możliwych wydarzeniach. Filip jest dużo spokojniejszy i wyważony. Wokół siebie zebraliśmy też osoby mądrzejsze od nas, które starają się edukować cały zespół na wielu płaszczyznach. 

Doświadczenie naszej ekipy i opanowanie NEO sprawiły, że nie ścigaliśmy się w biegu o ESL Mistrzostwa Polski czy kwalifikacje do ESL One Rio. Konsekwencją działań całego zespołu są dojrzałe decyzje.

Jako ognisty pierwiastek całego równania nie pośpieszałeś kolegów?

Nie tworzyłem niepotrzebnej presji, ale muszę przyznać, że dwa ostatnie lata spędzone na polskiej scenie zaraziły mnie pewnym pośpiechem. Konieczność grania we wszystkich możliwych rozgrywkach i narzucany przez to pęd dały mi się we znaki. Przez zbyt dużą aktywność brakowało mi czasu na rozwój. Podczas budowania HONORIS musiałem się nieco wycofać, uspokoić i zastanowić nad pewnymi aspektami kariery i życia. Wyciągnąłem dzięki temu bardzo dużo cennych wniosków.

Dłuższa chwila wytchnienia pozwoliła ci zrozumieć, że wyścig, którego doświadczyłeś na polskim podwórku, może być destrukcyjny? A przede wszystkim, że czasem trzeba powiedzieć sobie „pas”?

Zdecydowanie. Próba gry w każdym turnieju wiąże się z ogromnym obciążeniem psychicznym. Gdy nie masz przerw między kolejnymi oficjalnymi występami,  przygotowanie do nadchodzących wyzwań jest niepełne. Nagle zaczyna brakować czasu na analizę błędów, poukładanie sobie pewnych spraw w głowie czy najzwyczajniej w świecie – wzięcie oddechu. A zachowanie czystej głowy jest w karierze esportowca niezwykle ważne.

Mam wrażenie, że – wykraczając nawet poza ramy esportu – ludzie zaczęli sobie zdawać z tego sprawę, gdy utknęli w domach. Nagle zaczęliśmy bardziej refleksyjnie podchodzić do zarządzania czasem.

W naszym przypadku okres kwarantanny niefortunnie połączył się jednak z planem budowy organizacji. Koronawirus miał spory wpływ na zmianę strategii, bo znacznie utrudnia kontakty międzyludzkie. Dodatkowo skład nie był w stanie zebrać się podczas obozu szkoleniowego. Pomijając jednak to – jestem bardzo zadowolony z tego, jak wybrnęliśmy z sytuacji, która nas zastała i w jakim punkcie się obecnie znajdujemy.

Nim do tego punktu dotarłeś, musiałeś przejść jednak przez długi proces. Co czułeś, gdy czytałeś wywiady z początku roku, w którym wielu graczy, a w tym byłych członków ARCY, zaczęło odkrywać kulisy funkcjonowania polskich zespołów?

Nie wywołało to we mnie burzy emocji. Biorąc pod uwagę, jak się starałem i poświęciłem, żeby drużyna odniosła sukces, bardziej przejmujące było to, co działo się wewnątrz zespołu. Każdy miał prawo, żeby wypowiedzieć swoje słowa. Jeśli chłopaki chcieli lepiej się poczuć, poruszając niektóre tematy – to ich prawo. W przypadku ARCY nie doszukałem się zresztą wielu złych słów.

Warto podkreślić, że w twoją stronę kierowane były raczej pozytywne komentarze. Gdy społeczność zrzucała odpowiedzialność na ciebie, gracze zaznaczali twoją pracowitość i zaangażowanie.

Śmiało mogę powiedzieć, że też miałem udział w porażkach prowadzących do ostatecznego końca drużyny. Nie jest tak, że zawsze byłem świetnie przygotowany, a odpowiedzialność powinna spaść wyłącznie na resztę zespołu. Doskonale wiem, że mogłem podjąć lepsze decyzje czy też bardziej wpływać na graczy lub zarząd  organizacji, którą reprezentowaliśmy. To jednak przeszłość. Dziś pozostaje mi czerpać z tego naukę i nie oglądać się za siebie. Chcę wykorzystać doświadczenie w stawianiu kolejnych kroków do przodu.

