pashaBiceps: Wszystkie emocje, które poczułem w Spodku, wciąż we mnie buzują
CS:GO
POLSKI ESPORT
Wywiady

pashaBiceps: Wszystkie emocje, które poczułem w Spodku, wciąż we mnie buzują

29.02.2020, 15:40:00

Mogłem grać jak bot podczas fazy grupowej, gdy mecze odbywały się w zamkniętych pomieszczeniach, ale na scenie zawsze budziło się we mnie zwierzę. Czułem, że fani mnie kochają, a po dobrych akcjach na trybunach powstaje wrzawa. Krzyki napędzały mnie z rundy na rundę – mówił nam Jarosław “pashaBiceps” Jarząbkowski o tym, jak ważne jest dla esportowców wsparcie kibiców.

Wchodzisz do Spodka i spotykasz puste trybuny. Dla gracza, który widział w tym miejscu dzikie tłumy, to musi być nietypowe przeżycie.

Jestem w głębokim szoku. Patrzę w lewo, patrzę w prawo i nikogo nie widzę. Przy wejściu niemal od razu wpadłem zresztą na kenny’egoS. Gość jest smutny… Nie dość, że dostał się do Spodka po raz pierwszy w karierze, to na pewno chciał poprowadzić odświeżony zespół do zwycięstwa przy pełnych trybunach. To nietypowa sytuacja, ale była konieczna. Musimy ją uszanować. Takie jest życie. IEM nigdzie nie ucieka i jestem przekonany, że znów zawita w Katowicach. Świętować będziemy za rok.

Wyobrażasz sobie, że to ty znalazłbyś się na miejscu kenny’ego i o jedno z najważniejszych trofeów grałbyś bez wsparcia kibiców?

Nie chciałbym nigdy przeżyć podobnej sytuacji. Wchodząc na scenę w tak pięknej arenie, po prostu chcesz poczuć doping. Dziś usłyszeć można tu tylko głuchą ciszę. To bardzo wstrząsające przeżycie. 

Wsparcie kibiców i odpowiednia atmosfera panująca na trybunach muszą być niezwykle ważne dla profesjonalnych graczy. Brak tych czynników może wpłynąć na poziom sportowy rozgrywek?

Wsparcie kibiców zawsze było dla mnie najważniejsze. Mogłem grać jak bot podczas fazy grupowej, gdy mecze odbywały się w zamkniętych pomieszczeniach, ale na scenie zawsze budziło się we mnie zwierzę. Czułem, że kibice mnie kochają, a po dobrych akcjach na trybunach powstaje wrzawa. Krzyki napędzały mnie z rundy na rundę. kuben nigdy zresztą nie martwił się o to, czy poradzimy sobie na scenie. Wiedział, że gdy na nią trafiam, gram kilka razy lepiej. Właśnie dlatego naszą domeną były wielkie turnieje.

To uniwersalna zasada, czy część zawodników nie potrafi aż tak wykorzystać wsparcia kibiców?

Znam wielu zawodników uwielbiających występowanie przed pełnymi trybunami. Doping nakręca ich tak, jak mnie. To piękno esportu, który nie byłby tak wyjątkowy bez fanów. Gra się po to, żeby na własnej skórze doświadczyć ich okrzyków i śpiewów – po prostu wsparcia. Zdarza się jednak, że niektórym graczom tłumy nie odpowiadają, bo przed kibicami zżera ich presja. Żeby sobie z tym poradzić korzystają nawet z pomocy psychologów i innych metod wyciszających. 

Kiedy mówimy o IEM Katowice, w dyskusjach zawsze podkreślamy, że to właśnie publika stworzyła turniej. Padają nawet hasła, że na Śląsku powstaje najpiękniejsza atmosfera na świecie i każdy gracz co najmniej raz w życiu chce na scenie Spodka stanąć.

Jest kilka turniejów na świecie, podczas których panuje niezwykła atmosfera. Zawody w Katowicach się do nich zaliczają. Nasi kibice potrafią się bawić i dopingować nie tylko Virtus.pro. Nie będę jednak oszukiwać – dla mnie jako zawodnika z Polski, który w Spodku poniósł puchar i na własnej skórze poczuł moc płynącą z trybun, nie ma piękniejszego wydarzenia w esporcie.

Siedzimy przed pucharem, który rok temu wniosłeś na scenę. Wywołało to wielkie poruszenie nie tylko wśród widzów. Sam przecież bardzo się wzruszyłeś. Wracasz czasem do tej chwili?

Nawet teraz przechodzą mnie ciarki od palca u stopy do samego czubka głowy. Wszystkie emocje, których doświadczyłem w Spodku, wciąż we mnie buzują. To niesamowite, że obudziły się od razu, kiedy wszedłem do areny. 

Można w ogóle porównać emocje związane z wznoszeniem pucharu i uczucia towarzyszące wznoszeniu go po zwycięstwie?

To różne rozdziały mojego życia i na swój sposób każdy z nich jest piękny. W 2014 roku ogarnęło mnie czyste szczęście, istna euforia. Kibice oszaleli, a ja zwariowałem razem z nimi… Rok temu doznania były zupełnie inne. Powiedziałbym nawet – przykre. Przez pewien czas chodziłem bardzo rozbity. Oglądałem powtórki i wszystko analizowałem. Uświadomiłem sobie, jak bardzo ludzie za mną tęsknią i trudno było mi się po tym pozbierać. Przez trzy miesiące po głowie nieustannie chodziło mi to, żeby wrócić do gry. Motywacja ogromnie wzrosła. Nie ukrywam, że chciałbym napisać jeszcze jakąś historię. Chętnie pograłbym sobie na scenie nawet przy pustych trybunach.

Jakiś czas temu pisałeś, że znów poczułeś chęć rywalizacji na najwyższym poziomie. Wierzysz, że zobaczymy cię jeszcze w grze o najważniejsze trofea?

Od pewnego czasu rywalizuję w FPL-u obok zawodników ze światowej czołówki. Daję sobie jakoś radę i myślę, że nie wszystko jest jeszcze stracone. Powiem ci, że stworzenie zespołu nie byłoby wielkim problemem. Trzeba w pełni się temu poświęcić, przygotować struktury, zebrać bazy danych i trenować na maksa, ale z odpowiednim sztabem ludzi jest to do zrobienia. Musiałbym jednak uprzedzić żonkę, że na kilka miesięcy opuszczę nasz kochany dom. Nie podjąłbym decyzji o powrocie do profesjonalnej gry bez jej wsparcia.  

Brzmisz, jakbyś faktycznie za rok chciał zagrać w Spodku.

Aktualnie po prostu bawię się CS-em w Emeritos Banditos. Jeśli jednak zauważę na scenie kilka utalentowanych gości i poczuję motywację, żeby stworzyć z nimi coś poważnego, powrót do Spodka byłby realny.

Kiedy rozmawiałem z izakiem, ten żartował sobie, że – jasne – świetnie komentuje mu się mecze, ale liczy na to, że razem z Emeritos Banditos podbijecie kiedyś tę arenę.

Wiesz co jest niesamowite? Zauważyłem, że każdy z czterech graczy, z którymi tworzę Emeritos Banditos, na nowo poczuł zajawkę. Widzę w nich chęć pracy i potrzebę ciągłego rozwijania się. Poniekąd wpływa na to na pewno rzesza kibiców, których wsparcie widzimy podczas każdego meczu. Po tylu dobrych słowach nawet wygrana pojedynku w ESEA Open sprawia, że czujemy się jak zwycięzcy Majora.

Jeśli zwycięska drużyna wzniesie jutro puchar, niedosyt wynikający z braku publiki wpłynie na satysfakcję po triumfie?

Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, żeby gracze odczuwali emocje tak, jak przy pełnych trybunach. To wręcz niemożliwe. Zastanawiałem się nawet nad tym, jak wyglądałaby moja reakcja. Doszedłem do wniosku, że nie świętowałbym tak, jak powinno się to robić. Nie czułbym się spełniony. 

Fot. Radosław Makuch