Rok od ostatniego wygranego LAN-a Virtus.pro. Co w 12 miesięcy osiągnęła tamta gwardia?
CS:GO
POLSKI ESPORT
Reportaże

Rok od ostatniego wygranego LAN-a Virtus.pro. Co w 12 miesięcy osiągnęła tamta gwardia?

07.07.2020, 15:28:28

Dokładnie rok temu wszyscy żyliśmy finałami Polskiej Ligi Esportowej w Warszawie. Zapewne każdy bez wyjątku kojarzy pamiętny finał, w którym aż roiło się od podtekstów. Wiosenna edycja PLE zamknęła również kartotekę zwycięskich turniejów polskiej odsłony Virtus.pro. Czego w ciągu tych dwunastu miesięcy dokonała dawna ekipa remontowa?

Burzliwy przełom wiosny i lata

To dość świeże wspomnienia, więc wszyscy dokładnie pamiętamy karuzele, jaką pędziło wtedy Virtus.pro. Polski skład drążył scenę w poszukiwaniu optymalnego ustawienia i co rusz angażował kolejnych grajków. Poszukiwania trwały, jednak nigdy nie można było uznać ich za skończone, choć początek lipca zwiastował kres regularnych zmian kadrowych.

  • TOAO -> ławka
  • OKOLICIOUZ -> aktywny skład
  • OKOLICIOUZ -> ławka
  • phr -> aktywny skład

Aż ciśnie się na usta – z AGO powstałeś, w AGO się obrócisz. Członkowie oryginalnego składu AGO, które podbiło serca lwiej części krajowej społeczności, brali udział w powstaniu projektu reanimacyjnego polskie Virtus.pro, a także był przy jego ostatecznym zakończeniu. Jednak tak, jak wspomnieliśmy – z phrem wszystko miało ułożyć się dobrze, a pierwsze znaki nawet na to wskazywały. 

Wójcik miał być spoiwem całego mechanizmu. Gościem od czarnej roboty. Tym, który na plac boju wychodzi po to, aby pomóc błyszczeć swoim kompanom, a nie zdobywać puste eliminacje i otrzymywać poklask od dumnych znawców statystyk. Wydawało się, że cały skład potrzebuje właśnie takiego wybawiciela. Nawet członkowie składu otwarcie o tym mówili.

– Uważam, że phr jest piątym elementem drużyny, który przez pasywną grę uzupełnia agresorów. Większość graczy w naszej drużynie lubi ryzyko, a Tomek swoim stylem pozwala nam robić to, co chcemy. Nawet kiedy reszta zginie, phr jest ostoją, która wchodzi do akcji jako czwarty, a nawet piąty i uzupełnia resztę – mówił nam w superlatywach o Wójciku snatchie.

– W Polsce wielu zawodników preferuje agresywny styl i testując kolejnego gościa dającego heady, nie będziemy w stanie się rozwinąć. phr jest jedyny w swoim rodzaju. Na polskiej scenie brakuje podobnych mu graczy. Każdy chce być gwiazdą i zabijać, ale niestety czasami trzeba uzupełnić formację w nieco inny sposób – kontynuował Rudzki w rozmowie po zwycięskim finale PLE.

Debiut – marzenie

No właśnie, po tym pamiętnym, zwycięskim finale. Po meczu, który miał być rewanżem na Aristocracy za finał ESL Mistrzostw Polski sprzed miesiąca. Po starciu TaZa z byłą organizacją i Snaxem, z którym nie żyło mu się za dobrze. Faworyt nie wywodził się z niedźwiedziej gawry, a z najwyższych warstw społecznych starożytnej Grecji. 

Pozycja w hierarchii jednak nie wystarczyła, a Virtus.pro z debiutującym phrem w składzie zdobyło upragnione trofeum. Dla Snaxa czy MICHA nie był to szczyt marzeń, w końcu z takim zapleczem umiejętności zwycięstwo na krajowym podwórku nie było szczytem marzeń. Wydawało się jednak, że od tego może rozpocząć się sukcesywny powrót na miejsce, do którego rosyjska organizacja niegdyś przynależała. Dobry start był tego idealnym zwiastunem.

Arystokracja upadła na dwóch mapach, a VP cieszyło się z triumfu. Jak się później okazało – ostatniego triumfu dla polskiej odsłony broniącej barw tej organizacji. Gdybyśmy tylko wtedy to wiedzieli. 

– phr dobrze wkomponował się w zespół, zdobywa więcej fragów niż OKOLICIOUZ, a co za tym idzie siła ognia została zwiększona. Liczę więc, że Virtusi ruszą do przodu – mówił nam wtedy Piotr “Izak” Skowyrski.

Szkocka krata

I zaczął się rollercoaster. Od wygranej do przegranej. Od wpisów w mediach społecznościowych pełnych entuzjazmu, do tych kipiących ironią po przegranej, lub zwykłych smętnych zdań. Można powiedzieć, że powrócił klasyk, do którego przez poprzednie miesiące przywykliśmy. W ostatecznym rozrachunku nie wyglądało to aż tak tragicznie, przynajmniej na początku. Przyrównując tamte wyniki do tych, którymi krajowe formacje karmią nas teraz, można dojść do wniosku, że znajdowaliśmy się w siódmym niebie. Bo było chociaż co przeżywać.

  • 3-4 miejsce – Good Game League 2019
  • 2 miejsce – V4 Future Sports Festival – Budapest 2019
  • 3-4 miejsce – DreamHack Open Atlanta 2019
  • 3-4 miejsce – cs_summit 5

Trochę mało jak na sześć miesięcy występów, ale i tak więcej od wszystkich krajowych formacji w pierwszej połowie tego roku. Wspólnie jakoś im się wiodło – raz lepiej, raz gorzej. Nieuniknione było jednak rozstanie, a gdy do niego doszło i wszyscy otarli łzę smutku, trzeba było pójść naprzód. Efekty były… różne.

Snax & Vegi

Obaj Panowie po rozstaniu z organizacją nie odstępowali siebie niemal na krok. Najpierw tułaczka po turniejach kwalifikacyjnych pod szyldem ex-Virtus.pro aka robin hoodów. Tę część pamiętamy bardzo dobrze – legendarne niedokonane check-iny, popołudniowe śpioszki i inne dostarczyły nam sporo uśmiechów, choć na początku nie dowierzaliśmy. 

Na początku kwietnia duet dołączył do Illuminar Gaming. Tam wspólnie z mouzem, reatzem i innocentem miał stworzyć markę, która regularnie biłaby się na najwyższym poziomie. Cóż – minęły trzy miesiące, a największym sukcesem składu jest chyba półfinał ESL Mistrzostw Polski. Sytuację utrudnia niby ograniczona liczba LAN-ów, ale nie oszukujmy się – bez wypracowanej pozycji nikt iHG na taki by nie zaprosił. A dotychczasowe podejście w kwalifikacjach również kończyły się fiaskiem. Paweł “innocent” Mocek pisał nie tak dawno o ciężkiej pracy wykonanej przez całą drużynę. Pozostaje mieć nadzieję, że w niedalekiej przyszłości przyniesie ona efekty, bo każdy zapał kiedyś się kończy.

snatchie

Gość z takim talentem nie mógł być wiecznie bezrobotny. Mimo to na angaż w jakiejś drużynie musiał czekać aż do końca kwietnia. Gdy jednak oferta spłynęła z nieba, Rudzki nie miał powodów do narzekania. Zanim jednak drugi biało-czerwony dołączył pod skrzydła Sprout, Michałw ARCY, Illuminar czy szeregu innych mieszanin, z których jednak nic się nie zrodziło. Każde podejście Polaka do jakiejkolwiek drużyny było jednak ekscytujące – w końcu od dawna mówiło się o nim jako najlepszym snajperze w całym kraju.

Umiejętności nie przekuły się jeszcze w wielkie czyny w barwach nowej organizacji, jednak pierwsze kroki w tym kierunku zostały postawione. A tak właściwie to jeden kroczek – mistrzostwo Niemiec. I to nie byle jakie, bo po triumfie z BIG. BIG, które wczoraj wskoczyło na pozycję lidera światowego rankingu. Robi wrażenie, jednak żadnych punktów stylu po czasie za tą wygraną się nie dostanie. Trzeba pracować na kolejne, a Sprout ma ku temu wielkie predyspozycje. Trochę mniej chaosu w grze, a będzie dobrze.

phr

W tym przypadku bez CS-owego happy endu, przynajmniej na razie. Na ten jednak jest szansa, bo Wójcik po wielu wątpliwościach postanowił odstawić VALORANTA na bok i pozostać przy swojej kochance.

– Ostatnie dni były dla mnie dosyć ciężkie, musiałem dokonać wyboru dotyczącego mojej przyszłości, czyli wybrać między Valorantem a CS:GO. Wpływało to na mnie do takiego stopnia, że nie mogłem spać, więc jak na człowieka, który potrafił zasnąć zawsze i wszędzie to już serio musiało być źle – czytaliśmy jakiś czas temu na oficjalnej stronie na Facebooku Wójcika.

MICHU

Największy wygrany całego tego rozpadu, ale nie bez powodu, wszak oferty rosną ponoć wraz z talentem, a tego mu nie brakuje. 

  • 11 miejsce – Flashpoint
  • 5 miejsce – ESL One: Road to Rio
  • 12-13 miejsce – cs_summit 6

To nie są jednak wymarzone wyniki. Ale nie MICHA w tym wina. W Envy przydałoby się kilka zmian, choć nie będziemy rzucać nickami.

kuben

Jak to jest, że Gurczyński wciąż nie zaczął pracy w nowej drużynie? Cóż, obowiązki zapewne naglą, a nie oszukujmy się – większość drużyn posiada aktualnie trenera. To nie Ekstraklasa, że pierwszym do odrzutu po trzech porażkach jest szkoleniowiec. 

– Chętnie zobaczyłbym kubena za plecami zawodników North, choć tutaj wymagałoby to przejścia całej drużyny na komunikację w języku angielskim. Jeśli nie tam, to gdziekolwiek indziej. Wierzę, że lada moment zobaczymy go z powrotemmówił nam w trakcie IEM Katowice zonic.

Ludziom z pasją łatwiej kibicować, więc również my wyczekujemy wielkiego powrotu. Na razie jednak pozostaje nam oglądać VOD-y z polskich transmisji turnieju w stolicy Śląska, gdzie kuben sprawdzał się w roli eksperta.

***

Jaki z tego wniosek? Za Virtus.pro z ubiegłego roku wcale nie było tak źle, choć wszyscy zgodnie narzekaliśmy. Brakowało sukcesów, ale sama marka przyciągała rzeszę fanów i dodatkowy dreszczyk emocji. Na krajowym podwórku po raz ostatni odczuliśmy go właśnie w trakcie finału PLE w Warszawie.

Fot. twitter.com/phrcsgo

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze