Niedzielny gracz: Tomasz Fornal

Niedzielny gracz: Tomasz Fornal

23.02.2020, 12:44:00

Na co dzień siatkarz, zawodnik Jastrzębskiego Węgla i reprezentacji Polski, a w wolnych chwilach gracz – Tomasz Fornal to kolejny gość naszego cyklu „Niedzielny gracz”, który tworzymy razem z marką LOTTO. Skąd w jego życiu wzięły się gry? Dlaczego podczas jednego z pierwszych IEM-ów ostatecznie nie trafił do Spodka? Czy gry przeszkadzały mu kiedykolwiek w karierze sportowca? Zapraszamy!

Wolną niedzielę spędzasz na oglądaniu siatkówki czy graniu w Counter-Strike’a?

Siatkówki na co dzień mam bardzo dużo – treningi, liga, liga mistrzów, wyjazdy, czasem trzy mecze w tygodniu. Z tego powodu w wolnych chwilach spędzam czas przy grach komputerowych. Nie jestem jakimś wielkim czytelnikiem, więc dlatego tych chwil nie poświęcam na książki. Gry mnie relaksują i pozwalają zapomnieć o siatkówce. Są w moim życiu od dawna.

Czyli są dla ciebie formą resetu?

Dokładnie tak – w intensywnym tygodniu mam np. mecz w poniedziałek, później wyjazd, kolejne mecze w czwartek i niedzielę, więc człowiek potrzebuje resetu. Zazwyczaj wtedy w następny poniedziałek budzę się dopiero po tym, gdy organizm stwierdzi, że jest na to idealna pora. Wówczas wstaję, robię sobie coś do jedzenia i siadam przy komputerze, by pograć ze znajomymi, którzy ten czas spędzają podobnie. Trzeba być naprawdę wielkim fanatykiem danej dyscypliny, by spędzać z nią na co dzień tyle czasu i poświęcać na nią jeszcze wolne chwile. Oczywiście zdarza mi się obejrzeć czasem jakiś mecz, ale to tylko w przypadku, gdy mierzą się ze sobą np. drużyny z najwyższych miejsc w tabeli. Zazwyczaj jednak te wolne chwile poświęcam na granie, streamowanie i rozmawianie z kibicami siatkówki, ale nie tylko.

Kiedy gry pojawiły się w twoim życiu?

Ciężko stwierdzić tak dokładnie, ale komputer towarzyszył mi niemal od zawsze. Kiedy w czasach licealnych poszedłem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale, był dla mnie jedyną atrakcją, bo ta placówka jest umiejscowiona w okolicy, w której tak naprawdę nic nie ma. Czas poświęcałem jednak nie tylko na granie, ale także na oglądanie YouTube’a. Zawsze ciekawiło mnie to, że są ludzie, którzy grają, streamują i mają z tego pieniądze. Pamiętam jak te 8 czy 9 lat temu najbardziej popularni twórcy mieli po 30 tysięcy wyświetleń filmików. Teraz te liczby sięgają milionów. To też narodziło moją pasję do gier. Oglądałem dużo Rocka i Roja, byłem bawet na zlocie, który organizowali w Katowicach. Pamiętam, że mama mnie tam nie chciała puścić, ale ostatecznie pojechałem i to są fajne wspomnienia. Może teraz obaj panowie, gdy gram już w reprezentacji, przyjadą na jakiś mecz i to oni sobie zrobią ze mną zdjęcie <śmiech>.

Ze względu na swój rocznik, byłeś tym pokoleniem, które musiało wybierać pomiędzy graniem a sportem?

Wydaje mi się, że byłem jednym z ostatnich roczników, który ten wolny czas spędzał jeszcze na podwórku grając w piłkę, a nie przed komputerem. Ten okres gimnazjalno-licealny to też czasy, w których po raz pierwszy próbuje się alkoholu czy papierosów. Ja od tego stroniłem, bo dla mnie priorytetem był sport. Byłem skupiony na siatkówce. Teraz dużo młodzieży w wieku 12-13 lat nie uprawia sportu, zwalnia się z WF-u i poświęca czas na gry. Dzieciaki widzą jak esport się rozwija, wiedzą, że można na tym zarobić wielkie pieniądze, ale nie zdają sobie sprawy, że doświadcza tego tylko małe grono osób. Cieszę się, że mnie to ominęło i większość wolnego czasu spędzałem na podwórku, a dopiero wieczorem siadałem na godzinę czy dwie do komputera.

Czyli nie było u ciebie okresu, w którym za dużo czasu poświęcałeś grom?

Nigdy nie miałem takiego problemu, bym zarywał nocki dla gier. Gry sprawiały mi przyjemność, ale rodzice zawsze mnie kontrolowali i wyznaczali granicę końcową. Kiedy mówili, że trzeba iść spać, to szedłem. W jakiś sposób to ograniczali i jak z perspektywy czasu patrzę na ich podejście, to wiem, że chcieli dla mnie dobrze. Teraz jestem w stanie zrozumieć, że między innymi dzięki temu mogę tyle osiągać w siatkówce. W czasach szkolnych nie miałem też tyle czasu na granie, bo do sportu dochodziła jeszcze nauka. Teraz jest tylko sport i regeneracja, więc mam więcej okazji na to, by odpalić komputer i pograć. Zawsze się śmieję, że gdy wynajmuję mieszkanie w nowym mieście, to priorytetem jest nie tylko jego stan, ale także szybkość internetu. Ale wciąż nie jest tak, że gram za dużo. Podobnie jak inni sportowcy, znam granice i rozumiem, że gry to tylko odskocznia.

W jakiś sposób są też dla ciebie edukujące?

W pewien sposób na pewno – np. w Counter-Strike’u uczysz się refleksu, radzenia sobie z presją. To oczywiście trochę inny refleks czy stres niż na boisku, ale oba światy mają sporo wspólnego. I w sporcie, i w esporcie odczuwa się duże emocje, jest rywalizacja, taktyki, komunikacja drużynowa. Wydaje mi się jednak, że w esporcie więcej czasu poświęca się na trening – nawet kilkanaście godzin dziennie. W siatkówce to niemożliwe z fizycznego punktu widzenia.

A jak wygląda twoja esportowa historia – odwiedzasz jakieś turnieje?

W okresie gimnazjalnym chciałem, by rodzice zawieźli mnie na IEM. Nie miałem bladego pojęcia jak wygląda wejście na imprezę, czy trzeba mieć jakiś bilet. Podjechaliśmy więc pod Spodek, a tam zauważyliśmy ogromną kolejkę. Stwierdziłem, że to nie ma sensu i na tym mój IEM się zakończył <śmiech>. W tym roku chcę to zmienić i wybrać się do Katowic, ale nie wiem na ile pozwoli mi na to czas. Prawda też jest taka, że to we wcześniejszych latach bardziej interesowałem się esportem. Oglądałem Counter-Strike’a, kiedy Virtus.pro odnosiło duże sukcesy. Ograniczyłem to, gdy rozpadł się ten początkowy skład. Słyszałem jednak, że IEM ogromne wrażenie, więc i tak chciałbym tego doświadczyć.

Widziałbyś się na miejscu tych graczy rywalizujących w Spodku?

Niby jestem młody, ale na karierę esportowca już za stary. Podobnie jak w sporcie, na zrobienie kariery gracza też trzeba poświęcić sporo czasu. Siatkówkę trenuję od pierwszej klasy szkoły podstawowej, więc będzie już mniej więcej 15 lat. Sądzę, że jeśli wtedy zacząłbym grać na komputerze, to może i miałbym jakieś szanse. Teraz jednak jest za późno, bo nie byłbym w stanie rywalizować z ludźmi, którzy grają 10 czy 15 lat. W Polsce jest grono kilkudziesięciu zawodników Counter-Strike’a, którzy na tym zarabiają. Trzeba by poświęcić wszystko, by znaleźć się wśród nich.

Jak w takim razie wygląda obecnie twoja przygoda z grami – czas poświęcasz głównie na CS-a i Fifę?

Gram na komputerze, który kupiłem 3,5 roku, gdy zaczynałem swoją przygodę z PlusLigą. Myślę, że jest to „dziadek”, na którym mogą działać tylko takie gry, jak CS czy FIFA. Co prawda mam w planach zrobić upgrade, ale to dopiero w okresie wakacyjnym. Te gry jednak też nie są przypadkowe, bo wybieram takie tytuły, w których jest kooperacja. Wszystko po to, by móc spędzić czas ze znajomymi na TeamSpeaku, pograć, pogadać, pośmiać się.

To koledzy z Jastrzębskiego Węgla?

Niestety nie. W drużynie mam samych ojców, więc nie mają czasu na to, by grać. Są jednak zawodnicy z Radomia, ale też niższych lig, z którymi grywam. Na streama próbuję też zaprosić Karola Kłosa, co mogłoby być urozmaiceniem dla widzów. Nie jest to łatwe do zrealizowania, ale może się kiedyś uda.   

Ludzie w grach zdają sobie sprawę, że jesteś siatkarzem?

Kiedy zaczynałem grać np. na Esportalu, to kilka osób o tym wiedziało, ale byli też tacy, którzy nie mieli pojęcia kim jestem. Na moich streamach jest też dużo dziewczyn, które przychodzą z mojego głównego kanału promocji, czyli Instagrama. To kibicki siatkówki, które może nie wiedzą czym jest Counter-Strike’a, ale po prostu siedzą ze mną i rozmawiają.

Czyli kibice wszędzie cię wspierają.

Zawsze to powtarzałem – polscy kibice są najlepsi. Nieważne w jakim kraju gramy, oni zawsze są na miejscu. Widziałem, że na IEM-ie kibice też robią niesamowitą atmosferę, a do tego stosują raczej dobry doping. Na podstawie piłkarskich stadionów mamy przykłady, że nie zawsze jest tak kolorowo, a w esporcie pełna kultura. Z przyjemnością się to ogląda. Pamiętam, jak w Tauron Arenie kibice wspierali Virtus.pro – taki doping jest bardzo ważny zarówno dla sportowca, jak i esportowca. Kiedy masz gorszy dzień i nie możesz grać na 100%, dzięki kibicom jest ci o wiele łatwiej.

Fot. Archiwum prywatne

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze