ponczek: Uświadomiłem sobie, że każda kolejna szansa może być tą ostanią

ponczek: Uświadomiłem sobie, że każda kolejna szansa może być tą ostanią

03.08.2020, 19:52:57

Nie obyło się bez trudnych momentów i chwil zwątpienia. Powiem wprost – niedużo dzieliło mnie od rezygnacji z profesjonalnej gry. Po cichu liczyłem jednak, że wspomniany wcześniej kryzys zmotywuje drużyny do zmian, w efekcie czego dostanę wreszcie szansę.  Właśnie ta nadzieja trzymała mnie na scenie do dziś – mówi nam Patryk „ponczek” Wites o niełatwym okresie bezrobocia i upragnionym zakontraktowaniu w Wisła All in! Games Kraków.

Kiedy w październiku rozmawialiśmy o rozstaniu z AVEZ Esport, byłeś przekonany, że niebawem wrócisz do gry na najwyższym poziomie. Twoja tułaczka trwała jednak niemal rok.

Moment zakończenia współpracy z AVEZ okazał się bardzo niefortunny. Większość drużyn z czołówki zaczynała formować się po sporych roszadach kadrowych. Trudno było o szansę od zespołu mogącego realnie powalczyć o niezłe wyniki. To główny powód przedłużającej się przerwy.

Pamiętam jednak docierające do ciebie propozycje. Na kompletny brak zainteresowania nie narzekałeś.

Faktycznie otrzymałem kilka propozycji od zespołów, które występowały nawet w ESL Mistrzostwach Polski, ale nie chciałem pochopnie podejmować decyzji.  Podejmowanie decyzji bez większej refleksji nie miałoby sensu. Postawiłem sobie jasny cel i chciałem walczyć o najwyższe lokaty w Polsce z czołowymi zawodnikami u boku. A takich ofert wówczas brakowało. Zaszyłem się więc i trenowałem indywidualnie.

Jak okazało się po czasie, formujące się wtedy składy rozpoczęły jeden z najtrudniejszych okresów w historii polskiej sceny. O kryzysach otwarcie mówili zawodnicy większości drużyn. Urlop pozwolił ci ominąć problematyczny etap.

Siedziałem z boku i przyglądałem się temu w roli obserwatora. Faktycznie sprawa wyglądała co najmniej nieciekawie. Nie odciągało mnie to jednak od treningów. Grałem indywidualnie, próbowałem swoich sił w kwalifikacjach, występując w różnych miksach, pomagałem innym zespołom, gdy mnie o to poprosiły. Kryzys polskiej sceny jakoś trzeba zażegnać. Mam nadzieję, że w końcu nam się to uda.

Miałeś wrażenie, że mógłbyś pewnym zespołom pomóc w zażegnaniu niektórych problemów?

Jasne. Od czasu do czasu myślałem o tym, że mógłbym pomóc drużynom wyjść z dołka. Niejednokrotnie widziałem luki, które byłbym w stanie załatać. Nie chciałem dystansować się od polskiej sceny, w trudnych chwilach siedząc w cieniu. Wolałem aktywnie działać.

Jak odnalazłeś się więc w stagnacji? Nazwałeś ten czas „zaszyciem się”. Tak długi okres spędzony poza czołówką musi być bolesnym ciosem skierowanym w ambicje.

Nie obyło się bez trudnych momentów i chwil zwątpienia. Powiem wprost – niedużo dzieliło mnie od rezygnacji z profesjonalnej gry. Po cichu liczyłem jednak, że wspomniany wcześniej kryzys zmotywuje drużyny do zmian, w efekcie czego dostanę wreszcie szansę.  Właśnie ta nadzieja trzymała mnie na scenie do dziś. Cieszę się, że się udało. Motywacja do tego, by znów walczyć o czołowe lokaty w Polsce, ale i Europie powróciła. Zrobię wszystko, by wskoczyć na najwyższe obroty.

Patryk "ponczek" Wites jeszcze w barwach AVEZ Esport. Na zdjęciu podczas turnieju MEET POINT w Warszawie. Fot. Fot. Games Clash Masters / Kamil Nowakowski

Patryk „ponczek” Wites jeszcze w barwach AVEZ Esport. Na zdjęciu podczas turnieju MEET POINT w Warszawie. Fot. Fot. Games Clash Masters / Kamil Nowakowski

Oferta z Wisły All in! Games Kraków spadła ci więc z nieba.

W głębi duszy liczyłem na taki obrót spraw. Aktywnie uczestniczyłem w testach do zespołu jeszcze przed zakontraktowaniem w Wiśle fanatyka. Bardzo dobrze mi się wówczas grało. Wszedłem na wysoki poziom indywidualny i odpowiednio dogadywałem się z resztą zespołu. Czułem, że jeśli coś pójdzie w odświeżonym składzie nie tak, być może SZPERO i Loord zwrócą się właśnie do mnie.

Okres ośmiu miesięcy esportowego bezrobocia jest dla ciebie bezwartościową kartką, którą można zgnieść i wyrzucić do kosza, czy jednak nie był to czas całkowicie stracony?

Przed dołączeniem do AVEZ odczuwałem, że tracę czas. Tym razem było nieco inaczej. Jasne, miesiąc czy dwa z perspektywy esportowca nie miał wielkiej wartości. Przez większość czasu aktywnie nad sobą jednak pracowałem. Dążyłem do tego, by wydobyć z siebie najlepsze cechy, które w przyszłości pomogą drużynie. Ten rok okazał się bardzo wartościowy. Potrzebowałem tego, by odpowiednio się nastroić. Myślę, że już niedługo będę w pełni gotowy do gry na najwyższych obrotach.

Przestoje – choć czasem narzucane nam są z góry – paradoksalnie są człowiekowi potrzebne. Można wówczas nabrać świeżości, odpocząć, poświęcić czas na refleksje.

Pauza tego typu może bardzo zmienić człowieka. Nagle dostaje się bowiem dużo czasu na przemyślenie wielu spraw – również swojego zachowania. 

Mówisz, że chciałeś zmienić swoje zachowanie? Miałeś do siebie mniejsze lub większe pretensje?

Moim największym problemem było dotąd nadmierne obwinianie się za błędy czy sposób, w jaki funkcjonuje drużyna. Najmniejsze potknięcia zostawały mi w głowie na długo, a to spychało mnie w przepaść. Z problemem bardzo pomógł mi uporać się wywiad, który przeprowadziłeś z NEO. Filip mówił w nim, że wyzbył się wszystkich negatywnych emocji, co pomogło mu w grze. Dopiero po przeczytaniu tych słów uświadomiłem sobie, że muszę nauczyć się panować nad złą energią. Jestem teraz spokojniejszy.

To bardzo powszechna cecha, która jest nieodzownym problemem osób ambitnych. Wielu esportowców się do tego przyznaje.

Wydaje mi się, że bardzo długo podobne podejście towarzyszyło byali’emu. Przed tym, jak dołączył do AVEZ, sporo razem graliśmy. Zauważyłem, że Paweł potrafi denerwować się na siebie do tego stopnia, że momentami wręcz wybucha. Reszta zespołu najczęściej po prostu się z tego śmieje, ale dziś wiem, że nie jest to powód do żartów. Takie emocje potrafią wyżerać od środka.

Ciekawym epizodem podczas twojej tułaczki było objęcie roli trenera w Arcane Wave. Pomagałeś dziewczynom w ESL Sprite Mistrzostwach Kobiet. Co skłoniło cię do tego, żeby spróbować sił w takim obszarze?

Lubię oglądać mecze i z łatwością przychodzi mi analizowanie błędów oraz wyciąganie z nich odpowiednich wniosków. W tamtym czasie Arcane Wave reprezentowała zresztą moja dziewczyna. Wiedziała, że mam dużo wolnego czasu, więc poprosiła mnie o pomoc. Najpierw – w trakcie sezonu zasadniczego – wpadałem na treningi raz w tygodniu. Po awansie na finały LAN-owe zakasaliśmy jednak rękawy i zacząłem siedzieć z dziewczynami regularnie.

Pomagałeś z dobrego serca, czy byłeś zakontraktowanym trenerem?

Nie pracowałem w drużynie. Działałem, bo miałem czas i to lubiłem. Chciałem po prostu pomóc. Niemniej pojawiła się możliwość tego, bym po turnieju został trenerem drużyny. Od samego początku zapowiedziałem jednak, że niezależnie od wyniku zrezygnuję z tej roli po ESMK. Wciąż celowałem przecież w powrót do gry na najwyższym krajowym szczeblu.

Patryk "ponczek" Wites - na zdjęciu w roli trenera Arcane Wave. Dziś zawodnik Wisła All in! Games Kraków

Patryk „ponczek” Wites – na zdjęciu w roli trenera Arcane Wave. Dziś zawodnik Wisła All in! Games Kraków. Fot. ESL

Kiedy okres poszukiwania drużyny znacznie się wydłuża, w kontekście niektórych graczy pojawia się wiele znaków zapytania. Jednym z nich jest to, czy dany zawodnik jest na tyle przedsiębiorczy, by pozwolić sobie na wielomiesięczny „bezpłatny urlop”.

Lata spędzone w esporcie zapewniły mi spokój finansowy. Przez cały czas poszukiwania drużyny żyłem z oszczędności uzbieranych dzięki Counter-Strike’owi. Podejrzewam, że taki stan mógłby trwać kilka dobrych lat. Zbudowałem sobie odpowiednią poduszkę finansową.

Ostatecznie trafiłeś do Wisły. Podchody trwały zresztą dość długo. Wspomniane przez ciebie testy czy pomoc w ESEA MDL-u pokazują, że od dawna ciągnęło cię do tej drużyny.

Oczywiście, że tak. Podczas wspólnej gry odnaleźliśmy wspólny język i radziliśmy sobie nieźle. Sam byłem zdziwiony tym, jak układały nam się mecze treningowe. Nie ukrywam więc, że bardzo ucieszyłem się, gdy dostałem w końcu propozycję.  Do serca wziąłem sobie słowa, które usłyszałem po testach i zakontraktowaniu fanatyka. Mariusz i Grzesiek byli pod wrażeniem mojej gry i komunikacji. Dziś okazuje się, że nie były to puste frazesy. 

Wisła chciała stawiać na młodych. Padło jednak na doświadczonego gracza, w dodatku starego kumpla. Zdajesz sobie sprawę, że na pierwszy rzut oka wygląda to jak kolesiostwo?

Rozumiem to podejście bardzo dobrze, a przez to zrobię wszystko, by rozwiać wszelkie wątpliwości. Ludzie mogą myśleć, że do zespołu trafiłem ze względu na “kolesiostwo”, ale ja po prostu wejdę na serwer, zrobię swoje i utrę im nosa. Warto dodatkowo podkreślić, że w ogóle nie znałem się z Loordem, a ze SZPEREM przez lata kariery nie spotkaliśmy się w żadnej z drużyn czy miksów.

W związku z powrotami zawodników po długich przerwach od gry na wysokim poziomie zawsze pojawiają się wątpliwości. Nie zardzewiałeś w czasie przerwy?

Pod względem indywidualnym czuję się dobrze, a z moją grą nie ma żadnego problemu. Można było to zauważyć w turnieju barażowym do ESEA Mountain Dew League, w którym odnalazłem się bardzo dobrze. Testy co prawda były dla społeczności zamknięte, ale podczas sparingów też nie narzekałem na dyspozycję. Nie macie się o co martwić.

Mimo to kiedy odchodziłeś z AVEZ na Steamie miałeś wyśrubowane 110 godzin gry w dwa tygodnie. Dziś masz ich niemal dwa razy mniej. Potrzebowałeś świeżości?

Z jednej strony potrzebowałem oddechu, a z drugiej – to naturalny proces. Bez drużyny nie miałem pola do popisu. Z codziennego planu wypadły treningi, mecze sparingowe, oficjalne spotkania – a to duża część harmonogramu zawodnika. Pozostały mi tylko kwalifikacje rozgrywane niezobowiązującymi ekipami, do których w ogóle się nie przygotowywałem, mecze ze znajomymi czy treningi indywidualne. Grałem więc systematycznie, kilka godzin dziennie, ale nie przesadzałem.

Fanatyk został odsunięty od Wisły, bo – jak mówi oficjalny komunikat – nie wpasował się w rolę. Teoretycznie więc powinieneś naprawić jego błędy i wypełnić po nim lukę. Jakie dostałeś wytyczne?

Jesteśmy po rozmowach ze SZPEREM i Loordem, podczas których stwierdziliśmy, że będę typowym entryfraggerem, który w obronie zajmuje się kryciem skrajnych części map. Bardzo mi to odpowiada, bo w tej roli zawsze czułem się komfortowo. W ataku lubię wychodzić pierwszy. W defensywie nie przeszkadza mi bycie tak zwaną „kotwicą”. Jako entryfragger w x-kom teamie czy na początku AVEZ Esport przeżywałem najlepsze indywidualnie momenty w karierze.

Jako gość, który jest na scenie od lat, a poza grą obserwuje inne zespoły, wierzysz, że zmiana jednego gracza postawi Wisłę na nogi?

Nie uważam, żeby Wisłę trzeba było specjalnie stawiać na nogi, bo zespół nie znajduje się w żadnym dołku. Ci gracze potrafili wygrywać mecze. Do play-offów MDL-a brakowało im przecież jednego zwycięstwa. Biorąc pod uwagę fakt, że w poprzednim sezonie walczyli o utrzymanie – postęp jest zauważalny. Moje dołączenie nie jest więc próbą przedefiniowania stylu gry. Nie jest też elementem żadnego odrodzenia czy rewolucji. Najzwyczajniej w świecie pomogę Wiśle wejść o poziom wyżej. Wydaje mi się, że jestem brakującym elementem układanki, którego szukali.

Wiemy, czego oczekuje od ciebie zespół. Drużynowe cele to jednak jedno. Ty po prawie roku nieaktywności musisz udowodnić coś społeczności, a przede wszystkim sobie.

Jestem człowiekiem, który zawsze wymaga od siebie dużo. Moim pierwszym celem był powrót do profesjonalnego CS-a. Udało się. Kolejnym jest zaprowadzenie drużyny w okolice czterdziestego miejsca światowego rankingu i stopniowy awans wyżej. Indywidualnie chcę stale się rozwijać. Nie osiądę na laurach. To nie tak, że dostałem możliwość podpisania atrakcyjnego kontraktu, zacznę pobierać pensje i stanę w miejscu. Bynajmniej. Dopiero teraz zacznie się praca na całego.

Po wszystkich trudnych okresach w twojej karierze musisz mieć jednak świadomość tego, że i tym razem coś może pójść nie tak.

Utrzymanie się na w branży jest coraz trudniejszym procesem – szczególnie jeśli na jakiś czas wypada się z obiegu. Nagle zapominają o tobie kibice, gracze, inne zespoły. To, co przeszedłem, uświadomiło mi, że każda kolejna szansa może być zarazem ostatnim zrywem w profesjonalnej drużynie. Za wszelką cenę nie chcę jej więc zmarnować, bo może się okazać, że innych możliwości do zaistnienia w esportowym świecie już nie dostanę.

Fot. Łukasz Twardowski
Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze