SZPERO: Niektórych z nas skreślano już dawno. Teraz udowadniamy swoją wartość

SZPERO: Niektórych z nas skreślano już dawno. Teraz udowadniamy swoją wartość

07.11.2020, 17:45:21

– Tego, co działo się w zwycięskim momencie na TeamSpeaku, nie da się opisać słowami. Emocje, które towarzyszyły tym chwilom były niepodrabialne, cudowne. W CS-a gram od wielu lat i nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czułem coś takiego. To znak, że dokonaliśmy czegoś niesamowitego – mówi nam Grzegorz “SZPERO” Dziamałek, reprezentant Wisły All in! Games Kraków.

Jaka była wasza reakcja, gdy otrzymaliście ofertę udziału w play-offach Nine to Five 5? Zastanawialiście się nad nią, czy to była raczej szybka decyzja?

To nie był pierwszy raz, gdy organizatorzy Nine to Five 5 próbowali po nas sięgnąć. Propozycję udziału otrzymaliśmy też przed inauguracją fazy grupowej, jednak wtedy ze względu na pękający w szwach od oficjalnych spotkań terminarz zdecydowaliśmy się ją odrzucić. Grafik nie pozwalał nam na kolejne tak wyczerpujące zawody, a przy okazji chcieliśmy skupić się na turniejach, w których od sukcesu nie dzieli nas tak wiele, jak chociażby faza pucharowa ligi ESEA MDL czy ESL Mistrzostwa Polski. 

Los się jednak do nas uśmiechnął i dał nam drugą szansę na udział – tym razem w o wiele lepszych warunkach. MIBR zrezygnowało z udziału w ćwierćfinale, a jako że w poprzednich edycjach rozgrywek radziliśmy sobie nieźle, organizatorzy postawili na nas. W tym przypadku wiedzieliśmy, że ten występ to maksymalnie trzy serie, także nie bolałoby to nas tak, jak podróż przez całą fazę grupową. Decyzja zapadła błyskawicznie, a wszyscy byliśmy podekscytowani. 

To pytanie nie pojawiło się znikąd. Sam wspomniałeś, że ostatnie tygodnie macie naprawdę intensywne. Często gracie dzień w dzień, niekiedy od rana do nocy. Wiele drużyn czy zawodników na taki styl funkcjonowania drużyny zwala swoje niepowodzenia, zasłaniając się brakiem treningów. Jak wy łączycie taki tryb z ciągłym rozwojem?

Nie będę ukrywać, że w ostatnich tygodniach treningów nie mieliśmy zbyt wiele. Nasza dobra gra w początkowej fazie ESL Mistrzostw Polski pozwoliła nam jednak na chwilę wytchnienia. Po prostu wiedzieliśmy, że mając w garści pierwsze miejsce w lidze, możemy nieco zwolnić. 

Dzięki temu nawet ten napięty kalendarz nie okazywał się taki straszny, a treningi – choć nie tak często – i tak przeprowadzaliśmy. Cieszę się, że intensywny okres nas nie złamał, a teraz może być tylko lepiej, bo po Nine to Five mamy mnóstwo czasu na przepracowanie błędów i wspólną, ciężką harówkę. 

Spojrzenie na samą listę uczestników Nine to Five 5 budziło w was jakiś niepokój? 

Może nie niepokój, ale na pewno respekt. Zdawaliśmy sobie sprawę, że każdą z tych drużyn jesteśmy w stanie pokonać i to bez uczestnictwa jakiegoś niebywałego szczęścia. Wcześniej mierzyliśmy się z Virtus.pro, gdzie nie wygraliśmy nawet mapy, ale nie czuliśmy, że odbiegamy od nich poziomem. Sprawę za nas załatwiło jednak K23, z którym od zawsze gra się nam dobrze. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie zwyciężyć, choć zadanie nie należało do łatwych, no i się udało. 

Emanuje od ciebie skromność i pokora, jednak na TeamSpeaku musiały dziać się szalone rzeczy. Co mówiliście sobie już po zwycięstwie w turnieju?

Żałuję, że nie nagrałem naszych reakcji z tych kluczowych map obu serii. Tego, co działo się wtedy na TeamSpeaku, nie da się opisać słowami. Emocje, które towarzyszyły tym chwilom były niepodrabialne, wyjątkowe. W CS-a gram od wielu lat i nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio czułem coś takiego. To znak, że dokonaliśmy czegoś niesamowitego. 

Nasze reakcje podkręcał fakt, że gdzieś z tyłu głowy szwędał nam się finałowy pojedynek ze Spirit. Chcieliśmy za wszelką cenę uniknąć powtórki z tamtych zdarzeń i ostatecznie dopięliśmy swego.

Zgaduję, że resztę dnia aż do meczu w PLE mieliście zarezerwowaną na odbieranie gratulacji.

Było tego naprawdę mnóstwo. Wiele daje nam także wsparcie Wisły, które odczuwamy tak naprawdę na każdym kroku. Często wspominają nas też na swoich profilach, co również sprawia, że na sercu robi się cieplej. Wszyscy tworzymy naprawdę niesamowitą społeczność. Zabrzmi to nieskromnie, ale nie jestem zaskoczony ilością odbieranych gratulacji. To przecież nasze pierwsze trofeum, ale też jeden z większych sukcesów polskich drużyn w tym roku.

Który z elementów waszej wygranej jest dla ciebie najistotniejszy – przełamanie Wisły, o którym wspomniałeś, potencjalny pokaźny awans w rankingu HLTV czy może nagły zastrzyk gotówki?

Nie będę nikogo zwodzić i mówić, że pieniądze nie były ważne. Dobrze je mieć, ale one nigdy nie są pierwszą rzeczą, na którą patrzymy. Najważniejsze są zwycięstwa i rozwój. Coraz wyższa pozycja w rankingu HLTV poszerza wachlarz możliwości. Czuję, że jeśli ten rok wyglądałby jak każdy inny, to teraz przebieralibyśmy w zaproszeniach, może nawet na turnieje pokroju DreamHacka Open. Wierzę, że ostatni sukces sprawi, iż organizatorzy zaczną nas zauważać i doceniać.

Nie drażni cię to, że nie mieliście szansy wyeksponować waszej ostatniej formy na większej scenie w gronie najlepszych drużyn?

Na pewno siedzi nam to gdzieś z tyłu głowy, ale specjalnie się tym nie przejmujemy. Nie chcemy myśleć do przodu, bo to nigdy nie wróży niczego dobrego. Nie liczymy przecież na to, że nagle trafi nam się zaproszenie do turnieju z drużynami pokroju Astralis czy G2. Na wszystko trzeba sobie zapracować. Myślę jednak, że małymi kroczkami możemy w końcu do tego dojść.

Ostatnio uciekła wam szansa na udział w DreamHacku Masters Winter – ostatnim dużym turnieju w tym roku, na którym udział może wziąć tak naprawdę każdy.

Kwalifikacje pominęliśmy dlatego, że mieliśmy zaplanowany mecz z Actiną PACT w ESL Mistrzostwach Polski, a zareagowaliśmy zbyt późno, by ubiegać się o jego przełożenie. Szkoda, ale przecież nie możemy twierdzić, że udałoby się nam przez nie przejść. Otwarty format eliminacyjny od zawsze jest dla nas ciężki i jeszcze nigdy nie udało nam się przez niego przejść. Teraz skupiamy się jednak na fazie pucharowej ESEA MDL. Awans do ESL Pro League jest dla nas priorytetem i najważniejszym celem w tym roku. 

Wspominałeś wcześniej o tym, że kasa też jest ważna. A co jeśli powiem ci, że spośród wszystkich krajowych formacji na udziale w turniejach zarobiliście w tym roku najwięcej?

To trochę obrazuje słabość naszej sceny, bo my przecież wygraliśmy tylko jeden turniej online i w innym zajęliśmy drugie miejsce. Nie umniejsza to jednak naszej dobrej dyspozycji. Idziemy do przodu i czuję, że kilka złotówek w tym roku jeszcze wpadnie. Nie bez powodu mówi się, że jesteśmy najlepszą ekipą w kraju.

Wisła SZPERO

Fot. Wisła All in! Games Kraków / Łukasz Twardowski

Zarabiać na udziale w turniejach zaczęliście dopiero po transferze ponczka, wtedy też diametralnie poprawiła się wasza gra. Wiele osób podchodziło do tej zmiany z dystansem, jak widać niepotrzebnie. Ty sam spodziewałeś się tak dobrych efektów waszej współpracy?

Na pewno zaskoczyło mnie to, że poprawa wyników nadeszła tak szybko, bo efekty dało się zauważyć już od pierwszego oficjalnego spotkania. ponczek jednak był dla nas sprawdzoną osobą. Widziałem sporo komentarzy, że serwujemy fanom „odgrzewanego kotleta”, ale my od początku wiedzieliśmy, co robimy.

Cieszy mnie też fakt, że w naszej drużynie grają zawodnicy, którzy w przeszłości przez wielu byli skreślani. mynio i ponczek przeszli przez trudne czasy, a teraz wreszcie mogą udowodnić swoją wartość i pokazać, że wszystkie osądy w ich stronę były niesłuszne. Pokazujemy też, że do sukcesu nie potrzeba gwiazdy w drużynie, a pięciu gości, którzy dobrze dogadują się na serwerze i poza nim. Każdy zawodnik potrzebuje odpowiedniego środowiska, aby się rozwijać.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, co do drużyny wprowadził ponczek. Co czyni go tak wyjątkowym, że odmienił waszą ekipę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?

Przede wszystkim mądrość i wyczucie gry. On jest jednym z tych gości, którzy nawet będąc po drugiej stronie mapy, wiedzą dokładnie jak się zachować, aby inni na tym skorzystali. Potrafi też naturalnie reagować na zdarzenia na mapie i dostosowywać się do panujących warunków. Jest naszym spoiwem. To brzmi błaho, ale ciężko znaleźć teraz takich zawodników. Poza tym naprawdę cenię jego umiejętności strzeleckie i wkomponował się do drużyny, jeśli chodzi o panującą atmosferę.

Każda drużyna musi mieć swojego Sławka Peszkę.

Peszków mamy aż nadto. <śmiech>

Na transferze ponczka wiele zyskał też mynio. Jego słupki statystyk powędrowały mocno w górę, od kiedy w waszej drużynie gra Wites.

ponczek odciążył mynia z wielu zadań i pozycji. mynio jest takim graczem, który lubi, jak tworzy mu się miejsce na mapie. Wtedy dopiero jest w stanie wyeksponować pełnię swoich możliwości. I już od dłuższego czasu udowadnia, że w Wiśle jest jednym z liderów.

Jednego z liderów, przynajmniej w teorii, może wam teraz brakować. Kibice obawiali się, że brak Loorda na serwerze może zaburzyć waszą dobrą dyspozycję. Wydaje się jednak, że wspólne przygotowanie na treningu wystarcza do tego, żeby na serwerze pokazać się z najlepszej strony. Jesteście tego świetnym przykładem.

Myślałem, że bardziej odczujemy brak Loorda w naszych spotkaniach, ale nie zmienia to faktu, że gra bez jego rad jest naprawdę wielkim wyzwaniem i chyba wszyscy czekamy na moment, w którym znów będziemy razem w oficjalnych starciach. Możliwe, że fakt, iż nie siedzi z nami na serwerze, pozwala mu spojrzeć na mecze z innej perspektywy. Teraz często po meczach zbieramy garść rad i wskazówek, o wyłapanie których w normalnych warunkach byłoby ciężko. 

Zmieniliście coś w przygotowaniach przedmeczowych odkąd Loord nie może przebywać z wami na serwerze?

Wiele innowacji nie wprowadziliśmy. Niemal wszystko jest po staremu. Czasem zaplanujemy sobie tylko rundę pistoletową i wstępny plan na grę, ale na tym się kończy. Pomaga nam też boskacz, który wspierał nas jeszcze przed dojściem Loorda. To on czasami siedzi z nami na meczach i rzuca jakimiś uwagami.

To, że na wszystkich frontach radzicie sobie tak dobrze, jest imponujące. Fazę grupową ESL MP przeszliście jak burza. Spodziewałeś się aż tak szybkiego i łatwego awansu do półfinału?

Na pewno nasza forma była sporym zaskoczeniem, bo start rozgrywek pokrywał się z transferem ponczka i myśleliśmy, że czeka nas więcej pracy. Po kilku pierwszych meczach wiedzieliśmy już jednak, że pierwsze miejsce jest w naszym zasięgu, a to było dla nas najważniejsze. Teraz możemy czekać i obserwować potencjalnych rywali.

Jest ktoś, kogo szczególnie obawiacie się w fazie pucharowej?

Na krajowej scenie nigdy nic nie wiadomo. My dzięki dobrej fazie grupowej mogliśmy ukryć kilka zagrywek i przygotować się pod play-offy, ale na tym etapie o wszystkim będzie decydować forma dnia. Mogliśmy zdominować pierwszy etap, a teraz przyjdzie gorsza chwila, przegramy BO3 i będzie po zawodach. Największym rywalem będzie nasza forma.

Wiele się mówi – nie bez przyczyny – że jesteście najsilniejszą ekipą w Polsce. Czy to jednak najlepszy skład, w którym miałeś okazję grać? Silniejszy od AGO, Kinguin czy CSGL?

W każdym z tych składów grałem w innej epoce CS-a. We wszystkich przypadkach drogę na szczyt gwarantowały inne rozwiązania. Dla przykładu w Kinguin nie mieliśmy zbyt wielu taktyk i graliśmy intuicyjnie, a to wtedy przynosiło sukces. Ciężko porównywać, która z drużyn była najlepsza. Mogę za to przyznać, że w Wiśle wykonujemy największą pracę i jesteśmy najlepiej przygotowani. 

Fot. Jeremi Śpiewak

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze