mouz: Tym razem mistrzowskiego tytułu tak łatwo nie oddam

mouz: Tym razem mistrzowskiego tytułu tak łatwo nie oddam

06.11.2020, 19:16:08

I to nas nakręca. Zdajemy sobie sprawę z tego, o co toczy się gra, przez co play-offy zamierzamy rozegrać prosto z bootcampu. Mamy zaklepany termin, więc jeśli nic się nie wywali na ostatniej prostej – zbierzemy się w jednym miejscu. ESL Mistrzostwa Polski traktujemy bardzo poważnie – mówi nam Mikołaj „mouz” Karolewski o podejściu Illuminar Gaming do zbliżającego się półfinału EMP.

W zeszłym sezonie ESL Mistrzostw Polski awansowaliście z pierwszego miejsca w tabeli, by odpaść już w półfinale. Przytrafiło ci się to drugi raz z rzędu. Bolało?

Play-offy rządzą się swoimi prawami. Przejście fazy zasadniczej z impetem nie oznacza automatycznego zwycięstwa całych rozgrywek. Wiąże się to z dodatkowym stresem. Z mojej strony wyglądało to tak, że w poprzednim sezonie chciałem aż za bardzo. Zależało mi na tym, żeby pomóc Illuminar Gaming obronić tytuł. W głowie miałem zwyciężanie, zwyciężanie i jeszcze raz zwyciężanie. Jeśli pytasz mnie więc, czy odpadnięcie w półfinale bolało, odpowiedź jest prosta. Tak, cholernie bolało.

Mówimy zarówno o obronie tytułu z iHG, jak i indywidualnym powrocie na szczyt. Rok temu z ARCY również ominęliście finał.

Dokładnie. Teraz nie skupiam się na tego typu aspektach, przez co presja jest dużo mniejsza. Nie muszę podporządkowywać wszystkiego po to, żeby odzyskać tron po nieudanych sezonach. Do każdego meczu podchodzę tak samo. Gram swoje i jestem pewny tego, na co mnie stać.

Gra rozpoczyna się jednak na nowo. Nim przejdziemy jednak do meritum – jak z perspektywy czasu oceniasz rozszerzenie ligi do dziesięciu zespołów?

Trudno postrzegać to negatywnie. Uczestnicy grają przez to więcej, a mniej znane drużyny dostały w dodatku sporą szansę na to, żeby pokazać się społeczności. Jeśli zespoły z niższych miejsc w tabeli potrzebują przestrzeni do zbierania doświadczenia, trudno w Polsce o lepsze rozgrywki niż EMP.

Z drugiej strony przez zmianę formuły aż osiem ekip awansuje do play-offów. Mogłeś nie nawiązywać walki z czołówką, a i tak czuć się bezpiecznie.

Faktycznie zespołów skazywanych od początku na porażkę i tak awansowało do play-offów. Można więc powiedzieć, że organizatorzy poszli na rękę „średniakom”, które utrzymały się w stawce. Osobiście jednak nie wpływa na mnie to w żaden sposób. W fazie zasadniczej zawszę walczę o pierwsze lub drugie miejsce. 

Nie uważasz, że etap ten powinien mieć jednak nieco bardziej prestiżowy charakter?

Prestiż to drugie imię EMP i raczej nigdy się to nie zmieni. Nie ma w Polsce rozgrywek, które gracze szanowaliby aż tak bardzo. Od zawsze są najlepiej zorganizowane i szczerze wydaje mi się, że długo tak pozostanie. Nie chodzi mi tylko o niezłą kasę w puli, bo mam na myśli całokształt. Dużo znaczą też zaproszenia na turnieje międzynarodowe.

Ostatnio polski oddział zaproponował mistrzom miejsce w międzynarodowym turnieju EPEC. Teraz mówimy o Play-Inach IEM Katowice i DreamHacku Open November. Stawka jest jeszcze większa.

I to nas nakręca. Zdajemy sobie sprawę z tego, o co toczy się gra, przez co play-offy zamierzamy rozegrać prosto z bootcampu. Mamy zaklepany termin, więc jeśli nic się nie wywali na ostatniej prostej – zbierzemy się w jednym miejscu. ESL Mistrzostwa Polski traktujemy bardzo poważnie.

Liderem tabeli jest Wisła All in! Games Kraków. Widzicie w nich największego rywala w walce o tytuł?

Podejrzewam, że to z nimi będziemy walczyć o zwycięstwo i bardzo dużo znaczyć będzie forma dnia. Nie ulega wątpliwości, że Wisła jest poukładana. Można się tego jednak spodziewać po zespołach, za którymi stoi Loord. Grałem z nim przez wiele lat i zdaję sobie sprawę z tego, jak potrafi przygotować drużynę pod względem taktycznym. Jego obecność i pomeczowe rozmowy wprowadzają również sporo spokoju. Biała Gwiazda jest w gazie. To nie tylko czołówka Polski. Wygraną w Nine to Five udowodnili, że radzą sobie również w Europie.

W fazie grupowej tylko oni zgarnęli wam dwie mapy. 

Nie ma to na mnie wielkiego wpływu. Mówimy tylko o rozgrzewce. Prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero w play-offach. Teraz zupełnie inne czynniki będą decydować o tym, kto z serwera wyjdzie jako zwycięzca. Poza tym spodziewaliśmy się, że awansujemy z drugiego miejsca i porażka z Wisłą nam w tym nie przeszkodzi. To, że nie skończyliśmy na pierwszym miejscu specjalnie w nas nie uderza. Priorytetem było po prostu TOP 2 i półfinał.

Mimo wszystko różnica była niewielka. Dzielił was tylko jeden punkt. Jakiej z wypuszczonych map żałujesz najbardziej?

Zdecydowanie tej z meczu przeciwko los kogutos, kiedy prowadziliśmy na Nuke’u 8:1, a ostatecznie i tak przegraliśmy. Zabolały też punkty stracone z Teamem Gaminate. Nie lubię przegrywać na underdogów – tym bardziej z Polski. Od zawsze przyświeca mi cel, by w krajowych spotkaniach pokazywać wyższość.

Rozgrywanie ostatnich play-offów przez Internet było czymś stosunkowo nowym. Dziś wszyscy zdążyli się już do tego przyzwyczaić?

To już dla nas codzienność, ale bardzo brakuje mi turniejów z prawdziwego zdarzenia. ESL Mistrzostwa Polski chciałbym zagrać w warunkach LAN-owych. Patrząc na nasz skład, jestem przekonany, że na scenie wygralibyśmy na pewno. Mamy ogromne doświadczenie, a poza tym najeździliśmy się po świecie i czujemy się pewnie, mając rywala obok siebie. W domach, gdy każdy siedzi wygodnie w pokoiku, te aspekty przestają mieć znaczenie.

To, że równocześnie z ESL Mistrzostwami Polski rozgrywacie też Polską Ligę Esportową, mocno wpływa na wasz zespół?

Nagromadzenie krajowych rozgrywek burzy nam nieco harmonogram treningów. Osobiście jednak nie przeszkadza mi duża liczba meczów oficjalnych. Zawsze wychodziłem z założenia, że to właśnie one weryfikują wszystko, czego nauczyła się drużyna. Podczas sparingów zawodnicy grają zupełnie inaczej, niż pod presją spotkania o stawkę. Dzięki temu, że zachowujemy ciągłość, stale rośnie nam pewność siebie i nie boimy się np. podejmować ryzykownych wymian.

Różnica formatów – w EMP 2x BO1, a w PLE 1x BO3 – mocno wpływała na wasze podejście taktyczne?

W EMP musieliśmy uważać po prostu na brak dogrywek. Kiedy wynik robił się bliski, trzeba było mieć świadomość tego, że nie będzie dodatkowego czasu na pobudkę. W PLE gramy z kolei tak, jak lubię. Dajemy z siebie wszystko, żeby każdą drużynę z Polski zniszczyć 2:0.

W Polsce faktycznie sprowadzacie ostatnio niemal każdego rywala do parteru. Na scenie międzynarodowej nie jest jednak tak kolorowo. Od miesięcy nie idzie wam najlepiej. Poza wygraną w Eden Malta Vibes – posucha.

Ostatnio wzięliśmy udział w Nine to Five z myślą o wygranej, ale z uwagi na problemy techniczne musieliśmy wszystkie mecze rozegrać ze zmiennikiem. Zamknięte kwalifikacje do Intel Extreme Masters mieliśmy rozgrywać z kolei z bootcampu, ale przez wprowadzenie czerwonej strefy plan się wysypał. Jestem pewien, że gdybyśmy zagrali z jednego miejsca, rezultat byłby dużo lepszy.

Prześladuje was pech?

W niektórych przypadkach. Po meczu przeciwko North muszę powiedzieć jednak, że czeka nas ciężka praca, by wejść na wyższy poziom międzynarodowy. Brakuje nam dużo, żeby znaleźć się w miejscu, w którym są na przykład Duńczycy. Musimy naprawdę się wysilić, by nadgonić różnicę. Nie zmienia to faktu, że od czołowej trzydziestki dzielą nas tylko szczegóły.

Ostatnio rozmawialiśmy w maju – niedługo po sformowaniu nowego składu iHG. Byliście wtedy stosunkowo młodą ekipą. Dziś jesteście już zespołem z krwi i kości.

Od tego czasu bardzo dużo pracowaliśmy i widzę ogromny postęp. Pod okiem imd stale poprawiamy błędy i analizujemy nasze dema. Od niedawna phr przejął też rolę prowadzącego, co trochę zmieniło nasze podejście. Tomek wciąż uczy się nowych zadań i bardzo istotne jest to, żeby się z nimi oswoił.

Można zauważyć, że phr ma nieco inny pomysł na grę niż Snax. Odnoszę wrażenie, że wcześniej graliście luźniej. Dziś iHG jest bardziej poukładane. 

Gramy teraz sztywniej – typowo pod taktyki. Snax potrafił dyrygować grą bardziej spontanicznie, na co bez wątpienia wpływało jego doświadczenie. Jakiś czas temu wróciliśmy jednak do budowania gry wokół standardu. Sam wolę skupiać się na celowniku niż rzucaniu granatów, ale zdaję sobie sprawę z tego, że zaplanowane od A do Z strategie w kluczowych momentach potrafią uratować wynik. Trzeba zachowywać odpowiedni balans.

Wygląda na to, że po oddaniu prowadzenia Snax trochę odetchnął. Znów regularnie popisuje się swoimi brawurowymi akcjami.

Coś w tym jest. Faktycznie poczuł więcej luzu. Plan na Snaxa jest jeden – ma być mobilny i decydować o tym, jak wykorzystać AWP. Dzięki temu bardzo często otwiera nam pozycje na mapach. Kiedy był dowodzącym, nie mógł aż tak szarżować. Gdy część odpowiedzialności przejął od niego phr, Janusz znów poczuł swobodę. Może bardziej skupić się na zabijaniu.

Trudno było się wam odnaleźć, gdy z zespołu odszedł innocent?

Każdy spokojnie przyjął to, że Paweł otrzymał ofertę z lepszej drużyny. Takie okazje nie zdarzają się codziennie i prawdopodobnie wszyscy chcielibyśmy z niej skorzystać. Nie dramatyzowaliśmy. Nie myśleliśmy o rozpadzie. Wzięliśmy się w garść, testowaliśmy kolejnych graczy i jak najszybciej chcieliśmy załatać lukę.

Tę wypełnił phr. Jego adaptacja do nowych warunków była problematyczna?

Sprawę ułatwiało na pewno to, że phr spędził sporo czasu ze Snaxem i Vegim w Virtus.pro. Nie było więc wielkiego problemu. Sam nie miałem wcześniej okazji grać z nim w jednej drużynie, ale bardzo szybko zauważyłem, że jego siłą jest spokój. Kiedy zostaje sam w rundzie, jest opanowany. To bardzo cenne. 

Jeśli chodzi o kadrowe epizody, głośna była również przerwa reatza. Z uwagi na problemy kadrowe na nogi stanąć musiał nieco wcześniej.

Nie zmienia to jednak faktu, że wszystko wróciło na odpowiednie tory. reatz odżył, wróciła mu chęć do gry i motywacja do zwyciężania kolejnych meczów. Widać, że jest radosny, czego nie mogliśmy powiedzieć przed przerwą. Wcześniej bał się też podejmować ryzyko i czuł się niekomfortowo na swoich pozycjach. Dziś problemy zniknęły.

Powiedziałeś kiedyś, że jesteś przyzwyczajony do wygrywania polskich turniejów. Przez rok musiałeś obchodzić się jednak ze smakiem.

Nie ukrywam, że czuję się trochę nieswojo. Mam jednak dobre przeczucie, że jesień będzie czasem iHG. Prezentujemy bardzo dobrą formę w grze przeciwko polskim zespołom. Przejeżdżamy się po nich przy niemal każdej z nadarzających się okazji. Intuicja mówi mi, że wygramy trwające mistrzostwa. Tym razem tytułu tak łatwo nie oddam.

Fot. DreamHack / Adela Sznajder
Tagi:
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze