Retro poniedziałek: Kiedy kibiców było aż za dużo…
CS:GO
POLSKI ESPORT
Reportaże

Retro poniedziałek: Kiedy kibiców było aż za dużo…

02.03.2020, 12:54:00

2020: Nikt nie spodziewał się, że na Intel Extreme Masters w Katowicach nie pojawią się kibice. 2013: Nikt nie spodziewał się, że pierwszą edycję tego turnieju w Polsce odwiedzi 50 000 osób. Ogromna różnica, ale w obu przypadkach organizatorzy mieli niemały problem. Dziś skupmy się jednak na tych pozytywnych wspomnieniach. Zapraszamy na “Retro poniedziałek”. 

Styczeń, rok 2013. Na zewnątrz zimno, w środku gorąco. Jeszcze kilka tygodni wcześniej nikt nie spodziewał się, że pierwsza tego typu impreza przyciągnie aż tylu kibiców. Katowice zaproponowały, by zorganizować IEM w małej sali, ESL chciało Spodek. Trochę rzucenie się na głęboką wodę, ale nikt nie byłby zadowolony, gdyby trybuny przed wielką sceną były puste.

A to przecież były czasy, gdy turniej Counter-Strike: Global Offensive, w którym grali jeszcze przedstawiciele ESC Gaming z Jakubem „kubenem” Gurczyńskim i Mariuszem „Loordem” na pokładzie, był atrakcją poboczną. Mała scena, maksymalnie 200 miejsc przed nią, do wygrania niewielkie pieniądze. Zmagania te nie brzmiały jak coś, co miałoby przyciągnąć do Spodka tłumy.

Tak też nie było, bo daniem głównym w ten weekend były rozgrywki League of Legends. To dla nich Katowice odwiedziło kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Chcieli obejrzeć na scenie najlepszych. O targach mało kto wtedy myślał – na miejscu było kilka stoisk na płycie i rotundzie. Międzynarodowego Centrum Kongresowego, w którym teraz prezentują się liczne marki, po prostu jeszcze nie było.

Zresztą, pewnie nawet gdyby istniało, to ryzyko rozbijania całej imprezy na dwie hale było zbyt duże. Wybór Spodka okazał się jednak strzałem w dziesiątkę – do dziś pamiętam, jak z ekipą FIFY, w tym Bartkiem „Bartasem” Trittem, jechaliśmy ul. Korfantego i dziwiliśmy się tłumami czekającymi na zewnątrz. Wtedy pojawiły się ciarki, które wracały w wielu kolejnych momentach.

Pierwszy: wejście do hali i zobaczenie trybun. Choć wywodzę się z branży esportu, widziałem do tamtego czasu sporo, to i tak byłem bardzo zaskoczony tym, ile ludzi przyszło oglądać gwiazdy gier komputerowych. Młodzi, starsi, kobiety, faceci, byli tam wszyscy. Szybko można było dojść do wniosku, że impreza odniesie sukces. Nic dziwnego, że w kolejnych latach w Katowicach odbywał się już ten najważniejszy przystanek sezonu, czyli finały.

Z każdym rokiem IEM stawał się coraz większy, ale duży sentyment mam właśnie do tej pierwszej edycji – mam wrażenie, że tam było mniej przypadkowych ludzi, mniej też tych, którzy przyszli po darmowe gadżety od firm. Było za to mnóstwo osób, które po prostu chciały obejrzeć esport w najlepszym wydaniu. I go dostały.

Co prawda na płycie były jakieś stoiska, ale atrakcji niewiele – pamiętam, że można było testować wypuszczonego stosunkowo niedawno CS:GO. Przewijali się tam byli zawodnicy Counter-Strke’a 1.6, którzy początkowo nie przekonali się do nowszej gry i próbując swoich sił w Spodku, dziwili się jak bardzo ten tytuł się zmienił.

Po kolejnych latach, a zwłaszcza roku 2014, gdy Virtus.pro wznosiło puchar w Katowicach, widać było doskonale, jak najnowsza produkcja Valve wpłynęła na polski rynek. Z malutkiej sceny przeniesiono się w punkt centralny Spodka, kilka tysięcy dolarów w puli nagród zamieniono na 250 000 dolarów, a ranga turnieju zmieniła się z podwórkowej na Majora. Do tego kilka tysięcy ludzi na trybunach, dopingujących Polaków. Rozstrzał był ogromny.

Od 2013 roku zmieniło się wszystko. Wtedy w polskim oddziale ESL pracowało na etacie kilka osób. Teraz jest ich 130. Adrian Kostrzębski, który jest obecnie jedną z najważniejszych osób wspomnianej firmy, podczas pierwszej edycji IEM-u prowadził stoisko Intela. Wiedział jednak, że niedługo dołączy do grona pracującego intensywniej nad sukcesem całego eventu.

2013 rok to też czas, gdy:

  • Katowicami rządził inny prezydent –  Piotr Uszok
  • Na scenie był także polski host
  • Press room mieścił się w małej sali gimnastycznej, w której obecnie są studia komentatorów i ekspertów, a w poprzednich latach odbywały się zmagania grupowe
  • Nie było biletów wstępu
  • Media mainstreamowe zlewająco podchodziły do samej imprezy, wysyłając na miejsce małe ekipy. Później zdarzało się, że największe telewizje, jak TVN czy Polsat, akredytowały kilkanaście osób
  • League of Legends, jak wspomniałem wcześniej, było głównym tytułem imprezy
  • Ludzie, którzy nie mieścili się w Spodku, oglądali zmagania na zewnątrz. W styczniu. Gdy jeszcze w Polsce mieliśmy zimę
  • W naszym kraju nie istniało jeszcze tyle firm, które zajmowały się esportem.

I tutaj warto rozwinąć ostatni wątek, bo sprowadzenie Intel Extreme Masters do Katowic okazało się krokiem milowym nie tylko dla polskiego oddziału ESL, ale i dla całej branży. Powstały nowe firmy, które mogły rozwijać się dzięki katowickiej imprezie. Ktoś przecież musiał obsługiwać stoiska marek, które na esporcie się nie znały. Ktoś musiał relacjonować rozgrywki. Wtedy było to może kilkunastu dziennikarzy z kilku branżowych portali. Dziś można ich spotkać o wiele więcej, bo niektóre redakcje – jak nasza – wysyłają do Katowic wszystkich zatrudnionych.

IEM stał się miejscem, w którym spotykają się wszyscy. Każdy chce tu być, firmy niemal biją się o powierzchnię na stoisko wystawiennicze, a dziennikarze o akredytację. I przez decyzję wojewody śląskiego, zakończone wczoraj finały były po prostu smutne. Nie było takich ciarek, jak w 2013 roku, gdy wchodziło się do Spodka.

Było wrażenie, że to dopiero wczesna faza rozgrywek i ludzie jeszcze się pojawią. Bez nich IEM to nie to samo. Do świetnej atmosfery nie są już nawet potrzebne polskie zespoły. Kibice pokazali, że potrafią też wspierać drużyny z innych krajów. Skandować, śpiewać, dobrze się bawić.

Wypełniać ciszę, której doświadczyliśmy w tym roku w Spodku.

Fot. ESL