sawik: W czasach kryzysu esport stanie się naturalnym substytutem dyscyplin tradycyjnych
Biznes
POLSKI ESPORT
Wywiady

sawik: W czasach kryzysu esport stanie się naturalnym substytutem dyscyplin tradycyjnych

14.03.2020, 18:49:00

 Obawiam się, że fala problemów dotycząca wielu gałęzi gospodarki boleśnie dotknie również naszą branżę. Gdybym powiedział, że nadchodzi seria bankructw, pewnie bym przesadził, ale w pierwszym okresie czekają nas najpewniej poważne kłopoty z płynnością finansową i zatrudnieniem – mówi nam o możliwym wpływie epidemii na esport Maciej „sawik” Sawicki, współwłaściciel devils.one i dziennikarzem.

Jesteś zadowolony z tego, jak środowisko esportowe reaguje na zagrożenie związane z rozprzestrzenianiem się wirusa?

Staram się nie oceniać żadnych decyzji. Osobiście wydaje mi się – choć w tym momencie moje zdanie jest najmniej istotne – że szeroko rozumiana strategia ograniczania interakcji między ludźmi jest słuszna. Trzeba być człowiekiem oderwanym od informacji, które wydają się wiarygodne, żeby kwestionować politykę polegającą na rezygnowaniu z wydarzeń LAN-owych. Społeczność na szczęście to rozumie i nie pyta, czy dane turnieje odwoływać, a raczej – czy przenosić je do Internetu. Pokazujemy, że środowisko esportowe jest bardzo zżyte, świadome i potrafi się kontrolować. 

Z ogłoszeń stricte rozgrywkowych devils.one bezpośrednio dotyczy decyzja Ultraligi, a więc przeniesienie większości meczów do Internetu. To duży cios dla organizacji esportowej?

Podobne rzeczy dzieją się na całym świecie i wpływają na rzeczywistość ludzi bez względu na branżę, z jaką są związani. Decyzji Ultraligi nie rozpatrujemy nawet w kategoriach „korzystna” lub „niekorzystna”. Jesteśmy na środku wzburzonego oceanu, a fale i wiatr są od nas niezależne. Oczywiście, wszyscy wolelibyśmy spotkać się na LAN-ie, ale w tym momencie jest to niemożliwe. 

Racjonalnie myśląca osoba ma świadomość tego, że należy zrezygnować z wydarzeń offline’owych i nie narażać zawodników. Postawmy się na ich miejscu. Super obejrzeć mecz rozgrywany w studiu, ale czy ja jako gracz chciałbym się w nim pojawić? Nie jestem pewien. O podobnych aspektach należy mówić w szerszym kontekście, bo rozpatrywanie decyzji jednego organizatora nie ma sensu.

Pytam o to nie bez powodu. Jako devils.one od początku kładziecie duży nacisk na budowanie historii. Prowadzeniem narracji przyciągacie do siebie kibiców i partnerów. Jeżeli mielibyśmy spojrzeć na szerszy kontekst – jak na działania organizacji mogłoby wpłynąć potencjalne odwołanie wszystkich turniejów LAN-owych w najbliższych miesiącach?

Nie powinniśmy martwić się brakiem wydarzeń LAN-owych. Patrzmy na esport jak na realną alternatywę dla sportów, które nie mogą być rozgrywane digitalowo. Uwaga widzów musi przenieść się na to, co będzie działo się w Internecie. Rozgrywki sieciowe – jeśli sytuacja się przedłuży – staną się więc substytutem zmagań sportowych różnego rodzaju: od piłki nożnej, przez koszykówkę, na Formule 1 kończąc. Naturalnie wiąże się to ze wzmożonym ruchem w obszarze praw do transmisji. Stacje telewizyjne potrzebują materiału. Nie zdziwię się, jeśli za moment zamiast relacji z rajdów F1 zobaczymy Simracing.

Pod tym względem jako branża możemy przejść przez kryzys mniej poturbowani niż sport tradycyjny.

Przywykliśmy do turniejów LAN-owych i wszyscy je kochamy. Kiedy jednak zestawimy sport tradycyjny z esporterm – jesteśmy na najlepszej pozycji. Rolą ludzi tworzących branżę jest teraz wykorzystanie naszych atutów związanych z wieloletnią obecnością w obszarze Internetu. To, że cały świat nie będzie organizował zawodów, a my możemy to robić, jest historią wprost nieprawdopodobną.

Esport stał się znakomitym narzędziem w propagowaniu akcji STAYATHOME. Sama branża – a przynajmniej część jej segmentów – może na kwarantannie paradoksalnie zyskać.

Nie korzystałbym z nomenklatury „zyskać” i „stracić”. Powiedziałbym raczej, że branża esportowa może się w tym wszystkim dobrze odnaleźć. O esporcie trudno mówić dziś w oderwaniu od kontekstu geopolitycznego i gospodarczego. Musimy przekonać się, jak w perspektywie kolejnego miesiąca poradzą sobie rynki: rozrywkowy, reklamowy i mediowy. Zobaczymy, co stanie się z budżetami reklamodawców i płynnością finansową firm. Z jednej strony branże związane ze światem cyfrowym mogą się rozwijać, z drugiej każdy odczuje konsekwencje załamania, które obserwujemy

W głowie świtają mi efekty kryzysu finansowego z końca ubiegłej dekady, przez który esport – również w Polsce – został mocno poobijany.

Doskonale pamiętam, jak poprzedni kryzys wpłynął na esport. W tamtym czasie miałem już doświadczenie jako gracz, komentator, dziennikarz czy współzarządzający HSTV. Ponad dekadę temu pieniądze najzwyczajniej w świecie z rynku wyparowały. Na pule nagród turniejowych na poziomie z roku 2008 branża mogła pozwolić sobie dopiero cztery czy pięć lat później. 

Od  2008 roku w  obszarze esportu inwestowano i wydawano mniej pieniędzy. Na koniec pierwszej dekady XXI wieku esport był jednak mocniej związany z branżą usługowo-reklamową. Dziś możemy pochwalić się wieloma produktami i szeroko rozumianą własnością intelektualną, a więc wartości niezwiązaną bezpośrednio z rynkiem reklamowym. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu istotnym źródłem przychodów dla drużyn esportowych, organizatorów turniejów, influencerów i graczy są źródła reklamowe. Podobieństw może być bardzo dużo. Należy podkreślić jednak znaczącą różnicę. Istota aktualnie trwającego kryzysu może sugerować, że wyjdziemy z niego korzystniej niż inne gałęzi gospodarki.

Duża w tym rola działań, które będą podejmować teraz ludzie zaangażowani w rozwój esportu.

Naszym zadaniem jako branży jest koncentrowanie się na wzajemnym wsparciu, a także dbanie – szczególnie w kontekście przekazywania wiarygodnych informacji – o młodych ludzi będących odbiorcami naszych treści. Musimy też zastanowić się nad tym, jakie trendy oraz rozwiązania technologiczne wzrastają i jak możemy połączyć je z gamingiem i esportem. Jesteśmy bardzo blisko rozwiązań i technologii, które z dużym prawdopodobieństwem będą wiodły prym w nowej rzeczywistości. Teraz trzeba wykazać się odpowiednią elastycznością, żeby z tego skorzystać.

Jako jeden z pierwszych podmiotów gamingowych podjęliście działania już wczoraj, łącząc powyższe obszary dzięki platformie Instreamly.

Zgadza się. Bardzo bliskie są mi kwestie dostępu do informacji, zarządzania nimi i szeroko rozumianej wiarygodności. To zagadnienia ściśle związane z rynkiem mediowym, ale i dziennikarstwem, które zawsze było dla mnie ważne. Jednym z największych zagrożeń jest dziś – oprócz wirusa samego w sobie czy braku odpowiedniego sprzętu medycznego – ogromny problem w rozróżnieniu prawdy od fałszu. W ostatnich latach zapłaciliśmy wysoką cenę,  bo – jako całe społeczeństwa – nie potrafiliśmy poradzić sobie z problemem fake newsów. Wszystko, co działo się wokół Brexitu, wyboru Trumpa na prezydenta USA i ogólnie działań Cambridge Analytica, jest tego dobrymi przykładami.

Najgorsze, co może się dziś stać, to podjęcie błędnych decyzji w wyniku paniki bądź celowej lub przypadkowej dezinformacji. Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność za to, jaki komunikat trafi do młodych odbiorców. Chcemy uświadomić ich, że czas kwarantanny to nie ferie, w które można wyjść do klubu, restauracji czy pubu. Przez Instreamly, bezpośrednio w treści streamów dystrybuujemy informacje o pożądanych zachowaniach.

Podpięliśmy się przy tym pod międzynarodowy ruch STAYTHEFUCKHOME, który komunikuje się w sposób właściwy dla naszej grupy odbiorców. Namawiamy młodzież do zostania w domu i poważnego podejścia do sytuacji. W czwartek i piątek duża część zespołu porzuciła swoje bieżące zadania, aby skupić się na odpaleniu wspomnianej kampanii.

Skoro mowa o pracownikach. Jaki jest wkład organizacji w dbaniu o bezpieczeństwo graczy i personelu?

Co prawda nie odpowiadam już operacyjnie za działania devils.one, ale oczywistym jest, że wprowadziliśmy tryb pracy z domu. Zdalne wykonywanie zadań naszą organizację charakteryzowało jednak od dawna. Jeszcze kilka dni temu zastanawialiśmy się, czy gracze powinni przyjechać na obóz szkoleniowy przed Ultraligą, ale szybko wyrobiliśmy sobie zdanie. Dziś sprawa jest zresztą zero-jedynkowa i oczywiście nie sprowadzimy ich do EPC. Podejrzewam, że będzie to racjonalny trend wśród wszystkich drużyn esportowych. Zdrowie jest najważniejsze. Skoro możemy grać online – róbmy to.

Marcin Animucki, Prezes Ekstraklasy SA, wspomniał o tym, że sytuacja w świecie piłki nożnej jest krytycznie zła. W polskich rozgrywkach ma oberwać każdy klub. Mówi się o zatorach finansowych i ryzyku powstania “ligi bankrutów”. Jak poradzą sobie więc zespoły esportowe?

Chciałbym być optymistą, ale przed organizacjami esportowymi bardzo trudne czasy. Na drużyny należy patrzeć jak na start-upy, a ze strony rynków finansowych płynie jasny komunikat. Prawdopodobnie przez „najbliższy czas” dostęp do kapitału będzie ograniczony. Obawiam się, że fala problemów dotycząca wielu gałęzi gospodarki boleśnie dotknie również naszą branżę. Gdybym powiedział, że nadchodzi seria bankructw, pewnie bym przesadził, ale w pierwszym okresie czekają nas najpewniej poważne kłopoty z płynnością finansową i zatrudnieniem.

W krótkim terminie oberwiemy więc tak jak cały rynek, ale z kolan powstaniemy dużo szybciej. Może zdarzyć się też tak, że budżety nie zostaną wcale zamrożone, jeśli reklamodawcy postanowią wycofać środki z offline’u w celu inwestycji w digital. Jest jednak za wcześnie, by cokolwiek na ten temat powiedzieć. Najbliższe dwa tygodnie są  kluczowe. 

Nie będę więc pytał o to, czy w dobie kryzysu trudno zatrzymać przy sobie sponsorów, bo to wydaje się niemal oczywiste.

Gdybyś jednak zapytał, odpowiedziałbym ci, że nie wiem. Jedni sponsorzy znajdą się przez zaistniałą sytuację na fali wznoszącej, bo są aktywni w obszarze digitalowym, a inni ze względu na model biznesowy oberwą ze zdwojoną siłą. Żadnej firmy nie powinniśmy spisywać jednak na straty. Ich los zależy od umiejętności adaptacji do nowych warunków. Od kilku dni powtarzam, że powinniśmy pochłaniać maksymalnie dużo informacji na temat trendów, analizować to, jak na wydarzenia reagują rynki, a następnie dostosowywać się do rzeczywistości na bazie wyciągniętych wniosków.

W nawiązaniu do trendów i sponsorów. Szalenie interesująca jest sytuacja na rynku bukmacherskim. Kiedy większość wydarzeń sportowych została odwołana lub zawieszona, może się okazać, że do obstawiania zostanie wyłącznie esport.

To nieuniknione – niektóre branże za sprawą paraliżu sportu tradycyjnego podejmą próbę przeniesienia swojej aktywności w stronę obszarów mniej dotkniętych sytuacją. Nie mam dużej wiedzy na temat biznesu bukmacherów, ale niewątpliwie muszą zadowolić rzeszę spragnionych adrenaliny kibiców. Prawdopodobnie bukmacherka jest więc jedną z branż, która z nadzieją spogląda na esport.

Jak w świecie esportu powinniśmy reagować na dynamicznie zmieniającą się sytuację?

Nie wiemy, czy kryzys ciągnąć będzie się jeszcze przez miesiąc, dwa, pięć czy siedem. Jako branża powinniśmy założyć, że impas potrwa długo i w tym czasie maksymalizować korzyści z tego, że digital jest głęboko wpisany w naszą tożsamość. 

Mamy przy tym narzędzia do tego, aby kształtować opinię publiczną. Apeluję więc – reagujmy. Oddzielanie wiarygodnych informacji od fake newsów jest szalenie istotne. Czytajmy jak najwięcej. Horyzontalna wiedza na temat tego, co dzieje się na światowym rynku, będzie bezcenna w okresie adaptacji do nowej sytuacji. A poza tym – rzecz najbardziej prozaiczna – kryzys jest bardzo demokratyczny, dotyczy biednych i bogatych. Bądźmy dla siebie życzliwi.

Fot. Arvind Juneja