Powrót do domu czy dalsza ekspansja – co dalej z dychą i snatchiem?

Powrót do domu czy dalsza ekspansja – co dalej z dychą i snatchiem?

02.12.2020, 13:35:35

Ledwo otrząsnęliśmy się po wczorajszych doniesieniach, a już trzeba myśleć, rozważać, dywagować – co dalej? Jaka przyszłość czeka Pawła “dychę” Dychę i Michała “snatchiego” Rudzkiego? Czy bardziej opłaci się im powrót nad Wisłę, czy kontynuacja międzynarodowej przygody?

Dlaczego powrót do ojczyzny?

Bo tu chce zobaczyć ich większość kibiców. I to nie słowa poparte jakimiś domysłami, a konkretnymi faktami. Wystarczy spojrzeć na zainteresowanie występami naszych rodaków w barwach Sprout. Fani dość szybko stracili zapał do nieustannego wspierania produktu, który nie jest w pełni polski. Zostali tylko ci najwierniejsi, a reszta z każdym dniem oddalała się od niemiecko-polskiego projektu.

Społeczność domaga się budowy krajowego produktu, który będzie mógł rywalizować w międzynarodowym gronie jak równy z równym. Zadania wysokiego kalibru, ale czy niewykonalne? Na pewno, jeśli w procesie krystalizacji finalnej piątki ominęłoby się tych, którzy z najwyższym poziomem mieli już styczność. Dycha i snatchie ze zdobytym bagażem doświadczenia mogliby okazać się kluczem w przypadku budowy takiego zespołu.

Dlaczego jeszcze polski duet powinien wrócić do domu? Bo wszędzie dobrze, ale w nim najlepiej. Wie o tym Aleksandr “s1mple” Kostyliev, który podczas pobytu w Teamie Liquid z utęsknieniem spoglądał w stronę Ukrainy. Zdaje sobie z tego sprawę Paweł “innocent” Mocek, którego – kto wie – być może czeka kolejny powrót do ojczystej paczki. Podobnych przypadków jest więcej, a doświadczenie nabyte w innej kulturze grania zazwyczaj przynosiło pozytywne skutki.

Dlaczego dalsza rywalizacja w międzynarodowych składach?

Bo to zdecydowanie pewniejszy i stabilniejszy wariant gry. Jeśli dycha i snatchie nie chcą martwić się o przyszłość i zależy im na tym, aby z marszu po dołączeniu do nowej drużyny rywalizować z najlepszymi, powinni zdecydować się na tę opcję? Zainteresowanie? Nie powinno go zabraknąć. Liczby naszych rodaków były najmniejszym problemem Sprout. Potrzebni są tylko ci, którzy szukają wzmocnień. Wtedy oferty pojawią się same.

A brak wielkiego szumu wśród kibiców? Może był to problem Sprout, które nie jest zbytnio medialne? Ciężko stwierdzić, bo z jednej strony eksplozja zainteresowania na początku jest niewyobrażalna w każdym przypadku, a z drugiej pochyła na wykresie dramatycznie stroma. Choć nie w każdym przypadku, ale ciężko porównywać dychę i snatchiego do Snaxa czy NEO. Angaż w dobrze zorganizowanej ekipie mógłby jednak pomóc w przyrządzeniu dwóch pieczeni na jednym ogniu.

I co najważniejsze – budowa składu z graczy tej samej narodowości już dawno przestała być najkorzystniejszą opcją. Dowodem niech będzie każde polskie podejście do nawiązania do świetności Virtus.pro po rozpadzie głównej drużyny. Pięciu solidnych gości to nie jest gwarancja sukcesu. Counter-Strike to puzzle a nie loteria. 

Pieniądze to chyba kwestia oczywista i nietrudno się domyślić, że nawet przeciętna oferta zza granicy będzie ciekawsze niż najlepsza z naszego kraju. Co my byśmy zrobili na miejscu dychy i snatchiego? Poszli za głosem serca. Pytanie więc jest jedno – co obaj Panowie tam chowają?

Fot. EPICENTER / DreamHack/Stephanie Lindgren

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze