Powstaje film fabularny o esporcie. „Gracze powinni otrzymać w końcu głos na wielkim ekranie”
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

Powstaje film fabularny o esporcie. „Gracze powinni otrzymać w końcu głos na wielkim ekranie”

01.05.2020, 15:31:43

– Lubię wyzwania i stawianie wszystkiego na jedną kartę. Jestem przekonany, że o esporcie musimy opowiedzieć mimo dużego ryzyka. Gracze powinni otrzymać w końcu uczciwy głos. Zrobienie o nich filmu jest wręcz naszym obowiązkiem – mówi nam Filip Syczyński, reżyser GHOSTA. Jaki będzie więc pierwszy polski film fabularny o esporcie?

Dlaczego film o tej tematyce powstaje tak późno?

Dobre pytanie, bo też mnie to bardzo dziwi. Odpowiedź poznałem podczas spotkań z ludźmi, którym proponowałem realizację projektu. Producenci na wiadomość o tym, że chcę zrealizować film reagowali albo ogromnym zdziwieniem, albo śmiechem. Film o „kolesiach siedzących przed komputerami”? Spotkałem się z dużym zaskoczeniem i niezrozumieniem tematu nawet w USA. Z jednej strony wielu ludzi zdawało sobie sprawę z rosnącej popularności esportu, ale z drugiej zastanawiało się nad tym, czy podobne historie mogą sprawdzić się na wielkim ekranie. Z fascynacją zjawiskiem esportu spotkałem się dopiero u Janka Kwiecińskiego z Akson Studio (dop. red. odpowiedzialne m.in. za “Wałęsa. Człowiek z nadziei” oraz “Miasto 44”).

Co jednak popchnęło cię do stworzenia filmu o esporcie?

Dawno temu sam organizowałem zawody w kafejkach internetowych. Graliśmy wówczas w Quake’a II, wrzucaliśmy przysłowiowe dziesięć złotych do puszki i rywalizowaliśmy o tę małą-dużą kasę. Pewnego dnia na zawody zapisał się gość, który postanowił zagrać sam – bez wsparcia żadnej drużyny. W ciągu kilku godzin w pojedynkę ograł wszystkie zespoły. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem wtedy, że ktoś może mieć prawdziwy talent do gier. Chłopak z podstawówki stał się dla nas-licealistów wirtuozem z prawdziwego zdarzenia. Podziwialiśmy go niczym Bacha grającego na pianinie i po prostu odpływaliśmy. Po jakimś czasie rodzice wyperswadowali mu jednak siedzenie przed komputerem. Doświadczył przez to najgorszej rzeczy w życiu – starty pasji.

Kiedy kilka lat temu pierwszy raz pojechałem na Intel Extreme Masters do Katowic i zobaczyłem najlepszych z najlepszych – zdałem sobie sprawę, że każdy z nich spotykał się pewnie z podobnymi problemami. Wielu powtarzało im, że gry są głupie i bez sensu. W Spodku narodził się więc pomysł, by zrealizować film, który zobrazuje walkę o marzenia pomimo wszystko. Polem bitwy będzie właśnie esport.

Turnieje, komputery, rywalizacja, całe to mięso esportowe będą tylko tłem dla fabularnej osi czy jednak ważnymi elementami narracji?

Film ma opowiadać o emocjach, ale wszystkie elementy, o których wspomniałeś, są mega ważne. Chcemy pokazać magię kafejek internetowych, w których esport stawiał przecież pierwsze kroki. Uczynić z nich serce całej historii.

Dla ludzi wychowanych w latach dziewięćdziesiątych pracowanie na opowieściach z tych czasów to niepowtarzalna okazja do sentymentalnego skoku do czasów młodzieńczych. Dobrze odczytałem twoją fascynację modemami, monitorami CRT, dyskietkami, fatalnym łączem?

Co tu dużo mówić – nasz film będzie nostalgicznym skokiem do przeszłości. Analogowość tamtych czasów była wyjątkowa. Obrazki starego sprzętu i podróży z monitorami na plecach do dziś migają mi w głowie, wywołując przy tym masę emocji. Komputery otworzyły przed nami bramy świata. Dla chłopaka z Gliwic Internet, iRC i możliwość rozmawiania z ludźmi oddalonymi o setki kilometrów stały się przyczynkami małej rewolucji. Nagle wiedza całego świata stanęła przed nami otworem. To bez wątpienia źródło fascynacji i miłości do tych czasów.

Pod pewnymi względami GHOST przypomina mi nieco Jesteś bogiem. W obu przypadkach mowa o historii chłopaków osiągających sukces w niezrozumiałych przez społeczeństwo dziedzinach.

To bardzo dobry trop. Rap będzie towarzyszyć zresztą bohaterom na ekranie. Hip-hop, tak jak esport, był narzędziem pozwalającym na wyrwanie się z codzienności i osiągnięcie niesamowitego sukcesu. Mówimy przy tym o bardzo podobnych okolicznościach. Obie historie są przecież opowieściami od zera do bohatera.

Film o Paktofonice wielokrotnie obrywał zarzutami o to, że jest komercyjnym skokiem na kasę i wykorzystuje koniunkturę na rap. Istnieje ryzyko, że w przypadku GHOSTA będzie podobnie.

Zdaję sobie z tego sprawę. Ryzyko rosło z kolejnymi latami oczekiwania na zielone światło. W tym czasie esport urósł przecież do nieprawdopodobnych rozmiarów. O realizację GHOSTA walczę jednak od dawna. Pierwszymi reakcjami po przeczytaniu scenariusza było łapanie się za głowę, dziś mało kto wzrusza ramionami, bo wspomniana dyscyplina zrobiła się powszechna. Nie raz usłyszymy pewnie, że nagraliśmy film tylko ze względu na to, że temat jest modny. To jednak nieprawda. Popularność zjawiska sprawiła po prostu, że w końcu ktoś zainwestował w jego powstanie kilka milionów złotych. Dziesięć lat temu nie byłoby takiej możliwości.

Historia o gościach przechodzących drogę od zera do bohatera jest dobrą materią do formowania emocjonalnych, poruszających opowieści. Wygląda na to, że walka z powszechnym niezrozumieniem i pokonywanie przeciwności będą trzonem filmu.

To dobra materia przez to, że właściwie każdy z nas spotykał się z podobnymi problemami. Sam walczyłem o swoje marzenia, przekonując wszystkich wokół, że moja pasja ma sens. Tę bitwę można toczyć zresztą na wielu frontach. Wrogiem mogą być wewnętrzne demony, brak pieniędzy, problemy z akceptacją środowiska, powszechne niezrozumienie. Mam wrażenie, że w czasach, o których opowiadamy – młodym ludziom zajaranym grami było jeszcze trudniej. Nie mieli przecież podkładki w postaci ogromnych wydarzeń, wielkich pul nagród, nieziemskich kontraktów. 

Kiedy poprosiłem cię o zarys fabuły, powiedziałeś: – „Niektórych ta walka zabije. Niektórych uczyni nieśmiertelnymi”. Brzmi groźnie. Wygląda na to, że nie uciekniecie od ukazania drugiej strony gier – tej destrukcyjnej.

Rzeczy, które kochamy, mogą uskrzydlić, ale równie dobrze są w stanie sprowadzić nas do parteru. Pokonać. Nierzadko dla pasji i w celu spełniania marzeń poświęcamy wszystko. Jeśli nie będziemy wystarczająco zdeterminowani, a szczęście stanie po stronie kogoś innego – inwestycja energii i czasu może się nie zwrócić. Esport bez wątpienia ma też ciemniejsze strony, z którymi nasi bohaterowie będą się mierzyć. Film ma być jednak pogodny. Mówimy o poważnych sprawach w lekki sposób. Łączymy dramat i komedię.

Nie boisz się, że GHOST zostanie upolityczniony i wykorzystywany do ukazywania demonicznej strony esportu? Media kochają pożywkę tego rodzaju.

Każda dziedzina życia może stać się w pewnym momencie zgubna. Pasja sama w sobie ma zresztą wymiar bardzo narkotyczny. O wpływie gier komputerowych ludzie będą dyskutować latami. Esport to jednak coś więcej niż bezproduktywne siedzenie przed komputerem. Opowieścią o perfekcjonistach doskonalących swoje rzemiosło obronimy się przed nieracjonalnymi zarzutami.

Sam jesteś graczem. Gdy to usłyszałem, spadł mi kamień z serca, bo wielkim zagrożeniem w przypadku powstania filmu o esporcie, mógłby być laik stojący na czele projektu.

Czytałem wiele scenariuszy o esporcie. Przeważnie brali się za nie ludzie, którzy nie mieli zielonego pojęcia, czym jest ta dyscyplina. Tym razem będzie inaczej. Poprawność merytoryczna i idąca za nią wiarygodność to dla nas fundamentalna kwestia. Dlatego od początku prac nad filmem otaczamy się ludźmi z branży i bierzemy pod uwagę ich opinie. Kierownikiem merytorycznym filmu jest Maciej Sawicki, który łączy wiedzę o esporcie z wiedzą o produkcji.  Z Janem Kwiecińskim (producentem) razem jeździliśmy na Intel Extreme Masters. Sam miałem zresztą okazję wyreżyserować spot inaugurujący IEM Katowice 2019. To nie jest moja pierwsza przygoda z esportową produkcją.  Krótko mówiąc – wszystkie kluczowe osoby pracujące przy tym filmie jarają się esportem.

Kiedy patrzę na podejście dzisiejszej telewizji do esportu, mam pewne obawy. Granica między wartościowym obrazem a żenadą jest bardzo symboliczna. Zdajesz sobie sprawę, że mimo pasji stąpacie po cienkim lodzie?

Lubię wyzwania i stawianie wszystkiego na jedną kartę. Jestem przekonany, że o esporcie musimy opowiedzieć mimo dużego ryzyka. Gracze powinni otrzymać w końcu uczciwy głos. Zrobienie o nich filmu jest wręcz naszym obowiązkiem. Picasso wspominał, że wielkie dzieło sztuki zawsze balansuje na granicy kiczu. W kinie widzimy zresztą wiele przykładów potwierdzających jego słowa. Powrót do przyszłości czy Gwiezdne Wojny doskonale wpisują się w ten schemat. Czerpiemy garściami z tego podejścia.

GHOST ma być filmem inspirowanym prawdziwymi wydarzeniami. Rok 2006 jest dla polskiego esportu symboliczny. To wówczas Złota Piątka wygrała World Cyber Games w Monzie. Nasuwa się jedna myśl – chcecie przedstawić historię NEO i spółki.

Trudno zrobić film o esporcie, nie inspirując się latami świetności graczy Złotej Piątki, drogą, jaką przeszli i sukcesami, które osiągnęli. Ci goście dokonali niesamowitych rzeczy.  Doskonale pamiętam informacje o mistrzostwie świata, które dotarły do nas w kafejkach. Nagle Polacy wywalczyli tytuł najlepszych na całym globie. Chwilę wcześniej właściwie nie istnieliśmy na mapie esportu, a tymczasem w mgnieniu oka wdrapaliśmy się na sam szczyt. Wdrapaliśmy dzięki kilku chłopakom. Ta drużyna zmieniła dosłownie wszystko.

Z osiągnięć Złotej Piątki bez wątpienia można byłoby uczynić główną oś filmu. Jak bardzo wgłębicie się więc w historię NEO i spółki?

To worek inspiracji bez dna. Nie ma wątpliwości, że niektóre sceny czy postacie, które widzowie zobaczą w GHOST są zainspirowane historią Złotej Piątki. Należy jednak odróżnić film inspirowany jakimiś wydarzeniami od filmu biograficznego 

Naszym celem jest opowiedzenie pasjonującej i inspirującej historii gracza. Bohater walczy o swoje marzenia w czasie, gdy Złota Piątka odnosiła pierwsze triumfy.  Chcemy, aby historia była możliwie wiarygodna. Jedną z osób, z którymi rozmawiamy, jest przez to Janusz Kubski. Podejrzewam więc, że niektóre sceny mogą się widzom skojarzyć z losami Złotej Piątki, ale wynika to bardziej z kontekstu historycznego, aniżeli z chęci zobrazowania życia konkretnego zawodnika czy drużyny. 

Wychodzi więc na to, że na ekranie nie pojawią się prawdziwe nazwiska.

W tym momencie mówić o tym nie mogę, ale trzeba zrozumieć, że opowiadanie prawdziwej historii, szczególnie gdy żyją jej bohaterowie, warunkuje charakter całego filmu. 

Powstaje film, na który czekają rzesze fanów esportu w Polsce, a być może nawet na świecie. Zaangażowanie graczy w proces jego powstawania jest jednak obowiązkiem. Bez tego opowieść będzie niepełna.

Oczywiście. Nie można opowiadać historii o esporcie, nie słuchając uważnie samych graczy. Jesteśmy nimi otoczeni, a scenariusz był konsultowany zarówno z ekspertami z branży, osobami które były częścią środowiska esportowego na początku wieku, ale również młodymi zawodnikami. Dla każdej z tych osób film ma być wiarygodny, przez co prace nad scenariuszem trwały kilka lat.  

Powrócę więc do tematu Paktofoniki owianej w środowisku hip-hopu kultem. Złota Piątka, której losami się inspirujecie – również ma status legendarny. Podejrzewam, że dla ekipy filmowej to nie tylko sporo radochy i rodzaj pewnego wyzwania, ale przede wszystkim niemała odpowiedzialność.

Czuję ciężar na swoich barkach, ale wierzę, że moja miłość do gier i esportu jest tak silna, że damy radę go udźwignąć. Wyznajemy wartości naszych bohaterów. A to rzecz w kontekście tworzenia filmu szalenie uskrzydlająca.

Jeśli po obejrzeniu GHOSTA osoby, które grały w kafejkach internetowych w Quake’a czy CS-a powiedzą: to jest rzeczywistość, którą pamiętamy, to będzie to dla nas największa nagroda. Czy takie słowa padną z ust któregoś z zawodników Złotej Piątki? Życzę sobie tego, ale trzeba zrozumieć, że nie jest naszym celem odwzorowywanie jakichkolwiek historycznych wydarzeń  jeden do jednego. Po licznych konsultacjach uznaliśmy, że nie tworzymy filmu biograficznego i nie zmieni się to, chociaż niewykluczone, że w napisach końcowych zobaczysz wiele nazwisk z branży. To dlatego, że wiarygodność, o której mówiłeś, jest dla nas kluczowa. My znamy się na produkcji, filmach i opowiadaniu historii – kwestie espotowe konsultujemy z ekspertami i graczami.

Jeśli film skupiałby się po prostu na esporcie, całkowicie omijając temat Złotej Piątki, mógłby urosnąć na popularności samej branży. Kiedy jednak promocji towarzyszyć będzie informacja o inspiracjach NEO, TaZem, kubenem, Loordem czy LUqiem – zasięg w samym środowisku będzie znacznie większy.

To jasne. Dziś to bezsprzeczne gwiazdy, wielkie legendy, ikony branży i nieśmiertelne nazwiska. Nam zależy jednak na ukazaniu początku drogi, przed którą stawał i staje każdy gracz na świecie. Chcemy zajrzeć do małych pokojów, przyjrzeć się wadliwym modemom, monitorom CRT, klawiaturom bez systemów RGB. Przedstawiana historia ma dodawać inspiracji i sił ludziom, którzy zobaczą w tych chłopakach siebie. Ma być też świadectwem tego, że sukces przychodzący czasem z dnia na dzień ma swoje podstawy w wieloletniej pracy.

Konsultacje z ludźmi z branży będą niezwykle ważne. 

Wysyłamy scenariusz wielu osobom, które są w stanie zweryfikować, czy tekst jest wolny od różnego rodzaju przekłamań, kiczu i przesady. Widz jest bardzo wymagający i nie wybacza nawet najmniejszej nuty fałszu. Pomysłami dzielimy się jednak nie tylko z ludźmi z branży, ale również spoza niej. Osoby, które nie znają jeszcze esportu, też pójdą przecież do kina. To bardzo duże wyzwanie. Musimy połączyć oba światy, a dodatkowo sprawić, żeby się nie tylko zaakceptowały, ale po prostu polubiły.

filip syczyński ghost film

Od początku miałeś plan na stworzenie filmu fabularnego, a nie na przykład dokumentalnego?

Odnoszę wrażenie, że dokument świetnie oddaje teraźniejszość, ale dużo trudniej jest mu odwzorować przeszłość i wszystkie związane z nią smaczki. Tylko film fabularny będzie w stanie zbliżyć nas do bohaterów tamtych czasów. Czasów sprzed wybuchu popularności branży i milionowych kontraktów. Chodzi o trudną do osiągnięcia intymność. Dokument powinien do tego dążyć, ale stylizacja i gatunkowość stoi bezsprzecznie po stronie filmów fabularnych.

Filmy często obrazują sportowe historie od zera do bohatera, albo widowiskowe upadki gigantów. Przeważnie towarzyszą im jednak spektakularne sceny: tu niesamowity dwutakt, tam przerażające kraksy na torze, jeszcze w innym miejscu zapierające dech w piersi walki na ringu. Jak przedstawić jednak emocje idące za rywalizacją esportową?

Nie zrezygnujemy z widowiskowych scen. W filmach zawsze najbardziej poruszają mnie jednak momenty pokonywania przez bohaterów własnych słabości. To chwile, którym często brakuje spektakularnej otoczki, aczkolwiek są trzonem historii. Na tych małych-wielkich zwycięstwach skupimy się najbardziej.

Element wędrówki jest bardzo istotny, ale nikt nie wyobraża sobie Władcy Pierścieni bez ostatecznych bitew pod Helmowym Jarem czy Minas Tirith. 

Ważne mecze, bitwy, wyścigi – to w filmach często tylko kropki nad „i”. Najważniejsze walki odbywają się przed wejściem na ring. U nas te walki dzieją się w mieszkaniach i kafejkach. Turnieje, owszem, są bardzo efektowne, ale nie byłoby ich, gdyby nie cała droga prowadząca do zawodów. To więc bardziej film o wędrówce, niż przekrój przez kolejne turnieje esportowe.

Jeśli mam strzelać, kropką nad „i” w przypadku GHOSTA będzie World Cyber Games w 2006 roku. A może planujecie historię pociągnąć dalej?

Pokażemy moment dostania się na wielki turniej. Chcemy przekazać to, że sam awans na zawody tej rangi jest ogromnym osiągnięciem i najpiękniejszym zwieńczeniem drogi bohaterów. Nic więcej mówić nie trzeba, więc zatrzymamy się prawdopodobnie na 2006 roku.

Kiedy zacząłem sobie wizualizować przykładową scenę, która mogłaby zakończyć historię, trochę się uspokoiłem. Zgrabny montaż mógłby ukazać spektakularność meczu esportowego o stawkę. Filmy otwierające np. kolejne Intel Extreme Masters znakomicie operują emocjami.

Widowiskowości na pewno nie zabraknie. Sam miałem okazję współtworzyć oprawę IEM-u, co nie jest bez znaczenia. W filmie planujemy zresztą wykorzystać archiwalne nagrania, którymi posługiwać będziemy się na początku i na końcu historii. 

To temat bardzo techniczny, ale myślę, że niezwykle istotny. Jaka gra stanie się dyscypliną bohaterów? Wprowadzicie na ekrany prawdziwy tytuł, czy na potrzeby filmu stworzycie swoją produkcję?

Prowadzimy niekończące się rozmowy między Polską i USA. Nie możemy jeszcze wiele zdradzić. 

Dlaczego GHOST? Rozumiem metaforę do bycia niewidzialnym – jak ci chłopcy szukający akceptacji. Rozumiem też poniekąd fakt, że jako dzieciaki wybieraliśmy sobie najróżniejsze ksywki. Tytuł jednak jest trochę tendencyjny.

To film, który będzie opowiadać o wszystkich Ghostach świata. Każdy z nas w pewnym momencie życia walczy z tym, by ludzie go zauważyli. Tytuł świetnie oddaje istotę tego zagadnienia.

Obsada aktorska kiełkuje już wam w głowie?

Skupiamy się na szukaniu młodych talentów. Znanych nazwisk na pewno nie zabraknie, bo to one wcielą się w np. rodziców graczy, ale główne role przeznaczone są dla aktorów stawiających pierwsze kroki w swoim fachu.

Masz poczucie, że tworzycie coś przełomowego?

To pierwszy film fabularny o esporcie. Pokażemy ponadto, że nie istnieje coś takiego jak „zwykłe” marzenia i pasje. Złamiemy konwencję oczywistości, opowiadając o tym, że lekceważone przez wielu gry i esport mogą zmienić całe życie. Tak, zdecydowanie tworzymy coś przełomowego.

Fot. Film Fiction