Nie zjazd, a po prostu naturalna kolej rzeczy

Nie zjazd, a po prostu naturalna kolej rzeczy

22.06.2021, 11:15:47

Jak można się było spodziewać, oficjalne potwierdzenie naszych doniesień o transferze Pawła „byaliego” Bielińskiego do Izako Boars wywołało falę komentarzy wśród esportowej społeczności. Wśród gratulacji i ekscytacji przewija się naturalnie sporo negatywnych komentarzy, w których ruch ten nazywany jest zjazdem dla byłego zawodnika Virtus.pro. Czy rzeczywiście myślenie o tym w ten sposób jest optymalnym rozwiązaniem? Śmiem wątpić. Dla mnie to po prostu kolejny etap historii, która ciągnie się już od dłuższego czasu. 

Kiedy byali po raz drugi opuszczał Virtus.pro, w zespole panowała ciężka atmosfera. Późniejsze wywiady, które rzuciły dodatkowe światło na całą sytuację z opuszczeniem bootcampu VP dodały zresztą całej narracji kolorytu. Stało się praktycznie oczywiste, że nie zobaczymy już Bielińskiego brylującego na europejskich salonach pod banderą wielkiej organizacji.

Wiele osób nazywa tamten etap początkiem upadku legendy, jak byali bez cienia wątpliwości był jeszcze w Virtus.pro. Prywatnie patrzę na to w zupełnie inny sposób. Jasne, było to pewne ukłucie w sercu. Tak dla mnie, jak i dla wielu osób, które wychowywały się na sukcesach polskiego VP. Ale kiedy na chłodno spojrzy się na to, w jakim kierunku potoczyła się kariera byaliego, dochodzi się do wniosku, że tak chyba po prostu musiało być.

Nie zrozumcie mnie źle, nie odbieram byaliemu pasji ani ambicji. Gość, który kilka lat temu był moim zdaniem jednym z najlepszych graczy globu, na pewno miał tego i tego na pęczki. Oczywiście można się tylko domyślać, jak to wszystko postrzegał i postrzega sam Bieliński, ale ja widzę po prostu człowieka, który nie chciał przez kilka kolejnych ładnych lat żyć w ścisłym rygorze i pod ogromną presją.

I takie jego święte prawo. Jak i każdego sportowca czy esportowca.

Dlatego dziwi mnie, gdy ludzie w przypadku transferu do Izako Boars nazywają to „kolejnym upadkiem”. Jeżeli mamy patrzeć przez pryzmat prestiżu organizacji czy potencjału sportowego, to już w momencie angażu w AVEZ był to przecież spadek o kilka poziomów w dół. Osobiście widzę w tym więcej pozytywów, aniżeli minusów. Wszak jest to jasny sygnał, że byali nadal chce rywalizować, a nie odcinać kupony. Nikt mi przecież nie wmówi, że w IB dostał gwiazdorski kontrakt na wiele tysięcy złotych. Tak jak w „Ośmiornicach” zszedł znacząco ze swoich wymagań finansowych, tak musiało być również i w tym przypadku.

Samo Izako Boars to zresztą od dawna coś innego niż memiczna organizacja wymieniająca graczy co dwa tygodnie, którą niektórzy pamiętają sprzed lat. Dziś mówimy o całkiem nieźle zarządzanym projekcie, który naturalnie był ciekawszy z dwójką piekielnie utalentowanych graczy w postaci szejna i siuhego, ale nadal ma on przyzwoity potencjał sportowy. Można pisać puste frazesy o upadku i przeklinać Bielińskiego za obranie takiego, a nie innego kierunku. Można też tak po ludzku uszanować wybór.

Każdy, kto nie przespał ostatnich lat, zdaje sobie sprawę z tego, że byali nie wygra już Majora. Nie warto jednak żyć przeszłością. W obecnym ekosystemie uśmiech na twarzy wywołuje nawet wygrana w Spring Sweet Spring czy innym internetowym cupie. Nie wiem jak wy, ale ja wolę oglądać byaliego w trykocie Izako Boars walczącego o krajowy czempionat albo przyjemny awans na jakiś DreamHack Open, niż patrzeć jak daje heady w FPL-u.

Ja trzymam kciuki. I wam polecam to samo.

Fot. EPICENTER

Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najbardziej oceniane
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Kamil
Kamil
1 miesiąc temu

true