Sześć meczów do końca, a Łotrzyki już świętują najlepszy sezon w historii
League of Legends
POLSKI ESPORT
Reportaże

Sześć meczów do końca, a Łotrzyki już świętują najlepszy sezon w historii

25.07.2020, 14:51:23

Do końca sezonu zasadniczego LEC Summer 2020 każdej drużynie pozostało jeszcze sześć meczów, ale niektórzy już teraz mogą świętować pierwszy mały sukces. Rogue bez dwóch zdań jest jedną z rewelacji obecnego splitu, a wczoraj przypieczętowali swoje dziesiąte zwycięstwo, co dało im najlepszy rezultat w niemalże dwuletniej historii gry na najwyższym szczeblu starego kontynentu. 

Rogue zadebiutowało w LEC w marcu 2019 roku. Amerykańska organizacja złożyła zresztą na rozgrywki nie byle jaki skład, bo w formacji występować mieli między innymi Kim „Profit” Jun-hyung, Mateusz „Kikis” Szkudlarek czy Chres „Sencux” Laursen. Do tego potężna akademia, która była zmontowana w celu zdominowania rodzimej Ultraligi. Za tym wszystkim stało z kolei okazałe zaplecze i dobra infrastruktura. Ta drużyna była stworzona do tego, żeby wygrywać.

 Najlepiej się jednak nie zaczęło. Na dzień dobry Rogue dostało gonga od Excel i Misfits, którzy wcale nie byli wtedy postrzegane jako faworyci. Później zresztą nie było lepiej. Kikis i jego kompani przegrali siedem kolejnych spotkań. Tak, dobrze kalkulujecie. Na półmetku podopieczni Simona „fredy122” Payne’a nie mieli żadnej zdobyczy punktowej. Zespół próbowano ratować roszadami kadrowymi i przeróżnymi kombinacjami, ale na wyjście z opresji było po prostu za późno. Tam należało wrzucić granat i zbudować wszystko od nowa.

Do końca sezonu Rogue wygrało tylko z Excel oraz Misfits. Debiutancki split w LEC amerykańska organizacja zakończyła na samym dnie tabeli. Włodarze formacji zdecydowali się zrównać wszystko z ziemią i postawić na chłopaków, którzy bardzo dobrze poradzili sobie w Ultralidze. Akademia z Oskarem „Vanderem” Bogdanem, Kacprem „Inspiredem” Słomą i Pawłem „Woolitem” Pruskim na czele wsiadła w pociąg do Berlina, aby latem 2019 roku założyć trykot pierwszego zespołu.

I była to bardzo dobra decyzja. Może nie mogliśmy tego nazwać strzałem w dziesiątkę, ale widać było jak na dłoni, że jakość poszła w górę. Rogue wygrało łącznie siedem spotkań, pokonując po drodze między innymi Fnatic, Origen czy FC Schalke 04. Po raz pierwszy w historii „Łotrzyki” mogli ostrzyć szabelki przed play-offami, a polscy kibice mogli się cieszyć również z tego, że Rookie Of The Split został wybrany Inspired.

Play-offy miały być absolutnie kluczowe. Rogue pomimo tragicznej wiosny miało wszak szanse na wyjazd na Worldsy. Polsko-szwedzki kolektyw wjechał w fazę pucharową z buta i rozniósł faworyzowane Splyce wynikiem 3:0. Balon w Polsat Games pękał już pewnie w szwach. Ale niestety, z balonami często bywa tak, że pękają w najmniej oczekiwanym momencie. W kolejnej rundzie na drodze Vandera i spółki stanęło Schalke, które może i było w zasięgu, ale podopieczni Payne’a w trakcie trzeciej gry zaserwowali nam jeden z największych throwów w historii profesjonalnego League of Legends, co w ogólnym rozrachunku oznaczało ich porażkę. Krążą plotki, że Larssenowi do dziś śni się ta nieszczęsna fontanna.

Pomimo bolesnej porażki w play-offach, Rogue i tak mogło być z siebie zadowolone. Dla organizacji stało się jasne, że mają perspektywiczny skład, który w przyszłości może ruszyć na podbój starego kontynentu. W kolejnych miesiącach zawodnicy europejskiej formacji oglądali Worldsy z wysokości salonowej kanapy, a także rozmyślali nad pomysłem na kolejny rok. Zespół zdecydował się na zmianę, w wyniku której Woolite został zastąpiony przez Stevena „Hans same” Liva.

I choć oczywiście rodzimi fani patrzyli na ten transfer spode łba, to Francuz szybko udowodnił, że nie była to lekkomyślna decyzja. Były gracz Misfits stworzył z Vanderem naprawdę widowiskowy duet, który do dziś sieje postrach w LEC. Pomimo różnych preturbacji Rogue zaliczyło przyzwoitą wiosnę, czego efektem było dziewięć zwycięstw. Czego byście nie powiedzieli, to Rogue nie można zarzucić braku konsekwencji. Bilans znów został poprawiony.

Na nieszczęście dla Rogue, play-offy to już zupełnie inna bajka. Co prawda Inspired i spółka rozpoczęli swój marsz w fazie pucharowej od pewnego zwycięstwa wynikiem 3:1 z Misfits, ale w meczu z Origen na próżno było szukać wielu pozytywów. Dziś jednak niewielu już to obchodzi, bo wiosenne bolączki zostały przez Rogue bardzo szybko przepracowane, a błędy zostały zostawione w śmietniku.

Letni split LEC 2020 rozpoczął się nieco ponad miesiąc temu, a na Rogue patrzymy dziś jak na prawdziwe bestie. Vander, Inspired, Larssen, Finn i Hans Sama zaprezentowali się w większości meczów z fantastycznej strony, a ich jedynymi oprawcami byli dotąd jedynie zawodnicy MAD Lions, z którymi Rogue dzieli pierwsze miejsce w tabeli, a także G2, które pomimo braku stabilności zawsze jest niezwykle groźnym rywalem.

Rogue nie tylko poprawiło bilans z ubiegłego sezonu, ale na dodatek jest na prostej drodze do tego, żeby zakończyć split na pierwszym miejscu w tabeli. Worldsy, o ile się oczywiście odbędą, są dla „Łotrzyków” bliżej, niż kiedykolwiek. Po czterech latach nieobecności Vander ma realne szanse na to, aby ponownie zawalczyć o najważniejsze trofeum w uniwersum League of Legends.

Ten tekst nie będzie mieć żadnego zakończenia z prawdziwego zdarzenia, bo wierzymy, że Rogue nadal jest dopiero na początku swojej drogi na salony. Dziś nie kibicujemy temu zespołowi tylko ze względu na dwóch Polaków w pierwszym zespole i akademię występującą w rodzimej Alior Bank Ultralidze. Dziś kibicujemy po prostu pięknej historii, której możemy być naocznymi świadkami. Dziś nie jesteśmy kibicami sukcesu, tylko scenariusza, którego nie wymyśliłby nawet Christopher Nolan.

Fot. Riot Games / Michał Konkol

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze