Niedzielny gracz: Karol Bedorf

Niedzielny gracz: Karol Bedorf

29.09.2019, 15:01:00

Na co dzień zawodnik MMA, którego znamy chociażby z KSW. Po godzinach osoba, którą widzimy w komunikacji piratesports. W przeszłości… zwycięzca turnieju Moto Racer w Szczecinie. Przed państwem Karol Bedorf w kolejnym odcinku serii “Niedzielny gracz”. 

W esportowym środowisku działasz od niedawna. Da się jednak zauważyć, że nie miałeś problemów z odnalezieniem się w nowych warunkach.

Nie miałem najmniejszych problemów. To środowisko nie jest dla mnie obce. Wcześniej, jeszcze w młodzieńczych latach, bardzo mocno interesowałem się komputerami. Kierunki moich szkół oraz studiów były ściśle związane z informatyką. Życie potoczyło się jednak tak, że poświęciłem się sportowi, a komputery poszły w odstawkę. Teraz jednak jest okazja, by to wszystko odgrzać. Nie ma przeciwwskazań, by naturalnie połączyć sport z esportem.

Wspomniałeś o zainteresowaniu komputerami. A jak wyglądało to u Ciebie w przypadku samych gier?

Przyznam Ci się nawet, że startowałem kiedyś w zawodach w grę Moto Racer i ostatecznie zwyciężyłem! Były one organizowane w Szczecinie, więc postanowiłem, że wezmę udział. Złożyło się tak, że miałem najszybszy przejazd i wygrałem bodajże skaner.

Cały czas bardzo kręciły mnie jednak inne rzeczy związane z informatyką. Początkowo programowałem w Turbo Pascalu, a jeszcze w podstawówce byłem odpowiedzialny za utrzymywanie sieci komputerowej w całej szkole. To środowisko nie było mi więc obce.

A zdawałeś sobie sprawę jak funkcjonuje sam fenomen esportu?

Nie, nie wiedziałem, że to wszystko aż tak mocno się rozwinęło. Zatrzymałem się na etapie, kiedy esport jeszcze raczkował. Zająłem się wówczas sportem i zwyczajnie nie koncentrowałem na niczym innym. W tej chwili wygląda to tak, że ogromny postęp zanotowały zarówno MMA, jak i esport. I cieszę się, że obie te dziedziny poszły do przodu.

Kiedy w ramach cyklu „Niedzielny gracz” rozmawiamy z osobami ze świata piłki, jako ulubioną grę najczęściej wskazują Fifę. A jak to jest w Twoim przypadku?

Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że ja oraz moi koledzy z branży MMA bardzo lubimy grywać w UFC. W przeciwieństwie do piłki nożnej, nie mamy do wyboru tytułu konkurencyjnego, jeżeli chodzi o oddawanie realiów sztuk walki. Mimo to dochodzi do tego jeszcze Mortal Kombat i inne popularne bijatyki. 

Czyli zawodnicy MMA też lubią sobie pograć?

Wszyscy znajomi z którymi rozmawiałem, mają sporą styczność z grami komputerowymi i w wolnych chwilach spędzają czas przed telewizorem czy komputerem, żeby zrelaksować się pomiędzy treningami.

Miłośnikom esportu dałeś się poznać poprzez rozrywkowe filmiki publikowane przez piratesports. Skąd pomysł na taką kooperację?

Pomysł narodził się naturalnie ze współpracy z Bartoszem Polendrem oraz firmą Polbit. W momencie, kiedy nawiązaliśmy kooperację, w naszych głowach pojawiła się idea stworzenia drużyny esportowej, co pozwoliłoby nam na wniknięcie w to środowisko. Z Bartkiem poznałem się trzy lata temu i początkowo działaliśmy wokół firmy Polbit, a w międzyczasie doszedł do tego projekt esportowy.

Często widywaliśmy Ciebie obok zawodników reprezentujących dywizję piratesports w League of Legends. Udało Ci się znaleźć wspólny język?

To niesamowici goście. Działając z nimi, da się odczuć ogromne pokłady energii. To nie są typowi gracze, którzy według stereotypów siedzą przed ekranem monitora i żyją wyłącznie w świecie internetu. Można z nimi porozmawiać na każdy temat i jest to bardzo fajne. Pomimo tego, że są jedną nogą w świecie gier, są oprócz tego ludźmi. (śmiech).

Bardzo ważnym jest to, by uprawiać esport i sport jednocześnie. Te dwie dziedziny są według mnie bardzo mocno skorelowane, a jeżeli ktoś jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, to w niedalekiej przyszłości będziemy starali się to pokazywać. 

Powoli uciekamy od stereotypów gracza, który cały czas siedzi przed komputerem, niezdrowo się odżywia i nie ma innych zainteresowań.

Dokładnie. A naszym zamiarem jest udowodnienie, że esport ewoluował nie tylko w aspekcie turniejów i pul nagród, ale również w podejściu do zawodników. Ważne jest to, jaką aktywność fizyczną uprawiają i jak się odżywiają. To wszystko ma wpływ na ich dyspozycję w grze.

Zapowiada się więc na to, że Twoja współpraca z piratesports będzie wielowymiarowa.

Będąc ambasadorem „Piratów” na pewno będę kładł nacisk na aspekt sportu tradycyjnego. Będzie mi zależało na tym, by gracze dbali o swoją dyspozycję fizyczną oraz psychiczną. 

Wracając do chłopaków z drużyny League of Legends – udało Ci się podłapać jakieś zagrywki podczas oglądania ich treningów?

Będąc szczerym, w ogóle nie jestem wkręcony w LoL-a. Bardzo mocno interesuje mnie za to Counter-Strike. Uwielbiam wszelkiego rodzaju strzelanki. To rodzaj gier, który bardzo naturalnie wkomponowuje się w mój styl życia. Podobnie jest z wspomnianymi wcześniej bijatykami.

Ostatnio Twoja działalność w szeregach „Piratów” poszerzyła się również o streamowanie. Razem z Medusą przeprowadziliście transmisję, podczas której wszystkie zdobyte środki trafiły na szczytny cel. Domyślam się, że to dopiero początek tego typu inicjatyw?

Oczywiście. To kolejny aspekt, który chcemy rozbudować. Czasami się gra, żeby grać. Czasami, żeby zrobić coś dla siebie, a innym razem można pomóc w ten sposób innym. Niezwykle fajne było to, że swoją działalnością zachęciliśmy oglądających do pomagania. To pewnego rodzaju reakcja łańcuchowa.

Zdajesz sobie sprawę, że swoją obecnością w tym środowisku możesz przyczynić się do zwalczenia stereotypów dotyczących esportu?

Taki jest mój cel. Chcę pokazać, że esportowcy to nie są zabunkrowani w piwnicach gracze. To bardzo fajni ludzie, którzy mogą wiele w życiu zawojować. Trzeba po prostu spojrzeć na nich szerzej, bo każdy z nich ma ciekawą historię.

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze