Siedem grzechów głównych 100 Thieves
CS:GO
Felieton

Siedem grzechów głównych 100 Thieves

13.10.2020, 14:39:44

Współpraca pomiędzy 100 Thieves a składem CS:GO rodem z Oceanii została wczoraj wieczorem oficjalnie zakończona. Tym samym marka Matthew „Nadeshota” Haaga już drugi raz w historii decyduje się opuścić Counter-Strike’owe salony i skupić na pozostałych dywizjach. I choć początki były niezłe, to ostatecznie Aaron „AZR” Ward i jego kompani przez niemalże rok nie zdobyli żadnego trofeum, które zostałoby umieszczone w siedzibie organizacji w Los Angeles. Co poszło nie tak? 

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na indywidualną dyspozycję poszczególnych zawodników. Jeszcze na początku 2019 roku objawieniem stał się Sean „Gratisfaction” Kaiwai, który na LAN-ach prezentował naprawdę dobrą formę. Może nie był jakimś snajperskim wirtuozem, ale w niektórych momentach potrafił nawet w pojedynkę przesądzić o wyniku spotkania. To on potrafił poprowadzić 100 Thieves do triumfu z FaZe na finałach 10. sezonu ESL Pro League. To on miał patent na Vitality, przeciwko któremu kręcił niesamowite liczby podczas IEM Bejing, StarSeries i-League Season 8 czy IEM Katowice. W dużej mierze dzięki niemu Renegades było jedyną ekipą, która urwała mapę Astralis podczas Majora w Katowicach na początku 2019 roku.

Ale 2020 rok nie oszczędził Gratisfactiona, który znacznie spuścił z tonu i w pewnych momentach przestaliśmy w ogóle na niego liczyć. Niestety nie tylko na niego. Jay „Liazz” Tregillgas z miesiąca na miesiąc schodził coraz niżej w odmęty przeciętności. Z naprawdę obiecującego, przebojowego gracza, stał się bezbarwnym pionkiem, który niby na tej mapie jest, ale niewiele z tego wynika. Ktoś pewnie mógłby mi tu wytknąć, że 23-latek pełni głównie role wspierającego, ale dla mnie ten argument nie znaczy już tyle, co kiedyś. Dycha też dorzuca granaty i nosi pakę, a jakoś nie oduczył się strzelać łbów.

Dyspozycja indywidualna to jedno, ale warto też pochylić się nad całościowym obrazem 100 Thieves. W trakcie oglądania meczów z udziałem chłopaków z Oceanii w ostatnich miesiącach dało się zauważyć, że momentami brakowało najzwyczajniej w świecie skupienia, a podczas poszczególnych akcji na pierwszy plan wylewała się frustracja i desperacja. Czasem leżały podstawy, czasem decyzyjność w najbardziej newralgicznych momentach spotkań. A to wszystko przecież nie wzięło się znikąd.

Mam wrażenie, że jednym z gwoździ, które 100 Thieves wbiło do własnej trumny, była decyzja o pożegnaniu Aleksandara „kassada” Trifunovića. I od razu uspokajam, nie chodzi mi o to, że Serb jest jakimś niesamowitym trenerem, który nie zasłużył na kopa w tyłek. Być może rzeczywiście tak było. W końcu w swoim CV 33-latek ma kilka kompletnie zawalonych projektów jak epizod w mousesports. Bardziej skupiłbym się na wyborze następcy.

Chet „Chet” Singh bez wątpienia był dobrym szkoleniowcem. Potrafił wydobyć z zawodników naprawdę dużo. Nie trzeba być ekspertem, żeby rozumieć jego wkład w rozwój zespołów, które prowadził. Ale w momencie, kiedy zwróciło się do niego 100 Thieves, ten myślami był już w zupełnie innym miejscu. Jasne, nie siedzę nikomu w głowie i mogę tylko gdybać, ale wydaje mi się, że były trener Evil Geniuses był już zdecydowany na przesiadkę na VALORANTA. I nie ma w tym nic złego, bo zmiany są naturalnym elementem każdego człowieka. Po prostu trochę szkoda, że na moment coś mu się jeszcze odwidziało i w efekcie zarówno on, jak i ekipa z Oceanii, zmarnowali bite 3-4 miesiące.

Tym sposobem dochodzimy do kolejnego problemu 100 Thieves. Stagnacji kadrowej. Nie jest przecież tak, że ich słaba dyspozycja to coś, co obnażone zostało dopiero kilka tygodni temu. Kryzys byłych reprezentantów Renegades trwa od długich miesięcy. I szkoda, że formacja nie zdecydowała się wrócić do korzeni i w aktualnym obozie Renegatów znaleźć świeżą krew, która pomogłaby im wyjść na prostą. A było w czym przebierać.

Byli reprezentanci Grayhound Gaming, którzy wstąpili pod banderę Renegades, konsekwentnie udowadniali swoją wartość. Na początku roku wygrali regionalne kwalifikacje do Intel Extreme Masters, a później zajęli drugie miejsce podczas DreamHacka Open w Lipsku. O ile w Katowicach, zgodnie z przewidywaniami, dostali szybkie bęcki, o tyle w erze internetu pokazali, że nie mają sobie równych. Triumfowali w zamkniętych kwalifikacjach do Minora, ESL One: Road to Rio, DreamHack Masters Spring, DreamHack Open Summer, ESL ANZ Champs Season 11, ESL One Cologne i Perfect World Oceania League. Ostatnie dwa finały BO5 wygrali 3:0.

Kogo trzeba było zaprosić na pokład? Najbardziej logicznym wyborem wydaje się duet, który tworzą Simon „Sico” Williams i Chris „dexter” Nong. Zarówno snajper, jak i prowadzący Renegades, prezentowali w ostatnich miesiącach fajną jakość. Mają też spore doświadczenie, są z tego samego regionu co kręgosłup 100 Thieves. Nie ma też co ukrywać, że będąc graczem każdej formacji z Oceanii, marzyłeś przez ostatni rok o tym, aby otrzymać szansę w amerykańskiej organizacji u boku gwiazd światowego formatu. Jest to wręcz poetycko przykre, że piątka gości dążyła do celu, który z góry miał być nieosiągalny.

Nie ma też co ukrywać, że w zespół rodem z Oceanii mocno uderzył COVID. 100 Thieves/Renegades przez cały 2019 rok nie wzięło udział nawet w jednym turnieju online. Razem z Natus Vincere byli oni rekordzistami w kontekście liczby dni bez internetowych występów. Joakim „jkaem” Myrbostad i jego kompani przez długi czas nie potrafili się przez to zaadaptować do nowych warunków. Era internetu była jednym z ich największych przekleństw. U schyłku współpracy z 100 Thieves co prawda uległo to już małej przemianie, ale nadal ciężko uznać wpierdziel od FURII w finale ESL Pro League za przyzwoity rezultat.

Problemy zespołu nie wynikały wyłącznie z własnych bolączek, ale też z polityki organizacji. W opublikowanym wczoraj przez 100 Thieves video wspomniany wcześniej Nadeshot sam przyznał, że dla organizacji ważne było to, żeby zawodnicy przebywali w ośrodku w Los Angeles. Tym samym reprezentanci 100T przez długie miesiące nie mogli zobaczyć się ze swoimi rodzinami, a światowa sytuacja wymusiła na nich bezustanne przebywanie we własnym środowisku, co zawsze jest na dłuższą metę męczące. Brak treningów przeciwko europejskim piątkom zrobił zresztą swoje.

A 100 Thieves uwielbiało europejskie warunki. Byli jedną z tych drużyn, która najczęściej odwiedzała warszawskie EPC. Nadzieją miała być inicjatywa, w myśl której topowe formacje z NA przeniosą się do Europy, żeby wznowić międzykontynentalną rywalizację. Organizacja powiedziała jednak wówczas basta. I tutaj widzę niestety sporą winę marki. Choć z oczywistych przesłanek chęć zatrzymania graczy u siebie jest dla mnie zrozumiała, o tyle dziwie się, że w wyniku tych dyskusji zdecydowano się na rozwiązanie współpracy. Po tych wszystkich zapewnieniach o ekscytacji wynikającej z bycia częścią sceny i zaangażowaniu w rozwój całego środowiska.

Nie oszukujmy się – podział na regiony zatrzymał rozwój, a zespoły rywalizujące w NA są aktualnie mocno do tyłu względem tych z Europy.

Jaka przyszłość czeka byłych graczy 100 Thieves? Wiele zależy tutaj od indywidualnego podejścia, ale prywatnie wątpię w to, aby trzon zespołu zdecydował się na dalszą wspólną grę. Przenosiny jksa do Complexity wydają się przesądzone. jkaem najpewniej również chciałby wrócić do Europy i moim zdaniem świetnym ruchem byłby jego powrót do FaZe, gdzie najpewniej trwają już poszukiwania następcy Nikoli „NiKo” Kovača. Na starym kontynencie chciałbym też zobaczyć Liazza, choć niektóre źródła mówią o zainteresowaniu ze strony Gen.G. Niewykluczone, że w pakiecie miałby tam przejść również AZR, który byłby w stanie zastąpić Damiana „dapsa” Steele’a. Nie mam żadnego pomysłu na Gratisfactiona, ale być może jakąś opcją jest kreujące się po cichu FunPlus Phoenix.

Fot. ESL / Bart Oerbekke

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze