Niedzielny gracz: Jak sportowcy oddali się esportowym emocjom
POLSKI ESPORT
Pozostałe
Reportaże

Niedzielny gracz: Jak sportowcy oddali się esportowym emocjom

31.05.2020, 18:44:29

Kiedy pierwszy raz usłyszałem o projekcie ORLEN Stay&Play, pomyślałem sobie, że projekt nie ma raczej większych szans na osiągnięcie realnych założeń. Sportowcy zwykle poświęcają przecież swoim dyscyplinom całe życie i często spode łba patrzą na takie ekscesy jak gry komputerowe. I nie zrozumcie mnie źle, to nie jest ich wina. Bałem się, że będzie to nienaturalne, bo niektórzy być może wcale nie chcieli marnować swojego czasu na rozgrywanie meczów w Rocket League. Z przypadku sam zostałem zaangażowany w akcję jako host treningów i cieszę się, że ta okazja się przydarzyła, bo na własne oczy przekonałem się, że moje obawy były kompletnie bezsensowne. Dzisiejszymi bohaterami cyklu „Niedzielny gracz” są więc wszyscy sportowcy, którzy w ostatnich tygodniach przyczynili się do tego, że mogliśmy być świadkami fuzji dwóch światów. 

Patrzysz na nazwiska takie jak Kubica, Zmarzlik czy Włodarczyk i myślisz sobie: jak ci ludzie mają się odnaleźć w rzeczywistości, która jest dla nich najpewniej bardzo odległa? Sama gra, do której sportowcy zostali wrzuceni, nie jest przecież czymś łatwym i schematycznym. Mówimy tutaj o produkcji, w której sam wytrzymałem łącznie 12 minut, a przecież obcuję z grami od 15 lat. Czułem w głębi duszy, że cały plan może spalić na panewce, a profesjonalni sportowcy zniechęcą się jeszcze tylko bardziej do wirtualnej rywalizacji.

I początki rzeczywiście nie były łatwe.

U niektórych sportowców widać było spore obawy, a momentami nawet zwykłą bezradność, kiedy przez 5 minut ganiali swoimi samochodzikami za piłką tylko po to, aby nawiązać jeden kontakt z futbolówką. Niektórzy pytani o to, czy cała inicjatywa zmotywuje ich do tego, aby po powrocie do normalności poświęcić wolną niedzielę na wirtualną rozrywkę, odpowiadali dyplomatycznie, że raczej i tak nie będzie czasu. Wyraz twarzy mówił czasem jednak wszystko.

Magiczne było jednak to, że czasem wystarczyło dziesięć minut, aby podejście uległo diametralnej przemianie. Kolarz Wojciech Pszczolarski był momentami tak skupiony, że nie zwracał uwagę na prowadzoną na transmisji konwersację. Żużlowiec Bartek Zmarzlik z typową dla siebie ciekawością wypytywał esportowców, którzy byli odpowiedzialni za prowadzenie treningów, o całą masę szczegółów na temat gry. Lekkoatleta Łukasz Krawczuk przyznał, że jeśli uwielbiasz wygrywać, to emocje można na spokojnie poczuć nawet w wirtualnej rzeczywistości.

Przy wirtualnym wyścigu w Assetto Corsa Robert Kubica pokazał, że wziął sprawę całkiem na poważnie. Co prawda na drodze do wyrównanej walki stanęły na pierwszym etapie problemy natury technicznej, ale taki już chyba urok naszego esportowego świata. Trwające równocześnie treningi w Rocket League przyniosły z kolei inne ładne obrazki. Kipiąca entuzjazmem Anita Włodarczyk, uaktywniający naturalny talent Maciej Giemza czy skupiona na zaleceniach trenera Agata Ozdoba-Błach będą pocztówkami całego projektu.

Ile pożytku z całej inicjatywy może mieć esportowe środowisko? W teorii niewiele, ale w praktyce akcja Orlenu mogła otworzyć oczy. Sami sportowcy na pewno zrozumieli, na czym polega fenomen wirtualnej rywalizacji, wszak idealnie odczuli to na własnej skórze. Wystarczy spojrzeć na kolarza Patryka Rajkowskiego, który w trakcie wygrywania finału prężył z dumą muskuły i cieszył się ze zwycięstwa, zapewniając jednocześnie, że nie zamierza urywać kontaktu ze swoim esportowym mentorem w postaci Mateusza „Laidera” Błażkowa.

Dzięki, że wpadliście do naszego świata Panie i Panowie sportowcy. Miło było was gościć!

Fot. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze