Niedzielny gracz: Wojciech „Łozo” Łozowski
POLSKI ESPORT
Wywiady

Niedzielny gracz: Wojciech „Łozo” Łozowski

13.09.2020, 19:02:39

Wiele osób może wyobrażać sobie zresztą, że moją decyzję podyktowała malejąca popularność. Prawda jest jednak taka, że chciałem ułożyć inaczej życiowe fundamenty. Od dwudziestego do trzydziestego drugiego roku życia zapierdzielałem jak dzik. Koncerty, programy w telewizji, nieustanne trasy i życie w busie. W pewnym momencie musiałem wziąć życie w swoje ręce. Odpocząć – mówi nam Wojciech „Łozo” Łozowski w rozmowie o życiowych zmianach, trudnych decyzjach i drodze, na której kierunek wytycza pasja do gamingu.

Niewielu zdaje sobie pewnie z tego sprawę, ale przed założeniem Afromental i sukcesami w show-biznesie, tworzyłeś drużynę Call of Duty.

Od dziecka kocham gry. Zajarałem się nimi już podczas pierwszego zetknięcia z automatami, kiedy do salonu zabrał mnie ojciec. Przechodziłem przez etap gameboy’ów, większych konsol i nagle przyszedł czas na PC-ty. Zaczęło się niewinnie – od zabawy z tytułami strategicznymi. W pewnym momencie kumple powiedzieli mi jednak, że istnieje gra, która pozwala rywalizować z innymi ludźmi przez Internet. To właśnie wtedy Call of Duty zawładnęło moim serduchem i zrewolucjonizowało spojrzenie na gaming.

Call of Duty czy Medal of Honor to ogromne klasyki. Na polskich osiedlach wówczas królowały jednak inne sieciowe FPS-y.

Oczywiście – miałem w środowisku znajomych, którzy grali w Counter-Strike’a czy Quake’a, ale moja osobowość zawsze kazała mi iść pod prąd. Kiedy wszyscy słuchali Nirvany, znajdowałem Alice in Chains. Gdy na szczycie była Metallica, w moich słuchawkach królował Godsmack. Właśnie dlatego w ogólnie nie zaprzyjaźniłem się z CS-em. Wraz z kumplami ukochaliśmy sobie pierwszą część CoD-a. 

Nie każdy dzieciak, który spędza wolny czas przed komputerem, postanawia jednak założyć drużynę.

Uwielbiałem publiczne serwery. Bardzo szybko zauważyłem, że goście, którzy grają najlepiej, ustawiają przed nickami tagi. Postanowiłem, że będę strzelać tak dobrze, by prędzej czy później zwrócić ich uwagę. Po jakimś czasie jeden z nich – niejaki Wolf – zagaił mnie i zaproponował założenie klanu. Tak powstał SWS – Silent Wolves Squadron. W totalnie amatorski sposób postawiłem stronę internetową, a to niewinne wydarzenie doprowadziło mnie po jakimś czasie do większej drużyny. W T3N zaczęliśmy wojować na większą skalę. Duże plany, klanowe serwery, pojedynki na ClanBase. Przez moment byliśmy drugim składem w Polsce.

Wielu dzieciaków może pozazdrościć ci tego, że w świat gamingu wprowadził cię tata. Dziś częściej słyszymy o tym, żeby rodzice bronili swoje pociechy przed grami.

Wychowałem się w rodzinie zafascynowanej intelektualną rywalizacją. Miałem to szczęście, że mój ojciec od zawsze kochał gry. Wraz z dziadkiem od małego uczyli mnie rozgrywki w warcaby, szachy czy karty. Kiedy technologia zaczęła się rozwijać, w domu naturalnie zaczęły pojawiać się kartridże do Gameboya.

Okazuje się, że gry – również te elektroniczne – mogą być świetnym pomostem łączącym pokolenia. Platformą pozwalającą na to, by ludzie z różnych grup wiekowych złapali wspólny język.

Nie wszyscy przedstawiciele starszego pokolenia są w stanie gry pokochać. Czasy się jednak zmieniają i dzieciaki, które dwadzieścia lat temu odpaliły pierwsze Call of Duty, dziś spędzają w ten sposób czas ze swoimi synami i córkami. Pod tym względem szykuje się spora rewolucja. Wizerunek gier komputerowych dynamicznie się zmienia. Stara gwardia wciąż może temat ignorować, ale nim jej przedstawiciele zdążą się obejrzeć, przygniecie ich ogrom branży.

Jedni w grach szukają adrenaliny lub rozrywki, inni oderwania od rzeczywistości czy trudnego dzieciństwa. W twoim przypadku też da się wyszczególnić jakiś konkretny bodziec?

Uwielbiam przeżywać przygody, a każda gra jest przecież niesamowitą historią ufundowaną przez dewelopera. Kocham też rzucanie sobie wyzwań. Przejście kolejnych tytułów traktowałem więc ambicjonalnie. Musiałem rozgryźć wszystkie zagadki, odnaleźć konkretne ścieżki i poznać możliwości danej produkcji. Pociągała mnie świadomość tego, że twórcy nie byli w stanie wymyślić czegoś, co mogłoby mnie zatrzymać.

Wielokrotnie w swojej karierze udowadniałeś, że przygoda jest tym, za czym warto dążyć. Widzę w tobie jednak również gościa, który kocha rywalizację.

Bardzo lubię zdrową rywalizację – począwszy od pokera, szachów czy warcabów, przez sporty wszelkiego rodzaju, właśnie na grach komputerowych kończąc. Jeśli w parze z emocjami idzie w dodatku towarzyskie spędzanie czasu z kumplami – trudno nie wsiąknąć w świat gamingu. Uwielbiam tworzyć zespoły, którym przyświeca wspólny cel.

Wojciech "Łozo" Łozowski podczas konferencji przedstawiającej nowy start Polskiej Ligi Esportowej. Wojciech Łozo Łozowski na konferencji przedstawiającej nowy start Polskiej Ligi Esportowej. fot. Piętka Mieszko/AKPA

Wojciech „Łozo” Łozowski podczas konferencji przedstawiającej nowy start Polskiej Ligi Esportowej. Wojciech Łozo Łozowski na konferencji przedstawiającej nowy start Polskiej Ligi Esportowej. fot. Piętka Mieszko/AKPA

Kiedy zacząłeś rozwijać karierę, założyłeś Afromental, zostałeś prezenterem MTV, wkroczyłeś do świata show-biznesu, pasja do gamingu została uśpiona?

Istniało takie ryzyko, ale przez całe życie dążyłem do tego, by czas na granie jednak sobie zagospodarować. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważną częścią mojej codzienności jest gaming. Kiedy pracowałem w MTV, współtworząc w tym samym czasie Afromental, wciąż grałem w drużynie Call of Duty. Po jakimś czasie wkręciłem się też w World of Warcraft. Miałem sporo roboty, ale kiedy wracałem do domu z podróży, wsiąkałem właśnie w świat WoW-a.

Zaskoczyłeś mnie. Myślałem, że w najbardziej szalonym okresie twojego życia gry zeszły jednak na dalszy plan i dopiero odejście z Afromental pozwoliło ci wrócić do zajawki.

Kiedy kariera nabrała tempa, zacząłem występować w większej liczbie programów telewizyjnych, zaproszono mnie do Tańca z Gwiazdami i grałem więcej koncertów, czasu faktycznie zaczęło brakować. Wtedy jednak odstawiłem po prostu PC-ta i przesiadłem się na PlayStation. Prawda jest taka, że połowa chłopaków z Afromental to mocni gamerzy, więc nie byłem osamotniony w swoich zajawkach. Podczas tras koncertowych konsola towarzyszyła nam regularnie.

Mimo wszystko w 2017 roku wywróciłeś swoje życie do góry nogami. Poszedłeś pod prąd, opuszczając zespół, który na dobrą sprawę był twoim dzieckiem. Pojawiły się nowe możliwości.

To był impuls, by gamingu nie traktować już czysto rekreacyjnie i poświęcić mu się dużo bardziej. Po pierwsze – chciałem spełnić swoje dziecięce marzenie. Po drugie – szukałem nowych możliwości biznesowych. 

Dążyłeś do tego, by nie patrzeć na muzykę, jak na sposób zarabiania pieniędzy?

Polski rynek wydawniczy nie jest łatwy. Wielu artystów idących za głosem serducha nie zbiera poklasku, wobec czego zaczyna kalkulować, co im się aktualnie opłaca. Jeśli muzyk nie pójdzie na kompromisy z samym sobą, może zdarzyć się tak, że nie będzie miał za co kupić bułek. Na swojej drodze życiowej poznałem masę zespołów, które były świetne, ale nie wpasowały się mainstreamowe gusta i przez to nie odniosły sukcesu.

Albo w drugą stronę – zespoły, które były świetne, ale z uwagi na potrzeby rynku zapętliły się w miałkich rejestrach i zaczęły odgrzewać ten sam kotlet.

Dokładnie, a ja nie chciałem na to pozwolić. Musiałem więc znaleźć źródło dochodu, które pozwoli mi w sposób niezależny spojrzeć na solowy projekt bez potrzeby dostosowywania go do rynku.  Nawet jeśli album, nad którym właśnie pracuję, nie spodoba się szerszej publice, odhaczę to, co gra mi w serduchu. Streamowanie daje mi więc artystyczną niezależność, a przy okazji sprawia ogrom frajdy. 

Spotykasz się czasem z zarzutami o tym, że gość z show-biznesu wbił się do miejsca, w którym być go nie powinno?

Dwa i pół roku streamowania nie było łatwe. Dużo osób na czacie – zgodnie z polską mentalnością – zaczęło wbijać mi szpile. Starałem się na to nie reagować i po prostu robiłem swoje. Regularnością i konsekwencją musiałem przekonać społeczność, że nie jestem pozerem.. Ostatecznie zdałem chyba egzamin i mam wrażenie, że zostałem zaakceptowany przez środowisko. Ludzie zauważyli, że moja zajawka nie to nie bull shit.

Okazało się jednak, że znane nazwisko nie jest gwarantem sukcesu w Internecie.

Początkowo myślałem, że rozpoznawalna gęba zagwarantuje mi łatwiejszą drogę do celu. I choć start faktycznie miałem bardzo dobry, doskonale pamiętam okresy, w których śledziło mnie po trzydzieści osób. Środowisko gamingowe rządzi się zupełnie innymi prawami niż świat telewizji i show-biznesu. Widziałem jednak, że nie mogę się poddać, bo – jak wiele razy już powtarzałem – od dzieciaka kocham ten świat. Chcę z bliska cieszyć się jego sukcesami i być na pierwszej linii frontu podczas historycznych wydarzeń.

Jesteś znany z uśmiechu, przebojowości i ogromnej energii, a wkroczyłeś do świata pełnego introwertyków. Być może to rzucało na ciebie cień podejrzeń ze strony niektórych widzów. 

Jest taka możliwość. Środowisko gamingu czy esportu jest bardzo hermetyczne i ja to szanuję. Ludzie jednak mają o mnie błędne mniemanie. Część z nich zna mnie z dwóch teledysków, pracy w MTV czy występów w programach telewizyjnych. Prawda jest taka, że w głębi duszy jestem nerdem. Już w szkole łączyłem dwa światy. Z jednej strony bujałem się z przebojowymi dzieciakami, z drugiej trzymałem sztamę z nieśmiałymi zajawkowiczami RPG-ów. Bardzo dobrze odnajdywałem się w obu grupach i to się nie zmieniło do dzisiaj.

Gdybyś zajął się tylko streamingiem, czułbyś się bezpieczny finansowo?

Trudno mi powiedzieć, bo nigdy nie zrobiłem z siebie stuprocentowego streamera. Oczywiście – na samym początku transmisje odpalałem nawet sześć dni w tygodniu. Musiałem umocnić swoją pozycję. Po dwóch latach, kiedy faktycznie zyskałem szacunek środowiska, nieco zwolniłem tempo. Dziś traktuję to pół-hobbystycznie, pół-zawodowo. Wciąż się rozwijam i staram się przyciągnąć nowych ludzi, ale nie robię tego na pełen etat. Aktualnie pracuję też nad płytą i innymi projektami, więc muszę w inny sposób gospodarować czasem.

Ludzie ze świata muzyki i show-biznesu musieli przecierać oczy, kiedy zobaczyli, czym zacząłeś się zajmować.

Kiedy pojawiłem się w Dzień Dobry TVN, Kinga Rusin nie mogła uwierzyć, że streamuje. – Wojtek, miałeś takie kolorowe życie – mówiła. – Zrezygnowałeś z tego, żeby grać gry? – pukała się w czoło. To naturalna reakcja większości osób. W show-bizie nie mogą zrozumieć, że robię dziś to, co sprawia mi frajdę. Traktują gaming jak zabawkę dla dzieci. Nie kumają tego, że gry stały się ogromną częścią światowej kultury, a cały rynek skalą zaczyna przypominać Hollywood. Gwiazdy wielkiego ekranu już pojawiają się w grach. Cyberpunk czy Death Stranding są tego najlepszym dowodem.

Decyzja, którą podjąłeś, jest mimo wszystko bardzo odważna. Pasja to jedno, ale kiedy z każdej strony słyszysz głosy stygmatyzujące to, co robisz, nietrudno o zwątpienie.

Grałem koncerty, jeździłem po całym świecie, występowałem w telewizji – i nagle rzuciłem to wszystko dla gier. Ludzie osłupieli. Jestem jednak bardzo pewny swojej zajawki, a to pozwala mi całkowicie ignorować opinię publiczną. Patrzę wyłącznie przed siebie. Przez całe życie idę pod prąd. Taki mam charakter.

Obejrzałem kilka wywiadów, w których próbowałeś zejść na temat gamingu, ale dziennikarze szybko ignorowali tę kwestię. Brakowało ci otwartej rozmowy o swojej zajawce w środowisku, w którym obracałeś się przez pół życia?

Jasne, że tak – i nie chodzi tu tylko o środowisko telewizyjne. Część moich znajomych również nie mogła zrozumieć, po co do cholery spędzam tyle czasu przed komputerem. Okazało się jednak, że intuicja mnie nie zawiodła. Nagle zaskoczyła nas pandemia i to właśnie stream pozwolił mi zarobić pieniądze na życie. Kumple ze świata muzyki nie mieli tak łatwo. Żeby się utrzymać, musieli wywrócić życie do góry nogami.

Przewrotne jest to, że po latach kariery muzycznej trafiłeś do radia, zacząłeś prowadzić autorską audycję i… nie mówisz w niej o muzyce.

Poza krótkim epizodem na studiach – newonce.radio jest moją pierwszą przygodą z radiem. W życiu nie pomyślałbym o tym, że kolejna próba doprowadzi mnie do gadania o grach w jednej stacji z Kubą Wojewódzkim czy Piotrem Kędzierskim. To zupełnie nowe wyzwanie, które kosztowało mnie bardzo dużo stresu, ale przy tym – przyniosło w cholerę satysfakcji.

Skończyliście pierwszy sezon. Myślicie o kontynuacji?

Niedawno zorganizowaliśmy spotkanie podsumowujące, podczas którego okazało się, że „Tony Gram” przyjęło się rewelacyjnie. Wyniki są świetne – porównywalne z największymi audycjami w radiu. Drugi sezon wydaje się naturalnym ruchem. To dowód na potęgę gamingu, a jednocześnie pstryczek w nosy wszystkich niedowiarków.

Streaming, radio, ale i Polska Liga Esportowa. Jaką rolę będziesz pełnić w projekcie?

Przy okazji Polskiej Ligi Esportowej chcemy skupić się na rozwoju polskich zawodników i być może zrobić z nich gwiazdy. Będę pełnić w tym procesie rolę doradczą.  Kiedy pierwszy raz pojawiłem się na Poznań Game Arena czy Intel Extreme Masters w Spodku, byłem w szoku. Okazało się, że esportowcy cieszą się równie dużą, a nawet większą popularnością niż ja w czasie największych sukcesów Afromental. Pojawiają się na sali i automatycznie otacza ich tłum. Część z młodych graczy może to przytłaczać. Chętnie podzielę się z nimi moim doświadczeniem. 

Obecność osób spoza esportu, jak ciebie czy Marcina Gortata, może być bezcennym zastrzykiem wiedzy. Często odnoszę wrażenie, że młodzi zawodnicy nie są przygotowani na wyzwania, jakie niesie profesjonalna kariera.

Trzeba uświadomić młodych ludzi, że jeśli osiągną sukces w esporcie, zaczną być gwiazdami z prawdziwego zdarzenia. Wskazać im drogę do tego, by z dobrych wyników stworzyli trampolinę do lepszego życia. Nauczyć wykorzystywać ogromne zasięgi w sferach biznesowych. Opowiedzieć o możliwościach inwestycji w wizerunek. Przestrzeń jest ogromna, a w Polskiej Lidze Esportowej postaramy się ją wypełnić. Edukacja zarówno graczy, jak i rodziców jest niezwykle istotna. 

Dzielenie się doświadczeniem to jedno, ale podejrzewam, że w PLE działać będziesz na większą skalę.

Przede wszystkim zajmę się prowdzeniem wydarzeń organizowanych przez ligę. Będę jedną z twarzy projektu. Oprócz tego pomagam przy pracy kreatywnej. Prowokuję esportowych specjalistów do tego, by spojrzeli na temat z show-biznesowej perspektywy. Widzę ogromne pole, które można wypełnić akcjami niespotykanymi dotychczas w świecie gamingu.

Nietrudno zauważyć, że do polskiego esportu wdarła się stagnacja. Trochę świeżości mu na pewno nie zaszkodzi.

Powód jest prosty – do tej pory esport nie dopuszczał do siebie ludzi z zewnątrz. Wszyscy chcieli polegać wyłącznie na sobie. Samowystarczalność jest świetna i doskonale rozumiem to podejście. Żeby jednak wejść na wyższy poziom, warto poprosić o pomoc specjalistów, którzy osiągali sukcesy w innych branżach. Jeśli chcesz zrealizować zajebisty film – zatrudnij filmowca, a nie gościa, który jara się grami, a w szafie trzyma zakurzoną kamerę. 

A co z branżą, z której bezpośrednio się wywodzisz? Esport coraz częściej przenika się ze światem muzyki.

Podziwiam to, w jaki sposób Epic Games wykorzystało muzykę do promocji Fortnite’a. Wspólne przeżywanie muzycznych wrażeń dzięki grom jest przyszłością i myślę, że podobne kolaboracje będą się nasilać.  W Polsce mieliśmy już kilka prób, w które angażował się Bedoes czy Słoń. Z Polską Ligą Esportową sprowokujemy podobne ruchy.

Bedoes swego czasu nagrał utwór całkowicie oparty na wersach o grach wideo. Wpadłeś kiedyś na podobny pomysł?

Swego czasu myślałem o tym, żeby napisać tekst, który na jednej płaszczyźnie opowiadałby o życiu, ale równocześnie nawiązywał do Fortnite’a i całej formuły battle royale. Trochę przy tym kombinowałem, ale w pewnym momencie zajawka mi zgasła. Nie jest jednak powiedziane, że do tego nie wrócę. Wszystko musi wyjść naturalnie, a nie – tak jak wspominałem wcześniej – być kalkulacją biznesową.

Nie po to uniezależniłeś się od muzyki, żeby teraz grać pod publiczkę.

Dokładnie. Mocne ciśnienie na osiągnięcie sukcesu mam już odhaczone. Nie zależy mi na tym, żeby zgarniać poklask publiki. Jest wręcz przeciwnie. Wszyscy wokół mnie pragną sławy i są w stanie pójść po nią nawet po trupach. Brzydzę się tym. Nagle widzimy osoby, które osiągnęły szeroko rozumiany sukces wizerunkowy, robiąc rzeczy, które nie sprawiają im radości. Rozgłos coraz rzadziej staje się konsekwencją realizowania rzeczy prosto z serducha.

Nie tęsknisz mimo to za znajdowaniem się na pierwszej linii frontu wielkiego świata show-biznesu?

Wiele rzeczy musiałem poukładać w głowie na nowo. Zastanawiałem się, czy chcę znów znaleźć się na świeczniku. Doszedłem do wniosku, że – tak, chcę, ale musi towarzyszyć temu frajda i dziecięce zacięcie. Jeśli konsekwencją pasji stanie się to, że znów znajdę się na językach ludzi, jestem na to gotowy. Nie podporządkuje jednak pod to życia.

Kiedy większość osób wokół nas dąży – z lepszym lub gorszym skutkiem – do osiągnięcia wielkiego sukcesu, ty poszedłeś pod prąd. W okolicy trzydziestki stwierdziłeś, że odczuwasz przesyt. Mówi się o tym, że upadek ze szczytu boli. Zejście na własne życzenie też nie jest na pewno łatwe.

To cholernie trudne. Wiele osób może wyobrażać sobie zresztą, że moją decyzję podyktowała malejąca popularność. Prawda jest jednak taka, że chciałem ułożyć inaczej życiowe fundamenty. Od dwudziestego do trzydziestego drugiego roku życia zapierdzielałem jak dzik. Koncerty, programy w telewizji, nieustanne trasy i życie w busie. W pewnym momencie musiałem wziąć życie w swoje ręce. Odpocząć.

Od początku do końca byłeś pewny, że podjąłeś odpowiednią decyzję?

Pojawiła się oczywiście refleksja. Odpuściłem, przez co zniknąłem ze świadomości wielu ludzi. Nagle okazało się, że wiele drzwi się za mną zamknęło i niełatwo wrócić do akcji. Jakiś czas temu miałem świat show-biznesu w małym paluszku. Dziś uczę się wszystkiego na nowo. Spierałem się przez to z depresyjnymi momentami. Pojawiło się myślenie o tym, że popełniłem błąd; że być może za bardzo się pospieszyłem. Choć pewnych momentach chodziłem po omacku, ostatecznie jednak doszedłem do miejsca, w którym chciałem być. I dziś jestem szczęśliwy.

Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze