Przeżyjmy to jeszcze raz – wszystkie dotychczasowe Worldsy w wykonaniu Jankosa
League of Legends
POLSKI ESPORT
Reportaże

Przeżyjmy to jeszcze raz – wszystkie dotychczasowe Worldsy w wykonaniu Jankosa

18.10.2020, 03:12:54

Kilka ostatnich godzin dzieli nas od momentu, w którym Marcin „Jankos” Jankowski po raz czwarty w swojej karierze rozpocznie swój marsz przez fazę pucharową Mistrzostw Świata w League of Legends. Do tej pory legendarny polski leśnik zawsze dochodził przynajmniej do półfinału. Jak wyglądały podboje „Rzeźnika z Poznania” na Worldsach w 2016, 2018 i 2019 roku? Przeżyjmy to jeszcze raz!

2016 – H2K

2016 rok był bez dwóch zdań przełomem w karierze Jankosa. O ile 365 dni wcześniej Origen pozbawiło polskiego leśnika marzeń o wyjeździe na najbardziej prestiżową imprezę w świecie League of Legends, o tyle dzięki dobrej dyspozycji jego H2K na przestrzeni dwóch splitów udało się uzbierać wystarczającą liczbę punktów, które zagwarantowały międzynarodowej formacji przepustkę na Worldsy. To właśnie wtedy razem z Oskarem „Vanderem” Bogdanem Jankowski mógł rozpocząć przygotowania do debiutu na turnieju, o którym zawsze marzył.

Wówczas H2K znalazło się w grupie C, wraz z legendarnym EDward Gaming, brazylijskim INTZ oraz ahq eSports Club. W swoim debiutanckim spotkaniu w ramach Worlds polski jungler musiał zresztą uznać wyższość reprezentantów LMS, ale już drugiego dnia mógł się cieszyć z premierowego triumfu, który osiągnął w potyczce z Latynosami. Pierwszą serię gier w fazie zasadniczej zakończył on jednak porażką z faworyzowanymi Azjatami. Bilans 1:2 nie napawał szczególnym optymizmem.

Mimo to, w serię rewanżową Jankos i jego kompani wjechali jak w masło. Trzy triumfy z rzędu sprawiły, że H2K zapewniło sobie awans do play-offów, a w meczu o pierwsze miejsce z EDward Gaming ponownie udało się odnieść zwycięstwo. Dzięki temu pierwszym rywalem Polaka w ćwierćfinale miało być Albus NoX Luna, które najzwyczajniej w świecie było najniżej notowanym uczestnikiem fazy pucharowej.

jankos-h2k-worlds-2016

I zgodnie z przewidywaniami kibiców oraz ekspertów, H2K było w tym ćwierćfinale po prostu bezkonkurencyjne. Alexander „PvPStejos” Glazkov i jego kompani z regionu CIS nie mieli żadnego podjazdu do graczy ze starego kontynentu, którzy wygrali 3:0.

O wiele trudniej miało być jednak w półfinale, gdzie po drugiej stronie barykady znalazło się koreańskie Samsung Galaxy. Wówczas żyliśmy w erze dominacji LCK, co zostało udowodnione na Rifcie. Park „Ruler” Jae-hyuk, który będzie również dzisiejszym przeciwnikiem Jankosa, wspólnie ze swoimi kolegami nie pozostawił nam wtedy żadnych złudzeń. Pomimo wielkich nadziei musieliśmy się pogodzić z batami 0:3.

2018 – G2 Esports

2017 rok w karierze Jankosa nie był już tak udany, a zwieńczeniem średniego okresu był przegrany finał regionalnych kwalifikacji na Worlds. Przewrotny los chciał, że na mistrzostwach świata blamaż zaliczyło jednak G2 Esports, do którego od dawna przymierzany był właśnie polski leśnik. Transfer z H2K do organizacji Carlosa „ocelote” Rodrígueza nie pozwolił co prawda początkowo na wygranie mistrzostwa starego kontynentu, ale umożliwił Jankowskiemu powrót na tę najważniejszą z imprez.

Tym razem Polak musiał jednak zacząć Worldsową przygodę od fazy play-in. Początki po raz kolejny nie należały do najłatwiejszych, bo G2 na dzień dobry przegrało z tureckim SuperMassive Esports, ale w późniejszym etapie zmagań pokonało Tajlandczyków z Ascension Gaming oraz dwukrotnie rozprawiło się ze swoim pierwotnym oprawcom. W meczu o awans do fazy grupowej udało się z kolei rozgromić sklejkę z Ameryki Łacińskiej – Infinity Esports.

Podczas głównego etapu imprezy G2 znalazło się w grupie A wraz z koreańskim Afreeca Freecs, reprezentującym LMS Flash Wolves oraz wietnamskim ⁠Phong Vũ Buffalo. W pierwszym meczu bez większych kłopotów udało się co prawda ograć graczy z LCK, ale po wpadce z PVB na formację Polaka spadła fala krytyki. Forma G2 Esports zmieniała się zresztą jak w kalejdoskopie, a po drodze trzeba było zagryźć zęby przy porażce z FV, w którym grał wówczas między innymi reprezentujący dziś barwy Suning Hu „SwordArt” Shuo-Chieh.

jankos-wunder-worlds-2018

Ostatecznie G2 wygrało jednak dogrywkę przeciwko Flash Wolves i zameldowało się w fazie pucharowej. A tam byliśmy świadkami niezwykłej serii pomiędzy europejskim kolektywem a legendami z chińskiego RNG. Hung „Karsa” Hao-Hsuan, który wczoraj święcił triumf nad Fnatic, stanął wówczas oko w oko z „Królem Pierwszej Krwi”. Mistrzowie LPL stanęli oko w oko z trzecim seedem Europy. Faworyt był tylko jeden.

Pierwsza mapa zgodnie z przewidywaniami padła łupem Royal Never Give Up, ale na drugiej arenie chiński kolektyw upadł po raz pierwszy. Co prawda trzecia odsłona serii wpadła na konto reprezentantów LPL, ale G2 Esports również nie zamierzało się poddawać. 2:2. *Silver Scrapes* w tle. Kibice polskiego leśnika badający sobie tętno i trzymający numer ratunkowy na szybkim wybieraniu.

I magiczna piąta arena, na której Jankos operował swoim flagowym Olafem. Zwycięstwo G2 i przepustka do półfinału. Polak po raz drugi w karierze stanął przed szansą na gre w wielkim finale Worlds.

Dwa zwycięstwa Fnatic w starciach z Invictus Gaming rozbudziły nadzieje europejskich kibiców, jednak o kolejnej sensacji nie było mowy. W półfinale G2 zostało zaorane przez IG, które w finale nie pozostawiło żadnych złudzeń również swoim rywalom z fazy grupowej. Jankos ponownie musiał się zadowolić 3-4. miejscem.

2019 – G2 Esports

Ostatni rok zleciał nam tak szybko, że czasem wydaje się, jakby Worlds 2019 odbyły się zaledwie miesiąc temu. To właśnie wtedy zaczęliśmy mieć zresztą realne nadzieje na to, że polski leśnik zdobędzie w końcu upragniony puchar przywoływacza i przyniesie chwałę nie tylko sobie i Polsce, ale również całej Europie. Genialne dwa splity w LEC, triumf na MSI, wybitna forma indywidualna i drużynowa. Złoty medal mistrzostw świata musiał być celem numer jeden.

G2 Esports ponownie znalazło się w grupie A, gdzie tym razem czekała na nich znacznie mocniejsza obsada niż w 2018. Koreańskie Griffin określane mianem najlepszej drużyny w formacie BO1, przyzwoite Cloud9 i ananasy z Hong Kong Attitude. Zgodnie z oczekiwaniami mistrzowie Europy przegrali jednak tylko jedną mapę, właśnie na reprezentantów LCK, którzy triumfowali również w dogrywce o pierwszej miejsce. Nie ma co się jednak oszukiwać. Faza grupowa z założenia miała być jedynie rozgrzewką przed prawdziwą zabawą.

Jankos-sjokz-worlds-2019

Z uwagi na drugie miejsce w grupie, już pierwszy mecz miał być dla Jankosa i spółki nie lada przeprawą. Po drugiej stronie barykady znalazło się koreańskie DAMWON Gaming, w którym występował zresztą wówczas były kumpel Jankowskiego z H2K – Sin „Nuclear” Jeong-hyeon. Polski leśnik odpłacił mu się zresztą za wszystkie zintowane w poprzednich latach gierki. Choć faworytem ekspertów byli gracze z LCK, to ostatecznie z triumfu wynikiem 3:1 mogła się cieszyć gwardia ze starego kontynentu.

W półfinale zobaczyliśmy z kolei powtórkę z półfinału MSI 2019. Jankos znów stanął naprzeciwko swojemu wielkiemu idolowi, jakim bez wątpienia od zawsze był Lee „Faker” Sang-hyeok. I co najważniejsze, Polak ponownie nakopał legendę. Tym razem w jeszcze lepszym stylu, niż kilka miesięcy wcześniej.

Nie miało to jednak znaczenia w wielkim finale, podczas którego Jankos i jego koledzy zostali zrównani z ziemią przez FunPlus Phoenix. Mimo wszystko dla polskiego League of Legends było to historyczne osiągnięcie. A jak będzie w tym roku? Faza grupowa pozostawiła sporo wątpliwości, co nie zmienia faktu, że G2 Esports na czele z Jankowskim będzie faworytem starcia z Gen.G. A w półfinale czeka DAMWON, więc sami wiecie, jakie są kolejne elementy scenariusza…

Fot. Riot Games / Michał Konkol / Colin Young-Wolff

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze