Niedzielny gracz: Jakub Żubrowski

Niedzielny gracz: Jakub Żubrowski

17.11.2019, 12:40:00

Na co dzień jedna z twarzy piłkarskiej Korony Kielce, a po godzinach prawdziwy pasjonat rywalizacji na wirtualnej murawie. Człowiek, który jest dowodem na to, że odcisków można dostać nie tylko od zbyt długiego biegania w korkach, ale również od „walenia w joystick”. Zapraszamy na „Niedzielnego gracza”, którego dzisiejszym bohaterem jest Jakub Żubrowski. 

Jesteś jednym z tych piłkarzy, u których widać spore zamiłowanie do gier.

Można tak powiedzieć. Niestety nie zadowala ono specjalnie mojej żony. Jak to ona mówi – jestem patusem i za dużo gram! Staram się pykać głównie, jak jej nie ma w domu, kiedy jest w pracy, albo gdzieś wyjdzie. Nawet jak nie gram, to i tak sprawdzam ceny kart w FIFA Ultimate Team, handluję nimi – można więc powiedzieć, że trzymam cały czas rękę na pulsie.

Czyli w tym momencie jest to tylko i wyłącznie FIFA?

Tak naprawdę, to po prostu brakuje czasu na coś innego. Od tygodnia zbieram się, żeby podjechać do jakiegoś sklepu po najnowsze Call of Duty, ale jakoś nie mogłem się wybrać. Dzisiaj i tak muszę wstąpić do galerii, więc podskoczę i w końcu się za to zabiorę, bo sporo chłopaków z szatni jest w to mocno wkręcona, więc będzie okazja, żeby wspólnie pociupać.

Rozumiem, że jesteś przede wszystkim konsolowcem?

Raczej tak. Mój laptop pamięta jeszcze czasy Edwarda Gierka, także nie wiem, w co mógłbym tam zagrać. Próbowałem zainstalować jakiś czas temu Football Managera 2019, to musiałem grać na trzech ligach przy średniej bazie zawodników, żeby on to w ogóle uciągnął! Nie mam tam zbyt wielkiego pola do manewru, służy mi on aktualnie głównie do odpalania meczów na NC+GO na telewizorze. Jeśli chodzi o jakieś gry na kompa pokroju CS’a czy inne strzelanki, to grało się raczej, kiedy byłem młodszym.

Czyli w przeszłości było jednak trochę innych gier.

Naturalnie. Zawsze gdzieś tam mocno byłem w to zaangażowany, do tej pory mam odcisk na kciuku od grania na padzie od PlayStation 2. Jeszcze gdzieś tam w czasach mojego gimnazjum katowałem te wszystkie gry strategiczne typu Age of Empires, Twierdza…zresztą AOE w dalszym ciągu jest zainstalowane na moim komputerze, to jest ten tytuł, do którego bardzo często wracałem, czasem nawet po czterech latach przerwy. To są takie klasyki, które myślę, że się nie starzeją, więc warto je sobie odświeżyć.

Zawsze byłeś Team FIFA czy może jednak miałeś jakieś epizody w Pro Evolution Soccer?

Ostatni PES, w jakiego grałem, to ten z 2006 roku, najbardziej kultowy. Z komentarzem Kołtonia i Borka. Było tam kilka historycznych ekip jak Inter z Adriano, gdzie dało się strzelać z każdej pozycji i mordować bramkarzy. Ściągam zwykle demo, ale nigdy nie mogę się przekonać, żeby zostać na dłużej. Oczywiście są znawcy, którzy twierdzą, że pod względem grywalności czy optymalizacji PES jest lepszy niż FIFA, ale moim zdaniem FUT i licencje, to jest to, co robi robotę. Przez to gdzieś EA wygrywa tę wojenkę sprzedażową.

Wspominałeś już, że wśród twoich kolegów z Korony jest sporo graczy. Oni też ograniczają się do FIFY?

Wiadomo, że w FIFE gra na spokojnie dziewięćdziesiąt procent piłkarzy ogólnie, więc przekłada się to również na to, jak wygląda to u nas. Ale inne gierki też się pojawiają, na przykład niektórzy grają w League of Legends. Mnie akurat do tego nigdy specjalnie nie ciągnęło, co jest dziwne ze względu na to, jakie środowisko miałem jeszcze w czasach gry w Stali Mielec. Miałem w domu bardzo duży stół w jadalni i potrafiło przyjść do mnie pięciu kumpli z drużyny z laptopami, rozłożyć się w tej kuchni i łupać w LoL-a, a ja kompletnie nie kumałem, co tam się dzieje.

Prawdziwe LAN-y!

No dokładnie. Teraz w Koronie Marcin Cebula w to czasem gra, potrafi zabrać laptopa na wyjazdy i zdarzyło mi się oglądać jak łupie.

Ostatnio Polak został wicemistrzem świata w League of Legends.

O proszę. No to już jest gruba sprawa, porządny biznes. FIFA akurat nie ma podjazdu do tych największych tytułów esportowych. Może teraz i jest lepiej niż w przypadku poprzednich wersji, ale porównując to z jakimiś tytułami, które generują podobne zyski, to dalej niebo i ziemia.

Ciężej na pewno o publikę. Jednak gry pokroju LoL-a czy CS-a, to jest coś, czego nie możesz obejrzeć w życiu realnym, a tutaj przecież alternatywą są klasyczne mecze piłkarskie.

Z pewnością FIFA ma ograniczone spektrum odbiorców. Widzisz przecież, jak dzieciaki oglądają jakiegoś LoL-a i mają oczy, jak pięć złotych. Ja sam bardzo lubię grać w FIFE, ale nie potrafiłbym siedzieć i oglądać profesjonalistów. Zwłaszcza że aktualna edycja jest bardzo toporna, strasznie wolna – ciężko się na to patrzy. Ostatnio był jakiś finał FUT Champions Cup, grał tam chyba taki Brytyjczyk Tekkz z Liverpoolu, no i w takim meczu masz siedem strzałów na bramkę. To jest symulator, chciałbyś pooglądać jakieś kozackie akcje ofensywne i tego typu rzeczy, a tutaj wszyscy cofnięta obrona, autobus, szable w dłoń i czekamy na kontrę…

To całkiem bolesne, kiedy producent ulubionej gry nie rozpieszcza.

No niestety w tym momencie jest fatalnie. Sam czasem zadaję sobie pytanie, po co ja w ogóle w to gram? Z roku na rok jest coraz gorzej. Nawet jak pykamy sobie jakieś ligi weekendowe i w poniedziałek widzimy się na treningu, to zawsze padają pytania typu „jak tam, jakie wyniki?” i ostatnio coraz częściej pojawia się wymowna odpowiedź u niektórych, że „powinni mi płacić za to, że w ogóle w to gram”.

Mówiąc już o ligach, to sam miałeś okazje zagrać w Ekstraklasa Games.

Byłem w pierwszej edycji, wtedy zajęliśmy czwarte miejsce razem z takim trzynastolatkiem z Kielc, który jest niesamowicie mocnym zawodnikiem. To w ogóle wypadało dwa razy z rzędu w walentynki i za pierwszym razem jeszcze pojechałem, a za drugim moja żona powiedziała, że nie ma opcji i wysłaliśmy Cebula. Na początku tego roku byliśmy na obozie w Turcji i graliśmy wielki turniej między sobą o to, kto pojedzie na to Ekstraklasa Games, ale dopiero potem ogarnęliśmy, że to w sumie żadna nagroda, bo nikomu się tam specjalnie nie chciało jechać.

Czyli na obozach przygotowawczych gry to taki stały punkt?

Po tym to musi być detoks. Na początku jest do tego ogromny zapał, a potem już nie możesz patrzeć na tę FIFĘ. Po powrocie do domu nie ma w ogóle takiej opcji, żeby przez kilka dni zagrać jakiś meczyk. Często rozważam, że tym razem może nie wezmę konsoli, ale kończy się zawsze tak samo. Przynajmniej jedna na pokój to standard.

Sama Korona otworzyła ostatnio sekcję esportową. Miałeś jakąś styczność z tym projektem?

Coś działają, ale nie znam szczegółów. Widziałem jedynie filmik promocyjny, a oprócz tego nie miałem z tym jakiejś większej styczności. Na ten moment to jest chyba tylko dywizja FIFA.

Znaczną częścią tej dywizji jest drużyna rywalizująca w formacie 11 na 11. Ty raczej grając rekreacyjnie, nie wyszedłeś pewnie poza 2 na 2.

Na wyjazdach gramy dwóch na dwóch o pompki, a czasem nawet o pieniądze! Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak możliwa jest rozgrywka po jedenastu, bo nawet we dwójkę na początku jest mega ciężko – wbiegacie na te same pozycje jak na podwórku. Nie wyobrażam sobie, że na przykład miałbym grać cały mecz bramkarzem… To jest szukanie czegoś nowego, ale ja nie sądzę, że jarałoby mnie coś takiego. No bo co, jestem lewym pomocnikiem i czekam dwadzieścia minut, aż ktoś mi poda piłkę? A na koniec powiedzą, że dobrze w obronie szalałem… no nie widzę tego.

Mimo wszystko nawet na ostatnim GameON w Kielcach dało się zauważyć spore zainteresowanie tym trybem 11 vs 11. Może to jest właśnie ten fenomen, który pozwoli się przebić FIFIE pod względem esportowym.

Na pewno FIFA w pewnym momencie osiągnęła sufit. Muszą kombinować, ale ja cały czas jestem zdania, że dopóki nie będzie w tym większych pieniędzy, to nie ma szans na rozwój. Przez to, ile siedzę na tym rynku kart FUT, widzę jak czasem zawodnicy, którzy są gdzieś tam wysoko, odpuszczają jakieś turnieje, bo im się po prostu nie opłaca tracić na to czasu. Widzą nagrodę rzędu pięciuset dolarów, kiedy sami potrafią wydać na skład dwa tysiące, to im się to po prostu nie kalkuluje. Wykładają tę kasę, bo lubią, ale nie mają możliwości, by coś na tym zyskać. EA się nie przejmuje, bo i tak kasuje ogromne kwoty.

Na pewno są gry, w których te ogromne zyski lepiej przekładają się na pule nagród esportowych turniejów. Śledzisz fenomen Fortnite’a?

To też jest taka gierka, która mnie jakoś nigdy nie wciągnęła. Ogólnie takie tytuły bardziej arcade’owe, w których ja muszę biegać, strzelać i robić milion różnych rzeczy nie są moim konikiem. Jestem w nie mocno przeciętny, a jak nie jestem w coś bardzo dobry, to się zwyczajnie za mocno wkurzam. Raz zagrałem i po pół minuty musiałem czekać, aż mnie znów wrzuci na mapę. Dużo chłopaków z mojego świata też w to gra, fenomen jest naprawdę ogromny, bo jest to coś świeżego. W porównaniu do FIFY Fortnite to jakaś totalna abstrakcja – goście strzelają, budują, latają, pływają, wyciągają jakieś magiczne bronie nie wiadomo skąd – jest straszny młyn, ale przez to fajnie się na to patrzy, bo cały czas coś się dzieje. Dzięki temu to przebiło się też do popkultury.

Widać to nawet po piłce nożnej.

Zdecydowanie. Griezmann robiący cieszynki na wzór tańców z Fortnite’a, Dembélé spóźniający się na treningi przez granie w Fortnite’a…to tylko kilka przykładów. Prawda jest taka, że już wcześniej gry przebijały się do tego mainstreamu. Teraz jest nawet serial na HBO – Ballers – w którym cały sezon jest tak naprawdę o League of Legends. Sam gdybym miał więcej pieniędzy na koncie, zastanowiłbym się pewnie, czy nie skleić jakiejś drużyny esportowej! Może kiedyś, bo to jest taki rynek, który jednak cały czas się rozwija dopiero.

Rozwija i to całkiem dynamicznie!

Zdaje sobie z tego sprawę. Coraz więcej osób w to wchodzi, nawet ze świata piłki. Panowie z Legii zainwestowali w AGO, teraz pojawiła się Wisła, która też to rozkręca. Esport to jest bardzo rozwojowy temat i widać, że ludzie, którzy czują biznes, wchodzą w to, bo wiedzą, że są lub będą w tym pieniądze.

Pieniądze to też poniekąd domena Fortnite’a. Ostatnio odbyły się nawet mistrzostwa świata z pulą trzydziestu milionów dolarów.

Z czego jeden nastolatek wygrał sam trzy bańki. Słyszałem o tym i to jest naprawdę ogromna sprawa. Oni grają na halach czy stadionach, ogląda je po pięćdziesiąt tysięcy ludzi na żywo…w Katowicach na IEM dzieciaki czekają pod Spodkiem kilkanaście godzin przed rozpoczęciem eventu…Kiedy ja byłem dzieciakiem, to gry były już codziennością, ale nie na taką skalę jak teraz. To wynika z tego, że internet nie był jeszcze tak popularny, jak miałem 12 czy 13 lat musiałem włączyć modem 56 kb/s, żeby w ogóle odpalić Gadu-Gadu, a i tak tata krzyczał, że zeżrę mu cały transfer! Nie było mowy o graniu w jakiekolwiek gierki online. Ten przeskok jest niesamowity, sam mam siostrzenicę w szóstej klasie podstawówki, która może i nie gra, ale śledzi te wszystkie Tik-Toki, YouTuby, Fame MMA… Ona mi to wymienia, a ja jestem zielony. Pierwsze co do ciebie dociera? Jesteś stary!

Ta różnica pokoleniowa robi robotę.

Zawsze wszystko zależy od punktu siedzenia. Wiadomo, że dla na przykład mojego pokolenia może być to dziwne, że dziś dzieciaki wolą grać w gry, niż wyjść pokopać w piłkę, ale prawda jest taka, że świat cały czas idzie do przodu i nie można patrzeć na wszystko przez pryzmat własnych czasów czy doświadczeń. Zresztą te wszystkie świeżynki pokroju freak fightów, tik-toków i tego typu rzeczy, to też dowód na to, że zawsze da się wymyślić coś nowego – nawet jeśli jest to coś co już było, tylko mocno retuszowane.

Ewentualnie zamiast retuszowania można coś zaadaptować do nowego świata.

Jasne i tutaj chyba najbardziej oczywistym przykładem jest Wiedźmin. Mogłoby się wydawać, że ludzie, którzy czytali książki nie będą chcieli grać w grę, a tymczasem produkcja CD Projekt jest jednym z największych hitów, jakie widzieliśmy w ubiegłych latach. To się nie zestarzeje, bo jest zbudowany całkowicie alternatywny świat. Z takich rzeczy ja na przykład mocno żałuję, że nie ma kontynuacji Władcy Pierścieni, bo jestem maniakiem filmu. Pamiętam jak grałem w Powrót Króla Gandalfem, no nie mogłem się od tego oderwać. Nawet moja żona grała w to z bratem!

Czyli teraz żona krzyczy, a kiedyś sama grała!

Cały czas mnie teraz męczy, żeby jakąś grę kooperacyjną kupić. Dopiero tak naprawdę kilka miesięcy temu przesiadłem się z xboxa na playstation, wcześniej miałem przerobioną 360 i sam ściągałem gierki. Kupiłem nawet specjalną nagrywarkę, żeby wypalać te płytki. Potem oczywiście nabyłem też tego nowszego xboxa, ale wszyscy zaczynali grać na plejce i w pewnym momencie nie miałem już żadnych kompanów do składu. Jeszcze za czasów Mielca kupiłem Diablo III i z żoną potrafiliśmy grać razem cztery dni pod rząd do czwartej-piątej nad ranem. Potem oczy podkrążone, jadę na trening i tylko słyszę pytania, czy była ciężka noc. Aga zawsze miała dryg do tego, lubiła te sportowe gry typu NHL. Muszę znaleźć tylko dobry tytuł do wspólnej zabawy i na pewno będzie orane.

Gry z założenia mają być oderwaniem od rzeczywistości. Nie męczy cię poniekąd granie w coś, co jest twoją codziennością?

To się może tak wydawać, ale zupełnie tak nie jest. Nawet pomimo tego, że FIFA jest aktualnie tragiczna, to i tak jest to dla mnie jakaś odskocznia. Dajmy na to sytuacje, w której wracam z treningu i mam świadomość, że słabo się spisałem, że nie był to mój dzień. Zamiast się tym gdzieś zadręczyć, to wskakuje sobie do wirtualnego świata i robię jakieś fajne akcje, ogrywam kogoś…albo wyłączam konsolę jeszcze bardziej wkurzony niż byłem! Dodatkowo grając FUT-a masz jakiś cel, chcesz zbudować wymarzony skład.

A miałeś kiedyś sytuację, w której tak byś się zdenerwował grą, że przełożyło się to na ciebie w życiu realnym? Może na formę w prawdziwym meczu?

Nie, nie. Jednak już trochę za stary chyba na to jestem, żeby przegrać w grę, wyjść wpieniony na trening i zrobić komuś w nerwach krzywdę! Wiadomo, że moja żona czasem zażartuje, że buczę na nią, bo jestem wkurzony, że przegrałem, ale dla mnie to jest kompletnie inna rzeczywistość. Są sytuacje, w których na przykład ktoś parkuje autobus na bramce, gość jeszcze ma Kaspera Schmeichela na bramce i wyczynia cuda, na twoje 25 strzałów on odda jeden i wygra – idzie dostać białej gorączki, ale to nie trwa długo. Padem nie rzucam, ale zdarzało się, że któryś z kolegów przychodził do szatni i mówił „kurde muszę kupić nowy kontroler”.

Wspomniałeś karty w FIFA Ultimate Team. Dużym przeżyciem jest posiadanie własnej karty zawodniczej?

Niestety nie mam swojej. To znaczy mam, ale taką normalną, a walczę z działem marketingu, żeby mi załatwili zieloną. Wiadomo, że musiałbym się obstawić w składzie ikonami, bo w przypadku zawodników z Ekstraklasy w FIFIE nie ma szans, żeby grać z kimkolwiek innym. Nie mogę się doprosić. Pamiętam, że Bartek Kwiecień, który kiedyś był u nas, a teraz jest w Jagielloni zajął drugie miejsce w wewnętrznym turnieju i dostał taką. To jest na pewno fajna sprawa. Dobrą zajawką jest, że grasz samym sobą.

Rozumiem, że klubami z Ekstraklasy nie gracie tak między sobą.

No powiedzmy sobie szczerze, że się nie da. W poprzednich częściach to jeszcze jakoś wyglądało, na przykład w dziewiętnastce. Teraz no to już jest mega kiepskie, nie chcę nawet komentować tego, jak to wygląda kiedy biegnę swoją postacią sam na sam z bramkarzem. Ale coś tam zdarzyło, podkręcamy sobie sami taką rozgrywkę. Najczęstszym zakładem jest, że od każdej bramki dyszka dla przeciwnika.

To, że musicie uatrakcyjniać grę, która sama w sobie powinna być rozrywką mówi samo za siebie. Chyba faktycznie czas przerzucić się na coś innego.

Zobaczymy jak będzie z tym Call of Duty. W czasach szkolnych pamiętam też jak na informatyce klasycznie graliśmy w CS-a. Potem zdarzało mi się też odpalić w domu, nawet miałem przez chwilę taką zajawkę, że chciałem lepiej strzelać i kupiłem sobie jakąś nową, fajną myszkę.

Pomogło?

Nie! Na tych lepszych serwerach jak tylko wychyliłem się zza rogu, to błyskawicznie dostawałem głowę…

Zdarzyło ci się później śledzić CS-a? Oglądałeś może jakiś turniej?

Nie, raczej niespecjalnie. Mieliśmy w Koronie kiedyś takiego Krystiana Misia, on tam mocno w tym siedział i był ostro zajarany tematem. Zresztą pashaBiceps, czyli chyba legenda CS-a był z jego okolic i podobno się znali. Mój braciak z kolei oglądał często komentatorów, którzy transmitowali jakiś turniej. Wtedy dziwiłem się, dlaczego on wysyła jakieś dotacje dla gości, którzy i tak za darmo puszczają ten mecz.

Wracając jeszcze na chwilę do tematu FIFY, to pozwala ci ona zachować kontakt z kolegami z byłego klubu, albo tymi, którzy odeszli z Korony?

Kiedyś na pewno tak było, w FIFE 19 grała większość ekipy z Mielca, ale teraz zostałem chyba tylko ja i Tomek Libera. Jak już wspomniałem, poziom rozgrywki zniechęca po prostu innych. Jakbyś jednak wszedł w jakieś nasze konferencje czy grupy na facebooku, to tam dziewięćdziesiąt procent multimediów to screeny z gry. To na pewno pozwala utrzymać kontakt z częścią znajomych. Z kolei z tymi na miejscu czasem spotykamy się nawet nie tyle co na FIFĘ, a na jakieś karcianki czy planszówki.

No i to jest dopiero ciekawa odskocznia.

Zdecydowanie. Gramy czasem czy to w Scrabble, czy to w Taboo. Wśród moich kolegów mega popularna była też taka gra związana z pociągąmi, której nazwy nie pamiętam…

Może „Wsiąść do pociągu”. Budowało się tory?

Tak, tak! I szyny były złe i … W każdym razie to w pewnym momencie było bardziej popularne nawet od pokera u chłopaków z Mielca.

Żałujesz z perspektywy czasu, że nie przysiadłeś bardziej do jakiejś gry?

Wychodzi na to, że w tego Fortnite’a trzeba by pograć, skoro kasuje się tam tak takie kwoty! A tak na poważnie, to Polacy dobrze sobie radzą w tych rozgrywkach?

Myślę, że akurat tutaj jesteśmy jednym z mocniejszych regionów w Europie. Nawet na World Cupie było trzech graczy z Polski, przywieźli po pięćdziesiąt tysięcy na głowę.

I weź tu powiedz potem dziecku „nie graj w gry”!

Fot. 400mm.pl / Piotr Kucza

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze