Niby tylko 5 lat, a jednak kawał pięknej historii
POLSKI ESPORT
Rainbow Six: Siege
Reportaże

Niby tylko 5 lat, a jednak kawał pięknej historii

20.07.2020, 19:30:34

Jedne tytuły przychodzą, inne odchodzą, ale żaden nie może pochwalić się tak zaangażowaną społecznością. Każdy miłośnik sceny Rainbow Six: Siege to kibic na medal, jednak romans ze stajnią Ubisofta nie wziął się znikąd. Jak to bywa z romansami – stoi za nim szereg wydarzeń, który do niego doprowadził. Od czego to wszystko się zaczęło? Czy było łatwo? Czy jest łatwo? Czy będzie łatwiej?

Początek

Kilka godzin, dni czy miesięcy po premierze nic nie zapowiadało, że Rainbow Six: Siege zniesie złote esportowe jajo. Tym bardziej nic nie wskazywało na to, że za kilka lat my kibice z rutyną co czwartek będziemy zasiadać przed telewizory jak do tej telenoweli. Zasiadać i śledzić krajowe mistrzostwa, w których brak zlepków z przypadku a każdy ma swój esportowy dom. 

Ale tak chyba było z każdym tytułem, prawda? No, może z większością. Brak porządnych turniejów w naszym kraju nie oznaczał jednak braku zainteresowania. Wręcz przeciwnie. Amatorów usiłujących stworzyć coś na miarę kolektywu z prawdziwego zdarzenia nie brakowało i kwestią czasu było, aż ktoś to zauważy i doceni. 

Do drugiej połowy 2016 roku brakowało jednak szansy na zaistnienie. Gracze nie mieli żadnej drogi na przebicie się do mainstreamu i stan ten dłużył się i dłużył. Do czasu. Do czasu aż ESL wyciągnął pomocną dłoń do Rainbowowej niszy i postanowił zorganizować pierwsze w historii Mistrzostwa Polski Rainbow Six: Siege. I tutaj opowieść o wspomnianym romansie zaczyna nabierać rumieńców.

– Nie można zapomnieć jak ogromny częścią tego, co widzimy dziś na scenie R6S, odegrał ESL. To właśnie oni byli prekursorami wszystkich światowych wydarzeń, które odbywają się do dziś. Sam pomysł zainwestowania w grę która borykała się z dużymi problemami technicznymi od samego początku, był ryzykowny, ale wydaję mi się, że powiedzenie „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana” jest w tym przypadku jak najbardziej trafne – mówi nam Marcin “Marciu” Prusinowski, który miał przyjemność komentować pierwszą odsłonę Mistrzostw Polski.

Pierwszy mistrz

– Bez ESL i ludzi, którzy dostrzegli w tej grze esportowy potencjał, nigdy nie wyszlibyśmy z cienia wielkich. Ba, zapewne nikt by o tym tytule nie usłyszał. Mistrzostwa Polski ESL ukształtowały i nakierowały rozwój polskiej sceny. Promocja gry przez firmę w Polsce była ogromna. Ogromna liczba widzów gromadziła się przed monitorami, ale nie tylko. Tłumy zawitały także na Warsaw Games Week, gdzie w pewnym momencie zabrakło miejsc siedzących. Mistrzostwa z 2016 roku zapoczątkowały “hype” na R6S w Polsce i stworzyły podwaliny do tego, co oglądamy teraz – kontynuował Marciu.

Pierwszy wielki turniej nie mógł być naszpikowany gigantami z krajowego rynku, w końcu każdy przezorny człowiek najpierw woli zbadać grunt, zanim na niego wejdzie. Nigdy nie wiadomo, czy metr przed tobą nie czyha grząskie bagno. I tak rozpoczął się turniej wszystkiego. Dla potencjalnych inwestorów turniej badawczy. Dla zawodników turniej debiutów. Dla kibiców turniej marzenie.

Zagorzali Rainbowowcy dokładnie te zdarzenia pamiętają. Czasy Patokalipsy, z której uchowało się kilku wielkich graczy. Graczy, których obserwujemy na krajowej scenie do dziś. Magic, Derius czy Typerek, który jeszcze nie tak dawno zajmował miejsce w kultowej organizacji, to trzon pierwszego w historii Mistrza Polski Rainbow Six: Siege.

Choć sama walka o tytuł nie przyszła tak łatwo. Ćwierćfinał z WAWER.PRO czy półfinał z Tempus nie stanowiły problemu, jednak schodki wyrosły spod ziemi przed decydującym starciem. Starciem, do którego lubimy wracać, bo po prostu niesie ze sobą dobre przesłanie. Starciem z VIS MAJOR. A jeśli nie widzieliście, to koniecznie zobaczcie, bo to klasyk, który trzeba zobaczyć.

– Ten turniej był debiutem dla wszystkich. Nikt z nas, uczestniczących wtedy w tym wydarzeniu, nie wiedział, co właśnie zapoczątkowaliśmy. Do dziś wspominam moment, w którym zapaliły się światła i wokół sceny zebrał się tłum ludzi. Usłyszałem wtedy w słuchawce – “za 10 sekund wchodzicie”. Nagle stres, ogromne emocje i miliony myśli w głowie – zaatakowało mnie to wszystko. I wszystko zniknęło po trzech najdłuższych sekundach w moim życiu, gdy w słuchawce słyszałem końcowe odliczanie – wspominał swój debiut komentatorski przed publicznością Prusinowski.

Coś z niczego

Inwestycja ESL załączyła mały trybik i z czasem wszystko zaczęło ruszać. Pojawiły się pierwsze organizacje, pierwsi, których mogliśmy nazwać profesjonalistami i pierwsze występy na europejskim podwórku. Jak się później okazało, nie była to droga po miękkim puchu, a raczej klockach lego lub rozżarzonych węglach. Ale od początku.

Jest jedna taka organizacja, która była przy naszych rodakach od samego początku. XPG Invicta. I to Invicta na początku 2017 stworzyła w większości biało-czerwony skład, który z buta wjechał na europejską scenę. Może nie do proligi, ale turniej pokroju Gamers Assembly również był niczego sobie. Łatwo jednak przyszło, szybko także poszło. Do światowej czołówki było nam daleko, a różnica uwydatniała się z każdą chwilą. Nadszedł więc czas roszad. Roszad, po których Invicta nie była już tak polska.

I nie wygrała mistrzostwa kraju za 2017 rok, mimo że jeszcze jakiś czas temu faworytem była murowanym. A czempion turnieju wyrósł spod ziemi i nazywał się Sawdust Team. Skład, który awans do rozgrywek uzyskał rzutem na taśmę. W ostatnim turnieju kwalifikacyjnym. Życie pisało piękną historię.

Żegnaj ESL, witaj Masters League

Gdy ESL odsunął się w cień, pałeczkę w organizacji krajowych rozgrywek przejęli sami twórcy. Master League to trzy sezony wspaniałej rywalizacji, Masters League to powołanie do życia nowych organizacji, Master League to także narodziny gwiazdy, której udało przebić się tam, gdzie każdy chciałby się znaleźć. 

Za czasów Masters League na krajowym podwórku przywitaliśmy PACT, Invizy, PRIDE, GamerLegion, SLAVGENT i wielu innych. Niektórzy z nich zniknęli, inni pozostali do dziś. Niemniej był to prawdziwy magnes na inwestorów i milowy krok w rozwoju sceny. 

Wśród uczestników ligi przewijał się też pewien skromny jegomość zwany Saves. Od początku piekielnie mocny i każdy trzeźwo myślący wiedział, że kwestią czasu jest, aż któraś z grubszych ryb sprzątnie go do swojej ekipy. I bardzo dobrze – obecny reprezentant Natus Vincere przyciąga fanów pragnących sukcesów na najwyższym poziomie. Taki gość jest potrzebny zawsze i wszędzie. W Polsce wygrał to, co mógł, więc krok naprzód był oczywistym wyborem. Wspierającym własną markę, a przy okazji całą społeczność, która zyskała na uwadze.

To co teraz, jest teraz

Powołanie do życia projektu Polish Masters wywołało ogromne poruszenie. Wśród wszystkich. Sami przecież średnio raz w tygodniu informowaliśmy was o organizacji, która zgłasza swój skład do rozgrywek. O organizacjach, które nie były scenie Rainbow Six: Siege obce, ale także o takich, których wcześniej w tych butach nie widzieliśmy. 

Teraz już śmiało możemy mówić o pewnej stabilizacji. Może z gry w R6S nie każdy da radę wyżyć, ale przecież sukces zaczyna się od pasji. A jesteśmy na dobrej drodze ku temu, aby pasja przerodziła się w coś, co można nazwać wymarzoną pracą. Aby mogły tak mówić nie jednostki, a całe grono graczy. Tylko kto porzuciłby swoje poukładane życie i przekształciłby romans w prawdziwą miłość? Śmiałków zapewne by nie zabrakło, a do odważnych świat należy. Najlepsze ciągle przed nami.

– W 2016 roku mój kolega Łukasz powiedział mi „Marcin, zobaczysz, że za kilka lat ta gra będzie jednym z największych esportowych tytułów na świecie”. I jak widać nie pomylił się – powiedział nam na zakończenie Marciu.

Byle do Challenger League, a później, jak to mawiają uczeni, only sky is the limit

Może nasza scena nie jest najsilniejszą czy nawet najbardziej rozwiniętą, ale ma predyspozycje. A wszystko leży w rękach tych, którzy na nią pracują.

Fot. Ubisoft

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze