Niedzielny gracz: Mateusz Klich

Niedzielny gracz: Mateusz Klich

24.11.2019, 09:30:00

Zawsze zachowywałem zdrowy rozsądek i nie grałem po nocach. Wiesz, odpowiedzialność. Nie zdarzyło mi się zarwać treningu, bo tak bardzo wciągnął mnie jakiś tytuł. To normalne dla zawodowych piłkarzy – futbol jest najważniejszy – mówił nam w rozmowie o zamiłowaniu do gier komputerowych Mateusz Klich, pomocnik w angielskim klubie Leeds United, a także piłkarz reprezentacji Polski.

Na przestrzeni piłkarskiej kariery zyskałeś wiele boiskowych pseudonimów. Pod jaką ksywką ukrywasz się więc w świecie gier?

Zawsze gram jako Cli5y bądź Kli5y. Pseudonim wziął się od lewego obrońcy z Francji, który swego czasu grał w Arsenalu – Gaëla Clichy’ego. Pewnego dnia ktoś mnie tak nazwał i ksywka się przyjęła. Wiesz, jak to jest z przezwiskami. Jedne zostają z tobą na dłużej, inne wręcz przeciwnie. Ten przyległ do mnie na tyle, że wykorzystałem go też w Internecie.

Co w takim razie ze „SNASH”? To właśnie tak podpisujesz przecież swoje grafy.

Gdy byłem młodszy, często bazgrałem w zeszytach i stwierdziłem, że „SNASH” będzie dobrym tagiem. Do dzisiaj podczas malowania i wrzucania prac do black booka podpisuję się właśnie tak.

Na Instagramie widać, że zagrywasz się w Call of Duty: Modern Warfare.

Tak się składa, że zawsze byłem dużym fanem tej serii. Uwielbiam usiąść przed konsolą na koniec dnia, zrelaksować się i zagrać kilka meczów w wolnym czasie. Ostatnio regularnie grywam w nowe Call of Duty: Modern Warfare. Mogę spędzić kilka godzin na multiplayerowych rozgrywkach ze znajomymi, szczególnie teraz w jesienno-zimowym okresie.

Swego czasu ludzie zachwycili się Call of Duty 2, po latach również pierwszym i drugim Modern Warfare. Teraz producenci zafundowali nam sentymentalny powrót do przeszłości.

Też dużo grywałem w różne CoD-y, to bardzo popularna seria wśród strzelanych. Mogę śmiało powiedzieć, że najlepsza na rynku. Grając przykładowo w najnowsze Modern Warfare, miło spędzam czas, bo po prostu odpalam mecz i… wszystko idzie szybko.

Nie masz czasem ambicji, by w jakiejś grze dojść do perfekcji, maksymalizując swoje umiejętności?

Jeśli miałbym więcej czasu i karierę poświęcił gamingowi — mógłbym siedzieć i grać bardzo długo. Prawda jest jednak taka, że tego czasu mi brakuje, więc nazwałbym się raczej niedzielnym graczem. Nie ustalam sobie deadline’ów, żeby pokonać określoną liczbę rywali w Call of Duty. Lubię pograć sobie dla przyjemności, po prostu.

Wciąż podtrzymujesz rytuał i to partyjka w ulubioną grę jest twoim ulubionym sposobem na relaks po treningu?

Miałem tak kilka lat temu, ale musiałem przemodelować swój plan dnia po narodzinach córki. Wiadomo, że to ona jest priorytetem i poświęcam jej tyle czasu, ile tylko mogę. Czas na rozrywkę dla siebie mam więc wtedy, kiedy ona pójdzie spać i nie ukrywam, że lubię wtedy poświęcić godzinę lub dwie, żeby odpalić konsolę i dać sobie trochę relaksu.

Wspomniałeś żartobliwie, że przed narodzinami dziecka po treningach czas zajmowały ci tylko seriale i gry, a teraz… seriale, gry i dziecko. Jak sam jednak przyznajesz, jesteś zaangażowanym tatą. Ojcostwo wywraca życie do góry nogami?

Po tym, jak zostałem tatą, z dziewczyną zastanawialiśmy się nad tym, co ja najlepszego robiłem, gdy nie było z nami małej. Czas leciał wtedy bardzo szybko. Teraz znacznie zwolnił. Dziecko potrzebuje dużo uwagi rodziców i ja jej tę atencję z największą przyjemnością poświęcam. Nie zamieniłbym chwil spędzonych z córeczką, by z powrotem mieć więcej czasu na przyjemności, bo naprawdę… jeśli można polecić tatusiowanie, to wystawiam mocną rekomendację. Zresztą czas na przyjemności zawsze się znajdzie – jak już wspomniałem, choćby wieczorami, gdy mogę przenieść się do wirtualnego świata i zrelaksować się po całym dniu.

Jesteś idealnym przykładem, że można połączyć różne zajawki. Mimo wielkiej pasji do gier,  stałeś się zawodowym piłkarzem i nie musiałeś rezygnować z wolnych chwil przed konsolą czy komputerem.

W podstawówce miałem czas na wszystko. Dużo siedziałem przed komputerem, ale nie przypominam sobie dnia, w którym nie wychodziłem na pole. Mecze na betonce z chłopakami były codziennością. Dużo pomógł mi na pewno również wyjazd do Krakowa. W wieku trzynastu lat zamieszkałem w internacie, w którym nie miałem komputera, więc w pełni skupiłem się na sportowej rywalizacji. Na efekty nie narzekam, bo teraz występuję w reprezentacji Polski, co od zawsze było moim ogromnym marzeniem. Wielka pasja do gier jednak pozostała i bardzo się z tego cieszę – dalej daje mi to mnóstwo frajdy.

Gry są poniekąd traktowane przez ciebie jak „wyjście z kolegami na piwo”. O podobnej zależności mówił nam Paweł Bochniewicz, który podczas partyjek miał okazję pogadać ze znajomymi po polsku.

Czynnik socjalizujący jest w grach według mnie najważniejszy. Dla przykładu — zebraliśmy ekipę do wspólnego grania, w której znaleźli się moi koledzy z Warszawy i Białegostoku. Spędziliśmy ze sobą kilkadziesiąt dobrych godzin, zaprzyjaźniliśmy się, ale nigdy nie spotkaliśmy się na żywo. Bardzo często gram z ludźmi rozsianymi po całej Polsce, a nawet Europie. Trudno byłoby wyskoczyć z nimi wszystkimi do restauracji. Najłatwiej spotkać się na TeamSpeaku.

Pasja do grania nigdy nie przeszkadzała ci w karierze piłkarza?

Zawsze zachowywałem zdrowy rozsądek i nie grałem po nocach. Wiesz, odpowiedzialność. Nie zdarzyło mi się zarwać treningu, bo tak bardzo wciągnął mnie jakiś tytuł. To normalne dla zawodowych piłkarzy – futbol jest najważniejszy. Na konsoli gram dla przyjemności – zresztą zamierzam ją odpalić, jak tylko skończymy rozmawiać. Możemy się nawet złapać po sieci – będzie się działo (śmiech).

Fot. 400mm.pl / Piotr Kucza

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze