sawik: Jestem zdania, że podejmujemy najlepszą decyzję z możliwych
Biznes
CS:GO
Wywiady

sawik: Jestem zdania, że podejmujemy najlepszą decyzję z możliwych

29.04.2019, 21:16:00

O kulisach rozstania z drużyną Counter-Strike: Global Offensive porozmawialiśmy z Maciejem „sawikiem” Sawickim. Współwłaściciel i CEO devils.one opowiedział nam o istocie negocjacji obu stron z perspektywy zarządu organizacji, a także tym, jak podjęta decyzja wpłynie na dalsze losy esportowego klubu.

Co jest powodem rozstania devils.one z drużyną Counter-Strike: Global Offensive?

Chodzi o różne wizje posiadane przez organizację i zespół. W odmienny sposób podchodzimy do tego, jak powinna funkcjonować drużyna esportowa

Jakie są te różnice?

Nim przejdę do szczegółów, chciałbym zaznaczyć – tak, by uniknąć niedomówień – że temat zaczął się jeszcze przed powstaniem devils.one. Przejęliśmy zespół Counter-Strike’a od Teamu Kinguin, od samego początku wiedząc, że będą konieczne zmiany. W grudniu 2018 roku zapowiadaliśmy, że musimy zmienić system pracy i wynagrodzeń. Do końca kwietnia daliśmy sobie czas, aby wynegocjować warunki działania i system finansowania drużyny, który będzie akceptowalny dla zawodników i organizacji.

W tym okresie przechodziliśmy przez różne etapy. Momentami wydawało się, że jesteśmy blisko porozumienia, by nagle się od niego oddalić. Proces negocjacji prowadziliśmy jeszcze dosłownie chwilę temu. Ostatecznie, wspólnie z formacją zdecydowaliśmy, że ze względu na szereg okoliczności najlepszym rozwiązaniem będzie rozwiązanie umów za porozumieniem stron. To istotne, więc chciałbym podkreślić to jeszcze raz – decyzję podjęliśmy wspólnie.

Skoro tworzyliście devils.one, projekt wielki, w kraju być może największy jeśli chodzi o ten segment branży, nie uważasz, że kontrakty z zawodnikami powinny być odpowiednio skonstruowane jeszcze przed startem? Uniknęłoby to szeregu niepowodzeń

Ten czas dał przestrzeń do rozmów. Uważam, że dyskusje, które mają na celu ustalenie dobrych warunków dla obu stron, są czymś pozytywnym. W grudniu 2018 roku zespół CS:GO był w bardzo trudnej sytuacji. Przegrał w szeregu rozgrywek. Wiadomym było, że nastąpią zmiany w składzie. Trudno było w tym momencie rozmawiać o faktycznej formie sportowej ekipy. Uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie danie obu stronom czasu, by wypracować wspomniane warunki.

Mimo wszystko z zespołem rozstajecie się tuż po tym utrzymaniu się w ESL Pro League i zaznaczeniu dominującej pozycji w kraju.

Nie mamy problemu z wynikami sportowymi. Jeśli chodzi o nie – drużyna się obroniła. Jest w tym momencie najmocniejsza w Polsce. Dzięki temu jest to świetny moment, aby każdy poszedł w swoją stronę. Zawodnicy mają powody wierzyć, że znajdą organizację, która będzie spełniać ich oczekiwania zarówno finansowe, jak i te związane z szeroko rozumianą wizją prowadzenia sekcji.

Czego w takim razie oczekujecie od drużyny CS:GO? Co jest złotym środkiem, by spełniać ambicje klubu?

Pierwszą kwestią – abstrahując jeszcze od finansów – jest budynek, w którym się znajdujemy. Z Esports Performance Center wiąże się filozofia funkcjonowania organizacji Od początku komunikowaliśmy, że to zaplecze jest dla nas kluczowe. W środowisku sportu elektronicznego doszliśmy do momentu, w którym tylko  dzięki wykorzystywaniu potencjału logistycznego i stojącego za nim know how można rywalizować z najlepszymi. Oczekiwaliśmy od zawodników deklaracji, że w 2020 roku będą na stałe mieszkać w Warszawie i trenować w EPC. Cel był jasny.

Na jednym ze spotkań w trakcie negocjacji dostaliśmy informację, że jeden z zawodników na pewno się do Warszawy nie przeprowadzi. Warto dodać, że w pierwszym kwartale 2019 roku zawodnicy byli tutaj wyłącznie dwa razy. To mało.

Wyłącznie dwa razy, bo nie chcieli przyjeżdżać częściej?

Nie chcieli. Zawsze byliśmy gotowi ich przyjąć. Obiekt był do ich dyspozycji. To więc fundamentalna różnica wizji tego, jak funkcjonuje zespół. Nie jesteśmy co prawda pewni tego, że pełnowymiarowa praca z jednego miejsca musi przynieść sukces sportowy. Jesteśmy jednak pewni, że chcemy to sprawdzić. Być może inny model będzie funkcjonować lepiej, ale ze względu na nasze zaplecze wierzymy w to, że sukces wynika z codziennej obecności zawodników w centrum treningowym. .

Kluczowe jest też zrozumienie tego, że w pracy z jednego miejsca nie chodzi tylko o aspekt sportowy. Równie istotne są codzienne działania w obszarze mediowym, biznesowym oraz na linii wzajemnego zrozumienia organizacji i zespołu. Bardzo trudno pracować z ludźmi, których widzisz raz na kilka tygodni, bo porozrzucani są po całej Polsce. Oczywiście – wiele zespołów w ten sposób funkcjonuje. Niemniej trzeba się zastanowić, o ile lepiej działałyby, gdyby ci zawodnicy cały czas blisko współpracowali z organizacją. Dowodem na to, że nasza wizja się sprawdza, jest współpraca z dywizją League of Legends. Skład ten jest w EPC codziennie i dzięki temu działa ze specjalistami od wizerunku, jest aktywny w social mediach, a także regularnie pracuje z psychologiem i trenerem przygotowania fizycznego.

Drużyn, które wygrywały, było bardzo dużo – również tych polskich. Nie jest problemem powtórzenie ich wyników. Ewentualny sukces trzeba jednak osadzić na konkretnych fundamentach. Tylko wtedy można liczyć na stabilność formy sportowej

To nasza filozofia podejścia do esportu. Wizja, w którą pracownicy firmy, a więc również gracze CS:GO, muszą wierzyć i chcieć ją realizować. To był jeden z głównych powodów nieporozumienia.

Jeden z dwóch. Jaki jest kolejny?

W momencie, gdy powstawało devils.one, ogłosiliśmy zawodnikom, że będziemy szukać rozwiązania, które rozkłada ryzyko niepowodzeń sportowych na organizację i graczy. Chodzi o system pay for performance. Zakłada on pewną podstawę finansową niezależną od formy sportowej, a także premie zależne od osiągnięć. Po ostatnich negocjacjach, nawet jeśli gracze byliby najgorsi na świecie, dalej mieliby jedne z najlepszych pensji na polskim podwórku. Reszta wynagrodzenia byłaby uzależniona od aktualnej formy sportowej.

Trzeba pamiętać, że zespół był budowany i opłacany tak, jak czołowe drużyny światowe. Chodzi o TOP 20 – to są mniej więcej te pensje. Jednocześnie przez rok funkcjonowania zespół w TOP 20 HLTV.org był zaledwie przez osiem tygodni. Jeśli drużyna nie gra na odpowiednim poziomie, bardzo trudno zracjonalizować wydatek ponad 150 tysięcy złotych miesięcznie i uzyskać z niego zwrot. Przez długi czas szczegóły tego systemu były negocjowane i finalnie nie doszliśmy do porozumienia.

Czemu zdecydowano się na zwolnienie zawodników z kontraktów bez próby wystawienia ich na rynek transferowy? Jeszcze kilka miesięcy temu wspominałeś o tym, że będziecie szukać pieniędzy wszędzie.

Zespół rywalizuje w ESL Pro League, pojawi się także na Good Game League, ESL Mistrzostwach Polski oraz Polskiej Lidze Esportowej. Nie chcemy zatrzymywać ich rozwoju. Chcemy dać  im możliwości znalezienia organizacji. Być może trafi się taka, która zaakceptuje ich warunki. TaZ stworzył świetną drużynę, której znakomicie przewodzi zarówno w grze, jak i poza nią. Nie chcieliśmy tego niszczyć.

Skoro jesteśmy przy TaZie. Co stanie się z jego udziałami?

Aktualnie prowadzimy na ten temat rozmowy. Zaznaczam jednak, że miejsce dla Wiktora w devils.one było, jest i będzie. Wszystko zależy od niego.

Kiedy ogłoszono start organizacji, wspomniałeś, że bez sieci kontaktów TaZa, jego know-how esportowego i wiedzy na temat wielu spraw, nie zaangażowałbyś się w ten projekt. Teraz go nie będzie. Jesteś na to gotowy?

Trudno rywalizować z wiedzą, którą posiada TaZ. Moim zdaniem to zawodnik, który w Polsce nie ma konkurencji, jeśli chodzi o potencjał biznesowy i wizerunkowy. Na przestrzeni ostatnich miesięcy skupiał się on jednak głównie na rozwoju drużyny CS:GO i samej grze. Nie mam mu tego za złe, bo to całkowicie zrozumiałe podejście. Zaangażowanie Wiktora w sprawy pozasportowe było niewielkie, chociaż w kwestiach świadczeń dla sponsorów bardzo cenne. TaZ w tym obszarze nie ma sobie równych.

Ostatecznie, mimo tego, że uwaga TaZa była skoncentrowana na kwestiach sportowych, te pierwsze miesiące były dla DV1 zadowalające. Pozyskaliśmy nowych partnerów, ruszyliśmy z projektami nie związanymi bezpośrednio z esportem (np. seria wizyt w szkołach czy wspólne oglądanie meczów na 3p. EPC).

Będziemy kontynuowali pracę w tych obszarach.

Jak na informacje o rozstaniu z drużyną zareagowali sponsorzy?

To zależy od sponsora. Dla tych, z którym rozliczamy się w modelu mediowym (musimy dostarczyć odpowiednią liczbę wyświetleń treści związanych z marką) problem jest mniejszy. Podobnie sytuacja wygląda ze sponsorami, którzy realizują z nami dedykowane projekty, działania.

Mamy jednak sponsora, z którym współpracujemy wyłącznie przy sekcji CS:GO. Spotkaliśmy się ze zrozumieniem i dostaliśmy czas, by zaproponować alternatywne rozwiązania.

Co dalej? Nie wyobrażam sobie organizacji dążącej do dominacji polskiego rynku bez drużyny CS:GO.

Ja również nie wyobrażam sobie, żebyśmy w dłuższej perspektywie nie posiadali sekcji CS:GO. Jednocześnie nie stawiałbym tej gry na piedestale. Tak samo nie wyobrażam sobie czołowej organizacji bez zespołu League of Legends, a jednak AGO Esports radzi sobie świetnie. Absolutnie nie chcę jednak powiedzieć, że nie będziemy mieć drużyny CS:GO. Nasze plany są inne. Na pewno nie zakontraktujemy zespołu na zasadach odbiegających od wartości devils.one. Nie ma takiej możliwości. Jeśli masz coś zbudować, to musisz wiedzieć, że wszyscy ludzie na tej budowie działają według tego samego planu. Uważam, że w długiej perspektywie te założenia się obronią. A przynajmniej musimy je zweryfikować.

Jesteście otwarci na ewentualny powrót TaZa i spółki?

Zawodnicy sekcji CS:GO znają naszą wizję i ofertę. Ta nadal jest aktualna. Mogą do niej wrócić, co zresztą im komunikowaliśmy. W devils.one zespół musi funkcjonować jednak na naszych zasadach. Nie ugniemy się. Nawet jeśli rozmawialibyśmy o mistrzach świata, to w oderwaniu od tego, co budujemy w EPC, nie widzimy sensu, by ich utrzymywać.

Wbrew pozorom wolnych drużyn w czołówce nie ma wielu. Podejrzewam, że nie zadowalają was ekipy, które miałyby pojawiać się na zapleczach polskich rozgrywek.

Zespół League of Legends budowaliśmy z niemal debiutantów. Nie licząc Cikrofa, którego ściągnęliśmy z zagranicy, w składzie, który zajął drugie miejsce w Ultralidze są gracze, którzy jeszcze sezon temu występowali w Akademii Ultraligi. Jednocześnie są to zawodnicy, którzy byli w stanie przeprowadzić się do Warszawy i funkcjonują w ramach systemu, jaki opracowaliśmy. Nie chciałbym więc zatrudniać graczy CS:GO ze starej generacji. W zespole jest oczywiście miejsce na doświadczonego lidera, ale musimy sięgnąć głównie po młodych zawodników. Jeśli zapłacimy za to tym, że przez dwa czy trzy kwartały nie będziemy wygrywać w Polsce – trudno. Znacznie ważniejsze jest długoterminowe budowanie projektów.

Jedyną opcją na to, by w devils.one znalazła się „stara gwardia”, jest powrót zespołu TaZa. Jeśli drużyna pójdzie w rynek, nie znajdzie lepszej oferty i stwierdzi, że jest w stanie przystosować się do przedstawionych im zasad – świetnie. To doskonali zawodnicy: bardzo profesjonalni i ciężko pracujący. Jeżeli uda nam się porozumieć co do kilku kwestii, to wciąż widzę ich w naszych barwach.

Zdrowe funkcjonowanie po rozstaniu byłoby jeszcze możliwe?

Przez cztery miesiące zespół koncentrował się na grze. To znaczy – przez kilka miesięcy budował formę sportową. Jako organizacja w bardzo niewielkim stopniu wpływaliśmy na sposób jego funkcjonowania. Powiedziałbym wręcz, że – porównując do współpracy z graczami League of Legends i Fortnite – był to rodzaj niezależnego bytu.

Negocjacje były trudne i nerwowe, natomiast chciałbym podkreślić, że zawsze zespół reprezentowany był przez TaZa, który wziął na siebie ciężar tych rozmów. Osobiście z resztą zawodników odbyłem łącznie dwie rozmowy. Powód był jasny – wiedziałem, że aby skład funkcjonował poprawnie, musimy najpierw ustalić fundamentalne kwestie. Gdyby zawodnicy je zaakceptowali i ponownie chcieli dla nas grać, uważam, że jest do tego przestrzeń. Finalnie była to dobra współpraca.

Wielokrotnie powtarzałeś, że na organizacji esportowej nie można w Polsce zarobić. Mówiłeś to, mając w strukturach najlepszą formację CS:GO w kraju. Jak jej brak wpłynie na budżet devils.one?

Z punktu widzenia „Excela” łatwiej będzie teraz spiąć budżet. Z rynku można ściągnąć określone pieniądze. To jest zależne od kondycji lig i realiów współpracy ze sponsorami. To, że płacisz za konkretne dywizje znacznie więcej, nie znaczy, że otrzymasz większy zwrot. Możliwości rynku są ograniczone.

Alternatywą długoterminową jest budowanie komunikacji z fanami z innych krajów. Jako polska organizacja nie byliśmy w stanie stworzyć modelu biznesowego, w którym moglibyśmy płacić 2 miliony złotych rocznie na drużynę. Organizacja zagraniczna, która ma fanbase w różnych krajach, a chciałaby przyciągnąć uwagę Polaków, może jednak sobie na to pozwolić.

Co twoim zdaniem stanie się więc z zespołem TaZa?

Są trzy możliwości:

1) Trafi do zagranicznej organizacji, która chciałaby budować fanbase w Polsce. O efektywności takiego rozwiązania przekonało się G2 Esports z Jankosem czy Rogue ze swoją akademią.

2) Ktoś w Polsce inaczej rozpisze koszta funkcjonowania organizacji i znajdzie model biznesowy pozwalający na zarabianie na tej drużynie

3) Chłopaki zaczną grać za mniejsze pieniądze.

Chciałbym jednak podkreślić, że zespół TaZa ma wielkie jaja. Zrezygnować z pensji, które zaoferowaliśmy i szukać innego miejsca? To wiąże się z ryzykiem rozpadu formacji. Abstrahując od moich emocji i tego, że jestem zawiedziony, trzeba podkreślić, że to dowód odwagi.

Jak trudna to sytuacja z perspektywy głównego zarządzającego projektem?

Moją rolą w devils.one jest stworzenie rentownej organizacji. Dlatego, że tylko taka organizacja może działać, sprawnie realizując cele w obszarze sportowym. Rozumiem, że ktoś w Teamie Kinguin ocenił te realia inaczej, uznając, że zespół jest warty większych pieniędzy. Sam podjąłem się jednak ich weryfikacji i stworzyłem model, w którym wydatki są bardziej realne. Możemy oczywiście liczyć na to, że zawsze ktoś w Polsce będzie wykładać pieniądze na esport ze względów sentymentalnych i ambicjonalnych. Jeśli jednak nie zaczniemy budować drużyn, które spinają się w Excelu, to esport nie będzie się rozwijać.

Jednocześnie rozumiem podejście chłopaków. Negocjacje zmiany systemu wynagrodzeń są niezwykle trudne. I nigdy nie są miłe.

Liczysz się z tym, że możesz zostać wrogiem publicznym numer jeden? Wizerunkowo sytuacja może wymknąć się spod kontroli i to ty – jako głowa projektu – będziesz za nią obwiniany.

Mam absolutne przekonanie, że nie można płacić za zespół czołowych stawek, gdy jego wyniki nie są czołowe. Oczywiście, wygrany mecz podczas EPL, wygrany turniej w Polsce – to są dobre wyniki. Należy jednak oceniać je przez pryzmat liczb. Jesteśmy firmą. Mógłbym być wrogiem publicznym numer jeden, gdybym zrobił to, co wielokrotnie na polskiej scenie miało już miejsce. Z punktu widzenia formalnego byłbym w stanie wszystkich zawodników posadzić na ławce, a następnie dążyć do tego, żeby ich sprzedać. Chciałem tego uniknąć. Jeśli zawodnicy nie mają ochoty grać dla organizacji, bo ta nie chce zaoferować im oczekiwanych warunków, nie obrażamy się na nich. Wręcz przeciwnie – kibicujemy im w szukaniu nowej drogi.

Moją rolą jest podejmowanie trudnych decyzji, które w długiej perspektywie prowadzą do weryfikacji stworzonej wizji. Jestem ciekaw, jak za pół roku będę oceniać tę decyzję. Dzisiaj jestem zdania, że podejmujemy najlepszą decyzję z możliwych.

Fot. Maciej Kołek/maciejkolek.com

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze