Nitrozyniak: Choćby IHG było w tabeli przedostatnie, a Pompa ostatnia, to nasze bezpośrednie mecze zawsze będą klasykiem
League of Legends
POLSKI ESPORT
Wywiady

Nitrozyniak: Choćby IHG było w tabeli przedostatnie, a Pompa ostatnia, to nasze bezpośrednie mecze zawsze będą klasykiem

01.07.2020, 11:38:27

Gdybyś dwa lata temu powiedział, że Illuminar przegra z drużyną X, a Pompa dostanie baty od drużyny Y, to uznano by cię za wariata. To się oczywiście zdarzało. Bardzo rzadko, ale jednak. Mimo wszystko chodzi mi o to, że kiedyś trudniej było o niespodziankę. Dziś możesz powiedzieć komuś „AGO przegra z Pompą, K1CK przegra z Illuminar” i zostanie to odebrane na zasadzie „okej, to jest możliwe”. Pierwsze pięć drużyn Ultraligi jest na takim poziomie, że każdy może wygrać z każdym – mówił nam Sergiusz „Nitrozyniak” Górski na kilka godzin przed rewanżem pomiędzy 7more7 Pompa Team oraz Illuminar Gaming w 4. sezonie Alior Bank Ultraligi. 

Ostatnie godziny dzielą nas od drugiego w tym sezonie meczu pomiędzy Pompą, a Illuminar Gaming. Odczuwasz podobne emocje do tych, które towarzyszyły ci kilkanaście miesięcy temu? 

Kiedy dwa czy trzy lata temu biliśmy się z IHG, to były to nieco inne czasy. Przede wszystkim w drużynach nie robiło się tyle zmian, więc na przestrzeni kilkunastu miesięcy oni wymieniali może trenera i jednego zawodnika. Do tego dochodził prezes, Paula i jeszcze powiedzmy dwie osoby. Mówimy więc o dziesięciu ludziach, którzy byli dosłownie zawsze częścią tej organizacji. Za każdym razem przecinaliśmy się na LAN-ach i po pewnym czasie zachowywaliśmy się względem siebie jak dość liczna rodzinka. Wszyscy się dobrze znaliśmy i lubiliśmy, ta sympatia była nieodłączną częścią całej otoczki. O 18 mecz, każdy w drużynowych barwach, a potem jak jeden mąż szliśmy razem do pubu czy na obiad. Narracja wyglądała tak, że Pompa kontra Illuminar to była wielka wojna i wyczekiwanie na to, kto zakończy turniej ze łzami w oczach, ale 15 minut po spotkaniu my byliśmy najlepszymi ziomkami. 

Dobre relacje utrzymywaliście tylko podczas turniejów i bezpośrednich spotkań, czy klasycznie w międzyczasie siedzieliście razem na TeamSpeaku albo graliście razem w gry? 

Spędziliśmy razem mnóstwo czasu na TeamSpeaku. Do dzisiaj z IceBeasto potrafimy siedzieć po nocy przy kalamburach czy innych gierkach. Na Summoner’s Rift zawsze byliśmy rywalami, ale w prawdziwym życiu to wszystko szło raczej w stronę przyjaźni, aniżeli wrogości. 

Mimo wszystko na Rifcie rzeczywiście nie było sentymentów. Zwłaszcza że nie tylko zawodnicy IHG byli nieodłączną częścią tej rywalizacji, ale również u was kilka osób zjadło zęby na próbach doścignięcia Illuminar. Przykładowo Puki był waszym reprezentantem od początku do końca. Takim osobom jak on łatwiej było poczuć te serwerowe emocje pomimo przyjaźni, o której mówiłeś. 

Warto zaznaczyć, że kiedy my pojawiliśmy się na rynku, to scena i tak była podzielona między dwa najlepsze składy. Była drużyna numer jeden z zespołu Veggiego i drużyna numer dwa z zespołu Hatchiego. Było tych kilku zawodników, którzy byli przyzwyczajeni do ciągłej rywalizacji między sobą. U nas stałym elementem był teoretycznie tylko Puki, ale nawet kiedy wymienialiśmy topa, leśnika, mida czy wspierającego, to zawsze zachowywaliśmy tożsamość. Roszady kadrowe zwykle przebiegały w dość naturalny sposób. 

Tym razem jedynym elementem wspólnym, łączącym przeszłość z teraźniejszością, będzie Tabasko. Wasz skład jest zupełnie inny, Illuminar też sięgnęło po młodzież. Przez to emocje nie będą chyba aż tak duże jak wówczas.

Stwierdzenie, że zostały tylko nazwy, to byłoby zbyt pochopne posunięcie. 

Tego nie powiedziałem!

Sam Tabasko rzeczywiście budzi ogrom wspomnień. Można się przenieść w sentymentalną podróż do naszych bezpośrednich meczów, gdzie Wojtek grał pierwsze skrzypce. Pamiętna Lulu w lesie czy ukradzione Nashory w najbardziej newralgicznych momentach, to chwile, które na długo utkwiły w pamięci. Oczywiście jedna i druga organizacja na przestrzeni lat przeszła szereg zmian. W IHG nie ma już Pana Durczoka, z którym często wymienialiśmy się informacjami i doświadczeniem. Nie ma też trenerów pokroju Veggiego i Hatchiego, którzy też nadawali kolorytu. U nas pozmieniało się, jak wiadomo, wszystko, ale nadal uważam, że dla widza, który śledzi scenę, to Pompa kontra IHG zawsze będzie małymi derbami. Choćbyśmy zajmowali ostatnie miejsce w tabeli, a oni przedostatnie, to zawsze będzie to esportowy klasyk.

Na pewno, choć z drugiej strony będzie to tylko zwykły mecz w fazie zasadniczej, więc przez to chyba ciężko będzie aż tak się w niego wczuć. 

Kiedyś na pewno meczami żyło się dużo bardziej. Niezależnie od tego czy występowaliśmy w grupie PLE, czy fazie zasadniczej ESL MP, to naszym starciom z IHG towarzyszyła spora dawka emocji. Wówczas było tak, że zarówno my, jak i oni, wygrywali wszystko, co się dało i prawdziwy sprawdzian przychodził właśnie w momencie bezpośredniego pojedynku. Wtedy mogłeś zweryfikować, kto lepiej się przygotował. Ciekawszy mecz był po prostu świętem, bo dopiero później pojawiła się Szata Maga. 

Teraz przeciętny widz nie może z góry zakładać, że AGO ROGUE czy K1CK wygra wszystko. Na polskiej scenie jest teraz dużo więcej drużyn, które biją się o coś.

Gdybyś dwa lata temu powiedział, że Illuminar przegra z drużyną X, a Pompa dostanie baty od drużyny Y, to uznano by cię za wariata. To się oczywiście zdarzało. Bardzo rzadko, ale jednak. Mimo wszystko chodzi mi o to, że kiedyś trudniej było o niespodziankę. Dziś możesz powiedzieć komuś „AGO przegra z Pompą, K1CK przegra z Illuminar” i zostanie to odebrane na zasadzie „okej, to jest możliwe”. Pierwsze pięć drużyn Ultraligi jest na takim poziomie, że każdy może wygrać z każdym. 

Swoją drogą jest to dobry dowód dla części społeczności, która obawiała się, że w 4. sezonie Ultraligi poziom ulegnie pogorszeniu, że wszystko idzie w dobrą stronę. 

I tak trzeba sobie zadać pytanie, o ile dany wynik jest dziełem przypadku, aniżeli wypadkiem przy pracy. K1CK zaliczyło przecież nie najlepszy start, ale chłopaki byli roztrenowani po długim maratonie na EU Masters, Shlatan miał do tego maturę i jeszcze grali na początku przeciwko AGO ROGUE. Przy odrobinie szczęścia dla poszczególnych drużyn, tabela mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Realną ocenę poziomu będziemy mogli wydać dopiero po zakończeniu Ultraligi, bo ja widzę scenariusze, w których H34T przegrywa pięć meczów z rzędu, albo my dostajemy dwa razy po dupie i nagle z 5:1 robi się 5:3, co nie jest aż tak dobrym rezultatem. Moim zdaniem nie licząc PRIDE, piratesports i Gentlemen’s Gaming, to wszystko może jeszcze ulec drastycznemu przetasowaniu. 

Wracając do motywu przewodniego naszej rozmowy – który mecz przeciwko Illuminar wzbudził u ciebie najwięcej emocji? Wygrany finał PLE, czy może jednak coś mniej oczywistego? 

Nie, nie, nie. Jeśli chodzi o moje esportowe życie, to zdecydowanie najwięcej emocji wywołał u mnie finał ESL Mistrzostw Polski w Łodzi w 2017 roku. To był ten LAN, na którym Tabasko wybierał bardzo niestandardowe postacie do lasu. Najpierw zaliczyliśmy throw, bo mogło być spokojnie 2:0 dla nas, później prowadziliśmy ostatecznie 2:1, przegraliśmy czwartą mapę i na koniec również piątą. Dla mnie to była personalna tragedia, bo wtedy po raz pierwszy byliśmy tak blisko triumfu. Wcześniej, gdy chłopaki grali jako Kinguin czy Emeryci, zawsze miałeś świadomość, że trudno im dorównać i zawsze będziesz tą drugą drużyną, bo poziom nie był nawet zbliżony. Wtedy w Łodzi pierwszy raz czułem, że to jest do wygrania.

Zwłaszcza że mieliście w tym finale sporą przewagę. 

Właśnie. Zresztą pierwsze myśli pojawiły się już wcześniej. Odkąd dołączyli do nas Cinkrof i Mystiques, czułem, że różnica poziomów nie jest już tak duża jak wcześniej. Jeszcze w fazie zasadniczej w każdej grze mieliśmy dużą przewagę w złocie, ale nagle pojawiał się ten nieszczęsny Tabasko, który chyba dwukrotnie sflashował do baron pitu bez wizji i ukradł Nashora. Przegraliśmy wówczas 0:2, ale nastawienie na play-offy było pozytywne. Ostatecznie z Łodzi znów wracaliśmy na tarczy, ale zrewanżowaliśmy się trzy tygodnie później podczas PGA, gdzie Matislaw wywiózł obie mapy i w tym „finale pocieszenia” mogliśmy podnieść puchar Polski. Oczywiście nie smakowało to aż tak dobrze, bo jednak krajowe mistrzostwa mają znacznie większy prestiż. Brakuje nam tych dwóch trofeów w gablocie – za Ultraligę i Mistrzostwa Polski. Teraz jedno z drugim się w sumie połączyło… 

Czyli macie okazję ugrać oba tytuły za jednym zamachem… 

Tak jest, po jednym splicie zgarniemy to, czego nam zawsze brakowało <śmiech>. 

Z tego co mówisz, można wywnioskować, że porażka w Łodzi pomimo całej dramaturgii była jednak pewnym motorem napędowym na kolejne miesiące pogoni za Illuminar. Poczuliście, że dystans się skrócił. 

Nie do końca. Bardziej chodziło mi o to, że tamta porażka wywołała we mnie największą kulminację emocji. Wówczas po raz pierwszy było mi realnie przykro przez to, że przegraliśmy. To były zresztą czasy, kiedy praktycznie co tydzień jeździło się na LAN-y, bo była jeszcze dywizja CS:GO. Nie wszystkie przegrane tak mocno wchodziły ci do głowy. Co innego niż kiedy dostaniesz szybkie 0:3, a co innego niż kiedy miałeś puchar na wyciągnięcie ręki. Wtedy w drużynie nie było kolorowo, wszyscy byli rozbici. Próbowaliśmy się nawzajem pocieszyć i pójść do przodu, ale to był naprawdę trudny etap w karierze każdej z tych osób. 

Mimo wszystko nie możemy ominąć tematu triumfu na PLE. Powiedziałeś wcześniej, że wygrana podczas Pucharu Polski Cybersport nie była dla ciebie tak ważna, ale Polska Liga Esportowa była wówczas mocno prestiżowa, więc musiało to chyba smakować w najlepszy możliwy sposób. 

To był naszpikowany turniejami czas, bo najpierw przegraliśmy ESL MP, potem wygraliśmy PLE i na koniec znów porażka w ramach Ultraligi. Co do samego zwycięstwa, to jasne, bardzo się z tego ucieszyłem. Było to trochę na takiej zasadzie „no w końcu się udało”. Byłem też bardzo zadowolony, bo za pierwsze miejsce było chyba pięćdziesiąt tysięcy, więc wiedziałem, że chłopaki zarobią solidne siano, zwłaszcza że my nie zabieramy dla siebie nic z puli nagród. Najważniejsze było jednak to, że zawodnicy mogli poczuć radość. Wygrana na PLE pokazała im, że przegrana w ramach ESL MP nie odzwierciedla stanu faktycznego, że wcale nie są gorsi. Zwłaszcza że wtedy Hatchy wrócił do Polski i wziął ze sobą Hummanoida. Uśmiecham się, wspominając tamte czasy, to była dobra rywalizacja i szkoda, że nie udało się wygrać UL, ani Mistrzostw Polski, ale tak jak mówiliśmy wcześniej, wszystko przed nami. 

Fot. Emilio ‚axsusxd’ Ferreira Walewski

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze