Polako: Gdy trzeba coś udowodnić, to jestem najlepszy w Polsce

Polako: Gdy trzeba coś udowodnić, to jestem najlepszy w Polsce

01.09.2021, 12:29:39

– Nie wiem, ile jeszcze pociągnę w esportowej branży. Staram się angażować tam, gdzie się da i jeśli mogę jakoś pomóc, to próbuję wychodzić z inicjatywą. Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie twój koniec. Trzeba myśleć wielotorowo. Chciałbym, żeby rodzice nie postrzegali grania na komputerze jak marnowania czasu – mówił nam Gracjan „Polako” Gołębiewski, reprezentant Legii Esports.

Za tobą intensywny sezon. Prawdą jest, że większość planów offline pokrzyżowała pandemia, jednak możemy powiedzieć, że działo się dużo dobrego. W tym również dla ciebie.

To prawda, działo się dużo dobrego. Ale czy dla mnie? Tutaj bym troszkę polemizował. Na pewno nie był to w moim wykonaniu najlepszy okres z perspektywy występów międzynarodowych. Natomiast patrząc na ogół – faktycznie masz rację. Myślałem, że sezon będzie wolniejszy, ale EA zadbało, by turniejów odbywało się naprawdę dużo. Towarzyszyło nam mnóstwo kwalifikacji, a Ekstraklasa Games rozgrywane było na LAN-ie, co na pewno jest fajną sprawą.

Boli troszkę to, że EA Sports odwołało eWorld Cup oraz eNations, nawet mimo to, że się nie zakwalifikowałem. To spory cios dla tych, którzy awans uzyskali. Trzeba jednak pamiętać, że pandemia rządzi się swoimi prawami. EA robi to, na co może sobie pozwolić.

Jest coś, czego w kontekście tego sezonu żałujesz?

Troszeczkę tego, że nie odbyły się wspomniane już turnieje międzynarodowe w trybie offline, bo na nich czuję się bardzo komfortowo. Granie w domu wygląda troszeczkę inaczej niż występy za granicą podczas wielkich wydarzeń. Pokłosiem tego jest pojawienie się na scenie zupełnie nowych graczy, którzy zaczęli zgarniać trofea. Ma to duży wpływ na grę i wielu faworytów nie zaprezentowało się zgodnie z oczekiwaniami.

Rozgrywki Ekstraklasa Games zakończyłeś triumfem, co może dość jasno określić twoją pozycję na krajowej scenie. Zastanawiam się jednak, jak umiejscowiłbyś się na arenie międzynarodowej.

Dwa zdobyte tytuły mistrza kraju z rzędu mówią same za siebie. Jeżeli chodzi o Polskę, to gdy przychodzi do turnieju LAN-owego i trzeba coś udowodnić, to jestem najlepszy i tak też się czuję. 

W tym roku trudno jednak o jednoznaczny werdykt w kwestii zagranicy, ale gdy mam swój dzień, potrafię walczyć z najlepszymi. Jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o jakimś top 10, ale mógłbym sklasyfikować się w top 32 – szczególnie wtedy, gdy mam dobry dzień. Nadal nie przestaję mierzyć w wysokie cele. Ten sezon był specyficzny, ale nie wiemy, jak potoczy się następny. Chciałbym, by LAN-y wróciły, dzięki czemu sprawdzimy, kto jest silniejszy psychicznie na turniejach.

Czym dla Was jako graczy, jest wspomniane przez Ciebie top 32. W Counter-Strike’u ta granica trzydziestki jest podstawowym do spełnienia celem dla zespołu.

Fajnie jest pochwalić się, że jesteś w top 32 i najczęściej mówi się o tym, gdy nie osiągasz niczego więcej. Według mnie można mówić o osiągnięciu w momencie, kiedy jesteś w najlepszej szesnastce czy ósemce. Nie chcę tutaj ujmować, bo to miejsce zapewnia też grę w play-offach, ale mierzę wyżej. Udało mi się już docierać do top16 i traktuję to jako cel minimum.

Rozmawialiśmy jak dotąd o wyzwaniach indywidualnych, ale jestem ciekaw, jakie jest twoje podejście do rozgrywek w duetach. W zespole masz przecież milosza, wielokrotnego mistrza kraju i w zasadzie ikonę polskiej sceny.

Przyznam szczerze, że jestem zadowolony z naszego wspólnego sezonu. Byliśmy bardzo blisko czołowej czternastki FIFA eClub World Cup, w zasadzie otarliśmy się o finałową fazę. Patrząc na ten wynik, nie mogę na nic narzekać. Co prawda rezultat ekstraklasowy Miłosza nie obrazuje w pełni, na co go stać, ale ja w duecie z jego osobą czuję się bardzo dobrze. To przecież gracz, który reprezentuje barwy Legii już od wielu lat, a to znak jakości. Opowiadając o zaletach współpracy z miloszem mam na myśli jego grę, jak również charakter.

Legia Warszawa Ekstraklasa Games

Fot. Legia eSports

Ucinam już nieco temat przeszłości, bo przecież ważniejsze jest to, co się dopiero wydarzy. A sprawa jest o tyle ciekawa, że przed nami gorąco zapowiadana FIFA 22 na nowej generacji konsol. Mówi się, że to będzie coś zupełnie innego. Przekładając to na język CS-a – czy to nie jest trochę tak, jak byśmy mówili o przejściu z Source’a na Global Offensive?

Bardzo możliwe. Zawsze gdy wchodziła nowa konsola, FIFA diametralnie się zmieniała i musieliśmy zapoznać się z nowym silnikiem. Sami twórcy będą mieli większe pole do popisu, biorąc pod uwagę to, że sprzęty mają teraz spore możliwości. Pierwszy raz doszło do testów z jedenastoma zawodnikami, których wszystkie ruchy były rejestrowane, co ma zwiększyć realizm gry. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce, natomiast patrząc na trailery, wygląda to bardzo obiecująco. Warto jednak poczekać na premierę, bo w przeszłości bywało różnie.

Ogółem rzecz biorąc – jestem pozytywnie nastawiony. Wygląda to bardzo ciekawie. Oby gra była płynna.

Bije od ciebie bardzo pozytywne spojrzenie. Mówimy jednak o sporym przełomie w kwestii silnika. Nie masz pewnych obaw związanych z tym, że sama adaptacja może być kłopotliwa?

To cenne spostrzeżenie, jednak najważniejsze jest to, by po prostu zdawać sobie sprawę, jak wygląda piłka nożna. Kluczem jest nauczenie się mechaniki. Jeśli wiesz, jak działa futbol, to tak czy siak odnajdziesz się w Fifie. Nie ma innej opcji.

FIFA i PES to gry dotyczące tej samej dyscypliny. Dobrze wiemy, że odczucia są zupełnie inne.

Może i tak, ale na końcu gra wygląda bardzo podobnie. Różnicą są jakieś drobne elementy. Nie obawiam się więc procesu adaptacji. Za dużo poświęciłem czasu Fifie, by było inaczej. Zawodnicy, którzy stanowią teraz o czołówce sceny, są na niej od lat. Coś więc musi w tym być – i ja mam podobnie. Nie czuję, by ten sezon mógłby być nieudany. Jedyną wpadką była FIFA 19, a to dlatego, że nie poświęciłem tej grze wystarczająco dużo czasu.

Cele na kolejny sezon masz już więc obrane?

Część moich celów wychodzi już w trakcie sezonu. Na pewno mam parę punktów do odhaczenia, a jednym z nich jest zwycięstwo w Ekstraklasa Games.

Triumf trzeci rok z rzędu będzie czymś wyjątkowym.

Dokładnie. Seria trzech wygranych z rzędu już coś udowadnia i jest to na pewno mój największy cel. Poza tym, większość zależeć będzie od turniejów offline i struktury całego sezonu.

Jak to wygląda w kontekście całego sezonu – czy aby myśleć o większych sukcesach na arenie międzynarodowej, trzeba w jakimś stopniu poświęcić zmagania w Polsce?

Na pewno nie będę bardziej skupiał się na scenie międzynarodowej kosztem tej polskiej – i vice versa. To wszystko musi iść płynnie i równolegle. Najlepiej wygrywać tu i tu. Jestem głodny sukcesów na każdej płaszczyźnie.

Wracając znowu do analogii związanej z CS-em – czy u was terminarz pozwala na to, by jednocześnie walczyć na maksa na obu frontach?

Jak najbardziej. Jak dotąd, poza tym ostatnim sezonem, kiedy zimowa edycja Ekstraklasa Games poprzedzała wylot do Atlanty, wszystko było skoordynowane tak, by nic ze sobą nie kolidowało. Organizatorzy zawsze o to dbają, dlatego nie martwię się o podobne aspekty. Sporym pozytywem jest zresztą to, jeżeli jakiś polski turniej rozgrywany jest tuż przed zagranicznym, bo taka sytuacja pozwala na przygotowanie zarówno w grze, jak i pod kątem mentalnym.

Zbliżający się sezon to też możliwości dla młodych graczy. Na pewno w kontekście polskiej sceny do głowy przychodzi Błachu, ale nowych twarzy może być więcej. 

Tak jest w sumie co roku – z każdym kolejnym sezonem jest trudniej. Zawsze pojawia się nowa twarz lub gracz, który wkroczył na scenę z znikąd. Nie boję się jednak tego. Jestem na scenie już kawał czasu i doświadczenie, które jest niezwykle ważne, stanowi o mojej sile. Błachowi życzę oczywiście jak najlepiej. Niech już ogrywa się na oficjalnych turniejach, jestem ciekaw, co tu pokaże.

Legia od zawsze pokazywała bliskość ze światem esportu, tym razem przykładem jest turniej ESPORT GRA, który zresztą odbywał się tuż obok stadionu. Ciekawi mnie to, jak szefostwo podchodzi do waszych esportowych wyników. Macie odgórnie nałożone cele?

Nie mamy presji dotyczącej samych wyników w Fifie. Istotnym czynnikiem jest na pewno nasza działalność medialna i obecność w świecie Internetu. Zwłaszcza w przerwie wakacyjnej, kiedy rozgrywek na dobrą sprawę nie ma.

Z drugiej strony wiadomym jest, że Legia będzie celować najwyżej.

Naszym celem jest wygrywanie wszystkiego. Część możemy ustalić jeszcze przed sezonem, ale większość wychodzi tak naprawdę w jego trakcie. Nie jest jednak tak, że przed październikiem zasiadamy do stołu i mówimy, że osiągniemy „to i to”. Cele nie są na sztywno wyznaczane. Wolimy raczej analizować przeszłość i stale się poprawiać. Również w aspekcie medialnym.

Skoro rozmawiamy o tematach związanych z samą grą, nie sposób nie wspomnieć o Legia Esport Schools.

To nowa inicjatywa, za którą oczywiście odpowiada nasz klub. Zaangażowanych jest tutaj na dobrą sprawę kilka branż, bo nie skupiamy się tylko na gamingu. Dzieci są uczone zdrowego podejścia do esportu. Dbamy o ogólny rozwój, nie chcemy mówić tylko o graniu. To działa trochę w dwie strony – pokazujemy, że człowiek nie żyje samym sportem, ale też, że nie skupia się na samych grach.

Widać po tobie, że czujesz w tym swego rodzaju misję.

Jasne. Nie wiem, ile jeszcze pociągnę w esportowej branży. Staram się angażować tam, gdzie się da i jeśli mogę jakoś pomóc, to próbuję wychodzić z inicjatywą. Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie twój koniec. Trzeba myśleć wielotorowo. Chciałbym, żeby rodzice nie postrzegali grania na komputerze jak marnowania czasu.

ESPORT GRA również pokazało, że ludzie z branży esportu nie tylko siedzą przy komputerze.

Dokładnie! Wielu zawodowych graczy, którzy pojawili się na murawie, pokazało się z naprawdę świetnej strony. To nie jest tak, że nie widzimy świata poza monitorem. Żyjemy po prostu innym życiem, ale nie zamykamy się na inne sfery życia. Mamy swoje hobby i zainteresowania. Wydarzenie zorganizowane przez Good Game League świetnie to pokazało.

Fot. GG League / Jeremi Śpiewak

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze