Ranking najbardziej wpływowych w polskim esporcie – rok 2019

Ranking najbardziej wpływowych w polskim esporcie – rok 2019

19.02.2020, 18:04:00

Gdyby nie oni, nie mielibyśmy prawdopodobnie o czym mówić i pisać, a wy – czym ekscytować się na forach. Polski esport, jak bardzo nie byłby zabawny, smutny i irytujący, ma przecież dwie twarze. Nieustannie narzekamy na kiepski stan lokalnej sceny, graczy traktujących obowiązki po macoszemu, turnieje wiejące nudą i zacietrzewienie środowiska. Często zapominamy przy tym, że rodzima branża pełna jest specjalistów, których zazdroszczą nam poza granicami kraju i jednostek zyskujących szacunek całego świata. Organizatorzy turniejów, marketingowe agencje, wyróżniający się na tle międzynarodowych rywali gracze, esportowe drużyny wybijające rytm krajowego ekosystemu – część z nich zasługuje na poklepanie po plecach. Tak po prostu.

Kto odcisnął największe piętno na polskiej branży w 2019 roku i może nazwać się najbardziej wpływowym? Poniższym rankingiem postaramy się odpowiedzieć na to niełatwe pytanie. Uprzedzamy: głównym narzędziem do stworzenia klasyfikacji stało się… redakcyjne zdanie. Na wskroś subiektywne. Nasze. Za ostateczne ułożenie zestawienia odpowiadają: Paweł Książek, Szymon Groenke, Krystian Terpiński i Kamil Kowala.

10. eMine.pro

Nowa firma na naszej liście – agencja stworzona przez Krzysztofa Kubickiego i Aleksandra Kaima w zeszłym roku weszła na nowy poziom, odpowiadając między innymi za prowadzenie czołowych zawodników, w tym Pawła “innocenta” Mocka czy Michała “MICHU” Mullera, który jako jedyny nie podpisał nowej umowy z Virtus.pro, by finalnie trafić do Envy. eMine stało się bardzo mocne dla zawodników, ucząc ich nie tylko komunikacji, ale także budowania wizerunku. Przeprowadziło też kilka transferów. 

Dodatkowo firma pracowała przy tworzeniu nowych organizacji na rynku – piratesports, które do dziś wyróżnia się oryginalnym sposobem komunikacji, a także Wisły All iN! Games Kraków, która pozyskała drużyny CS:GO i Fify i jest najlepiej prowadzoną sekcją przy klubie piłkarskim. 

W portfolio eMine przez pierwszą połowę roku widniało również prowadzenie na polskim rynku platformy Esportal, która w ostatnich miesiącach zyskała sporo użytkowników. Dodatkowo marka Kubickiego i Kaima współpracowała z GKS-em Tychy, organizując na stadionie bootcampy dla takich ekip, jak Virtus.pro, x-kom team, MIBR czy paiN Gaming. 

9. Illuminar Gaming

Pierwsza, lecz nie ostatnia organizacja esportowa w naszym zestawieniu. Illuminar Gaming ma za sobą zdecydowanie najlepszy rok w historii swojego działania, który przy poprzednich dwunastu miesiącach wyglądał jak z bajki. W końcu 2018 był dla iHG bardzo trudnym okresem, a to ze względu na zaległości wobec zawodników oraz pracowników sekcji League of Legends. Wtedy z nieba spadli im inwestorzy, których pomoc okazała się podstawą do sukcesu w 2019 roku. Nie oszukujmy się, gdyby nie wsparcie finansowe, to Orbit, morele czy PLAY mogłyby nie zainteresować się współpracą z Illuminar.

Jednym z największych, jeśli nie największym przełomem był angaż nowego składu CS:GO. Byli zawodnicy x-kom teamu w ramach fuzji AGO ze swoim poprzednim pracodawcą pozostali bez organizacji, jednak nie na długo. Nowe iHG było nie tylko najlepszą polską drużyną, ale przede wszystkim przywróciło w kibicach wiarę, że polska scena wreszcie wstanie z obdartych kolan. Między innymi dzięki ich sukcesom organizatorzy większych wydarzeń znów zaczęli dostrzegać składy znad Wisły, a my ponownie mogliśmy emocjonować się rozgrywkami na nieco wyższym poziomie, niż krajowa okręgówka.

Jeśli o Counter Strike’u mowa, to nie sposób pominąć projekt, jakim jest Arcan Wave. Co prawda AW jest tworem niezależnym od iHG, jednak wychodzi spod tego samego skrzydła. Zaczęło się od CS:GO, ale organizacja rozwijając swoją działalność, chce przyczynić się do prężnego rozwoju i pomocy żeńskiej stronie esportu.

W kwestiach pozasportowych zarząd również radził sobie świetnie. Po tym, jak stery w organizacji przejął Grzegorz Kamiński, przyklepano przecież współpracę z Bedoesem i zapowiedziano budowę areny treningowej w Warszawie. 

8. Marcin „Jankos” Jankowski

Nazwisko, które w ubiegłym roku wzbudzało ogrom emocji nie tylko nad Wisłą, ale dosłownie na całym świecie. Jankowski był bezapelacyjnie najlepszym polskim zawodnikiem w 2019 roku i udowadniał to konsekwentnie na każdej możliwej płaszczyźnie. Dla rodzimych kibiców League of Legends stał się symbolem całej gry i to w dużej mierze dzięki niemu w naszym kraju przeżyliśmy kolejny “boom” na flagową produkcję Riot Games. 

Fot. Riot Games / Michał Konkol

Jankos rozpoczął wiosnę w najlepszy możliwy sposób, bo od zwycięstwa zarówno w sezonie zasadniczym, jak i w play-offach LEC. Pierwszy tytuł mistrzowski Starego Kontynentu był zresztą iskrą, która rozpaliła nadzieje na debiutanckie trofeum międzynarodowe. Kilka tygodni później “Rzeźnik z Poznania” cieszył się z najwyższego stopnia podium na prestiżowym Mid-Season Invitational, gdzie pokonał po drodze między innymi legendarne SKT T1. Miesiąc później otrzymał również złoty medal na Rift Rivals. 

Jesienią Jankowski obronił tytuł mistrza Europy, a dodatkowo został wyróżniony tytułem MVP całego sezonu. Polak wraz ze swoim zespołem był również bardzo blisko zwycięstwa na Worlds 2019, jednak w wielkim finale musiał uznać wyższość chińskiego FunPlus Phoenix. Srebrny medal najważniejszego turnieju w uniwersum League of Legends był jednak prawdziwym powodem do dumy. 

W 2019 roku Jankos prowadził również edukacyjne streamy oraz pełnił funkcję reprezentacyjną dla całego regionu. Polak został wybrany do europejskiej drużyny All-Star, pojawił się na Polskim Weekendzie Gwiazd, a swoją osobą ubarwił również transmisję z finałów Polskiej Ligi Esportowej. Dodatkowo angażował się w akcje promocyjne takich marek jak chociażby Logitech. Jedyną bolączką jest tak naprawdę średnie wykorzystanie sukcesów Jankosa w mediach komercyjnych.

7. Piotr „izak” Skowyrski 

Pomimo upływu lat dalej niekwestionowana twarz polskiego Counter-Strike’a. O ile w ubiegłym roku coraz rzadziej mówiono o nim w kontekście najlepszego rodzimego komentatora, o tyle niezmiennie pozostawał liderem opinii i ambasadorem społeczności kojarzonej z CS:GO. Jego głos mogliśmy usłyszeć przy okazji takich imprez jak Intel Extreme Masters w Katowicach, finały Polskiej Ligi Esportowej w Warszawie i Rzeszowie oraz w trakcie transmisji z międzynarodowych turniejów pokroju BLAST Pro Series i Esports Championship Series.

Przyczynił się do wypromowania takich talentów jak Olek “hades” Miśkiewicz czy Kamil “Sobol” Sobolewski, z którymi brał udział w kolejnej edycji ASUS ROG Community Challenge. Jego organizacja Izako Boars zakontraktowała z kolei takich graczy jak Mateusz “TOAO” Zawistowski, czyli byłego reprezentanta AGO oraz Virtus.pro. IB w swoje szeregi przyjęło również drużynę rywalizującą na kobiecej scenie CS:GO. 

Fot. Izako Boars

Skowyrski był także jedną z najważniejszych twarzy kampanii organizowanych przez srebrnych medalistów naszego rankingu – Fantasy Expo. Wspólnie z agencją brał udział w wielu kampaniach reklamowych organizowanych przy współpracy z takimi markami jak Old Spice czy Logitech. 

6. devils.one

Jeszcze dwa lata temu o Macieju “sawiku” Sawickim i Viktorze Wanlim mówilibyśmy w osobnych kategoriach, jednak na początku ubiegłego roku duet ten połączył siły i wspólnie stworzył markę, która na dobre zadomowiła się w krajowym esporcie.

devils.one swój debiutancki rok pokonało lepiej, niż we wcześniej założonych planach. Nie obyło się bez strat, jednak właściciele pokazali, że potrafią zarobić w obszarach, które przez większość krajowych podmiotów są mocno zaniedbywane. Do tej pory mało kto starał się zyskiwać na własnej marce odzieżowej, monetyzacji streamerów, nie mówiąc już o koloniach esportowych.  Robi wrażenie? A jeśli wierzyć zapowiedziom, ma to być tylko wierzchołek góry lodowej.

Projekt Sawickiego i Wanliego nie znalazłby się w tym miejscu bez sukcesów sportowych, których w ubiegłym roku nie brakowało. DV1 przodowało przede wszystkim na scenie League of Legends. Czy to zasługa systemu pay for performance? Tego się nie dowiemy, ale model płatności zaczerpnięty z innych dyscyplin sportowych mógł faktycznie pozytywnie zadziałać na graczy.

Początkowo jednak to Counter-Strike: Global Offensive miał być flagową dyscypliną i znakiem rozpoznawczym devils.one, a to za sprawą zwerbowania dotychczasowej reprezentacji Teamu Kinguin, nad którą pieczę sprawował Wanli. Pierwsze doniesienia mówiły o rzekomym współtworzeniu organizacji przez kapitana drużyny Wiktora “TaZa” Wojtasa, jednak te zostały zdemontowane przez samego zainteresowanego tuż po rozstaniu z projektem sawika. To wywołało wielką burzę i odcisnęło wcale nie mniejsze piętno na późniejszych wydarzeniach. W końcu, gdyby drogi DV1 i składu Wojtasa się nie rozeszły, to Alex Gryn najprawdopodobniej nigdy nie zaryzykowałby finansowania tak kosztownego przedsięwzięcia, jakim było Aristocracy. I szybko z tego nie zrezygnował.

Sukcesy nie byłyby możliwe, gdyby nie wsparcie sponsorów. Ci również nie wzięli się znikąd. Odpowiednie zarządzanie projektem zaowocowało współpracą z STS, Orbit, Komputronik, SteelSeries czy Video Brothers. W kategorii uwodzenia fundatorów byli lepsi, jednak o nich później.

5. Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski

Mówisz polski esport, myślisz Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski. To, że były gracz Virtus.pro znajdzie się w zestawieniu najbardziej wpływowych osób rodzimej branży, było pewne bardziej niż techno w Trendzie. Jeśli niebo nie zawali się na nadwiślańskie podwórko, prawdopodobnie zresztą trafi do niego w kolejnych latach. W naszym kraju nie ma przecież osoby, która skuteczniej promowałaby biało-czerwoną flagę na obczyźnie, znakomicie animując przy tym społeczność lokalną.

Pasha Gaming School to projekt, któremu sukces pisany był od początku. O Youngsters mówiło się dużo i głośno – tak, jak o testach w x-kom AGO. Jego krótki spacer po scenie Spodka wywołał większe poruszenie niż większość wywiadów polskich graczy. Powrót do korzeni streamingu przypomniał o transmisyjnej wyjątkowości, a gościnne wizyty na kanale izaka wzbudzały powszechną ekscytację. Wraz z odzieżową marką wybrzmiało w końcu to, że ludzie chcą się z nim identyfikować. A Old Spice, G2A, Play, NVIDIA, OMEN, LV BET czy DHL zechciały to wykorzystać.

Rok 2019 był dla Jarząbkowskiego przełomowy, bo przecież zawodnik rozwiązał kontrakt z rosyjskim gigantem i właściwie odsunął się od profesjonalnego grania. Autorytety rodzą się jednak w czasach kryzysu. A były profesjonalista w najlepszy z możliwych sposobów udowodnił, że absencja podczas najważniejszych turniejów nie uderza w jego pozycję. Nie ma na scenie zawodnika, który po zawieszeniu myszki na kołku, tak naturalnie odnalazłby się na rynku.

Fot. ESL / Bart Oerbekke

4. x-kom AGO

Z ich komunikacyjnych wpadek śmialiśmy się często i głośno, a „najważniejsze wydarzenie polskiego esportu” stało się symbolem żenady podlanej narcystycznym sosem. Mamy jednak nieodparte wrażenie, że kiedy rodzime zespoły stanęłby się w blokach startowych, x-kom AGO większość konkurencji zostawiłoby za plecami w mgnieniu oka.

Biznesowa smykałka w połączeniu z wypracowanym na piłkarskich stadionach temperamentem zrodziły bezsprzecznie najlepiej prowadzony klub w kraju. Przekonanie Michała Świerczewskiego do zamknięcia projektu i przekierowania środków do “Gniazda” robi wrażenie. Połączenie sił z Rogue na drodze do dominacji Ultraligi wzbudza podziw. Mogą  mierzić was pozowane zdjęcia z paczką gum czy zieloną butelką, ale Łomża, Puma, Orbit, LG, Corsair, G2A czy STS miały dwie możliwości. Mogły na rozwój AGO środki przeznaczyć, albo na etapie bazgrania w Excelu ominąć Jastrzębie szerokim łukiem. Wybrały bramkę numer jeden, co w świecie esportu – szczególnie polskiego – wcale oczywiste nie jest. Imponujące jest to, z jaką swobodą Jakub Szumielewicz i spółka przekonują do siebie kolejne marki.

Po inwestycji sportowych asów w branżę oczekiwaliśmy ruchów nieoczywistych, ustalania nowych limitów i wyznaczania trendów. Chcieliśmy widzieć radykalne posunięcia, które nie muszą, ale z czasem mogą odmienić grę. Zeszły rok upłynął pod znakiem takich właśnie wydarzeń, a esportsLAB i wywrócenie do góry nogami filozofii budowania esportowych zespołów są tego największym wyrazem. 

Fot. x-kom AGO

3. Frenzy

Choć sama nazwa Frenzy nie wszystkim coś mówi, to firma ta jest odpowiedzialna między innymi za Polsat Games – kanał gamingowy, w którym emitowane są liczne turnieje esportowe. Do najważniejszych należy Ultraliga, która w zeszłym roku przejęła miano oficjalnej ligi League of Legends w naszym kraju. Wszystko dzięki wygranemu przetargowi, w którym brały udział także dwie inne firmy – fantasyexpo i ESL. 

I bez wątpienia można mówić, że LoL na antenie Polsat Games został wprowadzony na wyższy poziom – zarówno pod kątem jakości transmisji, jak i oglądalności. Dodatkowo część finału Worldsów można było oglądać na otwartym Superpolsacie. Jak już jesteśmy przy produkcji Riot Games, to nie można zapominać o wspólnym evencie obu podmiotów, którym był Polski Weekend Gwiazd. Wzięły w nim udział największe gwiazdy rodzimego League of Legends. 

W tym samym studiu odbywały się także takie imprezy, jak KSW Games (goszczące zawodników KSW, którzy rywalizowali na wyścigowym torze), Ekstraklasa Games (oficjalny odpowiednik Ekstraklasy w Fifie), FIFA Ekstraklasa Cup, Playstation League czy Masters League w Rainbow Six. 

Taka masa projektów powoduje, że Frenzy zatrudnia na co dzień kilkadziesiąt osób, w tym kilku etatowych komentatorów League of Legends. 

2. fantasyexpo

Możecie pukać się w czoło, marszczyć brwi i głośno protestować, ale – cholera jasna – wskażcie nam inny podmiot, który mógłby znaleźć się tak wysoko. No właśnie.

Owszem, fantasyexpo nie zawojowało roku na płaszczyźnie rozgrywkowej. Mało kto (a może nawet nikt?) nazwałby pewnie wrocławską firmę liderem wśród krajowych organizatorów. Hegemonia Ultraligi w świecie League of Legends wyraźnie uderzyła w Polską Ligę Esportową i związanych z nią influencerów, a zmagania Counter-Strike’owe znacząco straciły na prestiżu. Nie zmienia to jednak faktu, że PLE pozostaje jednym z najważniejszych produktów w swojej kategorii nad Wisłą. I jeszcze chwile nim pozostanie. O ile na faktyczne efekty inwestycji w niszowe rozgrywki Wirtualnych Klubów czy Simracingu będziemy musieli jeszcze trochę poczekać, o tyle obok LOTTO Pucharu Zdobywców Pucharów czy potrzebnej polskiej scenie Dywizji Profesjonalnej trudno przejść obojętnie.

Ekipa fantasyexpo tradycyjnie odpowiadała zresztą za relację drugiego Majora w sezonie, tworząc z turnieju StarLaddera jeden z ważniejszym transmisyjnie momentów roku. Aktywne działania prowadzone z BLASTem poskutkowały w dodatku przedłużeniem współpracy na czas BLAST Premier, a komentowanie szeregu mniejszych turniejów doskonale wypełniło niszę potrzebną w czasie kryzysu polskich zespołów.

Największego wpływu na polski esport szukać trzeba jednak w innym segmencie. Rok 2019 był dla firmy Krzysztofa Stypułkowskiego, Kamila Góreckiego i Wojciecha Jeznacha okresem rozkwitu agencyjnego. Pracowitość działaczy, ich instynkt, rozbudowana sieć kontaktów i niezaprzeczalny dryg biznesowy zaowocowały nie tylko rozbudową influencerskiego katalogu, ale ściągnięciem do branży masy cennych partnerów. A to przecież woda na młyn rozwoju całego środowiska. 

To fantasyexpo, a nie ESL, Polsat Games czy eMine.pro, stoi na straży interesów trzech osób, bez których nie wyobrażamy sobie dziś polskiej sceny. Mowa rzecz jasna o Piotrze „izaku” Skowyrskim, Marcinie „Jankosie” Jankowskim i Jarosławie „pashyBicepsie” Jarząbkowskim – nieco niżej notowanych bohaterach zestawienia. Wciągnięcie w swoje szeregi ostatniego z nich w granicznym momencie jego kariery okazało się zresztą strzałem w dziesiątkę. A przecież na Skowyrskim, Jankowskim i Jarząbkowskim nie kończy się portfolio agencyjnego giganta. Współpraca z Wojciechem „Łozem” Łozowskim czy Lekko Stronniczymi udowadnia dodatkowo, że firma chce kontynuować ekspansję nie tylko w świecie hardcorowych graczy.

Nie był to rok Polskiej Ligi Esportowej czy Izako Boars, ale na koniec dnia fantasyexpo w brodę pluć sobie nie będzie.

1. ESL 

Tak jak i w poprzednim rankingu, tak i teraz polski oddział ESL ląduje na szczycie naszej listy. Firma wciąż ma ogromny wpływ na rozwój esportu w naszym kraju, tworząc między innymi najważniejszą ligę Counter-Strike’a, która pozwala na przybliżenie się do europejskich turniejów. Zwycięzcy ostatniego sezonu ESL Mistrzostw Polski awansowali bowiem do zamkniętych kwalifikacji do Intel Extreme Masters w Katowicach. Przyszłość już wszyscy znamy… w Spodku nie pojawi się żadna polska drużyny, ale po raz kolejny zobaczymy tę ważną w historii całej branży imprezę, która – przypomnijmy – ostatnio była Majorem.

To jeden z tych argumentów, przez który trudno zepchnąć ESL z piedestału. Tych argumentów jest jednak więcej – to wciąż największa w Polsce firma esportowa, zatrudniająca w dwóch biurach w Warszawie i Katowicach ponad 100 osób. Niedaleko Spodka ma także swoje mniejsze areny zmagań, których w 2019 roku przybyło. Jedna z edycji ESL MP odbyła się w nowym studiu, a choć na rodzimym rynku o tym cicho, to toczą się tam także rozgrywki wielu mobilnych gier. Krótko mówiąc: Katowice żyją esportem, nawet jeśli wśród polskiej społeczności o tym nie słychać. 

W zeszłym roku ESL razem ze Spritem zorganizowali także mistrzostwa kobiet, które bez wątpienia były najlepszym żeńskim turniejem ostatnich miesięcy. Profesjonalna oprawa, finały studiu, niezłe nagrody. Obie firmy dały miłośniczkom gier narzędzie do pokazania, czy warto w tę scenę inwestować.

Nie można również zapomnieć o ponownym ściągnięciu Virtus.pro do polskich rozgrywek. Mimo nieco innego składu i niższego poziomu prezentowanego przez byłych już graczy rosyjskiej organizacji, to dzięki nim zainteresowanie ESL Mistrzostwami Polski na pewno wzrosło. 

Fot. ESL / Adela Sznajder

Zdjęcia wykorzystane do grafiki tytułowej: ESL / Riot Games / Michał Konkol / x-kom AGO / Izako Boars / Bart Oerbekke

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze