Na początku nie miałem w głowie tego, że mógłbym być trenerem
CS:GO
Wywiady

Na początku nie miałem w głowie tego, że mógłbym być trenerem

11.08.2018, 14:19:00

Kiedy po przygodzie z Overwatchem powracał na scenę Counter-Strike’a, początkowo nie spodziewał się, że będzie pełnil nieco inną rolę niż dotychczas. Dzisiaj Adrian „imd” Pieper raczej nie wyobraża sobie, by mógł zrezygnować z bycia szkoleniowcem. Z trenerem x-kom teamu porozmawialiśmy o początkach nowej drogi w karierze, dowodzeniu zespołem, a także stosunkowo długim epizodzie w grze ze stajni Blizzarda.

imd powinniśmy obecnie kojarzyć bardziej jako trenera, czy jako gracza?

Wydaje mi się, że zależy o jakim gronie osób mówimy. Przez dłuższy czas środowisko CS-a będzie mnie kojarzyć z kariery zawodnika. Każdego poznałem jako gracz i myślę, że to się raczej nie zmieni. Teraz, kiedy zacząłem się uaktywniać w mediach społecznościowych, zacząłem prowadzić Twittera, to znajdzie się też pewne grono, które będzie mnie kojarzyć z tego, że jestem trenerem x-kom teamu.

A na której płaszczyźnie odniosłeś więcej sukcesów?

Patrząc czysto na Counter-Strike’a, to o wiele większe sukcesy odniosłem jako trener. Wszystkie te rozgrywki, na które się dostawaliśmy… Nawet udało się wygrać jeden międzynarodowy turniej. Zdecydowanie lepiej to wygląda po tej stronie.

Skąd w ogóle decyzja o pozostaniu trenerem?

Szczerze mówiąc, było to dosyć spontaniczne. Wróciłem do Counter-Strike’a po epizodzie w Overwatchu. Miałem swoją drużynę, grałem m.in. z pienixem i urbanem. Próbowaliśmy coś zdziałać na takim – nazwijmy to – amatorskim szczeblu. Jednak pewnego razu napisał do mnie stark i spytał, czy nie chciałbym się spróbować w roli trenera. Grałem z nim wcześniej i kojarzył mnie z tego, że byłem prowadzącym, zajmowałem się stroną taktyczną. Krzysiek uważał, że mogę się sprawdzić w nowej roli i zaproponował mi współpracę.

Nie było wątpliwości przy podejmowaniu decyzji?

To chwilę trwało. Zastanawiałem się jakieś dwa tygodnie. Na początku nie miałem w ogóle w głowie tego, że mógłbym być trenerem. Nigdy wcześniej o tym nie myślałem. Jak pojawiła się taka opcja, to dopiero zacząłem sobie wyrabiać w tej kwestii jakąś opinię.

Jak zmieniłeś się ty jako trener? Dostrzegasz jakieś różnice w swoim działaniu?

Różnice są ogromne. Epizod w Overwatcha spowodował, że miałem rok przerwy od CS-a. Wówczas moja wiedza na temat gry była dużo oboższa. W x-kom teamie jestem już prawie rok, więc postrzeganie CS-a znacznie mi się wyrobiło. Mam zupełnie inne podejście. Nie tyczy się to może samej gry, ale również aspektu trenowania. Wiem na czym się skupiać, wiem co jest ważne, a co jest mniej istotne. Dzięki temu nie tracę czasu w głupi sposób.

Rola trenera w esporcie to stosunkowo nowa kwestia. Ciężko o jakieś wzorce czy schematy, które można naśladować. Jak to wygląda u ciebie?

Mój rozwój oraz nauka tego, jak stawać się coraz lepszym trenerem, polegała tylko i wyłącznie na błędach. Wiedziałem, jakie błędy popełniam i starałem się po prostu jak najszybciej je poprawić. To był taki główny czynnik. Nie miałem kogoś takiego, kogo mógłbym obserwować i naśladować. Robiłem wszystko, by nie powielać błędów.

A czy jest według ciebie ktoś, na kim mógłbyś się wzorować?

Na polskiej scenie raczej nie ma osoby, którą chciałbym naśladować. Wydaje mi się natomiast, że jeżeli chodzi o świat, to każdy odpowiedziałby tak samo – zonic z Astralis. Każdy mówi o jego gigantycznej roli w tym, jak działa jego drużyna i w jaki sposób funkcjonuje ich system.

Pomijając oczywiście kwestie taktyczne, zonic jest dla swoich graczy jak opiekun. Ty też próbujesz pełnić taką rolę?

Staram się to robić, bo chyba źle by o mnie świadczyło, gdybym nie przykładał do takich rzeczy uwagi. To jest równie istotne jak aspekty taktyczne. Ważne, by każdy się ze sobą dobrze dogadywał, żeby panowała dobra atmosfera i jeżeli spędzamy ze sobą tyle czasu, to ważne też, by każdy darzył się wzajemnym szacunkiem. Byłoby bardzo głupio, gdybym nie zwracał na te kwestie uwagi, ale musiałbyś zapytać graczy, by dowiedzieć się jak to wychodzi w praktyce.

Ciężko jest zapanować nad starkiem i resztą graczy?

W przeszłości nie trenowałem innego zespołu, a ze starkiem współpracuję od początku. Nie mam więc punktu odniesienia, by powiedzieć z kim współpracuje się łatwiej, a z kim trudniej. U mnie w drużynie mam to oczywiście poukładane, ale nie współpracowałem z tyloma graczami, by jednoznacznie stwierdzić jak trenuje się ze starkiem.

Bywają momenty niesubordynacji?

Takie rzeczy miały miejsce przed V4 w Budapeszcie, po którym stark trafił na ławkę rezerwowych. Myślę, że teraz, po jego powrocie, nie mam zbyt wielu obiekcji. W nowym składzie każdy jest zmotywowany i wszyscy bardziej biorą do siebie to, co staram się przekazać.

Nie tak dawno rozmawiałem ze starkiem i wówczas powiedział mi, że to ty masz najważniejszy głos w kwestii podejmowania decyzji o zmianach.

O tyle fajne jest to, że zarząd x-komu dał mi możliwość, bym mógł w mniejszym lub większym stopniu decydować o zmianach. Sytuacja ze STOMPEM to bardziej decyzja moja oraz włodarzy organizacji, niż samych graczy. Z myniem było troszeczkę inaczej, ale myślę, że mam bardzo dużą swobodę w kwestii decyzji. Nie jest to może na takim poziomie, jak wygląda to w piłce nożnej, ale mam całkiem dużo do powiedzenia na temat składu i tego, jak ma on wyglądać.

Co jest dla ciebie najfajniejszą częścią pracy trenera?

Najfajniejsze jest to, że po godzinach treningów różnych zagrań dostrzegam z perspektywy trenera, że ma to swoje efekty podczas oficjalnych spotkań. Widzisz, że dzięki temu udaje się pokonywać coraz lepszych rywali i jako drużyna robicie ogromny postęp.

Jak sam powiedziałeś, wybranie roli trenera było dość spontaniczne. Nie miałeś wówczas myśli, by jednak bardziej poświęcić się graniu?

Miałem ogromny problem z podjęciem właściwej decyzji. Tak naprawdę z Overwatcha wróciłem jako gracz, w ogóle nie myślałem, żeby być trenerem. Pojawiła się jednak taka okazja i po dwóch tygodniach zastanawiania doszedłem do wniosku, że to może być coś wartego spróbowania. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że chcę w tym pozostać, ale było mało argumentów „przeciwko”, bym tego nie spróbował. Mówiłem zresztą samym zawodnikom, że nie wiem jak się sprawdzę w tej roli. Fajnie, że złożyli mi taką propozycję, ale nie wiedziałem, czy będę dobrym trenerem, czy mi się to będzie podobało i czy mi się to nie znudzi. To był taki okres testowy, ale tak mnie to pochłonęło po miesiącu czy dwóch, że zostałem na stałe.

Nie tęsknisz za graniem?

Gdybym czuł głód zdobywania fragów, to nie wytrzymałbym przez taki okres poświęcając się roli trenera. Jeżeli ktoś chce grać, to według mnie nigdy nie będzie dobrym szkoleniowcem. Po obraniu takiego kierunku trzeba pożegnać się z marzeniami o byciu graczem. Trzeba wejść na nowy poziom i próbować się w roli trenera.

Cofnijmy się trochę w czasie. Po epizodzie w Imperial Dragons zdecydowałeś się odejść od CS-a i postawiłeś na Overwatcha, który wówczas dopiero raczkował. Skąd taki pomysł?

Podobnie jak z trenerką, Overwatch to był czysty przypadek. Przesiadywaliśmy ze znajomymi z CS-a na TeamSpeaku całe dnie i w końcu ktoś rzucił pomysł, by dla zabawy pograć sobie w Overwatcha, który wtedy był jeszcze w becie. Pobraliśmy go więc w sześć osób, mieliśmy swój skład, razem sporo graliśmy i tak mi się spodobało, że kiedy reszta już od tego odchodziła, ja nadal kontynuowałem granie i w pewnym momencie otrzymałem propozycję dołączenia do drużyny od phz-a, który wcześniej zresztą występował ze mną w Imperial Dragons. To była czysta amatorka. Graliśmy dla grania, nie było tam nic poważnego, nie mieliśmy żadnego sponsora. Braliśmy udział w cotygodniowych turniejach, jak choćby w Go4Overwatch. Z czasem wkręcałem się jednak coraz bardziej, zmieniałem drużyny na coraz to lepsze. Jeszcze bardziej się temu poświęcałem i w końcu doszło do tego, że całkowicie się przerzuciłem z CS-a.

Jak wyglądała wówczas sytuacja na tamtejszej scenie?

Kiedy wkraczałem na scenę, była taka jedna drużyna, która cieszyła się rozpoznawalnością w Europie. Potem zresztą zasiliłem jej szeregi, kiedy reprezentowała już barwy Sferis PRIDE. To był najlepszy polski zespół, chociaż nie osiągaliśmy żadnych sukcesów. Moją pierwszą drużyną z prawdziwego zdarzenia była ta, którą utworzyłem z MATTHEM – OW.QQ. Przy okazji pozdrawiam resztę chłopaków, którzy stanowili o jej sile – ghosta, setroxa, no1speciala, bartusa, tanka i hafala. W naszych najlepszych czasach byliśmy na szóstym albo siódmym miejscu na Starym Kontynencie. Wtedy byliśmy naprawdę kojarzeni przez społeczność, mieliśmy dostęp do najlepszych grup sparingowych.

No i co się w końcu stało, że z tego Overwatcha zrezygnowałeś?

Rozchodziło się o to, że wszyscy sponsorzy się wycofywali, gdyż nie było turniejów, bo Blizzard wprowadzał Overwatch League. Było zatem sporo organizacji, których nie było zwyczajnie stać na wykupienie slota w tych rozgrywkach, bo to dziesiątki milionów dolarów. Nie było takiej liczby turniejów, żeby komuś mogło opłacać się utrzymywać zespół Overwatcha. To była jedna wielka niewiadoma. Słyszało się głosy, że ma być Overwatch League, ale nie wiadomo było kiedy, nie wiadomo było co to będzie i jaka będzie pula nagród. Sponsorzy woleli się po prostu wstrzymać i poczekać na krok Blizzarda. Jeżeli nie było nic pewnego, to nikt nie chciał podpisywać umów.

Te większe organizacje też się poddały?

Kilka z nich zostało, ale żeby mieć pieniądze z tej gry najlepiej by było mieszkać w Ameryce i być jednym z lepszych. Tak jak to teraz jest w Overwatch League. Mamy dwanaście drużyn i średnio dziesięć osób w składzie. Rozmawiałem ostatnio zresztą z MATTHEM, który cały czas siedzi w Overwatchu. Przyznał mi, że nic się nie zmieniło i scena z tier2 po prostu nie istnieje. Tak jak w CS-ie te niższe dywizje żyją swoim życiem i cały czas pojawiają się jakieś turnieje, tak tutaj nie ma nic.

To chyba podobna sytuacja jak w LoL-u. Poza LCS liczą się narodowe rozgrywki oraz EU Masters.

No właśnie. A w Overwatchu nie ma nawet takiego EU Masters. Tak naprawdę w Europie był taki moment, że nie było żadnych turniejów, kompletne zero. Po co zatem jakaś organizacja miałaby trzymać u siebie drużynę? Nie było turniejów, nie było pieniędzy. Gierka nie żyła w Europie.

I tak po prostu się wycofałeś?

To było chyba zaraz po mistrzostwach świata, na których zresztą się pojawiliśmy.

Nie chciałeś poczekać kilka miesięcy na rozwój wydarzeń?

Ja po prostu tęskniłem za CS-em. To była taka roczna przygoda, którą zawsze będę dobrze wspominał. Poznałem wiele fajnych osób, parę razy byłem zagranicą na jakimś turnieju, byłem na mistrzostwach świata. Wszystko fajnie, ale zaczęło mi brakować CS-a. Gry, w którą grałem praktycznie od podstawówki.

A spodziewałeś się, że scena Overwatcha będzie wyglądać tak, jak wygląda dziś?

Można było się tego domyślać. Blizzard jest poważną marką i jeżeli już się za coś zabiera, to dość fajnie to wychodzi. Wiadome było to, że ta liga będzie czymś dużym. Sam fakt, że te miejsca w rozgrywkach kosztują tyle pieniędzy i faktycznie marki w to inwestują, bo Blizzard na brak zainteresowania nie narzeka, daje jakieś wyobrażenie. Czytałem gdzieś, że dodają coraz więcej drużyn, a chętnych nie brakuje. To jest naprawdę fajnie zrobione, ale powiedzmy, że to nadal dwanaście drużyn po dziesięć graczy, tak? Żeby grać w takim Overwatch League, trzeba być jednym z lepszych na świecie. A trzeba brać pod uwagę, że konkurencja jest ogromna.

Ty grałeś w Overwatcha, a scena CS-a rozwijała się w zatrważającym tempie. Gdyby nie ten epizod, dzisiaj mógłbyś stanowić o sile czołowego zespołu z Polski. W roli gracza oczywiście.

Wydaje mi się, że gdybym porzucił trenowanie, a nie chcę tego robić, bo bardzo dobrze się w tym odnajduję, to poświęciłbym parę miesięcy i mógłbym powrócić do czołówki. Według mnie to nie jest nic straconego. Posiadam taką wiedzę o grze, że znalazłyby się drużyny, które chciałyby mnie widzieć u siebie. Powiedzmy, że w roli prowadzącego czy supporta. Rola trenera jednak mnie całkowicie satysfakcjonuje i nie mam zamiaru wracać albo żałować tego, że poszedłem tą ścieżką.

fot. GGLeague/Maciej Kołek

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze