Jacuś: Nie odcinam się od niczego, co zrobiłem i co będę robić w przyszłości

Jacuś: Nie odcinam się od niczego, co zrobiłem i co będę robić w przyszłości

31.12.2020, 14:32:06

Nie da się uciec od tego, że gry stały się ważnym elementem naszej kultury i rzeczywistości wielu ludzi. Młodzi nimi żyją, a jeśli coś jest ważne dla tak dużego grona osób – warto coś na ten temat wiedzieć. Znać punkty odniesienia. Rozumieć kontekst. Nie lubię ignorancji. Dziś już nie spędzam przed grami tyle czasu, ale wiem, o co chodzi. Wywarły na mnie spory wpływ – mówi nam Jacuś, autor albumu Gucci Trip. Z muzykiem młodego pokolenia porozmawialiśmy o wpływie gier na popkulturę i życie, wykorzystywaniu League of Legends do obnażania absurdów polskiej polityki czy ogromnych pokładach kreatywności.

Na przestrzeni ostatnich tygodni pojawiłeś się na łamach CGM, Newonce, w To czy To. Dociera do ciebie, że stajesz się postacią medialną?

Trochę dociera, trochę nie dociera. Właściwie nie zwracam na to większej uwagi. Zdaję sobie sprawę, że przechodzę po prostu przez kolejny etap kariery. Od czegoś zawsze trzeba zacząć, a następnie pokierować swoją drogę w odpowiednim kierunku. Jeszcze jakiś czas temu kojarzono mnie z kilkoma numerami. Bardziej w kontekście postaci z Internetu niż pełnoprawnego muzyka. Można uznać to zarówno za świetny, ale i bardzo trudny start. Wszystko zależy od tego, z jakiej strony chcesz się pokazać ludziom. Nie było powiedziane, że uda mi się zerwać viralową łatkę. 

Mogłeś liczyć wyłącznie na internetowe liczby, nie zwracając uwagi na artystyczną jakość. Albo dążyć do tego, by być uznanym za muzyka z krwi i kości.

Chciałem połączyć oba te elementy w jedną całość. Dlatego nie odcinam się od niczego, co zrobiłem i co będę robić w przyszłości. Zależy mi na muzyce, ale i dotarciu do jak największej liczby odbiorców. Znam wielu artystów, którzy może mają „fajny przekaz”, ale brakuje im wszystkiego naokoło. Są przezroczyści, przez co nikt ich nie słucha. Stworzenie interesującej muzyki, a w dodatku opakowanie jej w ciekawy sposób nie jest łatwe.

Całe szczęście mityczny „przekaz” przestaje być już najważniejszym elementem rapu. Istotne jest też to, w jaki sposób chcesz przedstawić swoje pomysły. Tu kluczowa jest zresztą charyzma, której nie można ci odmówić.

Problem jest w tym, że niczego ludziom nie przekażesz, jeśli nie będą mieli ochoty cię słuchać. Każdy artysta powinien zacząć od tego, by przyciągnąć do siebie słuchaczy. Mówiąc do ściany, nie oczekiwałbym żadnej odpowiedzi. 

Bałeś się tego, że możesz na ten etap nie wejść, a ludzie nie zaczną na twoją muzykę patrzeć poważnie – z krytycznym zacięciem?

Bardzo nie lubię, gdy coś mi nie wychodzi. W spektrum tego strachu od początku mieściło się też to, że nie zostanę zauważony. Robiłem więc wszystko, by ludzie mnie dostrzegli. No i wyszło.

Namacalnym dowodem tego, że „wyszło”, jest debiut na OLiS. Nie każdy maturzysta może pochwalić się podobnym osiągnięciem.

„Gucci Trip” na OLiS? Spoko. Bardziej od samego wbicia się na listę cieszy mnie fakt, że dokonałem tego we własnym wydawnictwie. Wyniki odstawiłem na bok. To, że są, jest oczywiście super. Jeśli mam być jednak z czegoś dumny, to właśnie z tego, że osiągnąłem wszystko niezależnie – bez racji narzucanych z góry.

Co nie jest wcale ruchem oczywistym.

Wielu młodych artystów chciałoby pewnie zaczynać w podobny sposób, ale pójście samodzielną drogą wiąże się z ogromnym poświęceniem. Nie każdy ma tyle energii, by sprostać temu zadaniu. Nie wiem do końca, czemu udało się właśnie mnie. Może towarzyszył mi w tym wszystkim fart – trudno powiedzieć. Jedno jest pewne – od samego początku niezależność była moim głównym założeniem. 

Podobne podejście wiąże się z dużo większą pracą, ale podejrzewam, że radość z osiągniętego sukcesu jest wtedy ogromna.

Odczuwam niemałą satysfakcję. Nie jest wielką sprawą znaleźć się na OLiS, podpisując wcześniej kontrakt wiążący ręce na połowę życia. Nie chcę jednak walić sobie konia do samego siebie, mówiąc, że jestem zajebisty, a wszyscy inni popełniają błąd. Robiłem po prostu wszystko, aby zrealizować postawiony sobie cel i dziś mogę cieszyć się z tego, że mi się udało.

Sukces w pojedynkę jest kopem motywacyjnym, by nadal pracować  na własnych zasadach, czy jednak skorzystałbyś z ciekawej oferty?

Otrzymywałem już propozycje kontraktowe od kilku wytwórni. Nie przekonali mnie. Jeśli jednak pojawiłaby się interesująca, a przede wszystkim racjonalna oferta, to na pewno ją rozważę. 

W rozmowie z Jackiem Sobczyńskim przyznałeś, że Gucci Trip to w pewnym sensie the best of Jacuś. Love Song, Shake that ass czy I Don’t Take Pills, Cause I Take Drugs mogłyby się obrazić.

Może i by mogły, ale nagrywam tyle utworów, że nie zamierzam męczyć zgranego już materiału. Chcę pchać moją twórczość, nie odgrzewając starych kotletów. W okresie nagrywania płyty rozwinąłem się produkcyjnie, nauczyłem się wielu rzeczy i najzwyczajniej w świecie zacząłem zauważać niedoskonałości w starszych numerach. 

Skoro przetaczamy się już przez poszczególne utwory… Skąd pomysł na to, aby na debiutanckim albumie umieścić kawałek zatytułowany League of Legends?

Swego czasu LoL odgrywał w moim życiu ważną rolę. Spędzałem przed nimi i kilkoma innymi grami bardzo dużo czasu. Stwierdziłem więc, że dobrym pomysłem byłoby połączenie tego, co jest teraz na czasie z rapem. Szukam ciekawych tematów, które mogą przyciągnąć uwagę, a następnie obudowuje je popkulturową warstwą. League of Legends nie jest mi obce. Mam wiedzę zarówno na temat gier, jak i kwestii, które za pomocą LoL-a chciałem przekazać.

To bez wątpienia jeden z najbardziej zaangażowanych utworów na płycie. Jak to się stało, że właśnie LoL-a uznałeś za narzędzie do wytknięcia palcem absurdów polskiej polityki?

Sam nie wiem. To procesy, które dzieją się w mojej głowie podświadomie. Nagle wpadam na pomysł, przelewam go na papier, podbijam podkładem muzycznym i długo się nad tym nie zastanawiam. Nie ma w tym większej filozofii.

A samo wyjście od zabawy do zaangażowanego komentarza społecznego było efektem czego – odpowiedzialności artysty, który musi zabrać głos, czy najzwyklejszego wkurwienia? 

Taki już jestem. Niejednokrotnie kłóciłem się już na wiele tematów, przysparzając sobie tym samym problemów. Nie potrafię jednak siedzieć cicho, przyglądając się temu, co nas otacza. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam nieoczywiste dla każdego poglądy, ale między innymi właśnie dlatego tworzę niezależnie. Lubię tłumaczyć ludziom, jakie mam podejście do świata.

Nie irytuje cię więc, że część ludzi utożsamia Jacusia z melanżem i przewózką, nie widząc, co kryje się pod lwią częścią tekstów?

Jeśli wspomniani ludzie zajrzą kiedyś głębiej, być może odczują większą frajdę z obcowania z muzyką. Dotrą do czegoś nowego i potraktują dodatkowe znaczenia jak niespodziankę. A jeśli nie odkryją – może nawet lepiej dla nich, bo nie będą się przejmować. W pewnym sensie cieszę się zresztą, że nie każdy słuchacz zwraca uwagę na wszystkie znaczenia moich utworów. Taki jest poniekąd mój zamysł. W pierwszej kolejności chcę bawić i umilać czas, a niekoniecznie zmuszać do ciężkich rozkmin.

Jeszcze w ubiegłej dekadzie przyznawanie się do grania było w wielu środowiskach traktowane niczym wyraz bycia nieudacznikiem. Jak wygląda to dziś – w twoim środowisku?

Rozumiem ludzi, którzy uważali i być może nadal uważają, że gry są stratą czasu. Sam z nich wyrosłem kilka lat temu. Nie mam na nie zarówno czasu, jak i chęci. Patrząc w przeszłość widzę, ile energii kosztowały mnie wszystkie chwile spędzone przed komputerem. Grałem bardzo dużo, dzięki czemu jednak w głowie została mi wiedza, którą chcę wykorzystać. 

To znaczy?

Nie da się uciec od tego, że gry stały się ważnym elementem naszej kultury i rzeczywistości wielu ludzi. Młodzi nimi żyją, a jeśli coś jest ważne dla tak dużego grona osób – warto coś na ten temat wiedzieć. Znać punkty odniesienia. Rozumieć kontekst. Nie lubię ignorancji. Dziś już nie spędzam przed grami tyle czasu, ale wiem, o co chodzi. Wywarły na mnie spory wpływ.

Wpływ na życie – to mocne słowa.

Trudno to jednoznacznie wytłumaczyć. Nie wiem nawet, czy jestem w stanie. Jeśli jednak spędzasz przed czymś tyle czasu, dana rzecz automatycznie na ciebie oddziałuje. Zmienia tok rozumowania i sprawia, że na pewne sprawy patrzysz inaczej. Nie wiem, jakim byłbym człowiekiem, gdyby nie League of Legends, Call of Duty czy Stronghold. W pewnym sensie gry nauczyły mnie też tego, że… mogą być stratą czasu. Do wszystkiego trzeba podchodzić z umiarem.

Grałeś dużo. Czyli ile?

W League of Legends przegrałem cztery lub pięć tysięcy godzin. W Call of Duty: Black Ops dwa lub trzy tysiące. Jeśli to zsumować i wyodrębnić liczbę dni, można się przerazić. Gdy zaczynałem w coś grać, chciałem być najlepszy. W CoD osiągnąłem więc maksymalny prestiż. W LoL-u zaczynałem w czwartym sezonie, skończyłem na początku siódmego. Diament udało mi się zdobyć już w szóstym sezonie. Moją najwyższą dywizją był prawdopodobnie Diament II.

Jak zaczęła się twoja przygoda z League of Legends?

Trudno mi powiedzieć. Wydaje mi się, że zadziałała presja społeczeństwa. Wiele osób w otoczeniu grało, więc chciałem zobaczyć, z czym to się je. I tak właśnie zakorzeniłem się głównie na środkowej alei i w dżungli. Jeśli chodzi o mida – pamiętam czasy starej LeBlanc, bardzo lubiłem też Lissandrę czy Oriannę. W lesie masterowałem głównie Lee Sina.

Interesowałeś się przy tym esportem?

Tak, byłem wielkim fanem TSM i Bjergsena. Pamiętam też oczywiście polski Team Roccat i Nervariena komentującego ich mecze nawet w telewizji. W pewnym okresie sam myślałem o tym, żeby stać się profesjonalnym graczem i występować na najwyższym poziomie, ale – nie oszukujmy się – po prostu byłem za słaby. 

Bedoes najpierw nagrał Toy Story, a następnie współpracował z Riot Games nad powstaniem jednej ze skórek Ekko. Może czas na Lee Sina dubbingowanego przez Jacusia?

Doszły mnie słuchy o akcji z Bedoesem i uważam to za mega zajawkę. Gdyby zaproponowano mi podobną inicjatywę, długo bym się nie zastanawiał. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że na takie rzeczy przyjdzie jeszcze czas. Jestem na początku swojej drogi, wciąż walczę o popularność i mam wiele rzeczy do udowodnienia. Pożyjemy, zobaczymy. 

Ważnym elementem twojej twórczości stały się kobiety. Jaki tytuł wybrałbyś na wspólne posiedzenie z jedną z nich?

Na myśl przychodzi mi UFC, w które ostatnio miałem okazję zagrać. Fajna gierka. Ale raczej nie zaproponowałbym żadnego, bo sam bym się szybko znudził. Wieczór z kobietą wolałbym spędzić w zdecydowanie inny sposób.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nie sposób odbierać twojej twórczości czysto muzycznie. To cała stylistyka. Teledyski, scenografia, ruchy sceniczne, język. 

Od początku było to moim założeniem, dlatego staram się chłonąć jak najwięcej, cały czas się ucząc. Im więcej człowiek wie, tym zgrabniej jest w stanie połączyć różne rzeczy. 

Z jednej strony pojawia się więc sprawdzian z matmy, radość z odwołania ustnych matur i Summoner’s Rift, z drugiej wielka kasa, Barack Obama i szybkie samochody. Z czego wynika tak duży rozstrzał w twoich tekstach? 

Na tym polega moje życie. Nie mówię, że wszystko, co odnajdziecie w moich tekstach, można odbierać zero-jedynkowo. Część kwestii nie jest podana dosłownie, bo nie chcę wykładać na tacy moich przemyśleń czy prywatnych spraw. Niczego jednak nie udaję. Wszystko opieram na tym, co przeżyłem, albo czego się nauczyłem, a przy okazji osadzam to w interesującym  kontekście.

Utartym frazesem jest mówienie o tym, że zaskakujesz słuchaczy. Kiedy cię czasem słucham mam jednak wrażenie, że ty nieustannie zaskakujesz sam siebie. Boisz się czasami swoich pomysłów?

Zupełnie nie. Wierzę siebie i jaram się każdym z nich. Najlepsze jest zresztą to, że przed słuchaczami masa rzeczy, którymi mogę ich zaskoczyć. Nie odkryłem się jeszcze w stu procentach. Nie chcę jednak o wszystkim mówić na początku swojej drogi.

Wyrazem twojej różnorodności są choćby follow-upy. Potrafisz zgrabnie przejść od Kiza do Rachmaninowa i brzmi to naturalnie. Podejrzewam, że część muzyków ze środowiska akademickiego mogła zarzucać ci grzeszenie.

Chcę po prostu stworzyć coś nowego, pokazując, że do muzyki można podchodzić w sposób nieoczywisty. Uciekam przy tym od zamykania się w konkretnych bańkach – również muzycznych. Stąd pewien rozstrzał, jeśli chodzi o inspiracje. Przez swoją twórczość miałem problemy w szkole muzycznej czy liceum. Nie przejmuję się jednak zdaniem malkontentów. Nie ma sensu tracić na nich energii.

Jeśli mielibyśmy wszystko spiąć – muzyka klasyczna, Gucci Trip, kiedyś piłka nożna i esport, a masz przecież dopiero osiemnaście lat. 

Życie jest krótkie i grzechem byłoby zamykanie się na tematy, którymi się interesujesz. Kiedy więc mówisz, że zajmuje się ogromem rzeczy – nie do końca się zgodzę. Z zewnątrz może tak to wyglądać, ale chodzi po prostu o to, by odpowiednio zorganizować sobie czas. Jeśli dodatkowo czerpiesz ze swoich zajęć przyjemność, na upływający czas w ogóle uwagi nie zwracasz. 

Fot. Jacuś
Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najbardziej oceniane
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Garibaldi
Garibaldi
20 dni temu

Jak można się odciąć od czegoś co się jeszcze nie wydarzyło?