Okiem w przyszłość: Patryk „Starxo” Kopczyński
POLSKI ESPORT
Reportaże
VALORANT

Okiem w przyszłość: Patryk „Starxo” Kopczyński

10.07.2020, 15:05:24

Do świata gier wbrew stereotypom wprowadził go tata. W mieszkaniu toczył zresztą zaciekły bój o dostęp do komputera, bo oprócz ojca zapalonym graczem był również jego brat. Zakochał się w esporcie, oglądając Virtus.pro na IEM w 2014 roku, a pięć lat później sam wystąpił w Spodku. Dziś stanowi jedną z największych polskich nadziei na sukces w VALORANT. Przed wami dziesiąty bohater cyklu „Okiem w przyszłość” – Patryk „Starxo” Kopczyński.

Trzech facetów, jeden komputer 

Pierwszą styczność z grami zaliczył w wieku 6 lat, kiedy tata pokazał mu pierwszą część Call of Duty. Młody Patryk błyskawicznie zauroczył się w świecie gier i do dziś mówiąc o COD-zie z 2003 roku, wspomina go z ekscytacją w głosie. Strzelanki stały się ważnym elementem życia Kopczyńskiego, który w kolejnych latach co prawda robił skoki w bok na rzecz Tibii czy LoL-a, ale zawsze wracał do tego, w czym czuł się najlepiej. 

Początkowo problem w domu był taki, że mama nie pozwalała mi patrzeć na gry. Bała się, że nabiorę przez to złych nawyków. Miała o strzelankach kiepskie mniemanie. Pamiętam, że kiedy wychodziła do pracy, to tata wołał mnie do siebie, żebym mógł popatrzeć jak gra w Dead Island czy Far Cry’a. Przez to jeszcze bardziej wciągnął mnie świat gier. Do zakazanego zawsze ciągnie bardziej! – wspominał Kopczyński. 

Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że tata Patryka przetarł dla niego gamingowy szlak. Zresztą nie tylko on, bo starszy brat Starxo również był zapalonym graczem. Cóż, nie my wymyśliliśmy zasadę, że ze starszego rodzeństwa trzeba brać przykład… Do tego stopnia, że kiedy brat Patryka zrobił sobie w League of Legends nick „Dawidovy”, to kilkanaście minut później obecny Starxo nazywał się „Patrykovy”. 

Nie trzeba być wielkim matematykiem, żeby odnotować to, że jedna rzecz się w tym scenariuszu po prostu nie kalkuluje. Trzech gości uwielbiających gry, jeden komputer – to nie mogło się skończyć w pokojowych warunkach. Kiedy spytałem Patryka o to, czy były bitwy o dostęp do PC, to jego pierwszą reakcją było tylko głośne westchnięcie. 

Nie pamiętam już szczegółów, ale wojna była ogromna. Ja chciałem grać, brat też, a tata pomimo upływu lat uparcie nie tracił zamiłowania do gier. Oczywiście do tego wszystkiego pokrywały się momenty, w których mieliśmy wolny czas. Nie wiem, czy dochodziło do rękoczynów, ale na pewno bitwa była widowiskowa – mówił ze śmiechem Kopczyński. 

Urok Virtus.pro 

Starxo podobnie jak większość młodzieży zainteresował się esportem na fali sukcesu Virtus.pro w Katowicach. Intel Extreme Masters w 2014 roku było zresztą pierwszym turniejem esportowym, który oglądał. Jak sam przyznaje, wcześniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że tego typu wydarzenia mają w ogóle miejsce. 

Pamiętam te rozmowy na szkolnym korytarzu. „Patrz, wygrali Polacy, w komputer grają, pieniądze za to dostają”. W moim środowisku był straszny boom, każdy wiedział, kim są Virtusi, każdy chciał ich oglądać, grać jak oni. Nie byłem wyjątkiem. Wcześniej grałem w 1.6, ale kilka tygodni po IEM uprosiłem rodziców, żeby kupili mi CS:GO. To była moja pierwsza gra za pieniądze. Pamiętam, jak kolega przyszedł do mnie po zakończeniu roku szkolnego, żeby zainstalować mi ją na Steamie  – wyjaśnił nam Starxo. 

Virtusi wciągnęli Kopczyńskiego w świat esportu na całego. Zafascynowany postawą swoich ulubieńców nastolatek w kolejnych latach śledził niemalże wszystkie ich spotkania i doskonalił swoje umiejętności w CS:GO. Do 2020 roku wbił na Steamie 7. tysięcy godzin spędzonych w najpopularniejszej strzelance globu. Jak coś, to jest to około 291 pełnych dni. 

Na palcach dwóch rąk można by zliczyć wszystkie mecze Virtus.pro, których nie widziałem. Niezależnie od tego, czy trzeba było siedzieć do 2 w nocy, czy wstawać o 5 nad ranem, zawsze siedziałem przed ekranem monitora czy telefonu i śledziłem ich występy. Potem z podkrążonymi oczami trzeba było zasuwać do szkoły, ale nigdy nie żałowałem – mówił ze śmiechem Kopczyński. 

Występ w Katowicach 

Po pięciu latach od triumfu Virtus.pro w Katowicach, Kopczyński sam dostał szansę na występ w jednej z europejskich stolic esportu. W 2019 roku jeszcze jako profesjonalny zawodnik Fortnite wystąpił podczas premierowej edycji ESL Katowice Royale 2019 – Featuring Fortnite. W trybie duo zajął zresztą piąte miejsce, wyprzedzając między innymi gwiazdy devils.one, ALSEN czy AGO Esports. 

To było niesamowite uczucie. Gra w tak historycznym miejscu jak Katowice była spełnieniem marzeń. Bardzo dobrze wspominam ten event, poznałem wtedy również trochę ludzi, złapałem pierwsze kontakty. Przestałem być totalnym anonimem – mówił nam Starxo. 

Co ciekawe, Kopczyński nie poznał wówczas zeeka, z którym aktualnie stanowi w VALORANCIE nierozłączny duet. Sam mówi, że ówczesny reprezentant AGO był wtedy zawodnikiem innego szczebla i ciężko było się do niego dobić. Przewrotny los sprawił jednak, że 365 dni później o tej samej porze będą już snuć plany podboju europejskiej sceny. 

W kolejnych miesiącach Fortnitowych przygód Starxo bez powodzenia wziął udział w kwalifikacjach do World Cupa oraz rozgrywkach spod szyldu „EXtremalna rozgrzewka”. Kiedy tylko zobaczył pierwszy zwiastun projektu A od Riot Games, wiedział, że to będzie jego szansa. 

Na podbój Europy 

Starxo od samego początku świetnie odnalazł się w VALORANCIE. Doświadczenie z CS:GO, Fortnite’a i innych gier pozwoliło mu na błyskawiczną adaptację do warunków stawianych przez produkcję Riotu. Do spółki z zeekiem, SnoWWiem, richarTem i Laidbackiem stworzył miksową sklejkę MACHANA, której udało się zająć drugie miejsce podczas CheckMate Gaming Tournament. Nie do końca udany turniej o sto dolarów był jeszcze do przebolenia, ale późniejsza kompromitacja podczas Wave Esports Cup doprowadziła do rozpadu formacji. 

Każdy z nas zdawał sobie sprawę, że to nie ma żadnej przyszłości. Wiedzieliśmy, że musimy się rozdzielić, bo tak to tracilibyśmy tylko czas. My z zeekiem byliśmy strasznie nakręceni na wynoszenie swojego poziomu na najwyższy poziom, nie mogliśmy czekać na innych – tłumaczył nam całą sytuację Starxo. 

Między Starxo i zeekiem wytworzyła się jednak prawdziwa chemia i widać było, że ich duet jest w stanie rzeczywiście podbić krajowe, a nawet europejskie podwórko. Jeszcze w maju stworzyli oni skład THOSE GUYS, który przejechał się po Valorant Challenge oraz Polish Esport Cup. Po miesiącu Kopczyński i Zygmunt postanowili jednak ponownie pójść we własną stronę. 

– Od początku świetnie grało mi się ze Starxo, uważam, że mamy naturalną synergię i nasza współpraca jest na wysokim poziomie. Kiedy dołączaliśmy wcześniej do pozostałej trójki, to w głębi duszy wiedzieliśmy, że nie jest to przyszłościowy projekt. Na dłuższą metę zabrakłoby nam jakości. Zrobiliśmy zespół, wygraliśmy jeden turniej i pewnie moglibyśmy zostać i dalej próbować się przebić na wyższy pułap, ale w gruncie rzeczy czuliśmy podświadomie, że w takim zestawieniu możemy co najwyżej zwyciężać na polskich turniejach. My celujemy w europejską czołówkę i zrobimy wszystko, żeby zagościć w niej na stałemówił nam Aleksander „zeek” Zygmunt w niedawnym wywiadzie

Dziś Starxo do spółki z zeekiem utworzył nowy skład, w którym oprócz nich występuje stark, Reto i Jotka. Według zapewnień obu zawodników ma to być długoterminowy projekt, który pozwoli im na odniesienie sukcesu nie tylko w kraju, ale również na międzynarodowym podwórku. 

Myślę, że wszyscy możemy się od siebie wiele nauczyć. Nie chcę tutaj zapeszać i odgrażać się, że lada moment podbijemy całą Europę. Chcę to udowodnić na serwerze. Jeśli tylko będziemy sumiennie pracować, to na pewno damy radę grać na najwyższym poziomie – komentował Starxo. 

Nieskromnie mogę powiedzieć, że ja i STARXO jesteśmy na dobrej drodze do tego, żeby grać na bardzo zbliżonym pułapie do Patitka – mówił za to w swoim stylu zeek.

Pozostali bohaterowie cyklu „Okiem w przyszłość”:

Miłosz „mhL” Knasiak

Olek „hades” Miśkiewicz 

Mateusz „Czajek” Czajka

Maciej „F1KU” Miklas

Kacper „Kylar” Walukiewicz 

Kamil „siuhy” Szkaradek 

Kamil „KEi” Pietkun

Piotr „avis” Świerzyna

Adrian „adrian” Jackowski 

Fot. Archiwum prywatne

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze