Patitek: Stworzę z G2 Esports najlepszy zespół świata, a to zamknie jadaczki hejterom
POLSKI ESPORT
VALORANT
Wywiady

Patitek: Stworzę z G2 Esports najlepszy zespół świata, a to zamknie jadaczki hejterom

27.06.2020, 14:27:44

– Pewnego dnia – a był to dzień jak co dzień – czekałem na kolejny mecz i niespodziewanie otrzymałem wiadomość na Twitterze od ocelote’a. „Nie rób głupot, nic nie podpisuj. Poczekaj” – napisał – opowiada nam Patryk “Patitek” Fabrowski o kulisach dołączenia do G2 Esports. Z polską nadzieją Valoranta porozmawialiśmy o ambicjach zdominowania sceny i zostania najlepszym graczem świata.

Wierzysz w przeznaczenie?

Trudno powiedzieć. Przede wszystkim wierzę w to, że ciężka praca może zaprowadzić cię wszędzie.

Pytam o to nie bez powodu. Sam  byłeś przecież przekonany o tym, że twoja kariera leży w rękach Valve. Nagle jednak pomocną dłoń wyciągnęło do ciebie Riot Games. Jak to jest oszukać los?

To świetne uczucie. Wreszcie doczekałem się spokoju. Mogę przecież grać, nie mając z tyłu głowy tego, że nie wejdę na najwyższy poziom. Dopiero teraz mogę w pełni się rozwinąć i całkowicie wykorzystać swój potencjał. To coś, czego przez blokadę od Valve nie doświadczyłem na scenie Counter-Strike’a.

Przed premierą Valoranta wierzyłeś w ogóle w to, że taki moment może nadejść?

Wierzyłem, ale nie była to silna wiara. Częściej w głowie chodziły mi raczej myśli o tym, że nie przeskoczę pewnego poziomu i nigdy nie zagram na najważniejszych turniejach w branży.

Masz niezwykłe szczęście. Wielu ludzi popełniło w życiu błędy i nie doczekało się drugiej szansy. Kamień musiał spaść ci z serca.

To prawda. Czysta karta, którą jest dla mnie Valorant, zagwarantowała mi spokój ducha i swobodę działania. Od początku kariery na scenie CS:GO z tyłu głowy krążyły mi myśli o banie. Nadszedł jednak czas, w którym mogę rozwinąć skrzydła i udowodnić wszystkim, że można na mnie polegać. G2 Esports dało perspektywy i, cholera, w życiu nie dostanę większej szansy.

Twój transfer do G2 Esports wzbudził skrajne emocje. Jedni cię kochają, inni nienawidzą. Część społeczności może nie wybaczyć ci błędu młodości. Ale jednego mimo to ci nie odmówią – samozaparcia.

Samozaparcie jest efektem bardzo prostej rzeczy. Kocham grać i zawsze dążyłem do tego, by być najlepszym. Przez lata napędzała mnie możliwość udowodnienia ludziom, że mam talent. Ciągła rywalizacja trzymała mnie przy CS-ie nawet w najtrudniejszych momentach. A tych miałem bardzo dużo. Kwalifikacje do World Electronic Sports Games, a raczej nasza dyskwalifikacja, była najgorszym okresem w karierze. Psycha, krótko mówiąc, siadła i mogła się już nie podnieść.

Niełatwe było na pewno to, że choć byłeś bezsprzecznie jednym z najlepszych w Polsce, miałeś świadomość, że nie każdy chce z tobą współpracować.

Organizacje i zawodnicy patrzyli na moją blokadę i – nieważne, jak byłbym dobry – ta skreślała mnie w oczach większości z nich. Najlepsze drużyny z Polski nawet nie rozważały mojej kandydatury, bo – i nie ma w tym nic dziwnego – nawet w trudnych czasach celowały w Majora. Moja obecność w zespole zabrałaby im szansę walki o obecność na najważniejszym turnieju w historii CS-a.

Kiedy zdałeś sobie więc sprawę z tego, że Valorant może być dla ciebie szansą powrotu do walki na najwyższym poziomie?

Już w chwili pierwszych zapowiedzi gry, która wówczas była tajemniczo nazywana „Projektem A”. Po pojawieniu się pierwszych informacji na jej temat, nad głową zaświeciła mi się lampka. Za cel obrałem sobie zrobienie tego, co w CS-ie. Musiałem trenować po dwanaście czy piętnaście godzin dziennie, nie zważając na okoliczności. Znów zaczęła mnie napędzać chęć bycia najlepszym.

Długo walczyłeś z sentymentem do CS:GO? Niektórzy zawodnicy, nawet jeśli na scenie CS-a nie mają już szans, nadal trzymają się go kurczowo ze względu na romantyczną wizję kariery.

Miałem podobne myśli. CS sam w sobie jest przecież zajebistą grą. On nie przyciąga ze względu na pieniądze. Ten tytuł po prostu kochasz. Kiedy przerzucałem się na Valoranta, nawet pomimo blokady nałożonej przez Valve, wiedziałem, że w głębi duszy CS-a będzie mi brakować. Trudno się z tym pogodzić, ale nie mogłem podjąć innej decyzji. Wziąłem się za ratowanie kariery.

Wydaje się jednak, że doświadczenie wyciągnięte z CS:GO bardzo ci pomaga. Reprezentanci mało której sceny czują się na serwerach Valoranta tak swobodnie.

CS-owcy czują się jak w domu, bo Valorant wprowadził do gry masę rozwiązań zaczerpniętych wprost z gry Valve. Stąd też bardzo łatwo jest się nam zaadaptować do warunków rozgrywki. Jedyną trudnością jest nauczenie się odpowiedniego wykorzystywania umiejętności, ale to również przyszło mi bardzo naturalnie.

Patitek podczas finałów Polskiej Ligi Esportowej w Rzeszowie - jeszcze w czasach, gdy reprezentował Izako Boars na scenie CS:GO.

Patitek podczas finałów Polskiej Ligi Esportowej w Rzeszowie – jeszcze w czasach, gdy reprezentował Izako Boars na scenie CS:GO. / Fot. Polska Liga Esportowa

Kiedy rozgrywałeś pierwsze mecze, pomyślałeś sobie o tym, że musisz być najlepszym graczem na świecie?

Zdecydowanie. Myślę o tym nieustannie. Mam być najlepszy i kropka. Każdego dnia chcę nad sobą pracować i wyciskać z gry wszystkie soki, co w konsekwencji może zaprowadzić mnie na sam szczyt. Pomagają mi w tym wszystkie błędy, które popełniłem w CS-ie. Już ich nie powtórzę. Mogę za to powielić szereg rzeczy, które mimo wszystko zaprowadziły mnie na esportowej scenie całkiem daleko. 

Zapytam więc wprost. Możesz z czystym sumieniem powiedzieć dziś o sobie „najlepszy”?

Jestem najlepszym graczem w Polsce i bez wątpienia jednym z najlepszych w Europie. Tylko mixwell może się ze mną równać. Reszta stoi poniżej naszego poziomu.

To ciekawe, jak bardzo zmieniłeś się na przestrzeni ostatnich miesięcy. W 2019 roku brakowało ci pewności siebie. Z twoich słów wynikało nawet to, że byłeś na skraju depresji. 

Rok 2019 był dla mnie cholernie trudnym okresem. W Izako Boars miałem masę problemów, które bardzo długo ignorowałem. Widziałem znaki mówiące, że coś jest nie tak, ale szybko próbowałem o nich zapominać. A to zrodziło wiele nieprzyjemnych sytuacji. Dzień po dniu czułem się coraz gorzej, aż w końcu doszedłem do niebezpiecznej granicy. Przestałem odczuwać przyjemność z gry, a to przecież dla esportowca najstraszniejsza rzecz. Bez tego ognia nie sposób być najlepszym.

Teraz ogień powrócił, a pewność siebie wręcz z ciebie kipi. Jak do tego doszedłeś?

Czas w Izako Boars nauczył mnie bardzo dużo. To w tej drużynie popełniłem najwięcej błędów związanych z tym, jak myślałem o sobie, a co za tym idzie – o grze. Nagle zdałem sobie sprawę, że gość w koszulce z dzikiem na klacie nie jest mną. Zobaczyłem inną osobę. Wziąłem sobie to do serca, przemyślałem wiele spraw, a wsparcie dziewczyny dodało mi dużo motywacji. W pewnej chwili najzwyczajniej w świecie powiedziałem stop, bo nie mogłem dłużej robić z siebie ciamajdy. Teraz trudno będzie mnie złamać.

Powiedziałeś kiedyś, że czujesz czasem – nawet ze świadomością bana w CS-ie – że mógłbyś podbić świat. Zastanawiam się więc, jakie myśli chodzą ci po głowie teraz, gdy jesteś reprezentantem jednej z największych organizacji w branży.

To motywacja, jakiej wcześniej nie doświadczyłem. Czasem wydaje mi się, że mógłbym przenosić góry. Zdaję sobie jednak sprawę, że aktualnie trwa wyjątkowy okres „hype’u” na Patitka i za jakiś czas ta ekscytacja może minąć. Najlepsze jest jednak to, że dziś tylko ode mnie, moich umiejętności i drużynowego zacięcia zależy to, czy te esportowe góry zacznę przenosić. 

Dobrze, że masz świadomość mijającej sławy. Nie marzysz jednak o tym, żeby zostać drugim Jankosem? Masz wszelkie predyspozycje by stać się polskim fenomenem na skalę światową.

Jeśli dobrze rozdam karty, będzie tak, jak powiedziałeś. Ze wszystkich sił staram się rozwijać na wielu płaszczyznach. Nie chodzi tylko o samą grę. Muszę popracować również nad osobowością, kreowaniem wizerunku, pracą w mediach społecznościowych. Kurde, G2 Esports to najwyższa półka, jeśli chodzi o komunikację w Internecie. Chcę pod tym względem nadążać nad swoją organizacją. Twitter, Instagram, Facebook, Twitch – mam świadomość tego, że muszę rozwijać każdą platformę. A przy tym być najlepszym graczem w najlepszej drużynie świata.

Zauważyłeś, jak ironiczny jest fakt, że twoją ulubioną postacią jest właśnie Phoenix? Słuchając cię, mam wrażenie, że poniekąd też odrodziłeś się z popiołów.

Dobre spostrzeżenie. Phoenix spodobał mi się jednak przez przypadek. Mam proste zadanie – wchodzę i eliminuję rywali jako pierwszy. Właśnie ten agent umożliwiał robienie tego, co w CS-ie – z dodatkowym wsparciem umiejętności. Idealnie pasuje do mojego stylu gry.

Odrodziłeś się z popiołów i to w wielkim stylu. Od gracza z VAC Banem do reprezentanta czołowej organizacji globu. Pamiętasz moment, w którym pojawiła się szansa na zakontraktowanie w G2 Esports?

Początkowo miałem tworzyć drużynę z NEEX-em. Dostaliśmy propozycję od czeskiej organizacji, ciekawy kontrakt, a w dodatku spory margines czasowy, by wszystko dopiąć na ostatni guzik. To my mieliśmy być architektami zespołu. Pewnego dnia – a był to dzień jak co dzień – czekałem na kolejny mecz i niespodziewanie otrzymałem wiadomość na Twitterze od ocelote’a. „Nie rób głupot, nic nie podpisuj. Poczekaj” – napisał. Istniała szansa, że będzie miał dla mnie propozycję.

No ładnie. Propozycja od ocelote’a… Co wtedy poczułeś?

Nie mogłem w to uwierzyć, ale po chwili rozmawialiśmy już przez telefon. Serducho biło mi mega szybko. Stresowałem się ogromnie. Czekałem tylko na to, aż ktoś wybudzi mnie ze snu. Ale to nie był sen. 

Nad początkową propozycją wisiał duży znak zapytania czy raczej byłeś pewny, że masz tę robotę?

Miałem chwilę zawahania, ale ta szybko minęła. Po pierwszej rozmowie z ocelotem poczułem się niezwykle pewnie – jakbym znał go od bardzo dawna, a G2 Esports było moim domem. Nie wiem jednak, jak wyglądało to z perspektywy organizacji. Wydaje mi się, że formą testów stała się gra z mixwellem. Szło mi bardzo dobrze, co pewnie zagwarantowało mi miejsce w zespole.

Co jednak zadecydowało o tym, że właśnie do ciebie zadzwonił właściciel G2 Esports?

Podobno przewinąłem się w rozmowach z wieloma profesjonalnymi graczami. Ocelote prowadził scouting, dyskutując z czołowymi zawodnikami w Europie. Kilku z nich poleciło właśnie mnie. 

Takie rzeczy muszą łechtać ego.

Jasne, ale moje ego jest na odpowiednim miejscu. Pozwala mi zbudować wystarczającą pewność siebie, a przy tym nie odlecieć. Zachowuję zdrowe proporcje. To, że jestem dobrym graczem, chcę udowadniać przede wszystkim na serwerze.

Patitek - gracz G2 Esports w Valorant. Na zdjęciu w czasach reprezentowania Izako Boars na warszawskim Meet Point.

Patitek w czasach reprezentowania Izako Boars na warszawskim Meet Point / Fot. Games Clash Masters / Kamil Nowakowski

G2 Esports jest formacją międzynarodową. Komunikacja w języku angielskim stanowi dla ciebie jakiś problem?

Zawsze czułem się mocny, jeśli chodzi o bierną znajomość języka angielskiego. Z czytaniem i słuchaniem nie mam najmniejszych problemów. Nieco gorzej jest z jego zastosowaniem. Wciąż walczę z pewnymi problemami i muszę zwięźlej przekuwać swoje myśli w słowa. Od jakiegoś czasu nad tym jednak pracuję, widzę poprawę i jestem dobrej myśli. Kwestią czasu jest to, by komunikacja po angielsku przychodziła mi w stu procentach naturalnie.

Bierzesz przykład z MICHA, korzystając z językowych kursów?

Nie potrzebuję kursów. Nie jestem zajebistym anglistą, ale czuję się pewnie. Potrzebuję tylko językowego obycia i zwykłego przyzwyczajenia się do tego, że w drużynie nie mówimy po polsku.

Masz obok siebie esportowych weteranów. Mixwell i pyth – to goście, którzy całkiem sporo osiągnęli na międzynarodowej scenie CS:GO. Czujesz dumę, że jesteś obok nich?

Chyba mogę tak powiedzieć. To przede wszystkim ludzie, którzy bardzo dobrze grają. Osiągnięcia w CS:GO są tylko małym dodatkiem. Cieszę się jednak, że mam obok siebie osoby, na których po części się wzorowałem. Dobrze pamiętam pytha za czasów Ninjas in Pyjamas w szczytowym momencie kariery. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie oglądałem mixwella. Mam jednak świadomość, że niczym od nich nie odstaję. W Valorancie jestem na ich poziomie, a być może nawet ich przerastam.

Wielu nazywa Valorant przystanią dla zbłąkanych dusz, a więc zawodników, którzy musieli uciekać od CS:GO ze względu na pewne ograniczenia lub przewyższający ich poziom. W waszym przypadku doskonale się to sprawdza.

Zdaję sobie z tego sprawę, ale to stwierdzenie nie jest w żaden sposób krzywdzące. Ludzie zawsze będą porównywać różne gry i sceny, a w tym przypadku zestawiać CS:GO do Valoranta. Sam chcę po prostu rozwinąć polską scenę na tyle, by pokazać, że obie gry znacznie się nie różnią, a osoby, które przerzucają się na tytuł Riot Games, nie są przegrywami. 

Tym bardziej, że za grą stoi wydawca, który stworzył niesamowite środowisko League of Legends.

Jeśli Riot Games dobrze pokieruje swoim produktem, a my poważnie podejdziemy do gry, esport w Valorancie stanie się ogromny, a sami gracze Valoranta zostaną uznani za profesjonalistów z prawdziwego zdarzenia.

Obecność w G2 Esports to nie tylko możliwość gry u boku świetnych graczy. To prawdopodobnie niesamowite warunki kontraktowe. Jak porównałbyś je z tym, czego doświadczyłeś na polskiej scenie CS:GO?

Między zagranicznymi a polskimi organizacjami istnieje niesamowita przepaść – choćby pod wzgledem „zaopiekowania się” graczem. Interakcja pomiędzy zawodnikami i zarządem jest nieporównywalna. W G2 Esports spotkałem się z ogromnym profesjonalizmem, którego doświadczyłem pierwszy raz w życiu. Wiąże się to z tym, że z warunków kontraktowych naturalnie jestem bardzo zadowolony.

Zadam więc pytanie wagi ciężkiej. Czy G2 Esports stanie się najlepszą drużyną na świecie?

G2 Esports będzie najlepszą drużyną na świecie, bo mają już w składzie najlepszych zawodników na świecie.

Nie zwalniasz tempa. Odczułeś, że ocelote chce stworzyć coś na wzór Ninjas in Pyjamas dominującego scenę w początkowym stadium istnienia CS:GO?

Ocelote wprost powiedział mi, że chce stworzyć zespół, który będzie wygrywać wszystkie mistrzostwa świata i turnieje z najwyższej półki. Odpowiedziałem mu, że jego podejście niczym nie różni się od mojego, bo chcę dokładnie tego, co on. Chcę wygrywać.

Na jakim etapie tworzenia zespołu znajduje się więc G2 Esports? Do tej pory ogłoszono dopiero trzech graczy.

Kwestią czasu jest ogłoszenie czwartego gracza. Jeśli chodzi z kolei o ostatnie ogniwo – mamy listę zawodników, których będziemy testować. Przeanalizujemy wszystkie możliwości i wybierzemy osobę najbardziej pasującą do reszty pod względem kompozycji postaci, komunikacji i podejmowania odpowiednich decyzji w stresowych sytuacjach. pyth i mixwell mają ogromne doświadczenie wyniesione ze sceny CS:GO, więc doskonale wiedzą, czego potrzebujemy.

Jest szansa, że na liście testowej znajdzie się potencjalnie nazwisko Polaka?

Tak. Już się na niej znajdują.

Jakiś czas temu wspomniałeś jednak, że polska scena Valoranta prezentuje się raczej nieciekawie.

Nie wygląda nawet średnio, bo po prostu nie istnieje. Nie widzę wielu polskich graczy, którzy się jakkolwiek wyróżniają. Do głowy przychodzi mi jedynie NEEX, który jest dobrym zawodnikiem. Kwestią czasu jest to, kiedy stworzy swoją drużynę lub trafi do organizacji z czołówki.

No to wiemy już, kim zainteresowane jest G2 Esports.

Wiemy lub nie wiemy. Przekonacie się wkrótce.

Zaczynanie drużynowej gry na scenie, która się dopiero rodzi, w zespole skrojonym pod wygrywanie nie wiąże się ze zbyt dużą presją? Istnieje przecież ryzyko, że nie podołacie w pierwszych turniejach.

Nawet jeśli zdarzą się nam potknięcia, wierzę, że ludzie to zrozumieją. Od bardzo dawna nie czułem tak dużego wsparcia ze strony społeczności. Otwarcie mogę powiedzieć, że pierwszy raz doświadczyłem takiego ciepła. Esportowi fani nagle zaczęli mi szczerze kibicować, trzymając kciuki za realizację kolejnych celów. Przez lata doświadczałem całkowicie skrajnych reakcji, więc zrobiło mi się bardzo ciepło na serduchu. W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy mnie wspierają. Jesteście świetni.

Co chciałbyś powiedzieć jednak osobom, które za błędy młodości na scenie CS:GO skreślają cię również w Valorancie? Część społeczności twierdzi, że nie masz prawa grać profesjonalnie.

Najpierw powiedziałbym im, żeby porządnie stuknęły się w głowę. Ludzie, którzy doświadczyli w życiu więcej niż dwójka na kartkówce z matematyki, zdają sobie sprawę, że młodość rządzi się swoimi prawami. Kiedy jesteś gówniarzem, robisz głupie rzeczy i popełniasz błędy. Nie można obok nich przechodzić obojętnie, jasne, ale drugiej strony nie powinno płacić się za nie przez całe życie. 

To, że zasłużyłem na drugą szansę, udowodnię czynami. Stworzę z G2 Esports najlepszą drużynę na świecie, a to zamknie jadaczki wszystkim hejterom.

Fotografia tytułowa: Izako Boars

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najbardziej oceniane
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
INStw
INStw
7 dni temu

Bez baddy i zeek to sobie możecie 😛