stark: Za rok nikt nie będzie pamiętać, kto przeszedł na VALORANT z CS:GO, a kto z Fortnite’a
CS:GO
POLSKI ESPORT
VALORANT
Wywiady

stark: Za rok nikt nie będzie pamiętać, kto przeszedł na VALORANT z CS:GO, a kto z Fortnite’a

14.07.2020, 16:28:53

Wstyd mi za niektóre rzeczy, które powiedziałem i zrobiłem, ale niczego nie żałuję, bo taki już wówczas byłem, czasu nie cofnę. Mam nadzieję, że nie będę oceniany przez pryzmat przeszłości. Chcę teraz zapisać czystą kartę i nadal na pewno będzie u mnie “starkowato”, ale w dużo dojrzalszej wersji – wyjaśnił nam Krzysztof „stark” Lewanrowski, z którym porozmawialiśmy również między innymi o definitywnych przenosinach na VALORANT, współpracy z zawodnikami wywodzącymi się z innych gier, triumfie podczas x-kom AGO Cup 2 i niezrealizowanych planach na całkowite odejście z esportu. 

Rozwiejmy wszelkie wątpliwości i dopełnijmy formalności. Czy to już definitywny koniec przygody starka z CS:GO? 

Ciężko stwierdzić, co kryje przyszłość, ale na pewno mogę powiedzieć, że niewiele brakowało, aby stark całkowicie zniknął z esportu. VALORANT uratował moje chęci do gry. Nie ukrywam, że nie miałem absolutnie żadnej motywacji, aby dalej próbować czegoś w Counter-Strike’u. Można wręcz stwierdzić, że strzelanka od Riotu spadła mi z nieba, od razu przypadła mi do gustu. Nie było też tak, że od razu uznałem to za wspomniany ratunek. We wczesnej becie nie grałem jakoś szczególnie dużo, nie patrzyłem na VALORANTA pod kątem drużynowym. Wiązało się to między innymi z tym, że miałem podjąć „normalną” pracę. Po pewnym czasie zaczęły jednak wracać stare uczucia, chęć bycia najlepszym. Brakowało mi w życiu adrenaliny i cieszę się, że przynajmniej na ten moment zagościła ona u mnie na nowo. 

Czyli wcześniej na swój sposób pogodziłeś się już z tym, że raczej pora zejść ze sceny. 

Wcześniej ludzie skreślali mnie, tym razem skreśliłem chyba sam siebie. Myślałem, że nie poradzę sobie z własnymi problemami. Wszystko, co działo się w mojej głowie, w połączeniu z moim zachowaniem, konsekwentnie ciągnęło mnie w dół. Tak wyglądała cała moja kariera w Counter-Strike’u. Gdybym zaczynał swoją przygodę w CS:GO teraz, gdy pewne kwestie już przepracowałem, to może wszystko potoczyłoby się inaczej, ale nie ma co gdybać. Zbyt wiele nie osiągnąłem, a VALORANT dał mi drugą szansę, żeby się spełnić. Bardzo chciałbym ją wykorzystać. 

Newralgicznym momentem było fiasko, którym zakończył się międzynarodowy projekt z tobą, k0nfigiem, HS’em, gruxem i NaToSaphiXem na pokładzie? 

Nie. Ta inicjatywa była już typowym chwytaniem się brzytwy. Zresztą wtedy nawet pomimo tego, że grałem z zajebistymi zawodnikami, to czułem się w tym zespole źle. Wynikało to z tego, że przynależność do formacji czułem tylko dlatego, że ja zebrałem wszystkich w jednym miejscu. Nie byłem jednak w stanie dać od siebie zbyt wiele. Nie umiałem się przebić do ich poziomu. Zawsze miałem cechy przywódcze, ale w tym rosterze zawiodłem jako lider. Nie potrafiłem poprowadzić nas w żaden sensowny sposób. Mimo wszystko cieszę się, że spróbowaliśmy. Przez te kilka tygodni treningów nauczyłem się od nich naprawdę dużo.

W takim razie kiedy tak naprawdę przelała się ta czara goryczy? 

Straciłem chęci do gry wraz z wyrzuceniem z AVEZ. Po raz drugi w historii zostałem wówczas oddelegowany z zespołu nie przez umiejętności, a przez swoje zachowanie. Wcześniej prosiłem o wsparcie, o pomoc ze strony psychologa, ale zamiast tego zostałem po prostu pożegnany. Czułem, że nie jestem akceptowany przez większość graczy, bo jestem inny. Doszedłem do wniosku, że organizacje mi już nie pomogą, więc albo uporam się ze wszystkim sam, albo nigdy nie zdołam się zmienić. Jeszcze kilka tygodni temu bałem się zresztą, że na własną rękę nie uda mi się wszystkiego ogarnąć. Teraz jestem jednak dobrej myśli.

Na pewno cieszy to, że w końcu udało ci się uporać z pewnymi demonami, ale powiedzmy sobie szczerze, że poniekąd słyniesz z podobnych deklaracji. Często zapowiadałeś, że teraz już na pewno wszystko się ułoży, a ty jesteś inną osobą, po czym zwykle kończyło się to tak samo jak wcześniej. Znów rzucasz słowa na wiatr, czy może w końcu rzeczywiście wkroczyłeś na odpowiednią ścieżkę? 

Dziś czuję, że wcale bym tej deklaracji nie musiał składać. Gdyby nie nasza rozmowa, to siedziałbym cicho, bo chcę tym razem udowodnić wszystkim własny rozwój poprzez czyny i osiągnięcia. Nie oczekuję też, że ludzie w to wszystko po prostu uwierzą, nie zależy mi na tym. Nie potrzebuję ślepego oddania kibiców. Chcę wejść na serwer i budować fanbase na nowo. Tym razem nie na pustych obietnicach, tylko dzięki umiejętnościom indywidualnym. 

Pomimo tych wszystkich upadków z przeszłości i tak możesz się poszczycić gronem mocno oddanych fanów, którzy są z tobą na dobre i na złe. 

Wydaje mi się, że ludzie, którzy mi kibicują, zawsze robili to bardziej z uwagi na moją odmienność, aniżeli umiejętności. Chcąc nie chcąc jestem dość nieszablonową osobą i dla niektórych była to zaleta, a nie wada. Wszyscy ci, którzy przez te lata byli ze mną, teraz najlepiej zauważą te drobne zmiany w moim zachowaniu czy stylu bycia. Mam też zamiar zacząć streamować więcej niż godzinę miesięcznie, żeby na nowo gdzieś to community zjednoczyć i pokazać im nieco lepszą wersję siebie.

Aktualnie możemy cię oglądać w THOSE GUYS razem z zeekiem czy starxo. Na początku grałeś jednak wyłącznie ze swoimi kolegami z CS:GO. Jak przeciąłeś się z ludźmi, którzy przechodzili na VALORANTA z zupełnie innego tytułu? 

Na początku w becie grałem tak naprawdę tylko z Patitkiem, z którym zawsze miałem i mam dobry kontakt. Wspólnych meczów z innymi byłymi graczami CS:GO nie było zbyt wiele, głównie z uwagi na to, że jak wspominałem, nie spędzałem zbyt dużo czasu na rywalizacji. Z zeekiem i starxo poznałem się z kolei tak, że jeden z nich napisał do mnie na Twitterze, czy jestem chętny na rankedy w pięcioosobowym lobby, bo jak wiadomo, łatwiej i szybciej wbija się wtedy rangę. Stwierdziłem, że nie ma powodów do tego, żeby nie spróbować, tylko dlatego, że nie są z CS:GO. Szybko okazało się, że są bardzo w porządku i grają na niesamowicie wysokim poziomie. Złapaliśmy niezły kontakt i uznaliśmy, że warto spróbować trzymać się razem w pełnoprawnym zespole. 

Czyli nie należałeś do ruchu oporu sformowanego przez byłych graczy CS:GO, którzy twierdzą, że zawodnicy z innych tytułów takich jak Fortnite czy Apex Legends to dzieciaczki, które nie wiedzą, co robią? 

Początkowo sam miałem przeświadczenie, że gracze z innych gier będą w VALORANCIE po prostu dużo słabsi, ale po pierwszych grach z zeekiem i starxo zrozumiałem, że gracze CS-a niekoniecznie mają aż tak dużą przewagę nad innymi. VALORANT stworzył miejsce dla wszystkich tych, którzy szukali nowego otwarcia. Teraz rozumiem to, że ja mogę się nauczyć dużo od byłych graczy Fortnite’a, Apex Legends, Overwatcha czy Paladins, a oni ode mnie. Musimy odejść od głupiego wyznaczania granic między sobą, bo inaczej nigdy nie stworzymy silnej sceny. Za rok nikt nie będzie pamiętał, skąd ktoś przyszedł. Im szybciej to zrozumiemy i się dogadamy, tym większe będziemy mieli z tego korzyści. W innych krajach miksowanie się ludzi z różnych światów jest na porządku dziennym, nikt nie robi z tego wielkiego halo i dzięki temu powstają dobre zespoły. 

Przez to, że ludzie wywodzą się z różnych gier, mają do zaoferowania inne spojrzenie na rozgrywkę. To gwarantuje świeżość. 

Właśnie. Sam początkowo grałem głównie Jett i Phoenixem, nie skupiałem się na używaniu umiejętności, bo byłem przekonany, bo wtedy zwyczajnie nie było mi to do niczego potrzebne. Wspólna gra z chłopakami zmotywowała mnie do tego, żeby poszerzyć horyzonty, nauczyć się dobrej koordynacji skilli. Dostrzegli we mnie potencjał i byli pewni, że jeśli rozwinę się pod tym względem, to będziemy sobie świetnie radzić. Tak jak powiedziałem, od każdego można się nauczyć nowych sztuczek. 

Za wami premierowy turniej w nowym składzie i zgodnie z przewidywaniami, podczas x-kom AGO Cup 2 nie mieliście sobie równych. Ten triumf dużo dla ciebie znaczy, czy może i tak podchodziłeś do tych rozgrywek z przeświadczeniem, że powinniście się po wszystkich przejechać? 

Na pewno nie skupiamy się na regionalnej rywalizacji. Od początku celujemy w europejskie rozgrywki, chcemy szybko pokazać się na arenie międzynarodowej. Zagraliśmy w turnieju od AGO, żeby udowodnić wszystkim swój status w kraju, co może się przełożyć na oferty od polskich organizacji, które mogą chcieć zakontraktować nadwiślańskie top 1. Teraz skupiamy się na treningach i kwalifikacjach do europejskich Cupów. 

Kiedy wydawało się, że po zakończonym finale nie będzie już emocji, to paradoksalnie największe poruszenie wywołało to, co działo się później. Jak zamieszanie związane z MVP wyglądało z twojej perspektywy? 

Przede wszystkim uważam, że wybór MVP nie powinien przebiegać w ten sposób, bo to był zwykły skok na zasięgi. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że cała ta drama stała się bardzo sztuczna. Sam zeek miał przecież ten monitor w poważaniu, chciał go oddać starxo. Moim zdaniem zresztą zeek całkowicie zasłużył na ten tytuł, bo przez cały turniej rozgrywał Cypherem świetne zawody, co jest dużo bardziej wartościowe niż jeden dobry performance Raze w finale. Dla JOOLZA należą się oczywiście słowa uznania, bo 14 entry fragów to naprawdę nieziemski wyczyn. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak nie powinien się znaleźć w głosowaniu. 

Przez całe to zamieszanie jeszcze mocniej zarysował się wśród społeczności podział na dwa obozy. 

Niestety i pozostaje mieć nadzieję, że każdy czym prędzej pójdzie po rozum do głowy. Za kilka miesięcy nikt już nie będzie pamiętać, że zeek grał wcześniej w Fortnite’a, a stark w Counter-Strike’a. Teraz mamy podobną sytuację jak przy premierze CS:GO, kiedy ludzie z 1.6 nie chcieli grać z tymi, którzy grali w Source’a. Żeby jeszcze bardziej uwydatnić to wszystko, warto chyba przypomnieć, z jakiej gry wywodzi się tak naprawdę Patitek. Przecież, zanim stał się CS-owcem, to rywalizował głównie w Call of Duty. Musimy zapomnieć o tym, kto jest skąd. Teraz wszyscy jesteśmy z VALORANTA, więc kłótnie są po prostu bezsensowne. 

Dla niektórych całkowite odrzucenie przeszłości nigdy nie będzie jednak łatwe. Ty przykładowo nie boisz się, że organizacje będą patrzeć na wasz skład przez pryzmat tego, jakie problemy sprawiałeś w przeszłości? Że może to wpłynąć na ewentualne rozmowy z potencjalnym pracodawcą? 

Przyznam szczerze, że do tej pory nawet o tym nie myślałem. Można wierzyć w to lub nie, ale jestem inną osobą niż byłem. Wstyd mi za niektóre rzeczy, które powiedziałem i zrobiłem, ale niczego nie żałuję, bo taki już wówczas byłem, czasu nie cofnę. Mam nadzieję, że nie będę oceniany przez pryzmat przeszłości. Chcę teraz zapisać czystą kartę i nadal na pewno będzie u mnie “starkowato”, ale w dużo dojrzalszej wersji. 

Czego życzyć starkowi w nowym esportowym życiu? 

Cierpliwości. 

Fot. Good Game League / Maciej Kołek 

Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najbardziej oceniane
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Luke
Luke
18 dni temu

Szanujemy się. Valorant stanie się drugim Fortnite. Zresztą już dzisiaj widać spadek zainteresowania. Zamiast od razu dac dostęp do gry to wymyślili sobie jakieś klucze.

Big Bruh
Big Bruh
17 dni temu
Odpowiedz  Luke

Jakie klucze ze tak spytam? XD
I gdzie widzisz spadek zainteresowania koleżko? Porównaj sobie oczekiwanie na mm w CSGO i na rankeda w valorancie (faceit nie liczymy bo to osobna platforma na której swoją drogą valorant też się chyba pojawi) i Ci wyjdzie Że ten Twój spadek to jakaś mistyfikacja 😗