stark: To najlepszy czas, aby odciąć się od polskiego środowiska
CS:GO
Wywiady

stark: To najlepszy czas, aby odciąć się od polskiego środowiska

28.05.2019, 20:59:00

Z AVEZ Esport rozstał się niespodziewanie, choć jak sam przyznaje o odejściu z drużyny myślał już od jakiegoś czasu. Krzysztof „stark” Lewandrowski opowiedział nam o kulisach zakończenia współpracy z „Ośmiornicami” i tym, dlaczego ostatecznie nie zobaczyliśmy ich w gronie najlepszych czterech drużyn kraju.

Znowu nabroiłeś?

Nie powiedziałbym, że nabroiłem. Rozstaliśmy się za porozumieniem stron. Organizacja była po prostu zawiedziona wynikiem, jaki osiągnęliśmy na PGE Narodowym. Zarząd odbył konsultacje po Meet Pointcie, po czym zainterweniował. Czemu padło na mnie? Nie wiem, bo nie przedstawiono mi dokładnych powodów. Mogę snuć tylko domysły.

Śmiało.

Wszyscy wiedzą, jakim jestem zawodnikiem. Ostatnio, głównie od momentu przejęcia prowadzenia przez Wiktora „mynia” Kruka, zbyt często ponosiły mnie emocje. Kiedy coś mi nie pasowało, nieświadomie zmieniałem swój ton głosu na obrażony. Gracze zwracali mi co prawda uwagę, że powinienem trochę wyluzować, ale nie sądzę, by to było głównym powodem. Zresztą to nie oni wymusili zmianę. Wszyscy dowiedzieli się dziesięć minut po tym, gdy na Facebooku wylądował post.

Ty też dowiedziałeś się o decyzji z Facebooka?

Dowiedziałem się dosłownie chwilę wcześniej. W niedzielę dostaliśmy wiadomość, że następnego dnia czekają nas indywidualne spotkania. Miałem przyjść pierwszy. Poszedłem do gabinetu i szybko załatwiliśmy sprawę, więc zacząłem pakować swoje graty z biurka. W pewnym monecie spadł mi bilet do Szwecji. Złapał go ponczek i chciał mi go oddać, ale powiedziałem mu, że nie jest mi już potrzebny. Dopiero wtedy dowiedzieli się również inni gracze. Mogę się więc domyślać, że decyzja nie była z nimi konsultowana.

Poczułeś się tak, jak po wyrzuceniu z x-kom teamu?

Nie, zupełnie inaczej. Rozstanie z x-kom teamem bardzo mnie zabolało. W AVEZ sam spierałem się z myślami o odejściu z drużyny, więc wypowiedzenie aż tak bardzo mnie nie dotknęło. Nie ukrywam jednak, że poczułem się trochę dziwnie. Jeszcze tydzień temu byłem przekonywany, że mam wsparcie od góry i pchamy ten wózek razem dalej, a nagle wszystko się posypało. Mimo to wydaje mi się, że wyjdzie mi to na dobre. Podczas negocjowania kontraktu sam zaproponowałem półroczną umowę.

Dlaczego nie negocjowałeś dłuższego kontraktu?

Dołączając do AVEZ Esport, cofnąłem się o krok, by postawić dwa do przodu. Chciałem odzyskać pewność siebie w organizacji, która nie jest bardzo znana, przez co nie generuje presji. Kiedy zaczęliśmy, daleko było nam do czołówki. Patrzono na nas z lekceważeniem. Podobała mi się taka pozycja, ale nie chciałem, by trwała wiecznie.

Mówisz o lekceważeniu i braku presji, ale po zakontraktowaniu usłyszałem, że drużyna ze starkiem w składzie nigdy nie wypadnie poza czołową czwórkę kraju.

Wiem, co powiedziałem i naprawdę mam takie podejście. Uważam, że swoją grą mógłbym pomóc wielu zespołom. Przez ostatnie miesiące utrzymuję bardzo wysoką formę indywidualną. Ludzie tego nie widzą, bo w AVEZ za każdym razem z grą żegnaliśmy się we wczesnym etapie kwalifikacji. Trudno było trafić na transmisje z naszych meczów. Prawda jest jednak taka, że podczas większości sparingów, a nawet spotkań oficjalnych grało mi się świetnie. Tego brakowało mi na początku roku. W AVEZ odzyskałem pewność siebie po tragicznym okresie w x-kom teamie.

Brzmisz, jakbyś nie miał sobie nic do zarzucenia.

Jeśli chodzi o grę – chcę ciężko pracować, żeby utrzymać formę indywidualną. Koniecznym jest też poprawa znajomości granatów. Wciąż muszę też uważać na swoje zachowanie. Jestem, jaki jestem. Często myślę, że wiem więcej od innych. Nie zgadzam się z krytyką i za wszelką cenę stawiam na swoim. Szczególnie wtedy, gdy zwracają się do mnie osoby, które nie wypracowały sobie jeszcze CS-owego autorytetu. Liczę, że to się zmieni.

Stałeś się w drużynie tykającą bombą?

Najwięcej sporów zaczęło pojawiać się, gdy prowadzenie objął mynio. Kiedy ja byłem kapitanem, układałem grę pod siebie i tworzyłem przestrzeń reszcie zespołu. Zresztą wielu IGL-ów tak właśnie robi. Wiktor miał podobnie, nieco ograniczając moje ruchy. W swoim planie taktycznym przestał uwzględniać zagrania, które dotychczas były moim największym atutem. To generowało frustrację.

Po części sprawdza się więc to, o czym mówił destru, gdy przejmował pozycję koordynatora projektu w AVEZ. Kiepskie wyniki nie były efektem braków w umiejętnościach. Problem leżał w różnicy charakterów.

Dokładnie.

W styczniu długo rozmawialiśmy o tym, że nad tym właśnie będziesz pracować i zrobisz wszystko, by odpowiednio ułożyć sobie karierę. Co się dzieje?

To po prostu trudne. To nie tak, że powiedziałem „chcę się zmienić” i od razu stałem się nowym człowiekiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że nad pewnymi rzeczami pracuje się bardzo długo. Czasami całe życie. Jestem jednak przekonany, że zanotowałem poprawę. Duża w tym zasługa Wojtka Sagana, który w AVEZ spędzał ze mną czas na rozmowach o życiu i esporcie. Po części mnie wychował i zaczął prostować. Bardzo dużo mu zawdzięczam.

AVEZ miało wielkie plany, które raz za razem weryfikowały kolejne porażki. Jesteś w stanie powiedzieć, czemu od początku mieliście takie problemy?

Cała historia AVEZ Esport jest poplątana. Organizacja zrobiła wszystko na odwrót.

1) To, że zleciła stworzenie drużyny sanemu, który planował koniec kariery, mówi samo za siebie. Rafał po kilku miesiącach zrobił co prawda ogromny progres i dziś go oczywiście propsuję, ale na początku nie było łatwo.

2) Zapewniono nam też pomoc Juniora, a więc analityka, który… nie mógł pracować. No bo jak tu analizować przeciwników czy nawet nasze zagrania, skoro nie uczestniczymy w żadnych poważnych rozgrywkach? Powinniśmy zacząć raczej z trenerem.

3) Problemem był też brak snajpera z krwi i kości, bo crank dopiero w AVEZ wziął na siebie tę rolę. Dziś jest już jednym z lepszych w Polsce, ale pierwsze tygodnie pozostawiały wiele do życzenia.

4) Ja – mimo że dołączyłem ostatni i jestem najmłodszy – miałem zostać kapitanem. Trudno było mi objąć tę rolę, nie wierząc w stu procentach w to, co widzę.

Podczas formowania składu wszyscy musieliśmy pójść więc na pewne kompromisy. Najwyraźniej było ich za dużo.

Czemu brakowało ci wiary?

Przez pierwsze dwa miesiące musieliśmy wykazać się dużą cierpliwością do sanego. Miał najmniejsze doświadczenie i dużo czasu poświęciliśmy, by nauczyć go pewnych podstaw, które wyciągnęliśmy z poprzednich zespołów. W tym czasie nie mogliśmy skupiać się na rozwoju indywidualnym. A po ośmiu tygodniach ciągłych porażek presja zaczęła rosnąć tak bardzo, że zaczynała być nie do zniesienia. Stale coś nam nie wychodziło. Przed turniejem w Olsztynie byliśmy dobrej myśli. Przed Meet Pointem to samo. Ale gdy dochodziło do LAN-ów, okazywało się nagle, że robimy głupie rzeczy. Graliśmy w kratkę.

Nad chaosem w drużynie zapanować miał destru.

destru jest osobą z silnym charakterem. Kiedy coś trzeba powiedzieć, on nie tylko to robi, ale przy okazji znajduje posłuch wśród graczy. Wszyscy go szanujemy. Jego dołączenie faktycznie bardzo nam pomogło. Przebłysk był widoczny zresztą w Esportal Global Cupie, w którym pokonaliśmy Izako Boars i youngsters. To może jeszcze nie TOP 4 Polski, ale mimo wszystko zawodnicy z czołówki.

Adam znał was dobrze, ale zapowiedział, że w AVEZ będzie szefem, a nie kolegą. To prawda, że na spotkaniach padały gorzkie słowa i brudna prawda?

Adam znalazł złoty środek. Z jednej strony podchodził do nas po ludzku, jak kolega, do którego mogliśmy przyjść z każdym problemem. Mimo to wciąż stawiał wymagania. Gdy ktoś zasłużył na opierdol, dostawał opierdol. Kiedy trzeba było podjąć trudną decyzję, to ta była podejmowana. Brawa za rezygnację z wyjazdu do Kopenhagi. To mogła być przyjemna wycieczka, ale nic poza tym. Nie byliśmy jeszcze gotowi na walkę. Wyrzucilibyśmy 40 tysięcy złotych w błoto.

W świat poszła informacja, że to m.in. Adam zadecydował o twoim odejściu.  Dostałeś wcześniej znaki, że tak może skończyć się twoja przygoda w AVEZ?

Wręcz przeciwnie. Tydzień temu sam myślałem o tym, że chcę odejść z drużyny. Umówiłem się nawet na rozmowę z Wojtkiem Saganem, po której miałem złożyć wypowiedzenie. Na spotkaniu nie zdążyłem jednak nawet odezwać się słowem. Po prostu nie wiedziałem, jak wydusić z siebie to, że chcę odejść. Wojtek zauważył, że coś jest nie tak, trochę mnie otworzył. Zaczęliśmy rozmawiać o moich problemach i zobaczyłem, że w AVEZ mogę liczyć na ogromne wsparcie. To przekonało mnie, żeby nie podejmować pochopnej decyzji.

Po kilku dniach sprawy potoczyły się jednak dziwnie i jestem tu, gdzie jestem. Drużyna ma wiele problemów, o których nie chcę i nie mogę mówić. Trudno powiedzieć, czy wymiana mnie na innego zawodnika rozwiąże ich kłopoty, ale życzę AVEZ jak najlepiej. Ja dam sobie radę.

Chciałeś odejść tuż po awansie na międzynarodowy turniej?

Po kolejnych przegranych kwalifikacjach jechaliśmy Wojtkiem windą i szczerze mu powiedziałem, że coś musi się zmienić, bo szkoda mojego czasu,  ich pieniędzy i naszych nerwów. Niektórzy pomyślą, że mam wybujałe ego, ale po bardzo słabym okresie w x-kom teamie obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by nie przegrywać. A w AVEZ przez kilka miesięcy nie spotkało nas praktycznie nic oprócz przegranych. Pracowałem nad cierpliwością, ale ta po prostu mi się kończyła. Z jednej strony indywidualnie grałem dobrze, z drugiej nie widziałem recepty na to, by poprawić wyniki. Mógłbym więc albo nadal ciągnąć pieniądze, albo spróbować w innej drużynie.

Skoro mówimy już o pieniądzach. Czy AVEZ Esport nie jest w takim razie przepłacone?

Pewnie, że jest. Ale rzeczywistość wygląda tak, że każda drużyna oprócz Aristocracy i AGO Esports byłaby w tych warunkach przepłacona.

To, że mieszkaliśmy w apartamentach, a treningi odbywaliśmy na „28 piętrze” biurowca w centrum Warszawy, nie było naszą zachcianką. Sam wychodzę z założenia, że nie jest to konieczność, ale bardzo cieszyła mnie możliwość rozwoju w świetnych warunkach. Taki model funkcjonowania wymyśliła sobie organizacja. Zarząd wierzy, że prędzej czy później da on najlepsze efekty.

Choć właściciele nie obarczali was wielką presją, podejrzewam, że czynnikiem stresującym mogły być właśnie pieniądze.

Głupio było mi informować fanów o kolejnych porażkach właśnie z uwagi na zajebiste warunki. Pieniądze jak najbardziej stanowiły więc czynnik presji.

W grudniu – jeszcze przed podpisaniem kontraktów – wypełnialiśmy ankiety. Mieliśmy odpowiedzieć, czemu chcemy grać i co nam w esporcie sprawia frajdę. Sam napisałem, że gram po to, by godnie reprezentować klub. Zawsze jestem wierny drużynie. To nie zmieniło się od czasu x-kom teamu, w którym działy się złe rzeczy, a i tak pozostawałem lojalny. Dobro organizacji jest ponad wszelkie pieniądze. Dlatego każda kolejna porażka powodowała, że było mi przed szefami najzwyczajniej w świecie głupio. Tyle w nas przecież zainwestowali.

Jak w tym wszystkim radził sobie zarząd? Po ogłoszeniu powstania klubu pojawiły się wątpliwości, czy osoby spoza branży podołają z tak wymagającym projektem.

Nie ma w Polsce lepszego zarządu. Porównując Wojtka Sagana i Tomasza Załkowskiego do np. Michała Świerczewskiego, różnica jest ogromna. Michał jest pomocny, ale nie było z nim dobrego kontaktu. W AVEZ komunikacja z “górą” stoi na najwyższym możliwym poziomie. Mogliśmy liczyć na pomoc w każdej sprawie.  Potrzebuję telefonu? Kilka dni później dostaję nowy. Po przeprowadzce do Warszawy nie mam za co żyć? Proszę, tu zaliczka, musisz przecież coś jeść. To bardzo ludzkie podejście, które zaczęło się od drobnostek. W większości organizacji można o tym zapomnieć. Czułem się jak członek rodziny i tego najbardziej będzie mi brakować. Myślę, że przez zarząd i to, jakie ma on podejście do graczy, AVEZ zajdzie naprawdę daleko.

Straciłeś więc świetne miejsce pracy. Nie boisz się, że zabraknie dla ciebie miejsca na polskiej scenie?

A kto mówi, że chciałbym dalej grać na polskiej scenie?

To co – Europa, świat?

Świat to za dużo powiedziane, bo ludzie od razu stwierdzą, że chcę dołączyć do FaZe Clanu lub mousesports. Plany są jednak takie, że celuję w drużynę z TOP 50 globalnego rankingu, która komunikuje się w języku angielskim.

Całkowicie skreśliłeś Polskę?

Nie do końca, ale myślę, że to najlepszy czas, żeby odciąć się od polskiego środowiska. Niech lokalna społeczność o mnie zapomni. Z drugiej strony mam tu coś do udowodnienia. Nie rzucam słów na wiatr, więc chciałbym pokazać, że faktycznie ponownie wejdę do TOP 4 kraju. W AVEZ się nie udało, przez co muszę dokonać tego w innym składzie. Decyzja o tym, czy postawię na polski zespół czy zagraniczny będzie trudna, ale wybiorę najlepiej, jak tylko mogę.

Z czego wynika to, że chcesz, aby polska społeczność o tobie zapomniała?

Od kilku lat czuję, że ludzie patrzą tylko na moje potknięcia. Chcą mi dowalać, gdy się potknę i mają satysfakcję, kiedy popełnię błędy. Czasem docierają do mnie sygnały skrajnej nienawiści. Wszyscy myślą, że jestem bardzo pewny siebie, ale prawda jest taka, że to ma na mnie zły wpływ i tworzy niepotrzebną presję.

Chciałbym się nie wychylać i ciężko pracować w zaciszu. Wiem, że trzeba sobie zasłużyć na szacunek społeczeństwa. Chcę więc, żeby o mnie zapomniano, bo wtedy będę mógł zacząć z czystą kartą. Zapracuję na wsparcie fanów i będę zdrowszy psychicznie.

Są już jakieś konkrety w postaci zespołów czy organizacji, które mogłyby ci złożyć ofertę?

Dostałem kilka zapytań od zawodników z różnych organizacji nie tylko z Polski i pytali, jak mi się układa w AVEZ. Kontrakt kończy mi się jednak pod koniec czerwca. Dopiero po ogłoszeniu poszukiwań międzynarodowej drużyny zaczną się poważne rozmowy, ale mimo to widzę już pewne perspektywy. Mam na siebie kilka pomysłów.

Jeśli dostanę szansę od zespołu, na którym mi zależy, udowodnię, że mogę być jednym z najlepszych graczy w Polsce – mówiłeś mi kilka miesięcy temu. Masz jeszcze nadzieję, że to się w ogóle wydarzy?

Wierzę w to. Po odejściu z x-kom teamu planowałem dalsze kroki. Przez pierwsze sześć miesięcy miałem odbudować swoją pewność siebie, przywrócić wysoką formę indywidualną i odzyskać „street credit” dobrego gracza. Nie wiem, czy przez wyniki sportowe AVEZ udało mi się z tym ostatnim, ale dwa pierwsze punkty zrealizowałem. Jeden z etapów jest już za mną. Teraz czas na kolejny. Na pewno nie chciałbym trafić do pierwszego lepszego zespołu, który zaproponuje mi miejsce w składzie. Czas na myślenie długoterminowe. A jeśli nie otrzymam zajebistej oferty, niewykluczone, że całe wakacje spędzę na kwalifikacjach do FPL-a. Przypomniałbym o sobie na europejskiej scenie.

Podczas kończenia pewnych etapów życia, w głowie pojawiają się różne myśli. Rozważałeś, że AVEZ mogło być twoją ostatnią drużyną z profesjonalnym zapleczem?

Od zawsze mam szczęście. Jak kot spadam na cztery łapy. Ląduję w dołkach, ale szybko z nich wychodzę. W x-kom teamie usadzili mnie na rezerwie, a po chwili pojawił się alkomat, wróciłem do składu, wygraliśmy Good Game League i zakwalifikowaliśmy się na inny międzynarodowy turniej.

Czyli nie rozważasz czarnych scenariuszy?

Niektórzy myślą pewnie inaczej, ale pracuję bardzo ciężko. Prędzej czy później praca ta zbierze plony. Od września zamierzam też wrócić do szkoły. Zasugerowano mi to w AVEZ. Organizacja miała opłacić zajęcia. I choć do tego już nie dojdzie, zrozumiałem, że liceum warto skończyć. Rozwiązywanie zadań na matematyce nie nauczyło mnie tyle, ile samo życie i granie w CS:GO, ale zdałem sobie sprawę, że wykształcenie jest ważne. W razie niepowodzenia w przyszłości muszę mieć się czym obronić.

Jak widać – chcę się zabezpieczyć. A jeśli nie utrzymam się na profesjonalnej scenie, najwyżej zostanę streamerem.

Fot. AVEZ Esport

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze