Przedstawienie musi trwać, a widownia musi bawić się dalej. Esportowe kibicowanie w Katowicach w pełni
CS:GO
POLSKI ESPORT
Reportaże

Przedstawienie musi trwać, a widownia musi bawić się dalej. Esportowe kibicowanie w Katowicach w pełni

01.03.2020, 13:52:00

Było mi bardzo smutno. Nie umiem nawet do końca powiedzieć, po co stoję teraz pod Spodkiem. Chyba po prostu chciałbym być blisko tego wydarzenia. Czuje się tak, jakby ktoś odwołał święta Bożego Narodzenia – mówił z przeszklonymi oczami nastoletni kibic Counter-Strike’a, który w piątek od 10 rano wpatrywał się w zamkniętą bramę Spodka. Nie przyszedł skandować głupot. Przyszedł rzucić okiem na arenę, która pomimo tego, że nie ruszyła się z miejsca, to w mgnieniu oka stała się bardzo odległa. 

Decyzja o zamknięciu Intel Extreme Masters dla publiczności była dla wielu ciosem poniżej pasa. Ucierpieli wszyscy – od organizatorów i zawodników – aż po oczywiście kibiców. Niektórzy przyjechali z innych miast, krajów, a nawet kontynentów. W teorii wszyscy stracili miejsce, w którym mieli wspólnie przeżywać wielkie esportowe emocje. 

Właśnie. W teorii. 

W praktyce społeczność Couter-Strike’a po raz kolejny udowodniła, dlaczego jest wyjątkowa. Smutna wiadomość napędziła spiralę, która za kilka lat będzie jednym z największych symboli najnowszej historii CS:GO. Kibice nie weszli na arenę w Spodku, ale zrobili z Katowic jeden wielki stadion. 

Chłopaki w koszulkach Virtus.pro, dziewczyna stojąca samotnie z flagą Danii zawieszoną na plecach, dwóch dziesięciolatków z chorągiewkami, które miały trzepotać na trybunach. 

Obrazki z centrum Katowic, które świdrowały pamięć i przekuwały serce. 

Mimo wszystko w całym zalewie smutku pojawiły się pierwsze oznaki tęczy wschodzącej zza horyzontu. Mariacka oraz inne kluczowe punkty miasta zostały wypełnione kibicami z każdego zakątka świata i stały się epicentrum pozytywnych emocji. W trudnym momencie nikt już nie psioczył na wojewodę ani nie płakał nad nieważnym biletem. Entuzjaści Counter-Strike’a postawili na dobrą zabawę we wspólnym gronie i śledzenie meczów z barowego hokera. 

Kiedy decyzja została ogłoszona, graliśmy akurat w CS:GO i siedzieliśmy razem na Team Speaku. Początkowo pojawiło się oczywiście niedowierzanie i ogromny żal, ale po kilku chwilach zadecydowaliśmy, że i tak pojedziemy do Katowic. Wiedzieliśmy, że będzie tu dużo ludzi i będzie można poczuć przynajmniej namiastkę tej atmosfery, którą wszyscy kochamy. Oglądaliśmy mecze w pubach, imprezowaliśmy i pozwiedzaliśmy miasto. Na finał wracamy już do domu, ale będziemy wspominać ten krótki weekend z uśmiechem na ustach – mówiła mi grupka chłopaków zebranych na wspólnym oglądaniu meczów Intel Extreme Masters w City Pubie. 

Metoda “od baru do baru” stała się zresztą domeną większości kibiców zgromadzonych w Katowicach. Tłumy w kolejkach, hektolitry napoju Bogów na stolikach i przede wszystkim szampańskie nastroje. Smutek został przekuty w dobrą zabawę. I chwała wam wszystkim za to. 

Chcieliśmy oczywiście bawić się w Spodku, ale taka alternatywa też jest dla nas fajną opcję. Na pewno swoje robi też obecność pashy. Stwierdziliśmy, że musimy tu być i go spotkać. Dla nas to wyjątkowy moment – tłumaczyła mi paczka znajomych delektująca się piwkiem w City Pubie. 

W ten weekend nie byliśmy przyjaciółmi. Byliśmy braćmi przyjacielu. 

Spotkanie z pashą było jednym z wielu pozytywnych akcentów. Posiadówki dla kibiców były zorganizowane w większości pubów, a w niektórych z nich fani doświadczyli wyjątkowej niespodzianki. Pracownicy ESL z Michałem Blicharzem, Adrianem Kostrzębskim i Shaunem Clarkiem na czele zameldowali się w większości knajp i rozdawali fanom goodie bagi. Mała rzecz, ale jak wielce musiała cieszyć. 

Za każdym razem gdy jechałem na IEM, najbardziej cieszyła mnie perspektywa spotkania z ludźmi, których często nie widziałem od kilku miesięcy. Teraz lawirując pomiędzy stolikami w przeróżnych pubach, spotkałem wiele znajomych twarzy i poznałem nowe osoby, również zza granicy. Cieszę się, że mogę być częścią tego wszystkiego. Nie chciałbym być w tym momencie gdziekolwiek indziej – mówił mi Paweł, który pomimo informacji z czwartkowego wieczoru wsiadł w piątek rano w pociąg jadący z Gdańska do Katowic. 

Katowice nocą, ze spiżową mocą… I z waszą pomocą daliśmy radę stworzyć coś pięknego nawet w czasach kryzysu.

Dzięki, że jesteście.