Mało kto jest w stanie powiedzieć po porażce, że nic go nie usprawiedliwia. Sam rzadko szukasz wymówek po przegranych meczach. 

Wymówki po przegranych mnie nie przekonują. Uważam, że gdybyśmy tylko lepiej przepracowali pewne aspekty, niekorzystne rezultaty mogłyby zmienić się w pozytywne wyniki. Stałem się przez to bardzo krytyczny, ale wytykanie błędów zawsze zaczynałem od siebie. Uważam, że to podejście jest początkiem drogi do sukcesu. Należy otwarcie rozmawiać o błędach, zwracając uwagę również na osobiste potknięcia. To fundament sukcesu.

To rzecz bardzo unikatowa. Nie bez powodów powstało „bingo” z wymówkami polskich graczy.

Nie tylko unikatowa, ale też nieciesząca się sympatią innych. Gracze, którzy przyjmują podobną postawę, często brani są za nieprzyjemnych. To, że w drużynach nigdy nie szukałem usprawiedliwień, nie zawsze było pozytywnie odbierane. Trzeba mieć naprawdę duże ego, a do tego sporą wiedzę i wypracowany szacunek, żeby ludzie wysłuchali uwag bez krzywienia się i wyciągnęli z nich odpowiednie wnioski.

Podejrzewam, że bywały trudne momenty i łączenie bycia wymagającym z dobrą atmosferą nie zawsze szło w parze.

W pewnym momencie zmieniłem podejście. Chciałem stać się dobrym kolegą reszty graczy kosztem bycia skutecznym zawodnikiem. Dopiero powrót do gry z NEO po kilkuletniej przerwie uświadomił mi, jak bardzo się pod tym względem zmieniłem. Nagle przestałem być sobą i pośrednio ucierpiały na tym wyniki zespołu.

TaZ Arcy

TaZ w barwach Aristocracy podczas turnieju w Gdyni. Fot. Games Clash Masters / Maciej Kołek

Zostając w klimacie Last Dance – Michael Jordan też opowiedział, jak dużo wymagał od swoich partnerów. Ci – mimo szacunku – nierzadko mówili o tym, że autentycznie się go boją.

Jeśli mielibyśmy mówić o polskim Michaelu Jordanie, na to miano zasługuje bardziej NEO. To on jest ikoną Counter-Strike’a 1.6, a następnie przez długi czas dowodził w Virtus.pro. 

Zgadzam się. Porównanie dotyczy raczej temperamentu, pracowitości i dużych wymagań względem zawodników, a przede wszystkim siebie.

Kiedyś o tym nie myślałem. Chciałem po prostu osiągać sukcesy. W pewnym momencie straciłem ten żar, więc teraz próbuję go odzyskać. Skoro mówimy o Last Dance. W jednej ze scen MJ przyznał, że traktował swoich kolegów z drużyny jak tyran. Nie wiem, czy mówimy teraz o grze aktorskiej czy szczerych emocjach, ale zebrało mu się wtedy na łzy. To, jak był odbierany przez środowisko – nawet najbliższe – faktycznie mu ciążyło. Mało kto go lubił. Zapłacił w ten sposób za bycie wielkim. W zespole potrzebna jest osoba, która niezależnie od wszystkiego wejdzie na serwer i będzie myślała wyłącznie o grze. Po meczu – będzie myślała o grze. W łóżku – będzie myślała o grze. Po przebudzeniu – będzie myślała o grze. To ważny pierwiastek sukcesu.

Podoba mi się symbolika waszego logotypu. Dwóch gości podających sobie ręce po latach. Nie boicie mówić się o tym, że w pewnym momencie nie było między wami kolorowo.

Po odejściu z Virtus.pro musiałem dojrzeć, a także zaakceptować sytuację, w jakiej się znalazłem oraz sposób przedstawienia tego w mediach. Przemyślałem wiele spraw, co pozwoliło mi lepiej się poznać. Filip nie był w tym okresie zamknięty na kontakt. To ja potrzebowałem przełomu, który nadszedł w swoim  czasie. Cieszę się, że udało mi się przeskoczyć przez płot nieporozumień i razem stworzyliśmy HONORIS.

Pamiętasz, co było najbardziej kluczowe w całym procesie dojrzewania, o którym wspominasz?

Trudno wskazać konkretny moment. Potrzebowałem po prostu czasu, który z każdym dniem przybliżał mnie do podjęcia decyzji. Nie bez znaczenia było też wsparcie świetnych ludzi, którzy na co dzień mnie otaczają.  Kilka osób bardzo  pomogło mi pójść do przodu.

Pół żartem, pół serio możemy powiedzieć, że choć z NEO się pogodziliście, to nie ma łatwiejszej drogi do konfliktu niż założenie wspólnego biznesu.

Z Filipem gramy wspólnie od czternastu lat. W tym czasie nie pojawiły się między nami żadne personalne zgrzyty, a większość ważnych decyzji podejmowaliśmy wspólnie. W odsunięcie mnie od Virtus.pro NEO również nie był osobiście zaangażowany. Przez ponad dekadę udowodniliśmy, że możemy na sobie polegać. Po największej burzy w naszych życiach byliśmy w stanie porozmawiać i wyjaśnić wszelkie nieścisłości. Jeden dzień wystarczył, by wszystko wróciło do normy. Jestem więc pewien, że połączenie naszych sił w HONORIS jest świetnym pomysłem.

Czas rozłąki podobno uświadomił wam, że najlepsi jesteście, gdy pracujecie razem. Faktycznie synergia między wami jest aż tak wyjątkowa?

Śmiało mogę powiedzieć, że z żadnym innym graczem, którego spotkałem na przestrzeni całej kariery, nie czułem podobnej więzi. Gdy zaczynaliśmy grać w CS-a, ja miałem czternaście, a Filip trzynaście lat. Rywalizowaliśmy wówczas w innych zespołach. Prawda jest taka, że coś zawsze mówiło mi, że w pewnym momencie nasze drogi przetną się w jednej drużynie. Po chwili do tego doszło, a ja natychmiast poczułem wsparcie. Mogłem liczyć na niego zarówno na serwerze, jak i poza nim. Nie czułem takiego połączenia z żadnym z innych zawodników.

Prześmiewczo nazwaliście się z NEO staruszkami, więc zdajecie sobie sprawę z mijającego czasu. Wiem jednak, że nie zamykasz esportowców w ramy metryczki.

Ważne jest to, żeby budować świadomość i sprawdzać kolejne granice. Wciąż nie do końca wiemy, do jakiego wieku można z powodzeniem grać w gry komputerowe na najwyższym poziomie. Podobnie jest w sporcie, gdzie trzydziestosześciolatkowie zdobywają mistrzostwa lub wchodzą na absolutny szczyt umiejętności. Jesteśmy w dobrym miejscu i czasie, by badać kolejne limity. Przekonajmy się, czy zdołamy je złamać.

Wielokrotnie podkreślasz, jak ważne jest zachowanie ognia, energii, pasji. Temat to zresztą aktualny, bo gla1ve, zaledwie dwudziestopięcioletni geniusz, ogłosił wypalenie zawodowe. 

To dwie różne sytuacje. Nie można porównać wypalenia gracza z powodu nadmiernej ilości gry z problemami zawodnika, który przez lata wygrywa wszystko, co tylko może, jest na szczycie i musi szukać nowych wyzwań. Gla1ve w młodym wieku znalazł się w specyficznym miejscu i przerwa może pomóc mu w długodystansowej dominacji. Dużo trudniej utrzymać się na szczycie, niż na niego wejść. Udało mi się to potwierdzić na własnej skórze.

Mimo wszystko odnoszenie się do jednej dyscypliny z ogromną pasją bez okresów zwątpienia jest sztuką. Nawet jeśli wciąż ma się do czego dążyć. Na przestrzeni ostatnich lat nie spierałeś się z podobnymi problemami?

Wszystko zaczyna się od marzeń i rzeczy, które wydają się nierealne. Jeśli jesteś w stanie odciąć się od wszelkich złych bodźców, wystarczy nie poddawać się w dążeniu do spełnienia snów. To ogromna motywacja.

W HONORIS ważny będzie komfort odczuwany na danych pozycjach. Sam chcesz zrobić wszystko, by NEO znów mógł zabłysnąć blaskiem największej gwiazdy. A co z tobą?

Nie myślałem o sobie w takich kategoriach. Chcieliśmy skompletować drużynę, którą cechuje świeże podejście, pasja i przede wszystkim to, że gra sprawia wszystkim frajdę. Bardzo ważne było dla mnie, by obecność dwóch weteranów napędzała młodszych graczy do rozwoju. I dziś faktycznie czuję, że w drużynie jesteśmy w stanie nawzajem popychać się do realizacji rzeczy wręcz niemożliwych. Mówiłem, że będziemy kładli nacisk, by NEO znów stał się gwiazdą, ale finalnie to od niego zależy, jaki styl gry obierze. Wierzę w niego w stu procentach – tak, jak we wszystkich graczy HONORIS.

Nie przemknęło ci przez myśl, żeby zrezygnować np. z funkcji IGL-a?

Przez całą karierę jako dowodzący czułem się swobodnie. Lubię podejmować decyzje i potrafię wziąć na siebie odpowiedzialność z tym związaną. Może nie jestem najlepszym IGL-em na świecie i brakuje mi geniuszu taktycznego, ale mam serce do walki. Staram się zarażać nim, a także pewnością siebie kolegów z zespołu. Sport, dyscypliny esportowe, a więc i Counter-Strike, opierają się w dużej mierze na głowie. Nastawienie psychiczne jest niezwykle ważne. Jeśli podchodzisz do meczu bez wiary w siebie i wątpiąc w zwycięstwo – jesteś na dobrej drodze do porażki. Moje dowodzenie, postawienie Filipa na bardziej otwartych pozycjach i role reszty zawodników łączą się w przemyślaną całość.

taz neo honoris virtus.pro

TaZ i NEO podczas EPICENTER 2017 – ostatnim wielkim sukcesie duetu w barwach Virtus.pro. Fot. EPICENTER

Waga pewności siebie i wpływu nastawienia psychicznego do gry potwierdza się po każdym kolejnym oświadczeniu graczy spierających się z barierami mentalnymi. Zaangażujecie wobec tego do współpracy psychologa?

Do zespołu przymierzaliśmy już Urszulę Klimczak, z którą rozmawialiśmy, planując pewne kroki. Z tego miejsca chciałbym jej zresztą podziękować za dotychczasową pomoc. Wychodzę jednak z założenia, że najpierw musimy nauczyć się drużyny. Potrzebna jest baza wiedzy na temat tego, jak reagujemy podczas meczów oficjalnych czy treningów. Dopiero po czasie będziemy mogli pójść krok dalej.

Słyszę o świeżości, która jest ważna przy formowaniu zespołu, ale w wielu miejscach postawiliście na tradycyjne podejście. Otwarcie mówicie, że na początku nie chcecie współpracować ze sztabem szkoleniowym. Testy graczy też były przeprowadzone w klasycznym stylu – bez szeregu wykresów i badań. To ograniczenia budżetowe czy po prostu bardziej ufacie swojej intuicji?

Odpowiem krótko. Stawiamy na doświadczenie, wiele, wiele, wiele lat wspólnej gry oraz liczne próby budowania zespołów.

Na drodze do sformowania zespołu odbyliście testy zawodników. W ostatnich miesiącach wielu doświadczonych graczy zaznaczyło, że ogrom młodszych zawodników nie nadaje się do poważnych zespołów.

Wszystko zaczyna się od głowy, nastawienia i charakteru. Zawodnicy muszą trafić na odpowiednie osoby, które ich nakierują. Rola mentora jest niedoceniana. Jeśli rozmawiamy o problemach sceny, nie możemy winić wyłącznie młodych. Trzeba zwrócić też uwagę na przywary starszych, bardziej doświadczonych graczy. Nauczmy się rozmawiać i współpracować z młodszymi kolegami. Świat poszedł do przodu.

Jak ważna w procesie formowania HONORIS – najpierw pomysłu, a następnie konkretów – była frustracja? Frustracja wynikająca z tego, co stało się w Aristocracy, devils.one, Teamie Kingiun, ale także szeregu organizacji, z którymi na przestrzeni lat było ci nie po drodze.

Frustracja to złe określenie. Wszystkie te sytuacje sprawiły po prostu, że było mi przykro. Zasmuciło mnie to, co stało się w Aristocracy. Zasmuciło mnie to, jak potoczyły się nasze losy w devils.one. Zasmuciła mnie historia Teamu Kinguin. Zauważyłem, że jeśli wspomniane drużyny i zestawienia niejednokrotnie ciężkich charakterów postawić w nieco innym otoczeniu, wiele rzeczy mogłoby wyglądać inaczej. Właśnie dlatego postanowiliśmy założyć organizację. To nie ryzyko. Stworzenie projektu, w którym najbardziej doświadczeni i utytułowani gracze w polskiej historii we wsparciu Behemotów swoich specjalizacji będą podejmować decyzje, jest świadomym wyborem.

Trochę zaskoczyłeś mnie, mówiąc o braku ryzyka. Z NEO jesteście współwłaścicielami. Inwestujecie w projekt własne pieniądze. Nie przerażał was wysyłany od wielu lat przekaz, że na organizacjach esportowych nie można zarobić?

Potrzebna jest odwaga, ale duży krok już za nami. Chciałbym bardzo podziękować Red Bullowi za to, że zaufał nam i naszemu projektowi. Znaleźliśmy w Polsce partnera z taką samą wizją, co jest sygnałem mówiącym, że podjęliśmy odpowiednią decyzję. 

Dość enigmatycznie i tajemniczo mówicie o ekipie, która pomaga wam w zarządzaniu projektem. Czemu nie zdradzacie tego, z kim współpracujecie?

Aktualnie ekipa pozostaje w cieniu i chcemy by na razie tak pozostało.  Kiedy przyjdzie odpowiedni moment, nie trzeba będzie zadawać pytań, z kim działamy.

HONORIS ma skupiać się nie tylko na CS-ie, ale zrzeszać również inne sekcje. To konkretne plany czy zaledwie mgliste zapowiedzi?

Mówimy o projekcie skrojonym na długodystansowe działania. Drużyna CS-a, nazwa i logo, a więc dotychczasowe ogłoszenia, są dopiero fundamentem. Reszta działań jest już zaplanowana, ale odsłaniać będziemy je systematycznie. Dodatkowo mogę powiedzieć tylko, że jestem ogromnym fanem projektów dla kobiet. Mam nadzieję, że na pewnym etapie jako HONORIS również zaczniemy rozwijać ten segment branży.

Budujecie organizacje od graczy dla graczy. Jak podkreślacie – według własnych zasad. Jakie to zasady?

To zasady, którymi wraz z NEO kierowaliśmy się przez ponad dekadę rywalizacji. Ważna jest dla nas kultura osobista zawodników, szacunek do kolegów z drużyny, ale i przeciwników. Chcemy oprzeć HONORIS na dojrzałości i doświadczeniu oraz zbudować fundament dla nowego pokolenia graczy.

Fotografia tytułowa: Games Clash Masters / Maciej Kołek