Piąte mistrzostwo G2 Esports okraszone wbijaniem szpilek w rywala
Newsy
POLSKI ESPORT
VALORANT

Piąte mistrzostwo G2 Esports okraszone wbijaniem szpilek w rywala

30.08.2020, 13:31:35

Zdobycie tytułu mistrzowskiego – dokładnie tak, jak pisaliśmy – było czystą formalnością. Zespół Patryka “Patitka” Fabrowskiego znalazł jeden prosty trick na zwyciężanie wszystkich możliwych turniejów. Tym razem G2 wzbogaciło się wirtualny puchar za LVL Clash 2, ponad 7 tysięcy dolarów, ale też dużą dawkę brawury, co mogliśmy zaobserwować w mediach społecznościowych. 

W LoL-u nie dawali rady, to chociaż w VALORANCIE gniotą ich za każdym razem

Mowa oczywiście o niezapomnianych pojedynkach pomiędzy G2 Esports a FunPlus Phoenix. Dobrze wiemy, jak podobne starcia kończyły się na Summoner’s Rifcie, jednak VALORANT przyniósł całkowicie nowe rozdanie. FPX z początku nie było w stanie nawiązać walki z ekipą Patitka, a teraz po prostu nie potrafi ich pokonać. I wczoraj historia się powtórzyła.

Choć w trakcie tego półfinałowego starcia były chwile, w których piąte G2 Esports stawało się bardzo wątpliwe. Bo nie oszukujmy się – gdy FunPlus Phoenix zdobyło na Bindzie dwunaste oczko, a na tablicy wyników przy nazwie ich rywali widzieliśmy tylko dziewiątkę, losy pierwsze mapy wydawały się rozstrzygnięte. Tym bardziej że ekwipunek składu Polaka wyglądał przeciętnie, w końcu Bulldogi i Judge to nie jest wymarzony zestaw.

A jednak wystarczył. Przeżywaliśmy niezwykle bliskie starcia, które rozstrzygały się w ostatnich sekundach, a ostatecznie i tak wygrało G2. Tym razem po dogrywce. Prawdziwe kuriozum oglądaliśmy za to na – jak się później okazało – finalnej mapie tej serii. 

Wyobraźcie sobie – przegrywacie 10:12, macie idealne rozstawienie na mapie, a wtedy rundę zaprzepaszcza wam… wasz internet. 

Bo jak się później okazało, identyczne problemy miał członek przeciwnego zespołu – pyth.  Panowie ustalili, że korzystają z usług tego samego dostawcy internetu. Lepszego momentu na usterki nie mógł sobie znaleźć. Niech te internetowe zawody staną się już historią, bo na LAN-ie czegoś takiego byśmy nie doświadczyli.

Finał a raczej zabawa w kotka i myszkę

Powiedzmy sobie szczerze – mecz G2 Esports i Bonk nie zasługiwał na miano finału. Ale nie możemy obwiniać tu tych pierwszych za zbyt dobrą grę. Wina leży po stronie przegranych, którzy najzwyczajniej w świecie nie byli w stanie dorównać swoim oponentom. Na żadnej płaszczyźnie. Mimo niekonwencjonalnych wyborów postaci i ciekawych ustawień skład Bonkara musiał uznać wyższość rywali. A poczuci reprezentanci G2 nie oszczędzili przegranych w mediach społecznościowych.

– Pękam ze śmiechu, Viper. Niezła próba – drwił z przeciwników Davidp.

Prawdziwą szpilkę wbił jednak łotewski łucznik, czyli ardiis:

– Prawdopodobnie najłatwiejszy finał w historii. Niewart pisania całego tweeta.

Nic dodać, nic ująć. Brutalna prawda. Równie brutalna, co destrukcyjna realizacja planów G2. Choć tych planów nie ma zbyt wiele. W końcu – jak mówią sami zainteresowani – brak taktyk jest lepszy niż ich posiadanie. I to czyni ich silniejszymi. Ktoś ma jeszcze wątpliwości co do tego, która drużyna trzęsie Starym Kontynentem?

Fot. Archiwum prywatne Patitka
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze