Niedzielny gracz: Wac Toja
Battle Royale
CS:GO
Pozostałe
Wywiady

Niedzielny gracz: Wac Toja

30.08.2020, 12:45:18

Kiedyś młody wilk Popkillera i jeden z najbardziej obiecujących rapowych głosów młodego pokolenia. Dziś absolutnie topowa ksywa wśród polskich artystów lawirujących w kulturze hip-hop. W życiu prywatnym może nie jest najbardziej hardkorowym graczem wśród muzyków, ale jego losy niejednokrotnie splatały się z wirtualną rozrywką. Kolejny bohater cyklu „Niedzielny gracz” – Wacław „Wac Toja” Osiecki. 

Jakiś czas temu media obiegło twoje zdjęcie ze szpitala. Rekonwalescencja przebiega zgodnie z planem? 

Zdecydowanie, wszystko zmierza ku wolności. Nadal noszę co prawda ortezę, ale normalnie chodzę, robię wszystko tak jak zawsze. Jest git. 

Kontuzję złapałeś podczas gry w piłkę nożną, więc pewnie w pierwszych dniach FIFA wjechała jak zła. 

W FIFE czy PES-a grałem i gram do dziś, ale ostatnio bawiłem się raczej przy innych tytułach. Świeżo po założeniu gipsu pojechaliśmy do koleżki i graliśmy w Call of Duty. W trybie Battle Royale byliśmy pierwsi na mapie. Zajebiście się przy tym bawiłem. 

Czyli jednak jak już w coś grasz, to musi być w tym element rywalizacji z innymi ludźmi. 

Właśnie. Jak mam w coś grać, to lubię włączyć COD-a z innymi chłopami przez neta. Muszę czuć adrenalinę. Najfajniej grać z ziomkami we czwórkę na jednym ekranie, ale dziś rzadko się już to zdarza. Kiedyś powstawały tytuły, które oferowały taką opcję, a teraz nie jest to raczej szczególnie popularne. 

W przeszłości też oddawałeś się strzelaninie w Call of Duty, czy może jednak na tapecie były obecne inne produkcje? 

Pamiętam, że za dzieciaka z kuzynami mocno cisnęliśmy w pierwsze, oryginalne Modern Warfare. W trzy albo cztery osoby robiliśmy sobie deathmatch na takiej małej mapce i było to naprawdę zajebiste. Świetnie wspominam ten czas pod względem radochy, jaką czerpałem z grania. Graliśmy też dużo w multiplayer Uncharted 2 oraz Resistance na konsoli.

Musiałeś kiedyś godzić gry z muzyką? W FPS-ach raczej trzeba się skupić na odgłosach rozgrywki. 

W gimnazjum miałem taki moment, sporo grałem na komputerze w Counter-Strike’a. Wchodziłem na serwer i odpalałem sobie muzę. Ludzie mogą pomyśleć, że nieszczególnie idzie to w parze, bo trzeba nasłuchiwać kroków i innych rzeczy, ale ja miałem to w dupie. Ogarniałem wszystko wzrokowo. Do tego na słuchawkach leciały mi wszystkie rapowe nowości, miałem w bani całą bibliotekę muzyczną. 

Skoro już o Counter-Strike’u mowa, to w Trójmieście jest niezła miejscówka, która nazywa się Kinguin Esports Lounge. Musisz się tam kiedyś wybrać. 

Tak się składa, że ostatnio byłem tam właśnie z ziomkami. Mega klimat, dobre drinki. Chociaż drinków akurat do grania nie polecam, bo przeciwnicy wykorzystują to bezlitośnie… Nie mieliśmy dużo czasu i planujemy się wybrać ponownie na jakieś grubsze granie. To jest właśnie największy plus tego miejsca, że można się dobrze bawić w świecie wirtualnym, ale emocje przeżywać z innymi ludźmi w realnym. 

Wychodzi na to, że nie ma dla ciebie znaczenia czy grasz na komputerze, czy konsoli. Na obu platformach potrafisz się dobrze bawić. 

Dodałbym do tego jeszcze nawet telefon. W ubiegłe święta kupiło mnie PUBG Mobile. Fajna sprawa, że można tak naprawdę w dowolnym miejscu złapać się z kumplami na mapie i razem przeprowadzać jakieś ataki na inne grupy, gadając przy tym normalnie do mikrofonu. Teraz już co prawda odinstalowałem, ale był taki moment, że sprawiało mi to mnóstwo frajdy. 

Na konsoli gościło z kolei coś oprócz FIFY czy PES?

Przez wszystkie lata przewinęło się na pewno sporo różnych tytułów. Pierwszy kontakt z konsolą miałem jeszcze przed Play Station 1. Komputer na dyskietki z grami, pegasus, czy inne gry telewizyjne. Później z braćmi, kuzynami i kolegami dużo też łupało się w tytuły z PS1 jak Crash, Tekken, PES, Toy Story czy Resident Evil. Na PS2 i komputerze wleciały prawie wszystkie odsłony Tony Hawk Pro Skater i NFS Most Wanted. Na PC dużo grałem w Quake, Unreal Tournament, Taxi Driver, NFS Underground 2. Na PS3 zajebistą zabawą były wyścigi w Sonic na podzielonym ekranie albo Little Big Planet. Tekken był super, Uncharted 3 na podzielonym ekranie przez neta miało mocny klimat. Nigdy jednak nie potrafiłem przesiedzieć przy grze większej ilości czasu. Tak samo mam zresztą z książkami czy filmami. Rzadko, który tytuł przykuje moją uwagę na tyle, by go dokończyć. Myślę, że to pewnego rodzaju filtr jakości. Tylko muzyka jest w stanie mnie mocniej zaabsorbować, ale może to wynika z tego, że są to krótkie kawałki, nad którymi siedzisz, a potem i tak musisz je zostawić. Z grami mam ten problem, że nigdy nie wsiąknąłem aż tak mocno w fabułę i czasem gubię się na mapach. Łatwo mi na nich stracić orientację. 

Była jakaś gra, którą przeszedłeś do końca? 

Parę tytułów by się znalazło.Total Overdose, God Of War i God Of War 2. Ostatnią grą, która uraczyła mnie napisami końcowymi, był Fallout 3. Do teraz odbija mi się nauko-cola.

W naszym cyklu pojawił się kilka miesięcy temu obszerny wywiad z Bedoesem, który przyznał, że dla niego gry były sporą inspiracją. Miałeś kiedyś sytuację, że napisałeś linijkę pod wpływem emocji, które zrodził u ciebie epizod jakiejś produkcji? 

Przyznam szczerze, że tak na wyrywki ciężko mi wskazać konkretny przykład, ale z tyłu głowy siedzi mi, że coś takiego na pewno się wydarzyło.

Ostatnio Borixon i Żabson zostali DJ’ami w Fortnite. Gdyby Wac Toja miał być postacią z gry, to jaka postać by to była?

Drake z Uncharted 2. Kozacko byłoby odkrywać nieznane cywilizacje, eksplorować nowe miejsca, zdobywać skarby i u boku mieć piękną kobietę. To byłoby to. 

Gry to jedno, ale interesowałeś się kiedyś esportem?

Nigdy nie wnikałem w ten temat dogłębnie. Słyszałem jedynie opowieści o zawodach i graczach. Uważam to za zajebistą akcję, symbol przyszłości. Skala tego zjawiska jest niesamowita i obrazki z aren robią ogromne wrażenie. Nic tylko podziwiać. 

 Zdarzyło ci się obejrzeć jakiś mecz w Counter-Strike’a lub inny tytuł? 

Jeszcze nie. Na pewno nie w całości. Można powiedzieć, że cały czas jest to wszystko przede mną. Co prawda nie jest to numer jeden na liście rzeczy do zrobienia, ale autentycznie ciekawi mnie ten temat i w końcu na bank będzie okazja. 

Na koniec jeszcze krótkie pytanie dotyczące twojej najnowszej płyty – „PLASMA”. Czym ten album różni się od poprzednich, co jest jego najlepszym elementem? 

Przede wszystkim jakość. Płyta powstała dość szybko, a wynikało to z emocji, które przeżywałem. Fajnie, że mogłem je zawrzeć w muzyce i wyrazić się akurat w ten sposób. Poczułem ulgę, bo wypłynęły ze mnie rzeczy, które trawiły moje wnętrze.

Pandemia uderzyła w promocję? 

Jasne, brakowało przez długi czas koncertów, podczas których można dodatkowo promować materiał, spotkać się z fanami, wyrazić się na żywo i zarobić hajs. Nie było jednak tragedii. Grunt, że można było normalnie realizować klipy i nagrania studyjne. 

Fot. Mikołaj „Mixone” Bujak / Fresh N Dope

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze